Plan bitwy warszawskiej

Bitwę warszawską w czasie i przestrzeni podzielić można na dwie części: część pierwsza to obrona frontu północnego, dowodzonego przez generała J. Hallera w dniach 13, 14 i 15 sierpnia. Część druga to uderzenie grupy Marszałka Piłsudskiego z nad Wieprza.

Bitwa pod Radzyminem nie ma dotychczas swojej historji. Jest w tem dużo i mojej winy, gdyż dowodząc grupą w ostatniej fazie tej bitwy, nie pozostawiłem żadnego rozkazu, żadnego raportu, żadnego sprawozdania o niej. Stało się to nietylko dlatego, że jestem przeciwnikiem zbytecznej pisaniny, lecz poprostu dlatego, że nie było na to czasu. Cała bitwa odbyła się na tak małym obszarze terenowym i przy tak wielkiem duchowem napięciu, że daleko łatwiej było z ludźmi mówić niż do nich pisać. W ciągu decydujących dni 14 i 15 sierpnia, w sztabie moim napisany został – zdaje się – jeden tylko rozkaz operacyjny, który odrazu stał się nieaktualny, a więc nie został wysłany do oddziałów. Cała korespondencja polegała na kilku moich kartkach pisanych ołówkiem do dowódców. Może właśnie dlatego – historja weszła na niewłaściwe tory.

W obronie Warszawy najważniejszem miejscem były tereny położone na wschód od Pragi. Tu musieliśmy oczekiwać najsilniejszego natarcia nieprzyjacielskiego i dlatego, że schodziły się tu linje komunikacyjne od wschodu (szosy Brześć — Warszawa i Białystok — Warszawa), szczególnie jednak dlatego, że nie było tu żadnych ani terenowych, ani sztucznych umocnień. Kierunek ten, zdawna, jeszcze w naszej przeszłej historji, odgrywał ważną rolę. W roku 1831 redutą była słynna Olszynka Grochowska. Potem nie leżało w interesie Rosji budować z tej strony jakiekolwiek umocnienia i stan taki przetrwał do wojny światowej.

W czasie okupacji Niemcy, zabezpieczając się od wschodu, dokładnie zbadali tereny na wschód od Pragi, w celu wybudowania linji obronnej. Trzeba im oddać sprawiedliwość, że zrobili to bardzo dobrze. W odległości kilkunastu kilometrów od Warszawy wynaleźli linje pagórków okalającą ten teren.

Najważniejszą zaletą linji niemieckiej były znajdujące się tylko na niej punkty obserwacyjne dla artylerji. Punktów takich nie było nigdzie na innych miejscach tego płaskiego i zalesionego terenu. Odgrywało to tem większą rolę, że tutaj chcieliśmy jak najintensywniej wykorzystać ogień artylerji.

Niedaleko za tą linją przebiegała równolegle do niej droga obwodowa Wawer — Wieliszewo. Długość tej pozycji, poczynając od Wisły aż do Bugu, wynosiła około 50 kilometrów i mogła być broniona przez 4 do 5 dywizyj, oraz liczną artylerję, którą posiadaliśmy. Z kwestją fortyfikacji pierwszej linji wiąże się ściśle sprawa naszej artylerji na przedmościu. Jakkolwiek artylerja ta była znacznie słabsza, aniżeli podają to źródła obce, to jednak na całym przyczółku znajdowało się około 40 bateryj. Niestety, z powodu ustawienia jej za pierwszą linją, już 13-go wieczorem musiała odjechać za drugą linje i tam przez cały czas pozostawała bezczynnie. Nie było tam bowiem punktów obserwacyjnych z powodu płaskości terenu, balonów na uwięzi nie mieliśmy, a nasze młode lotnictwo nie było jeszcze wdrożone do kierowania ogniem artylerji. W następstwie tego artylerja nasza nie odegrała większej roli. W ciągu trwania bitwy o Wólkę i Mokre 10-a dywizja posługiwała się ogniem tylko dwóch bateryj. Nielepiej przedstawiała się sytuacja pod tym względem u naszych przeciwników. Ich ogień artylerji mało nam szkodził. Cała bitwa opierała się na ogniu karabinów maszynowych i broni ręcznej.

Pozycje rozpoczynały się w miejscu, gdzie Świder wpada do Wisły, biegły wzdłuż rzeczki Mieni, potem linją wzgórz na wschód od Rembertowa, przez Pustelnik do fortu Benjaminów i dalej do Bugu. Linja ta była bardzo dobrze pomyślana, posiadała urządzenia flankujące, a nawet w niektórych miejscach betonowe stanowiska dla karabinów maszynowych. Wszystko to razem wzięte nadawało linji niemieckiej wysoką wartość obronną.

Niestety, rozpoczęliśmy z pośpiechem rozbudowywać inną linję, która od Wiązowni szła przez Leśniakowiznę aż do rzeki Rządzy i wzdłuż niej, do jej ujścia do Bugu, gdzie łączyła się z linją niemiecką. Radzymin, który przy obronie linji niemieckiej nie wchodził w sferę obronną, po wyznaczeniu tej drugiej znalazł się między obiema linjami. Ta nowa linja stała się źródłem naszych niepowodzeń. Znacznie dłuższa, nieprzystosowana do terenu, nie mająca zakrytych tyłów, prosta i prawie nieodrutowana, w żadnym razie nie wytrzymywała porównania z obronnością linji niemieckiej.

Tu należy dodać, że Radzymin mógłby odegrać pewną rolę obronną, gdyż posiada on i posiadał wówczas, cały szereg fabryczek, cegielni i murowanych domów mieszkalnych, które mogły, przy odpowiedniem ich wyzyskaniu, stworzyć nietylko całą sieć małych fortów, ale dać nawet podstawę obronie przyczółka. Takie zamknięte i zabarykadowane forty, pod dowództwem oficerów i podoficerów, z dostateczną ilością karabinów maszynowych i amunicji, odpowiadałyby najbardziej charakterowi bezwzględnej i upartej obrony przyczółka, w oczekiwaniu uderzenia z nad Wieprza.

Wojna w roku 1920 – (wspomnienia i rozważania)
Instytut Badania Najnowszej Historii Polski
Warszawa 1930

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.