Oddziały zbrojne Obwodu wołomińskiego prowadziły nie tylko dywersję i sabotaż, ale podejmowały również bardzo śmiałe i ryzykowne akcje mające na celu likwidację groźnych funkcjonariuszy niemieckich, którzy mieli na swoim sumieniu wiele istnień ludzkich i wysyłek na przymusowe roboty do Niemiec. Taka właśnie akcja miała miejsce w Wołominie w 1943 roku, kiedy to w Biuletynie Informacyjnym nr 15/170 został zamieszczony komunikat „Zginął znany łajdak, kierownik Arbeitsamtu w Wołominie”. Mowa oczywiście o Otto Schusslerze, którego nazywano „Ogórkiem”.

Biuletyn Informacyjny. R.5, nr 15 (15 kwietnia 1943) = nr 170

Akcja ta głośnym echem odbiła się na terenie Wołomina i okolic.

Początkowo plany likwidacji były takie, aby po prostu zastrzelić „Ogórka” na ulicy, ale jak wiadomo byłoby to bardzo niebezpieczne przedsięwzięcie i mogłoby to pociągnąć za sobą bardzo ostre represje w stosunku do mieszkańców Wołomina. Trzeba to było załatwić szybko, po cichu i możliwie bez świadków. Dlatego też taka akcja wymagała bardzo szczegółowego planu, który przygotowano znacznie wcześniej.

Za wykonanie planu odpowiedzialny był „Amon”, a dowódcą akcji został Roman Gębicki „Leszek”. Według planu należało porwać „Ogórka”, gdy rano wyjdzie z domu i będzie szedł do pracy ulicą Traugutta (mieszkał na rogu ulicy Poniatowskiego i Traugutta). Na ulicy Długiej miała czekać furmanka, którą przybyli z Czubajowizny Stanisław Synakowski „Wybój” i Kazimierz Zieliński „Wiatr”. Kiedy Kazimierz Sokołowski da znak, że „Ogórek” już wyszedł, wtedy furmanka ruszy ulicą Traugutta naprzeciwko „Ogórka”, z bocznej ulicy wyruszy Józef Kowalski „Śmieciucha” w mundurze policjanta, prowadząc przed sobą „aresztowanych” – Wacława Pieszkę „Kowala” i Jana Burzyńskiego „Lwa”. Do obstawy akcji wyznaczono Mariana Gębickiego „Bombę”, Mirona Matuszewskiego „Felka” i Kazimierza Sokołowskiego.

Nazajutrz przed godziną 7.00 „Ogórek” wyszedł z domu, Kazimierz Sokołowski dał znak, furmanka i policjant wyruszyli. Mijając „Ogórka” zamachowcy natychmiast odwrócili się, zarzucili mu pętlę na szyję i zadali ogłuszające uderzenie w głowę kolbą karabinu. Z nadjeżdżającego wozu zeskoczył „Wiatr”, chwycił „Ogórka” za nogi, reszta pomogła mu i ogłuszony Niemiec błyskawicznie znalazł się na deskach furmanki. „Wiatr” przykrył go kocem i usiadł na nim. „Wybój” ruszył ulicą Traugutta, a potem Lipińską. Pozostali szybko się oddalili z miejsca akcji. Ulica była pusta. Prawdopodobnie nikt nie zauważył zamachu albo, co jest więcej prawdopodobne, udawał, że nie widzi i zachował wszystko dla siebie.

