Ulicą Długą nazywano obecną ulicę Legionów w Wołominie. Później zaczęto tej nazwy używać w stosunku do ulicy, która tę nazwę nosi do dziś. Ulica Długa to była w latach mojego dzieciństwa droga przez wieś Lipiny. Długa zaczynała się przy obecnej ulicy Sikorskiego, która kiedyś nosiła nazwę Ręczajskiej i ciągnęła się aż do obecnej ulicy Niepodległości, która wtedy chyba żadnej nazwy nie nosiła. Przynajmniej nie pamiętam.Czytaj dalej

Wspomnienia związane z zamieszkaniem w Wołominie zacznę od 1950 r. W tym czasie mój ojciec Edward Żelezik – wizytator Centralnego Urzędu Szkolenia Zawodowego zakończył wędrówkę po Polsce (Lublin, Jelenia Góra, Kołuda Mała k/Inowrocławia), gdzie uruchamiał – jako dyrektor – kolejne szkoły o profilu kształcenia zawodowego. To był czas, kiedy zwykłe życie podnosiło się z zapaści po niedawno zakończonej zawierusze wojennej. Po tym szukaniu swojego miejsca – ojciec wraz z rodziną postanowił osiąść na stale w miejscowości położonej w pobliżu Warszawy, aby w przyszłości ułatwić kształcenie swym (w tym czasie czworgu) dzieciom na uczelniach stolicy. Los sprawił, że wybrał Wołomin, by dyrektorować w szkole tzw. „Handlówce” przy ul. Miłej. To był czas, kiedy ja – (dziewięcioletni chłopiec) razem z rodzicami, dziadkami i trojgiem rodzeństwa zamieszkałem w małym mieszkaniu przy ul. Radzymińskiej (dziś Broniewskiego). Mama w czasie wojny prowadziła tajne nauczanie młodych spółdzielców z „Tęczy”, a tuż po zakończeniu wojny, w trzyosobowym nauczycielskim składzie, pracując po kilkanaście godzin dziennie – uruchamiała dla nich naukę w Liceum w podlubelskiej rodzimej Bychowie. Po przyjeździe do Wołomina podjęła pracę w „Handlówce”, gdzie jako – nauczycielka matematyki – przybliżała swoim uczniom tą trudną dziedzinę wiedzy. Ja razem z moją siostrą Marią, jako uczniowie klasy V rozpoczęliśmy naukę w szkole nr 1 przy ul. Wileńskiej. Naszą wychowawczynią była niezapomniana Pani Natalia Kwapiszewska. W tym samym 1950 roku probostwo w jedynej w Wołominie parafii objął ksiądz Mieczysław Grabowski (co będzie miało znaczący wpływ na opisywane zdarzenia).Czytaj dalej

Staję przed nie lada dylematem. Mam napisać coś o prowadzonym przez moją Mamę, Anielę z Jędruchów Kamińską i jej siostrę Janinę, kinie „Adria” istniejącym przed wojną w Wołominie. Łatwe to nie będzie. Wszak od ostatniego seansu w „Adrii” minęło ponad 70 lat. Czy zdołam wskrzesić choć iskierkę atmosfery tamtych lat? Zobaczymy, ale przynajmniej spróbuję… Sięgam więc do skąpych, dziecięcych wspomnień zachowanych w pamięci. Słowo „kino” przewijało się w mojej świadomości jako coś z zaginionego świata, a mnóstwo programów, rozsypanych na strychu naszego domu ze zdjęciami aktorek i aktorów, tylko potęgowało to wrażenie. Mam nadzieję, że uda mi się choć w małej części odtworzyć działanie i klimat kina „Adria”.Czytaj dalej