Wtaczanie kuchni

Co to jest rozruch pieca tunelowego? Zdawałoby się, że to prosta czynność polegająca na włączeniu wszystkich urządzeń i koniec. Niestety, nie tak to wygląda. Po oddaniu pieca przez budowlańców rozruchowcom, przeprowadza się szereg prób wszystkich urządzeń – głównie wentylatorów różnego typu i przeznaczenia, a jest takich na piecu wiele, należy sprawdzić sam piec, a więc drożność kanałów, funkcjonowanie różnego rodzaju zasuw ceramicznych, które później będą regulować odciąg spalin, czy wyrównywać temperaturę w przekroju poprzecznym pieca w poszczególnych strefach, kanał rewizyjny pieca, czyli przestrzeń pod wózkami piecowymi zatoczonymi do pieca. Czytaj dalej

Zawiłości technologiczne

Przez ten czas zmienił się pogląd na stosowanie pieców tunelowych w zakładach ceramiki czerwonej, potem budowlanej, a dzisiaj architektonicznej. Pierwszy piec tunelowy wybudowany w Krubinie nie zdał w ogóle egzaminu, został nieprawidłowo zaprojektowany. Następne próby dawały coraz lepsze efekty, aż zaczęto je budować w każdej większej cegielni, by zastąpić nieekonomiczne, jak na ówczesne wymagania, piece kręgowe. Na dobrze wypaloną cegłę czekało się 2 dni, natomiast z pieca kręgowego Hoffmanna 7 do 14 dni w zależności od wielkości pieca. Przy piecach tunelowych zastosowano odciąg spalin sztuczny, wentylatorowy, mogąc jednocześnie regulować ciąg w piecu. Tymczasem w piecu kręgowym ciąg był zależny od wysokości komina i temperatury spalin w stosunku do otaczającego powietrza. Tak więc szybkość wypalania produktów w piecu kręgowym nie zależała od palacza, ale często od pogody. Czytaj dalej

„Gigant” jednak w Zielonce

Nieco szczegółów o budowie cegielni – „Zielonka” (streszczenie fragmentów z „Materiałów Budowlanych” nr 1/1952)

Główny projektant Cegielni Zielonka inż. Drogowit Janaszewski na łamach pisma branżowego informuje, że budowany obiekt to największy zakład ceramiki budowlanej w Polsce. Wszystko zaczęło się od początku planu 3-letniego, kiedy rzucono hasło otoczenia Warszawy „wieńcem” nowoczesnych cegielni w miejsce dawnych przestarzałych, opartych na produkcji ręcznej, a zniszczonych w czasie wojny. Fachowcom z tej dziedziny niezrozumiałym faktem wydawał się plan zabudowy osiedli podwarszawskich bez potrzeby powstawania nowych cegielni. Ówcześni specjaliści od szerokich projektów planu 3-letniego twierdzili, że w Warszawie jest tak dużo cegły rozbiórkowej szacowanej na kilkanaście miliardów, że przez długie lata nie będzie potrzeba nowej cegły.Czytaj dalej

Od zarania ludzkości surowiec, jakim była glina, miał przeróżne zastosowania w życiu człowieka. Jednakże najważniejsze z nich to z pewnością wytwarzanie cegieł. Wprowadzenie odpowiedniego wypalania zwiększyło wytrzymałość i trwałość tego produktu. Przełom XIII i XIV wieku stał się początkiem upowszechniania się cegły jako materiału budowlanego w Polsce, a już XIX wiek to pełen rozkwit produkcji cegły i jej pochodnych, np. klinkieru czy dachówki (karpiówka, klasztorna, falista, gąsiory), rur drenarskich – sączków czy kafli. Teren obecnego powiatu wołomińskiego ma taki układ geologiczny, że niekiedy już pod kilkudziesięciocentymetrową powierzchnią zalegają złoża gliny, która występuje dość obficie w okolicach Marek, Ząbek, Kobyłki, Zielonki, Radzymina, Wołomina jak również na terenie innych gmin, np. Tłuszcza. Nic więc dziwnego, że zaczęły tu powstawać w końcu XIX w. cegielnie, które zatrudniały bardzo wielu mieszkańców.Czytaj dalej

seo-automated-link-building-1, potomek wielkiej rodziny szklarzy, zasłużył się głównie jako współorganizator i długoletni pedagog Technikum Przemysłu Szklarskiego w Wołominie. Oprócz zasług związanych z umiejętnością budowy pieców szklarskich, opracowywania technologii do poszczególnych rodzajów szkła zwłaszcza w szkłach kolorowych był autorem ponad 150 artykułów w fachowych czasopismach (między in. „Szkło i Ceramika”) oraz wielokrotnym recenzentem, opiniodawcą prac innych autorów i autorem kilkudziesięciu podręczników szkolnych z zakresu pieców szklarskich, zdobienia, szkieł barwnych czy technologii szkła oraz wielu fachowych książek w tej dziedzinie czasem też jako współautor większych opracowań z dziedziny szklarstwa. Czytaj dalej

