Od rana wyważyli furtkę i weszło ich czterech. Ten, co mu „do widzenia” mówiłam. Przyszli na gruszki, ale z tych tylko blondyn był ten sam, chmurny i zły. Pytali o miód, o owoce. Pytałam się, co to za błyski czerwone. Wybuchy. Ale czego? To amunicję wysadziliśmy. Inni mi mówili, żeCzytaj dalej

Kołujemy się po domu jak błędne. Nie rozbieramy się, śpimy przy otwartych okiennicach, jednym okiem czuwając. Żeby nie ogłupieć sadzę i kopię w ogrodzie, coś składam, układam w przewróconych do góry dnem rzeczach. Zofia PopławskaZofia Popławska z domu Łozińska, urodzona 14.01.1890 roku w Warszawie. Zamieszkała wraz z mężem Janem iCzytaj dalej

Do kościoła nie idę, bo w razie wejścia niemców nikt tu w domu nie dogadałby się z nimi. Dookoła niemcy. W szkole jakaś władza. Augustyniak lata przerażony, bo go tam nie puszczają, a on woźny i miał pilnować. U Roczka też niemcy, furgony, auta, jeżdżą tam i z powrotem. PrzyCzytaj dalej

W nocy znów dyżury, zmieniamy się kolejno z wieczora. Jeden do 11-ej, potem do 1-ej, 2-ej, 3-ej. Ja, Augustyniak, albo ja i Marysia. A potem do rana znów inna para. Dziś jechały auta albo armaty ciągnione przez konie. Jechały jak od Duczek w stronę szkoły. Do szosy na pewno. Krzyk:Czytaj dalej

Rano przyleciała Augustyniakowa, żeby jej męża schować do piwnicy, żeby go nie zabrali do kopania okopów. Tłumaczę, że to nonsens, że właśnie jeśliby znaleźli go w piwnicy, to pewno wydałoby się podejrzanym. Jeśli się boi, niech się kładzie do łóżka. To i tak wiecznie chore na płuca, to nic muCzytaj dalej

Coraz to coś zakopujemy lub wynosimy z domu. Ręce opadają, bo myśli gdzie indziej, a tu zamęt nie do opisania. Rzeczy moc w paczkach na dworze, bo na razie pożary, to choć cośkolwiek ocalałoby, a że trzeba przez ten czas jeść, ubierać się, myć, żyć, jednym słowem, więc się ciągleCzytaj dalej

Jasio idzie do Warszawy. Jest podobno odezwa i nawołuje przez radio prezydent Starzyński, żeby pracownicy miejscy byli na swoich stanowiskach. Przychodzą dwaj inni pracownicy, Kukla i Berezin, mają iść razem – zameldować się i wrócić, jeśli roboty nie będzie. Szykuję walizkę Jasiowi, nie wiadomo co kłaść? Bo mogą pobyć kilkaCzytaj dalej

Byłam w Wołominie. Aż dziw bierze czemu te najuboższe domy spalone. Przy torze takie sobie biedne domki, można jeszcze tłumaczyć tym, że chciał trafić w tor i nie trafił. Ale na wsi Wołomin w bok Długiej? Z dala od toru, od miasta i szosy, nic pojąć nie można! Żałosne zgliszcza.Czytaj dalej

Od rana idą żołnierze, zmordowane chłopaki. Gdzieś pogubili nakrycia głowy, rozdajemy im berety, jakie są w domu. Humory setne i takie miłe chłopaszki. Piją wodę i żartują. Ulęgałka, która rośnie pod parkanem obdziela wszystkich – cywilów i żołnierzy. Jeden ma chory palec, smaruję mu maścią i bandażuję. Ciągle naloty iCzytaj dalej

Obudziły nas strzały na Radzyminie (?) Nie możemy zrozumieć jak to się stało. Czy okrążają Warszawę od Prus Wschodnich? Jechał jakiś samochód wojskowy z literami KPK i wozy. Pożary dookoła i naloty. Poszłam z Cieślakową do kościoła i Komunii Świętej. Wracając, w drodze przetrzymałyśmy nalot, to pod parkanem, to podCzytaj dalej

Rano obudził mnie płacz dzieci. Uciekała rodzina gospodarza z Janowa znad granicy. Tam 20 sierpnia weszli Niemcy, spalili stodoły itp. Ludzie uciekali w popłochu. Opowiadała mi matka tego drobiazgu, która od płaczu miała chore oczy. – Już nie mam łez – mówiła – jak się to stało, to uciekał ktoCzytaj dalej

Raniutko wyszłam do ogrodu. Pod parkanem siedziała rodzina: staruszka, matka z dzieckiem przy piersi i troje dzieci. Każde miało toboły, koszyki, jedno niosło i pędziło 2 gęsi, drugie miało taki wielki tobół, że sięgał prawie ziemi. Szły spod Radzymina 9 wiorst. Uciekły wczoraj, bo się przelękły płonącego samolotu. Dzieci zziębnięte,Czytaj dalej

Dzień bardzo niespokojny. Ciągle jadą uciekinierzy. Pakujemy rzeczy do skrzyń, żeby zakopać od pożaru. Dobrze, że choć pogoda. Po południu był nalot. Wiedzieliśmy walkę samolotów. Jeden zapalił się, smuga ognia ciągnęła się za nim. Spadł w stronę szkoły. Drugi też zachwiał się, zakołysał, też zapalił się. Spadł w stronę Radzymina.Czytaj dalej

Nakazali w nocy warty, bo bohaterski burmistrz Cichecki i dzielna policja zwiała gdzie pieprz rośnie. Wzięłam więc kij, gwizdek Hani, latarkę i chodziłam po ogrodzie do 1-ej, od 1-ej do świtu Augustyniak. Zawsze mogłabym zaalarmować w razie pożaru, czy kradzieży. Sąsiedzi też podobno dyżurują. Ziuta nie przyjeżdża, denerwuję się, boCzytaj dalej