Kiedy mijano ostatnie domy „Ogórek” odzyskał przytomność, zaczął się wyrywać, krzyczeć i grozić. „Panowie co robicie, Wołomin będzie odpowiadał”. Po nowym uderzeniu kolbą ponownie zamilkł, ale nie na długo i znów zaczął się szarpać i krzyczeć. W takiej sytuacji, żeby nie wzbudzać zbytniego zainteresowania, trzeba go było zastrzelić, co zresztą zrobiono. Koń ruszył galopem w stronę wsi Majdan. Zwłoki „Ogórka” zakopano na polu, dla zatarcia śladów pole natychmiast zaorano.
Trzeba przyznać, że była to naprawdę bardzo ryzykowna i odważna akcja. Trochę czasu upłynęło zanim Niemcy zorientowali się, że „Ogórek” zniknął, zaczęli wypytywać o niego w okolicznych domach, a potem bardzo dokładnie przetrząsać okolicę. Jednak mimo dokładnych poszukiwań niczego nie znaleźli. Dla celowej dezorientacji okupanta, zaczęto rozpuszczać pogłoski, że „Ogórek” szedł do stacji, wsiadł do pociągu i odjechał w stronę Warszawy. Czy Niemcy uwierzyli czy nie, trudno zgadnąć. Faktem jest, że zlikwidowano człowieka, który był przyczyną wielu ludzkich tragedii. Ale Niemcy nie zaprzestali poszukiwań, bo po pewnym czasie kiedy ich starania nie dały rezultatów, w Wołominie ukazały się niemieckie plakaty zapowiadające nagrodę wysokości 5 tysięcy złotych za udzielenie informacji o Otto Schusslerze. Na tych plakatach pojawiły się niebawem polskie dopiski „Ogórki zdrożały”. Co ciekawe w pokoju Schusslera znaleziono listę z nazwiskami 72 mężczyzn z Wołomina i okolic, przeznaczonych do aresztowania i wysłania do obozu w Oświęcimiu. Zlikwidowanie tego zbrodniarza wojennego ocaliło życie nie tylko tym, którzy znaleźli się wówczas na tej liście.

Dokumenty osobiste „Ogórka” wraz z legitymacją członka NSDAP przekazano podporucznikowi Stanisławowi Jankowskiemu „Grzegorzowi”. Akcja Schusslera utrzymana była w tak ścisłej tajemnicy, że po wyzwoleniu pojawiły się różne wersje na ten temat, np. o uprowadzeniu go z pociągu na stacji w Wołominie.
Przebieg akcji opracowano na podstawie pisemnych i ustnych relacji Kazimierza Sokołowskiego i Kazimierza Zielińskiego.

Inną formą walki z okupantem była dywersja na liniach kolejowych. Na polecenie dowództwa Obwodu ZWZ Henryk Stanowski zorganizował specjalną grupę do przeprowadzenia akcji na torach. Działalność grupy polegała na wysyłaniu stałych meldunków do Warszawy o ruchu transportów wojskowych, unieruchamianiu semaforów celem zatrzymania pociągów, przerywaniu łączności telefonicznej, rozkręcaniu szyn, podpalaniu wagonów, sypaniu piasku do maźnic, ogołacaniu transportów.

Na dworcu Warszawa Zachodnia wykonano wyrok na niemieckim bahnschutzu znęcającym się ciągle nad Polakami. Ostrzegano również żydów przed załadunkiem na transporty kolejowe, tłumacząc im, że jadą do obozów zagłady w Treblince a nie do pracy, albo do sanatorium, bo i takie opowieści Niemcy potrafili rozgłaszać, aby ukryć okrutną prawdę.

Nie tylko dorośli podejmowali walkę z okupantem, warto tu wspomnieć o bardzo młodych chłopcach, którzy pochodzili z ubogich rodzin i podczas całej okupacji trudnili się wykradaniem węgla z transportów niemieckich, narażając własne życie i swoich bliskich, ponieważ niejednokrotnie Niemcy strzelali do nich bez ostrzeżenia. Oprócz tego, dorośli członkowie AK naszego obwodu podejmowali bardzo śmiałe akcje. Jedną z nich było ostrzelanie niemieckiego patrolu 23 lutego 1944 roku koło Czarnej, dwóch żołnierzy z patrolu niemieckiego zostało rannych.

Wieści 42/2006

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.