Linie produkcyjne butelek bazujące na automatach AS-1 pracujące od 1960 r. uległy całkowitemu zużyciu i wymagały wymiany. Wydajności produkcyjne w tamtym czasie na nowszych typach automatów były znacznie korzystniejsze. Dokonano więc wyboru oraz rozpoczęto w 1971 r. prace modernizacyjne, a w zasadzie przystosowawcze, do wybranego typu automatu jakim został czechosłowacki sześciosekcyjny AL-106, pracujący na podwójnych porcjach szkła. Zaistniała potrzeba przebudowy pieca wannowego, adaptacji hali i wielu urządzeń i pomieszczeń związanych z wdrożeniem tych automatów i w ramach gazyfikacji. Niestety – prace te wykonano z opóźnieniem, ale zakończono zgodnie z projektowanym czasem zakończenia robót. Widać jak beznadziejne były to projektowane założenia. Krótki okres rozruchu i osiągniecie projektowej zdolności produkcyjnej ucieszyło wszystkich. Mamy właśnie koniec roku 1972 i oczywiście natychmiastowa nowa decyzja, jak to w planowanej gospodarce PRL-u – następuje przebudowa jednej nowiutkiej linii.Czytaj dalej

Jak zwykle jak się okaże, władze PRL co jakiś czas przeprowadzały reorganizacje, zmiany nazewnictwa jednostek zarządzających a nawet podporządkowania pod inne gałęzie przemysłu czy ministerstw. Tak więc zmieniono podległość hut szkła z Ministerstwa Przemysłu i Handlu na Ministerstwo Przemysłu Materiałów Budowlanych z nadrzędna bezpośrednią jednostką Centralny Zarząd Przemysłu Szklarskiego z siedzibą w Sosnowcu, a same wołomińskie huty szkła zaczęły się nazywać Wołomińskie Zakłady Szklarskie. Niby niewielka różnica ale jakie wymowne brzmienie w nazwie. Rok 1951 r. to już piąty rok po wojnie pracy wanien dość wyeksploatowanych, a stanowiących przecież podstawę dalszej produkcji. Wówczas były tu po trzy na obydwu zakładach wanny podlegające non stop niekończącym się remontom bieżącym.Czytaj dalej

Koczył się kryzys, huty szkła w całym kraju powoli nabierały rozpędu, wzrastało zatrudnienie. Huta „Praca” w 1936 r. zatrudniała ponad 180, a  w marcu 1939 – ponad 420 pracowników. Końcówka roku 1936 to uruchomienie drugiej wanny. Łączna pojemność obydwu wanien to 140 ton masy. Po remontach skorzystano z możliwości zwiększenia pojemności, która urosła do 190 ton. Huta szkła „Praca” w tamtym czasie to w 75% produkcji – butelki monopolowe, reszta to oranżadówki, opakowania perfumeryjne i apteczne. Należy dodać, że mimo zwiększania produkcji wyposażenie techniczne pozostało nadal bardzo mizerne, w dalszym ciągu wystarczał 1 silnik spalinowy o mocy 10 KM i 1 prądnica o mocy 5 KM. Łączna produkcja np. w 1937 r. to 2.800 ton wyrobów szklanych.Czytaj dalej

Okres poprzedniego dziesięciolecia zadecydował o kształcie organizacyjnym i profilu produkcyjnym zakładów wołomińskiej huty szkła. Niestety plany inwestycyjne rozwoju huty wykonywane były na kolanie przez ówczesne jednostki projektowe zajmujące się naszą szklarską branżą. Liczne błędy ujawniające się w trakcie produkcji utrudniały ciągle prace i zmuszały do ich usuwania i nieustającego modernizowania zasadniczych i towarzyszących urządzeń na zakładzie „A” i oddalały osiągnięcie założonej projektowej wydajności ok. 40 mln butelek rocznie. Jeszcze w 1965 r. brakowało prawie 500.000 szt do tej wydajności. Siłami specjalistów z huty przekonstruowano działanie automatów produkujących butelki z przystankowych na bez przystankowe i to zdecydowanie wpłynęło na znaczne przekroczenie projektowanej wydajności. 1 stycznia 1962 r. przyłączono do huty wołomińskiej jeszcze hutę szkła „Przyszłość” w Tłuszczu tworząc niejako filie, zajmującą się produkcją termosów. Znaczną poprawę w produkcji i większym wyeliminowaniu braków a także zmniejszenie nakładu czasu pracy na jednostkę produkcyjną dała nowa metoda formowania dwuściennego szkła wkładu termosowego opracowana przez „huckich” specjalistów ogłoszonych patentem, chociaż są teraz głosy, że pomysł został zaczerpnięty z innego źródła. Być może, że to złośliwe plotki usiłujące oczernić ówczesnych wołomińskich specjalistów, ale przyglądając się pracy przy wdrożonej już produkcji wkładów termosowych biła duma u pracowników huty, że to nasz wołomiński zbiorowy pomysł. A niestety z wielkich odkryć w technice Wołomin wówczas raczej nie słynął, chociaż była w tamtym ustroju moda na wszelkie pomysły racjonalizatorskie ale z uwagi na niski stopień możliwości wdrażania pozostały przeważnie w szufladach i archiwach.Czytaj dalej

