Jak zwykle jak się okaże, władze PRL co jakiś czas przeprowadzały reorganizacje, zmiany nazewnictwa jednostek zarządzających a nawet podporządkowania pod inne gałęzie przemysłu czy ministerstw. Tak więc zmieniono podległość hut szkła z Ministerstwa Przemysłu i Handlu na Ministerstwo Przemysłu Materiałów Budowlanych z nadrzędna bezpośrednią jednostką Centralny Zarząd Przemysłu Szklarskiego z siedzibą w Sosnowcu, a same wołomińskie huty szkła zaczęły się nazywać Wołomińskie Zakłady Szklarskie. Niby niewielka różnica ale jakie wymowne brzmienie w nazwie. Rok 1951 r. to już piąty rok po wojnie pracy wanien dość wyeksploatowanych, a stanowiących przecież podstawę dalszej produkcji. Wówczas były tu po trzy na obydwu zakładach wanny podlegające non stop niekończącym się remontom bieżącym.Czytaj dalej

Józef Czarnecki (1891 – 1974)

Jzef Czarnecki – czołowy waltornista okresu międzywojennego. Wrażliwy, szlachetny, skromny człowiek. Nie cierpiał fałszu w życiu i w muzyce. Cierpienia, których nie szczędziło mu życie, przyjmował z godnością. O artyście, mistrzu waltorni, opowiedział mi jego mieszkający w Wołominie syn Ryszard Czarnecki.

Józef Czarnecki urodził się 13 grudnia 1891 r. w miejscowości Krasne, w okolicach Lublina, w dawnym zaborze rosyjskim. Jego ojciec był zarządcą w majątku ziemskim, matka prowadziła dom i wychowywała dzieci. Beztroskie dzieciństwo skończyło się, gdy Józef miał dziewięć albo dziesięć lat. Przed Bożym Narodzeniem ojciec wybrał się na połów ryb, załamał się pod nim lód i młody jeszcze, zdrowy mężczyzna zmarł na zapalenie płuc.Czytaj dalej

Pierwsza wizyta

W kwietniu 2007 roku wraz z moją przyszłą szefową Izoldą i płk dr Markiem Tarczyńskim, historykiem wojskowości i znawcą historii wojny 1920 roku, autorem wielu publikacji na jej temat, odwiedziłem „Polakówą Górkę”. Zaciekawiony historią boju pod Ossowem i jej szczegółami, jakie przekazywał pułkownik, oraz przekazaną przez niego legendą, że tu oto spoczywają żołnierze sowieccy polegli w boju pod Ossowem, zacząłem bacznie rozglądać się po okolicy. Wiedziałem że to, co pod ziemią, może wyjść na wierzch za sprawą lisów i kretów – no i narozrabiałem. W jednej z lisich nor znalazłem kość. Wyobraźnia podpowiadała potwierdzenie opowieści: bolszewik. Kość, a właściwe krąg kręgosłupa, biały i wysuszony, aż chciał być bolszewikiem. Zwróciłem na niego uwagę pułkownika, któremu również oczy zabłysły. „Zabieramy!” – podpowiedział. Zrobiłem parę zdjęć znaleziska kładąc dla porównania obok niego oczywisty i łatwy do zwymiarowania przedmiot – zapalniczkę i zapakowałem znalezisko do folii z paczki papierosów. No i się zaczęło… Tego samego dnia obiegłem trzech lekarzy nie wyłączając ostrego dyżuru w szpitalu wołomińskim z przepakowanym już do eleganckiej koperty kręgiem. Żaden z nich nie potwierdził „ludzkości” znaleziska. Izolda w tym czasie przygotowała pismo, przekazała znalezisko Policji i sama naraziła się na zarzut nieumyślnego spowodowania śmierci. Została przesłuchana, a kość przekazana do właściwej rejonowo komendy policji w Zielonce. Po roku przyszła ekspertyza z Zakładu Medycyny Sądowej w Krakowie i umorzenie postępowania w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci, gdyż kość okazała się kością cielęcą którą lis zwędził w zabudowaniach, ogryzł i wywalił za norę.Czytaj dalej