Bronisław Zawadzki ps. Stanisław Badowski, Kot (7.12.1900 – 27.10.1943)

Bronisław Zawadzki ps. Stanisław Badowski, Kot1 (7.12.1900 – 27.10.1943) w pamięci ówcześnie pracujących nauczycieli pozostał jako bardzo dobry, szczery i uczynny kolega, gorący patriota, wierzący, że trud i walka, poniewierka i tułaczka Polaków zostaną kiedyś uwieńczone wolnością Ojczyzny. Sam tego nie doczekał, choć bardzo pragnął i do końca nie wyzbył się nadziei.

Urodził się 7 grudnia 1900 r. w Kociszewie koło Grójca jako syn Antoniny i Michała Zawadzkich.m Dzieciństwo spędził w Bolewicach, gdzie jego rodzice prowadzili gospodarstwo rolne. Od najmłodszych lat brał udział niemal we wszystkich czynnościach gospodarskich. Jak mówił, czasem odpoczynku był dla niego pobyt w szkole, ponieważ lubił się uczyć a szczególnie pasjonował się historią Polski. Seminarium Nauczycielskie ukończył w Warszawie. Służbę wojskową odbywał w podchorążówce w Modlinie i ukończył ją w stopniu porucznika. Po wyjściu z wojska pracował przez trzy lata w wieczorowej szkole powszechnej w Nieporęcie. Stąd przeniósł się do Wołomina i w roku szkolnym 1937/1938 rozpoczął pracę w 7-klasowej żydowskiej Publicznej Szkole Powszechnej Nr 3, z polskim językiem nauczania w Wołominie, przy ulicy Warszawskiej. Pracował także w wołomińskich powszechnych szkołach publicznych nr 1, 2 i 4. Jednocześnie studiował zaocznie fizykę i historię.

Nie stronił od prac społecznych. W miejskim magistracie pełnił funkcję ławnika, a także często pomagał interesantom w pisaniu podań. Brał aktywny udział w różnych uroczystościach, np. 22 maja 1938 r. Związek Właścicieli Nieruchomości Chrześcijan miasta Wołomina i jego okolic zorganizował uroczystość poświęcenia krzyża ustawionego na ulicy Legionów róg Lipińskiej. Wówczas po nabożeństwie w kościele parafialnym, poczty sztandarowe w asyście mieszkańców przemaszerowały pod krzyż, gdzie nastąpiło poświęcenie i przekazanie krzyża duchowieństwu i miastu Wołomin przez prezesa Związku – Bronisława Zawadzkiego.2 (W 2011 r., krzyż został odnowiony i powtórnie uroczyście przekazany mieszkańcom).

Przed wrześniem 1939 r. należał do Stronnictwa Ludowego. Po wybuchu II wojny światowej Zawadzki włączył się w nurt pracy konspiracyjnej. Należał do Armii Krajowej, z ramienia i rozkazu dowództwa tejże organizacji zajmował się zdobywaniem broni dla wojska polskiego w podziemiu, co wymagało wielkiej odwagi i ofiarności, ponadto zajmował się zbieraniem składek od członków AK. Był oficerem sztabu obwodu ZWZ „Rajski Ptak” (Radzymin). W czasie okupacji zgłosił się do ZWZ, organizował oddziały wojskowe, instruował i ćwiczył je.