W czerwcu 1960 r. zgłosiłem się na apel bodajże Expressu Wieczornego, który z Polskim Związkiem Kolarskim organizował kolarski Rajd Grunwaldzki. Trzeba była pojechać turystycznie z domku z Wołomina do miejscowości Kownatki na przedpolach Grunwaldu. Przejazd trzeba było potwierdzać pieczątkami w poszczególnych miejscowościach wybranej trasy. Trasa była spokojna, samochody jeździły, owszem, ale gdzie im do dzisiejszego ruchu na tym szlaku! Spałem pierwszy raz sam gdzieś za Mławą w stodole u gościnnego gospodarza. Ponieważ bałem się, że w nocy zostanę okradziony, na wszelki wypadek przywiązałem rower do sznurówek buta i na dodatek położyłem na rower worek z cementem. A spałem niespokojnie, więc rano nie mogłem się doczyścić z resztek cementu, na dodatek gościnny gospodarz uraczył mnie nieprzegotowanym mlekiem wiec dalszy ciąg rajdu spędzałem często w krzakach. Wreszcie dojechałem do Kownatek pod Grunwaldem. Tam również był jeden z etapów IX Międzynarodowego Rajdu Kolarskiego organizowanego przez PTTK i tam poznałem Henryka Gintera – organizatora zawsze ubranego w pumpy (spodnie zapinane pod kolanami), długie skarpety, zawsze w białej furażerce. Kiedy dowiedział się, że jestem z Wołomina omal się nie rozpłakał – nie wiedziałem dlaczego.Czytaj dalej

Nareszcie do opustoszałego z jego mieszkańców, zrujnowanego i okaleczonego miasta, ogołoconego i okradzionego z mienia, zaczynają wracać jego mieszkańcy wierni swojemu grodowi. Z obozów, więzień, zsyłek, miejsc ukrywania, z partyzantki itd. przybywają wycieńczeni okupacją. Już są, chcą szybko odbudowywać swoje miasto i zapewnić ocalałym swoim dzieciom, rodzinom, bliskim w miarę przynależny byt. Starzy hutniczy wyjadacze znani z przedwojennych strajków i przewodzenia nimi z ramienia związków zawodowych czy lewicowych partii nareszcie są uznawani przez nowych wyzwolicieli i nowe władze państwowe czy lokalne przybyłe w większości zza wschodniej granicy. Zaczynają działać legalnie w komórkach przewodniej partii komunistycznej i władzach miasta, co nie wszystkim się podoba – ale tak to było. Najważniejsze to stworzyć podstawy do życia miasta, czyli zapewnienie zaopatrzenia w żywność, opał i odzież oraz uruchomienie zakładów produkcyjnych.Czytaj dalej

Ju po II wojnie światowej w zniszczonym kraju rozpoczęto powoli działalność w przeróżnych hutach szkła, niestety w wielu z nich brakowało kadry inżynieryjno-technicznej. Między in. tym zagadnieniem zaczął zajmować się inż. Aleksander Dobrzański. Już w 1946 r. był inicjatorem powstania Wydziału Szklarskiego w Państwowym Liceum Chemiczno-Ceramicznym w Warszawie gdzie był wykładowcą i podjął kroki ażeby utworzyć i uruchomić w 1948 r. Gimnazjum Przemysłu Hutnictwa Szkła w Piotrkowie Trybunalskim. W 1951 r. powstaje Technikum Szklarskie budowane od 1949 r., później zmienione na Technikum Przemysłu Szklarskiego w Wołominie gdzie został dyrektorem w latach 1951-55 i wykładowcą a następnie został kierownikiem wydziału zaocznego gdzie pracował do 1966 roku.Czytaj dalej

MKS „Błękitni” został powołany we wrześniu 1959 r. uchwałą Prezydium Zarządu Wojewódzkiego Szkolnego Związku Sportowego. Podstawą do powołania były bardzo dobre wyniki sportowe Szkolnego Klubu Sportowego „Start” przekształconego w SKS „Błękitni” przy Technikum Przemysłu Szklarskiego w latach 1955-59. Bazą selekcji i doboru była młodzież w/w Technikum. MKS kontynuował pracę w dwóch podstawowych sekcjach: piłki siatkowej i lekkiej atletyki. W roku 1963 powołano trzecią sekcję w piłce ręcznej. Trenerami i opiekunami byli: Stanisław Piotrowski – piłka siatkowa; Czesław Chwedoruk LA; Stanisław Suliński – piłka ręczna. MKS przez cały okres swego istnienia plasował się w czołówce krajowego rankingu MKS-esów.Czytaj dalej

Grudzień 1929 to gwałtowny spadek zapotrzebowania na szkło płaskie w związku z zahamowaniem rozwoju budownictwa, potem zmniejszenie zamówień na butelki, szkło luksusowe i powszechnego użytku, w końcu – skracanie czasu pracy, wreszcie wygaszanie pieców szklarskich i zatrzymywanie pracy w małych hutach. Rok 1930 to również unieruchomienie produkcji w Wyszkowie i Międzylesiu.Czytaj dalej