&#; Czołówka Armii Czerwonej, która stoczyła wielką bitwę pancerną z Niemcami, nie przyszła po to, by wyzwalać Wołomin, Tłuszcz, czy Radzymin. Niemcy byli już w odwrocie, zatem walki nie były szczególnie uciążliwe i Rosjanie bez trudu doszli do wiaduktu za Ząbkami, niemal pod Bródno. Z powodzeniem mogli iść dalej, na przykład przez most Kierbedzia. Zostali jednak po tej stronie Wisły, czekając na rozpoczęcie powstania. Na wieść o tak bliskiej obecności Rosjan dowództwo AK postanawiają opanować wszystkie strategiczne punkty w stolicy, zostaje wydany rozkaz o akcji „Burza” i wybucha powstanie. Dymy snujące się nad walczącym miastem widać także w Wołominie.Czytaj dalej

Został tylko Rosenthal

Ulica Lipińska, przy której mieszkała rodzina Kwapiszewskich; w czasie wojny prowadziła prosto do getta.

– Do mamy przychodzili znajomi, mówili: „Pani Kwapiszewska, niech nas pani ratuje. Pani przechowa dokumenty, bo nas przecież zabiją”. Matka odmawiała przyjmowania kosztowności, tłumaczyła, że za te złoto można przeżyć kilka dni.Czytaj dalej

&#; Wojsko odsłużyłem w Łucku, w 24 pułku 27 Dywizji Wołyńskiej, wróciłem stamtąd w stopniu sierżanta podchorążego. Dziwne, ale gdy wybuchła wojna nie dostałem żadnego powołania. Pojechałem zatem do Rembertowa, gdzie formowała się zapasowa kompania. Zostaliśmy skierowani na pierwszą linię, do obrony Warszawy. Stolica długo się nie broniła, padła, a mnie udało się uniknąć niewoli i wróciłem do Wołomina.Czytaj dalej

&#; Ja w ogóle nie przywiązuję wagi do medali i odznaczeń,| może dlatego, że mam ich bardzo dużo. Jako jedna z pierwszych dostałam Medal Edukacji Narodowej. Dla mnie najważniejsza jest ludzka pamięć. Bo tak naprawdę, co teraz młodych ludzi obchodzi nauczyciel, który uczył dwadzieścia lat temu. Odznaczenie jest symbolem wdzięczności. Mam uczniów rozrzuconych po całym Świecie, którzy mówią, że lata, kiedy ich uczyłam, były najpiękniejszymi w ich życiu. Nie pamiętają bomb, okupacji, tylko te komplety w małym drewnianym domku przy ulicy Lipińskiej.Czytaj dalej

internallinksmanager6a99c575-1 przyjmuje mnie w swoim niewielkim, gustownie urządzohym mieszkaniu na osiedlu Lipińska. Częstuje wyśmienitą nalewką i zaczyna barwną opowieść o latach spędzonych w Wołominie. Urodzony w Warszawie, gdy jego ojciec Józef był sekretarzem gminy Bródno, zamieszkał w Wołominie w 1934 roku i przez następne lata służył temu miastu najlepiej jak umiał.Czytaj dalej

Lata 1946-1962

Organizowanie i uprawianie sportu w warunkach powojennych było bardzo trudne. Zniszczony i wygłodzony kraj, braki aprowizacyjne i zaopatrzeniowe, organizowana dopiero administracja kraju nie sprzyjały odbudowie i działaniu organizacji sportowych. Były na pewno inne problemy do załatwienia ważniejsze niż sport. Jednak nieliczna grupa działaczy klubowych, którzy powrócili po wojennej zawierusze do Wołomina, rozpoczęła wytrwałą pracę na rzecz odbudowy klubu. Młodzież wołomińska pragnąc normalności gremialnie garnęła się do klubu, który jednak z ogromnym trudem pokonywał piętrzące się trudności występujące szczególnie w zapewnieniu niezbędnych środków na zakup sprzętu sportowego, zatrudnienie szkoleniowców i remontu zniszczonego przez wojnę boiska. Poza tym Huragan nie miał stałej siedziby klubowej, w której mogła być skoncentrowana cała działalność organizacji. Niewątpliwie brak odpowiedniego lokalu klubowego uniemożliwiał prowadzenie prawidłowej działalności.Czytaj dalej

Osiemdziesiąt pięć lat istnienia, ileż to wydarzeń, spotkań, meczów, zwycięstw i porażek. Ile nazwisk sportowców i działaczy, dla których piłka nożna znaczyła tak wiele. Poniżej przedstawiamy migawki z życia Huraganu, opracowane na podstawie kroniki klubu i notatek z gazet sportowych, przedstawiające czasy wołomińskiego sportu, które już bezpowrotnie minęły.Czytaj dalej

