Henryk urodził się 5 marca 1922 roku w Sierpcu, jako drugie dziecko Teodora i Marianny ze Śniegockich. Uczęszczał do Szkoły Podstawowej w Sierpcu. Ojciec Henryka po powrocie ze Stanów Zjednoczonych zakupił cegielnię przy ul. Białobłockiej (obecnie ul. Mickiewicza) w Sierpcu. Teodor Gutowski zmarł w 1930 roku. Odtąd cegielnią zajmowała się matka wraz z dziećmi: Janiną, Romualdem, Feliksem, Henrykiem, Barbarą i Krystyną. Kiedy wybuchła II wojna światowa, Henryk miał 17 lat i był uczniem klasy III sierpeckiego Gimnazjum. Jednym z autorytetów dla młodego gimnazjalisty był Stanisław Kozłowski – nauczyciel matematyki i wielki patriota (pseudonim „Maciek”, rozstrzelany w czasie wojny przez Niemców).Czytaj dalej

Wród wspomnień Antoniego Marianowicza znaleźć można również fragmenty mocno szokujące… Czy był to tylko ponury żart, który przeraził ukrywającą się Żydówkę? Tego się już raczej nie dowiemy.

(…) Pamiętam, że kiedyś — mieszkałem już dość długo z Helenką – przybiegła do nas roztrzęsiona pani Płoszczańska i powiedziała, że ma do nas stuprocentowe zaufanie i musi poradzić się w ważnej życiowej sprawie. Wyznała, że jest Żydówką, wdową po administratorze dóbr Rotszylda w Austrii, który był Francuzem i nazywał się Bonhomme. Młodzi ludzie z miejscowej organizacji podziemnej typu NSZ-owskiego zaczęli ją szantażować. Przywódca był synem znanego budowniczego. Ów młody H. zażądał, żeby pani Płoszczańska wykonywała jego rozkazy. Pierwszym poleceniem było przetłumaczenie na polski Mein Kampf, żeby po wojnie wcielać w życie zawarte w tym dziele zasady. Alternatywą była denuncjacja. Miała do wyboru dwie drogi — zostać i w przyspieszonym tempie tłumaczyć pisma Hitlera albo uciekać gdzie pieprz rośnie. Poradziliśmy jej to drugie wyjście. Zrobiła tak i – o ile wiem – przeżyła wojnę. (…) Na jej miejsce przyszła Fräulein Zarembska. Nieładna, o nieporównanie niższych kwalifikacjach, bezczelna. W bliskiej komitywie z esesmanami – bo poza Jacobim jeszcze paru ich było, wziętych z Volkssturmu dekowników. Jeden był pederastą – wpatrywał się we mnie w sposób zawstydzający, prawił komplementy na temat moich szczególnie zgrabnych nóg i traktował mnie jak panienkę. Wdawałem się z nim w rozmowy na temat bieżącej sytuacji — był dość inteligentny.

Czytaj dalej

Niedawno obchodziliśmy 99 rocznicę zwycięskiej Bitwy Warszawskiej. Zwykle myślimy wtedy o Ossowie i Radzyminie. Warto jednak pamiętać, że zanim Bolszewicy dotarli do tych miejscowości wiele wydarzyło się po drodze. Także Tłuszcz ma swoją historię z sierpnia 1920 r. Posłuchajmy o jej bohaterach i ofiarach.Czytaj dalej

Sprawa zabójstwa wójta gminy Ręczaje z roku 1917 to temat intrygujący, choć znany raczej lokalnie i to wyłącznie dzięki pomnikowi postawionemu w miejscu, w którym zginął urzędnik. Napis na nim głosi: „Tu legł z ręki zbrodniczej 12-X-1917 Ś.P.  Paweł Kurek – wójt gminy Ręczaje. Cześć jego pamięci”. Do dziś sprawcy tego czynu pozostawiali nieznani, ale… jeden z nich w 2010 roku ujawnił się sam, podając przy okazji personalia swoich towarzyszy. Sprawy nie ułatwiał fakt, że czas zatarł w jego pamięci nazwę miejscowości, w której dokonali napadu.Czytaj dalej

Dalszy ciąg naw bocznych stanowią kaplice. Równolegle z nawą prawą, znajduje się kaplica św. Anny. Ołtarz z marmurowym portatylem i obrazem malowanym na ścianie „alfresco” św. Anny; w 1883 r. i ten zasłonięto, zawieszając na nim nowy w złoconych ramach. Na ścianie bocznej – zawieszony obraz Serca Pana Jezusa na miedzi, malowany przez dobrego, ale niewiadomego malarza, w ramach barokowych.Czytaj dalej