W 1943 r. został zdekonspirowany i gdy żandarmi przyszli po niego do domu, był w terenie. Po przyjeździe został ostrzeżony, nie poszedł do domu i w ten sposób uniknął aresztowania. Gestapowcy nie doczekawszy się Zawadzkiego, aresztowali jego żonę, Aleksandrę i nie patrząc, że miała malutkiego synka przy piersi, wywieźli ją w Aleje Szucha, na Pawiak a stamtąd do Oświęcimia-Brzezinki, gdzie w krótkim czasie zamordowali. Zawadzki po aresztowaniu żony, natychmiast chciał sam zgłosić się do gestapo z prośbą o uwolnienie matki piątki dzieci, ale krewni, przyjaciele a nawet dzieci stanowczo mu odradzili. Aresztowanie żony było dla niego wielkim ciosem. Dzieci pozostały same w ciężkich warunkach materialnych. Myślał o nich, potajemnie opiekował się, czuwał nad nimi, ale do domu nie przychodził. Przyjaciele organizowali spotkania rodziny poza domem, często nawet poza Wołominem, np. w Nowej Wsi i innych miejscowościach. Bywało i tak, że w lecie przychodził nocą do Nowej Wsi, położonej przy lesie, wraz z towarzyszami, między innymi z kolegą Gliwą, także żołnierzem AK. Zmęczeni, głodni, po kolacji rzucali się na rozesłaną na ziemi słomę, by w jednej chwili zasnąć, ale przy najmniejszym szeleście zrywali się na równe nogi. Skoro świt ostrożnie i cicho znów wracali do lasu. Zawadzki miał skromne wymagania, nocował gdzie się dało, ciągle musiał być czujny, bo wciąż był tropiony i poszukiwany listem gończym. Tęsknił za dziećmi, a szczególnie za półtorarocznym Stefankiem. Pomocą w codziennym życiu dzieci byli krewni Badetkowie i nauczyciele z Wołomina, a całą ostoją rodziny była najstarsza Marysia, sama zresztą również zaangażowana bardzo czynnie w pracę konspiracyjną. Mimo tych nieszczęść i trudności Zawadzki pracy konspiracyjnej nie przerwał, tylko zmienił nazwisko na „Stanisław Badowski”. Jednak w Budziskach koło Łochowa 10 października 1943 r. został aresztowany przez gestapo. Było to w czasie jarmarku, podczas którego miał zbierać składki od członków AK. Wraz z nim był kolega Piotr Rostkowski, namawiający Zawadzkiego, by wrócił do Wołomina, ten jednak nie chciał, wierząc, że nic złego mu się nie stanie. Niestety, został zatrzymany przez żandarmów, na pytanie, co robi na obcym terenie – odpowiedział, że przyjechał kupić kierat w fabryce maszyn rolniczych w Ostrówku, gdzie pracuje jego kuzyn, który obiecał mu ułatwić zakup. Żandarmi jednak zatrzymali go na posterunku, aby skontaktować się z kuzynem i sprawdzić wiarygodność jego słów. Zawadzki miał dowód osobisty na zmienione nazwisko. Gdy na drugi dzień okazali kuzynowi fotografię i zapytali o nazwisko, ten zaskoczony, podał prawdziwe. I to przesądziło o losie Bronisława. Żandarmi przewieźli go z Budzisk do aresztu powiatowego w Sokołowie Podlaskim, skąd miał być przewieziony w Aleję Szucha w Warszawie. Wyjazdu nie doczekał, gdyż dokładnie wtedy miał miejsce nieudany napad na starostę Sokołowa Podlaskiego. W odwecie za ten napad Bronisław Zawadzki został wraz z dziewięcioma innymi zakładnikami związany, wyprowadzony na rynek i 27 października 1943 r. rozstrzelany.3

Tuż przed śmiercią zdołał krzyknąć do zgromadzonych na rynku ludzi, aby zawiadomili krewnych i dzieci, że za chwilę zginie. Po jego śmierci, nieznana rodzeństwu kobieta przyniosła zegarek ojca jako dowód, iż informacja o jego śmierci jest prawdziwa.

Bronisław Zawadzki pochowany został wraz z towarzyszami śmierci we wspólnej mogile w Rozbitym Kamieniu. Mogiłą opiekują się dzieci szkolne, które wdrażane są do opieki nad miejscami pamięci od najmłodszych lat. Poza odwiedzinami z okazji Dnia Wszystkich Świętych, w ciągu roku wykonują prace porządkowe. Gimnazjaliści czyszczą pomniki, samodzielnie wykonują przepiękne wiązanki, które następnie zanoszą na groby. Natomiast małe dzieci przynoszą znicze i wspólnie z nauczycielami zanoszą je na cmentarz. Wychowawcy klas najczęściej na godzinach do dyspozycji wychowawcy lub podczas pieszych wycieczek na cmentarz przybliżają uczniom historię tych miejsc i ich bohaterów. Starsi mają taką możliwość dodatkowo podczas lekcji historii.4

Po skończeniu wojny, Irena Haberman i Bolesław Pławski z ramienia władz szkolnych zostali opiekunami dzieci Zawadzkich.

Ich nowe, tułacze życie

Dzieci miały od półtora roku do osiemnastu lat, mieszkały w dalszym ciągu przy ulicy Legionów 3 w Wołominie. Podczas przygotowań do Powstania Warszawskiego Marysia odwiozła Stefanka do brata ojca na wieś, w okolice Poznania, natomiast Sabina została pod opieką niewiele starszej Wandy. Mundek był w partyzantce, potem w wojsku, toteż obie dziewczynki zdecydowały o wyjeździe do kuzynów Podgórskich mieszkających w Nadbieli (w gminie Poświętne). Kiedy wieś została spalona, wszyscy przez miesiąc mieszkali w lesie. Pod koniec września 1944 r. Podgórscy znaleźli opuszczone gospodarstwo i tam zamieszkali, a Wanda z Sabiną przyjechały do Wołomina. Zastały jednak zrujnowane domy: swój i Badetków. Koczowały w różnych opuszczonych mieszkaniach, a pomagali im zaprzyjaźnieni nauczyciele i mieszkańcy Wołomina do czasu wyremontowania domu po rodzicach. Marysia, Sabina i Wanda zmęczone tułaczką, zapakowały niewielki dobytek i udały się do Myśliborza koło Szczecina, zapewne za namową wujka Teśka – Telesfora Badetko, który wcześniej tam zamieszkał. Po drodze spotkały Rosjan, którzy zaproponowali im podwiezienie, ale gdy skorzystały rozległy się strzały, krzyki i samochód z ich bagażem odjechał. Zostały kolejny raz skrzywdzone. Mundek po rozwiązaniu jednostki wojskowej zamieszkał w internacie szkoły samochodowej.

