Co teraz robić?! Zaczynać od nowa?
I jak budować, by się nie zwaliło?
Czy też w proch upaść w bólu przed mogiłą
I Boga błagać, by z martwych powstała?
Czy serca oddać i krwią jak cementem
w gmach je powiązać, aby piekieł zmowa
pianą odbiegła, jak fala przed skałą?
Jak żyć z tą myślą, że to już się stało?

wrzesień 1939 r.

na wigilijnym stole samotne nakrycie
ani kogo przytulić, ani szeptać życzeń
uśmiechy dawno ścichłe, błyski zgasłych oczu
skrzą się w brylantach szyby, snują w ciszy nocy

trochę smutnych pamiątek, co wszystko przetrwały
… jeśli choć jedno serce na świecie zostało,
które za nami tęskni i pragnie być z nami,
jeśli choć jedno serce… nie jesteście sami.

24.XII.1946

.XI

Zabrali kołdrę Marysi dla jeńców

10.XI

Aresztowano księży, doktora Siedleckiego, rabina. Kościoły zamknięte na 3 dni.Czytaj dalej

października

Jasio, Zosia i Jadzia poszli do Warszawy

6 października

Wrócił Kunc. O Andrzeju nic nie wie.Czytaj dalej

Byam u spowiedzi i Komunii Świętej. Uprzątnęłam gnój koński. Szłam właśnie alejką w bok, koło rabarbaru, a tu – Jasio!! Nogi się pode mną ugięły. Jasio! Przyjechał, żyje. Pierwsze jego słowa: – Hania i Ziuta żyją! (Modliłam się do ojca Beyzyma, wrócili 2.X., w dzień)

Przyjechał furą z rzeczami. Mówią straszne rzeczy! Głód i zawalone ulice rumowiskami, pełno mogił, trupów. Nie można się cieszyć nawet, bo rozpacz bierze.

2 października

Poszłam do Wołomina, do kościoła. Rozlepione rozporządzenie, żeby witać przy spotkaniu żołnierzy, a żyd ma schodzić z trotuaru. Po powrocie zastałam całą kompanię wyszykowaną na trawie, pod parkanem. A Dębski czekał, by mnie pożegnać! Uf! Poszli do Warszawy. Tak mówili. na górze brud okropny. Roczek zabrał słomę. Wrócił Powichrowski.

1 października

Noc spokojna. Poszły po kartofle. Augustyniakowa zrobiła mi awanturę o ptaka, którego dzieci złapały. Aż się spłakałam. W ogóle ważna! Bo niemcy u niej skwarki topią.

Podobno można iść do Warszawy? Niemcy myją się, ładują karabiny. Rozbroili żołnierza naszego, jakiś maluśki poznaniak.

30 września 1939

Wczoraj gdzieś zarekwirowali wieprza. Zapłacili 50 marek, według tego co niejaki Sobota, fachman od wieprza powiedział. Od rana istny film. Zabił i rozebrał wieprza, jakby to na każdym postoju robił. Jak wiatr, raz dwa uprzątnął, potem jedli, jedli, jedli. Jakby od początku roku wieprza nie widzieli. Była i wódka po kieliszku na osobę, do której pożyczałam kieliszka. Na szczęście gotuję u Augustyniaków. Byłam u pani Kuklowej. U niej stoi wielu, a ona sama jedna. Jeden młodzik jak dziecko. Mają ślicznego psa, zdaje się Borys.

Wieczorem łuna na Warszawie. Dębski przyszedł z wiadomością, że będzie tu protektorat, więc nie bolszewicy. Leciało znów moc bombowców.

29 września 1939

Wszyscy są bardzo grzeczni, zapewniają, że będzie świetnie, drogi, mosty i bogactwo, oczywiście słucham, aż nie wytrzymałam i rąbnęłam jakiemuś poczciwemu mazurowi: – A jeśli ja wolę być biedną i mieć Polskę? Zastanowił się, wytrzeszczył na mnie ślepia i nic nie powiedział. Potem mnie pilnie oglądał przy każdej okazji, jak ciekawy obiekt. Z  podoficerem Dębskim rozmawiamy o polityce, o kinie, bo ciągle ogląda pisma o Warszawie, która jest… tu obcasem buta dziobie o ziemię. Wszystko ciągle we mnie dygoce, myślę, że gdyby nie różaniec, to bym zwariowała.

28 września 1939

Stoją też dwa konie, najpierw koło bramy, potem koło kapliczki. Prosiłam, żeby odsunęli. Ciągle coś jedzą ci niemcy. Rano myją się, twarz, ręce i szyję, golą się, myją menażki i twarze w beczce od śledzi spod rynny! Gruszki objedli, kalarepki też, zajrzeli do uli, ale ciągle pilnuję, żeby szkody nie było. Dziewczęta chodzą po zboże i po kartofle. Wciąż mówią o bolszewikach, że mają przyjść i po Pragę zająć, a dalej już niemcy. Każdy mówi co innego.Czytaj dalej

Bya pani Kuklowa. Podobno czekają na bolszewików?

Po południu cios! Kwatera – 30 żołnierzy i podoficer Dębski. Na dole śpi u Jasia, a żołnierze na górze, po 12 na zmianę. Zanieśli słomę od Roczka, zestawili biurko ze stołem i tam siedzą. Boję się, że spalą, albo się zawali. Coraz dudnią buciory po schodach. Wszystko gęby pocieszne, stare już chłopy, mazury pruskie. Nazwiska takie, jak: Kostek, Sobota itp. Wielu mówi po polsku, ale się z tym kryją, rozumieją. Pokazałam oficerowi Hani pokój, prosiłam, żeby nie ruszali. Zakazał. Ale schowanko sprzewracane do szczętu, nawet figielki na choinkę.

Łuny!

26 września 1939

Byam w kościele. Przed kościołem zapłaciłam p. Walaskiej za kartofle, ma oddać p. Słaboszewiczom. Całą noc łuny i nad ranem nalot na radzymińskiej szosie jakby setek wozów. Uciekają niemcy z Grabia, koloniści odjechali jak stali, nawet podobno na patelniach racuchy zostały. Sąsiedzi dzielą się dobytkiem i z miasta idą ludzie młócić żyto i kartofle kopać. W stronie Warszawy pożar i dym okropny. Turkot.

25 września 1939

Noc przeszła cicho. Rano leciały bombowce. Byłam z Basią w kościele, bo to niedziela. Przy wyjściu dojrzałam auto ciężarowe, ktoś szepnął: – biorą mężczyzn. Jedni drugich ostrzegali szeptem, młodzi cofnęli się do kościoła. Auto z kilkoma odjechało. Podobno biorą do kopania okopów. Ciągle naloty i pożary, tak w bok, jak Drewnica. I strzały armatnie, a w nocy od 2-ej wybuchy, tylko dalej, jak za Okęciem.

24 września 1939

Niemców ani śladu. Wszystko gdzieś odpłynęło pod Warszawę. Pada deszcz. Cały dzień strzelanina na Zielonce. Widać tam pożar i jakby iskierki błyskające w górze.

23 września 1939