Nie warto by wracać do początku historii tych Zakładów, gdyby nie fakt, że ów początek już przez 6 lat, chcąc nie chcąc, ciągle się w „Zielonce” przypomina. „Liczy się” po dziś dzień przy najrozmaitszych problemach gospodarowania fabryką.

Brak cegły i innych materiałów budowlanych zmuszał nas od dawna do budowania szybko nowych cegielni. Z „Zielonką” pośpieszono się jeszcze bardziej, aby Zakłady były uruchomione akurat w pewną rocznicę, przypadającą w 1952 r. Terminu dotrzymano, cegielnię otwarto, ale do dziś nie ma jeszcze pełnych efektów tamtego wysiłku i wkładu inwestycyjnego. Produkcja cegły i innych materiałów ceramicznych jest tu ciągle niższa od przewidywanej dla tak wyposażonych Zakładów.

Szkoda, że pewne sprawy stały się oczywiste, kiedy Zakłady były już gotowe. Fachowcy zagraniczni, zwiedzający „Zielonkę” zawsze zadawali pytanie, jak długo Zakłady mają produkować. Potęga i spiżowość hal pozwalały im przypuszczać, że cegłę robić się tu będzie przez wieki. A przecież zależy to przede wszystkim od zasobu surowca. Obecnie eksploatowane złoże gliny pod Zielonką wystarczy na 50 lat produkcji; drugie, jeszcze nie otwarte, na następne 50 lat. Cegielnia zabezpieczona jest więc w glinę na 100 lat. Po uzyskaniu tej informacji fachowcy byli najczęściej zdania, że wystarczyłyby „Zielonce” lżejsze i tańsze hale. Bo długowieczność nowoczesnej cegielni zależy chyba obecnie od tego, czy można ją elementami przewozić w sąsiedztwo różnych kopalni surowca. Zresztą glina glinie nierówna. Aby można było produkować z niej cegłę, powinna być odpowiednio sucha. Złoża pod Zielonką okazały się mocno wilgotne. Bez znajomości tego szczegółu wielu informatorów dziś jeszcze powtarza, (m. in.: „Życie Warszawy” w numerze z 26 marca br.) że pod Zielonką nie ma gliny w ogóle. Trzeba, jak się okazało, dość trudnych zabiegów osuszających, ażeby miejscową glinę przystosować do produkcji. Przewilżenie surowca powoduje bowiem zmniejszenie wydajności maszyn. W tym właśnie, jak nam wyjaśniono, tkwi główna przyczyna, dla jakiej Warszawskie Zakłady Ceramiki Budowlanej w Zielonce nie osiągnęły dotychczas pełnej mocy produkcyjnej.

W 1957 r. wyszło z tych Zakładów 26 mln. szt. cegły. Ta cyfra stawia już „Zielonkę” na pierwszym miejscu w Polsce wśród zakładów produkujących cegłę pełną, aby jednak osiągnąć przewidywany poziom produkcji brakuje jeszcze podwarszawskiej cegielni 7 min. sztuk.

W kopalni gliny odległej o kilometr od Zakładów w Zielonce, bez przerwy pracują 3 pompy o wydajności 7 tys. litrów na minutę. Złoże położone jest dość nisko i ciągle nawodnione. Same Zakłady wybudowano na terenie wyższym. Właśnie w tym miejscu znajduje się najlepsza glina.

W 6-letniej historii Zakładów ostatnie dwa lata są dla „Zielonki” „drugim oddechem”. W Zakładach zaczęto gospodarzyć na zasadzie eksperymentu. W październiku 1956 wybrano tu Zakładową Radę Gospodarczą. Ona miała teraz rozstrzygać w najważniejszych sprawach „Zielonki”. A niektóre jej decyzje były pierwszorzędnego znaczenia. Z funduszów trwającej 5-Iatki przyznano cegielni na „doinwestowanie” 23 min. zł. Rada uznała, że wystarczy Zakładom 4 mln, tylko odpowiednio wydatkowane. Z części tej sumy wykończono instalacje świetlne i wentylacyjne, natomiast 2.5 min zł przeznaczono na budowę oddziału środków osuszających.

W taki sposób gospodarze ..Zielonki” starają się poprawić efekty produkcyjne Zakładów. Dzięki temu zresztą produkcja miarowo wzrasta. Wystarczy powiedzieć, że w latach 1956/57 produkcja cegielni była łącznie wyższa, aniżeli (również łącznie) w ciągu czterech poprzednich lat od chwili powstania Zakładów. Jednocześnie rozpoczęto produkcję uboczną. Na terenie pow. wołomińskiego rozprowadzono w 1957 r. 5 tys. ton wapna z „Zielonki”, to jest więcej niż przydzielono dla tego terenu w ciągu poprzednich 11 lat.

Obecnie „Zielonka” buduje u siebie kaflarnię. Przypuszcza się, że wyprodukuje się w niej w ciągu 1960 r. 2,5 mln. szt. kafli. Będzie to zresztą towar eksportowy, sprzedawany prawdopodobnie Norwegii, Szwecji i NRF. Przewiduje się również rozpoczęcie produkcji dachówki. Umiejętna gospodarka Zakładami przyniosła w 1957 r. 1.065 tys. zł zysku. 60 proc. z tej sumy przeznaczono na dodatkowe wypisy (mniej więcej 105,2 proc. przeciętnej pensji), 10 proc. na nagrody indywidualne, 2 proc. dla Rady Narodowej osiedla Zielonka, oraz ok. 200 tys. zł pożyczono pracownikom Zakładów na budownictwo indywidualne. Z wygospodarowanego funduszu przy cegielni urządzono kino.

Kadencja „październikowej” Rady „Zielonki” skończyła się przed kilku tygodniami. Poświęcenie ludzi i zdrowy rozsądek przyniosły Zakładom dość wyraźne korzyści. Nowi gospodarze cegielni będą musieli nadal rozstrzygać w wielu istotnych sprawach. Warto bowiem jak najprędzej sprowadzić do „Zielonki” nowocześniejsze agregaty z Niemiec lub Węgier, wyszkolić kadry do ich obsługi, a na to potrzeba dewiz. Konieczna jest dalsza rozbudowa oddziału osuszania gliny. Trzeba nie lada wysiłku i starań. aby z zamokniętego surowca produkować rocznie 40 min, jednostek ceramicznych. I możliwie najszybciej, nawet już od przyszłego roku.

A to właśnie jest ambicją „Zielonki”.

(AKZ)

Życie Warszawy
R. 15, 1958 nr 117=4538 (16 V)

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.