Do rejestracji stowarzyszeń Wołomiński Klub Sportowy Huragan został wpisany w 1923 roku, a pierwszym prezesem został wybrany ówczesny burmistrz Wołomina inż. Mieczysław Czajkowski. Podkreślało to przychylność władzy samorządowej do kultury fizycznej i sportu, poważnie nobilitowało klub jako organizację, która ma do spełnienia ważne dla społeczeństwa Wołomina zadania. Do pierwszego zarządu klubu zostali wybrani: dr Stanisław Czapliński – radny miejski jako zastępca prezesa, a funkcję członków zarządu objęli: przodownik policji Stanisław Rydecki oraz ci obywatele Wołomina, którzy pierwsi udzielili pomocy sportowej i organizacyjnej: Włodzimierz Tiuryn, Wiktor Niebyłowski, Marian Sarnecki, bracia Alfred i Marian Burakowscy oraz bracia Ludwik i Henryk Płońscy. W skład zarządu weszli ponadto: Saturnin Dobrowolski, Stanisław Świrczak, bracia Wacław i Lucjan Diukowie, Kazimierz Ledóchowski oraz Czyżow i Matula, których imiona, niestety, nie zachowały się w źródłach i pamięci.Czytaj dalej

Olimpijski sprawozdawca

Moje zauroczenie sportem zaczęło się w koedukacyjnym gimnazjum im. Tomasza Zana w Pruszkowie, gdzie wychowania fizycznego uczył fantastyczny nauczyciel. To samo gimnazjum ukończyła moja siostra, która na olimpiadzie w Berlinie w 1936 roku reprezentowała polskie barwy. Byłem razem z nią w Berlinie jako sprawozdawca Ilustrowanego Kuriera Codziennego i opisałem moment, kiedy Owens zwyciężył Niemca w skoku w dal. Trybuny szalały, pojedynek oglądał Hitler, wokół widziałem jedynie wyciągnięte w hitlerowskim geście dłonie. Kiedy Owens okazał się lepszy w ostatnim skoku, wódz III Rzeszy zerwał się i szybko opuścił stadion. Był wściekły, że Murzyn zwyciężył Niemca.Czytaj dalej

Żołnierz gen. Hallera, Adam Makuła, oskarżony na podstawie zapisków w obcym języku, spędził w więzieniu we Wronkach prawie dwa lata. Jego dzieci, Irena Makuła-Madany i Zdzisław Makuła mówią, że był wielkim patriotą i świetnym, troskliwym ojcem.

„Latem 1916 r. przybył do Krakowa z frontu brygadier Józef Piłsudski i zamieszkał przy ul. Szlak nr 41. Przechodząc ul. Długą do domu zauważyłem grupkę młodzieży, która czekała przy powozie Józefa Piłsudskiego. Kiedy ten wsiadł z małżonką do powozu, młodzież wyprzęgła konie i pociągnęła powóz. Przyłączyłem się do ciągnących i zawieźliśmy Dostojnych Gości do teatru im. J. Słowackiego, przy ul. Szpitalnej. Po spektaklu odwieźliśmy ich do domu.”

(Ze wspomnień Adama Makuły)Czytaj dalej

internallinksmanager6a99c575-1 jest warszawiakiem urodzonym w Wołominie w styczniu 1925 r. Późniejsze losy dzielił między stolicę i Wołomin, z przewagą drugiego miasta. Ukończył Akademię Sztuk Pięknych i pracował jako nauczyciel plastyki w liceum. W połowie lat 60. do Henryka Drzewińskiego zwrócił się ówczesny naczelnik Bogdan Kowalski z propozycją opracowania herbu miasta. Artysta wyraził zgodę i rozpoczął, trwającą półtora roku pracę.Czytaj dalej

internallinksmanager6a99c575-1 urodził się w Warszawie 19 października 1921 r. Rok później zamieszkał w Wołominie, przy ul. Warszawskiej 11, gdzie rodzice mieli restaurację „Niespodzianka”. Najpierw chodził do wołomińskiej „jedynki”, potem do szkoły rzemieślniczo-przemysłowej w Warszawie. Stamtąd, 1 lutego poszedł w poczcie sztandarowym, złożyć życzenia imieninowe prezydentowi Ignacemu Mościckiemu. Taki był zwyczaj, że delegacje szkół warszawskich składały życzenia, wielki to był zresztą zaszczyt być u prezydenta na imieninach, w sali obiadów czwartkowych.Czytaj dalej

W 20. rocznicę powstania Solidarności

W redakcji gościliśmy: Marka Kowalskiego, b. przewodniczącego Oddziału NSZZ Solidarność; Teresę Rogulską, b. wiceprzewodniczącą Komitetu Założycielskiego w Zakładach Stolarki BudowlanejStolbud”; Wiktora Miszczenkę, b. wiceprzewodniczącego Komisji Zakładowej NSZZ Solidarność w „Gazomontażu”, Jerzego F. Kielaka, b. wiceprzewodniczącego Tymczasowego Zarządu NSZZ Przedsiębiorstwa Poszukiwań Nafty i Gazu w Wołominie.

Ze strony redakcji w rozmowie uczestniczyli: Agata Bochenek i Marek Chrzanowski.Czytaj dalej