Ci, co pamiętają przedwojenny Huragan, wspominają ze łzą w oku  jego wspaniałą młodzież, która w zorganizowanym szyku, razem – dziewczęta i chłopcy, ze śpiewem pod batutą Anatoliusza Zielińskiego wracała do domu po skończonym treningu z dalekiego boiska pod lasem Nasfetera. Był to sympatyczny zwyczaj przedwojennej młodzieży, akceptowany przez wszystkich mieszkańców Wołomina, niezależnie od wieku i wykształcenia. Prezes Stanisław Lange posiadający gospodarstwo ogrodnicze przy drodze z boiska do miasta czekał przy swojej posiadłości z koszem smakowitych owoców i częstował tymi przysmakami wracającą z treningu młodzież.Czytaj dalej

Dnia 12.VIII.20 r. Wileński pułk Strzelców I Lit. Białoruskiej Dyw. przybył marszem ubezpieczonym z nad Liwca w rejon Kobyłki, Turów, Nadarzyn, gdzie rozkwaterował się i przeszedł do odwodu I-ej Armji. Pozostałe pułki I-ej Lit. Bial. Dywizji: Miński, Grodzieński i Nowogrodzki — dnia 12 i 13.VIII były w ciągłej styczności z nieprzyjacielem; ostatecznie jednak dnia 13.VIII, pod wieczór, przeszła cała dywizja do odwodu I-ej Armji. Wileński pułk (jak i inne pułki I Lit. Biał. Dyw.) miał poza sobą ciężkie walki i duże straty. Dywizja z. uporem walczyła podczas odwrotu pod Leplem, Pysznem, Czernicą, Dokrzycami, nad Berezyną, na starych pozycjach niemieckich, nad Niemnem, była osaczona i przebiła się pod Rosią, stoczyła walki nad Narwią, Orlanką, w okolicy Brańska, nad Nurcem i w okolicach Ciechanowa. Ludzie byli wyczerpani ciągłemi wałkami i forsownemi marszami. Stan bojowy pułku dn. 12.VIII wynosił 18 oficerów i 520 bagnetów. Były kompanje nie liczące więcej niż 30 bagnetów. Żołnierze maszerowali w podartych mundurach, często boso, z wystrzępionemi daszkami u czapek, z brudnemi, połatanemi torbami, mając zamiast menażek jakieś garnki lub kubki przewieszone na sznurach przez ramię. W taborach pozostało kilkudziesięciu żołnierzy, którzy byli na kilka dni niezdolni do marszu; mieli pokaleczone i odparzone nogi. Ponadto pułk liczył wielu żołnierzy „zaginionych”, którzy z powodu silnego wyczerpania, jak to się w ostatnich tygodniach zdarzało, musieli podczas przerwy w marszu gdzieś zasnąć przy drodze, czy na stanowisku, nie słyszeli rozkazu i gdy charakter odwrotowy walk i marszów zmusił oddziały do szybkiego odejścia, pozostawali odcięci. Tacy jednak zazwyczaj wracali do oddziałów, klucząc często po lasach i przekradając się obok oddziałów bolszewickich.Czytaj dalej

Interesujący fragment wspomnień Antoniego Marianowicza dotyczący pierwszych dni pracy w wołomińskiej hucie szkła podczas okupacji i dziwnego napadu, którego stał się celem.

(…) Hutę szkła uważałem za dobre miejsce pracy, bo dopiero organizowano tam nowy zarząd z ramienia Ostindustrie, choć produkcja cały czas trwała. Była to sytuacja wygodna i bezpieczniejsza niż wejście w starą strukturę, gdzie zwracałbym na siebie uwagę. I chyba z powodu chaosu organizacyjnego zostałem, ledwo po kilku dniach pracy, obarczony misją przywiezienia pieniędzy z banku bez żadnej asysty. Wypłata miała wynosić 300 tysięcy złotych. Pojechałem wcześnie rano. W Banku Emisyjnym na Pradze dyrektor powiedział mi, że na koncie huty nie ma pieniędzy — jest nędzna resztka, 30 tysięcy. Więcej nie chcieli wypłacić. Wziąłem te pieniądze i poszedłem na Dworzec Wileński, gdzie na peronie spotkałem maszynistkę z huty, pannę Bilecką, która też wracała do Wołomina.Czytaj dalej

Dzisiaj Radzymin posiada domów ze 200, (w tem kilkanaście murowanych), mieszkańców zaś do półsiódma tysiąca, (w tem prawie 2/3 żydów). Jest on połączony z Warszawą drogą bitą, zbudowaną więcej niż przed laty 70, a od lat 5 jest połączony i, pierwszą w naszym kraju, kolejką podjazdową marecką, ułożoną na jednej stronie tej samej drogi bitej, a stanowiącą prywatną własność Towarzystwa Akcyjnego, którego głównym akcyonaryuszem jest obywatel miasta Warszawy, pan Julian Różycki. Kolejka odchodzi stąd do Warszawy osiem razy dziennie, a cała podróż trwa nieco więcej, niż godzinę. Słusznie tedy mieszkańcy Radzymina uważają dzisiaj Radzymin za przedmieście Warszawy.Czytaj dalej