Marysia zabrała Stefanka do Myśliborza. Jednak w 1945 r. zmuszona była umieścić go razem z dwiema siostrami w Domu Dziecka w Sopocie a następnie w Oliwie. Po rocznym pobycie Stefanek znów powrócił do najstarszej siostry i brata do Myśliborza. W 1947 r. na wezwanie Miejskiej Rady Narodowej w Wołominie dzieci powróciły do domu po swoich rodzicach. W 1950 r. Stefanek został ponownie umieszczony w Państwowym Domu Dziecka w Koszajcu koło Brwinowa5 na czas studiów Wandy6. Pod opieką Domu Dziecka pozostał do czasu zdobycia zawodu jako ślusarz maszyn rolniczych w Zasadniczej Szkole Zawodowej w Policach.. Dziś p. Stefan mówi: „lata pobytu w Koszajcu wspominam dobrze, tu nauczyłem się pracy i szacunku do niej, pokochałem ziemię, która była naszą dobrą żywicielką, każdy jadł do syta smaczne potrawy, owoce i warzywa. Wanda w każdym tygodniu mnie odwiedzała a także zabierała do siebie na niedziele i święta. Natomiast w innych domach dziecka już tak nie było, dlatego jestem uczulony na krzywdę ludzką, bo wiele jej doznałem w czasie swojego życia”. W latach 1958-1973 mieszkał w Wołominie, zdobył zawód technika – elektronika i pracował w Warszawskich Zakładach Telewizyjnych. Z powodu przewlekłej choroby reumatycznej, (która rozpoczęła się w ostatnim miesiącu służby wojskowej w Legionowie i trwa do dzisiaj) musiał przejść w 1974 r. na rentę inwalidzką. Pan Stefan ma żonę Jolantę, dwóch synów Piotra i Jacka, którzy mieszkają w Kanadzie. Dopiero 29 sierpnia 2011 r. p. Stefan, dowiedział się, że jego rodzicami chrzestnymi byli: żona nauczyciela Jana Malika – Sabina i nieżyjący już Piotr Rostkowski, którego grób na Cmentarzu Bródnowskim postanowił odnaleźć.

W 1948 r. Wanda ukończyła liceum w Sopocie i rozpoczęła pracę w Myśliborzu, następnie przeniosła się do Wołomina i podjęła pracę w Banku Rolnym. W 1955 r. ukończyła Akademię Medyczną w Warszawie i do emerytury pracowała jako pediatra. Ma męża Brodzisława Włodzimierza, dwóch synów Cezarego i Radosława oraz wnuki.

Marysia wyszła za mąż za Michała Wojciecha Wawrzynowskiego. Miała pięcioro dzieci: Ewę, która zmarła w wieku niemowlęcym, Annę, Michała, Alicję i Leszka. Zmarła w 1977 r. w wieku 52 lat.

Sabina ukończyła Wydział Mechaniczny na Politechnice Warszawskiej7, wyszła za mąż za Macieja, miała córkę Iwonę, która zmarła. Obecnie ciężko chora p. Sabina mieszka w Pyrzycach i jest pod troskliwą opieką córki Mundka- Irenki.

Edmund Zawadzki – Mundek ukończył technikum samochodowe, z pierwszą żoną Lodzią miał troje dzieci: Ryszarda, Mirkę i Halinkę. Po śmierci Lodzi ożenił się z Teresą, z którą miał córki Irenę i Olę. Zmarł 8 stycznia 1996 r. w wieku 69 lat.

