2 godziny z obywatelem Wołomina Tadeuszem Walaskiem

Świetlica wołomińskiego Huraganu wypełniona do ostatniego miejsca. Kilkudziesięciu mieszkańców tej podwarszawskiej miejscowości z nieukrywanym podziwem spogląda na siedzącego wśród nich ciemnowłosego mężczyznę, którego zdjęcia zamieszczane były ostatnio na poczesnych miejscach nie tylko w polskich gazetach.

Gdyby sala, w której przedstawiciele miejscowego społeczeństwa witali opromienionego olimpijską sławą jednego z mieszkańców Wołomina – Tadeusza Walaska, mogła pomieścić nieograniczoną ilość osób, z pewnością zajęłoby w niej miejsca kilkanaście tysięcy sympatyków sportu. Wszyscy oni bowiem, znając z transmisji radiowych i telewizyjnych przebieg turnieju bokserskiego rozegranego w Pallazo dello Sport, pragnęli wysłuchać wspomnień najlepszego, obok Kazimierza Paździora, pięściarza w naszej drużynie olimpijskiej, tego, który uznany został przez specjalne jury AIBA najlepiej wyszkolonym technicznie bokserem spośród 283 zawodników walczących na rzymskim ringu.

Dwie godziny trwała bezpośrednia rozmowa Tadeusza Walaska z wielbicielami jego talentu. Poruszono niezliczoną ilość tematów, ale chyba najwięcej pytań dotyczyło przebiegu pamiętnej walki finałowej w wadze średniej pomiędzy Walaskiem i amerykańskim Murzynem Croockiem, która jedynie zdaniem sędziów zakończyła się porażka pięściarza polskiego.

– Stoczyłem dotychczas 297 walk i ani razu nie leżałem na „deskach”. Dlatego też, wiedząc, ze jestem dobrze przygotowany do startu na Olimpiadzie, wierzyłem przed walką z Croockiem we własne siły. – powiedział Tadeusz Walasek. – Gdy oczekiwałem w narożniku na werdykt sędziowski, trener Sztam zapewniał mnie, że walkę wygrałem i zdobyłem złoty medal. W pewnym momencie ujrzałem jak siedzący w pobliżu ringu prezes PZB, pan Roman Lisowski, chwycił się za głowę, a z twarzy jego wyczytałem, że uznany zostałem pokonanym.

Rzymski start zamknął kolejną kartę historii kariery sportowej T. Walaska. O jej początkach mówił współtwórca sukcesów wicemistrza olimpijskiego, a dziś trener młodych pięściarzy wołomińskich – Jan Zych. Gdy opowiedział on o pierwszym sukcesie 16-letniego Walaska, , którym było zdobycie mistrzostwa polski juniorów zrzeszenia „Sparta”, o jego trudnej drodze po wawrzyny olimpijskie, rozgorzała dyskusja na temat przyszłości wołomińskiego sportu. Wszyscy zebrani stwierdzili jednomyślnie, że sukcesy Polaków na Olimpiadzie w Rzymie powinny zdopingować miejscowych działaczy do stworzenia w Wołominie silnego ośrodka sportowego, w którym mogliby bez przeszkód rozwijać swe talenty młodzi mieszkańcy miasta, pragnący pójść śladami swego starszego kolegi Tadeusza Walaska.

W imieniu mieszkańców Wołomina serdeczne gratulacje i życzenia dalszych sukcesów złożył Walaskowi sekretarz KP PZPR tow. Marian Rojzen, a przedstawiciele miejscowych organizacji i zakładów pracy wręczyli mu upominki i wiązanki kwiatów.

Trybuna Mazowiecka
13 września 1960

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.