Dzieci Aleksandry i Bronisława Zawadzkich, ich współmałżonkowie, wnuki budują obraz rodziców i dziadków na podstawie wspomnień. Odwiedzają mogiłę w Rozbitym Kamieniu8, mimo że nazwiska Bronisława Zawadzkiego tam nie ma i symboliczną mogiłę na parafialnym cmentarzu w Kobyłce, kwatera A19. Odwiedzają kościół Matki Bożej Częstochowskiej w Wołominie, w którym umieszczona jest tablica ku czci poległych i pomordowanych żołnierzy Armii Krajowej, gdzie wśród 60 nazwisk, pod pozycją 53. widnieje: Zawadzka Aleksandra a pod 54. Zawadzki Bronisław.10 Kładą kwiaty i palą świeczkę przed tablicą poświęconą nauczycielom poległym w latach 1939-1945. Odwiedzają też mogiły swoich najbliższych i najserdeczniejszych opiekunów pani Ireny Habermanowej i Bolesława Pławskiego, a przechodząc ulicami Wołomina patrzą na niszczejący głóg i inne drzewa pozostałe do dziś na ich posesji przy ulicy Legionów 3.

Niezwykle ciekawą informację (załączam w całości) dot. Bronisława Zawadzkiego podaje p. Jacek Odziemczyk11– mieszkaniec, historyk Sokołowa Podlaskiego i okolic:

Egzekucja

27.10.1943 o godz. 15.00 skazanych wywleczono z więzienia i powiązanych do jednego sznura pędzono na miejsce kaźni…”(Według Sprawozdania Warszawskiego Obszaru Armii Krajowej ). Ale dokumenty to nie wszystko. Ogromną wagę mają relacje świadków. W tym przypadku niezwykle cenne są informacje udzielone przez p. Marię Suchtę – siostrę zamordowanego Tytusa Antoniego Musiejkiewicza, p. Janinę Flagę – siostrę zamordowanego Eugeniusza Sawickiego oraz ich krewną p. Marię Sawicką.

W oparciu o te wspomnienia można pokusić się o próbę odtworzenia przebiegu, pierwszej na taką skalę, egzekucji w naszym mieście. Skazani zostali wyprowadzeni pod eskortą niemieckich okupantów ze wspomnianego już więzienia przy ul. Bóżniczej, obecnie Magistrackiej. Pędzono ich, ustawionych w szereg, ulicą Długą w kierunku magistratu. Wcześniej przeszli okrutne śledztwo. P. Janina Flaga wspomina, na podstawie relacji rodziców ówcześnie mieszkających na początku ul. Repkowskiej, że jej brat, młody 23-letni chłopak prowadzony jako pierwszy w tym „łańcuchu śmierci”, w wyniku tortur wyglądał jak 70-letni starzec. Z kolei z okna swojego dawnego domu przy ul. Długiej 57 straszliwy pochód obserwowała Maria Musiejkiewicz, obecnie Suchta. Zauważyła, z kolei, że jej brat Antoni (miał wtedy 21 lat) idzie związany na samym końcu. Wcześniej ten kwartał miasta został obstawiony hitlerowskimi żołnierzami i żandarmami, zatrzymany został również ruch dla wszelkich pojazdów cywilnych. Przerażeni ludzie z okien domów i zakamarków podwórek obserwowali to, co się działo.

Jak relacjonuje p. Suchta, dziesięciu skazanych Niemcy ustawili przed wzgórkiem, po czym kazali im klęknąć twarzą w kierunku plutonu egzekucyjnego. Po chwili padły strzały. Drgającego w konwulsjach Eugeniusza Sawickiego oprawcy dobili z bezpośredniej odległości.

Grupę mieszkańców hitlerowcy zmusili do wrzucenia zwłok na podstawiony samochód. Znalazł się wśród niej ojciec jednego z zamordowanych Jan Musiejkiewicz. Złapany przypadkowo na pobliskiej ulicy, wówczas nie wiedział, kto zginął w egzekucji. Miał ciągle nadzieję, że nie ma tam syna, tym bardziej, że wcześniej władze okupacyjne nie rozwiesiły plakatów informacyjnych. Gdy wkładał na samochód dziewiąte ciało jego osobista ojcowska nadzieja w tym morzu rozpaczy wzrosła. Dramatycznie zgasła, gdy zbliżył się do dziesiątego ostatniego zabitego mężczyzny…

Zamordowanych Niemcy wywieźli do dołu w lesie zwanym Ośniak, między Przywózkami a Kudelczynem. Według niepublikowanych dotąd wspomnień Henryka Pytelewskiego ps. „Piast”, komendanta posterunku policji granatowej w Bielanach, a jednocześnie i przede wszystkim dowódcy placówki Kowiesy – Bielany, Ośrodka „Sokół”, Obwodu „Sęp” „Proso” Armii Krajowej mieszany oddział AK pod dowództwem Franciszka Pliszki „Marynarza” z Rozbitego Kamienia i Wierzbickiego z Wojewódek ekshumował ciała i pochował na cmentarzu w Rozbitym Kamieniu. Warto przy tym zaznaczyć, że na tej nekropolii, w miejscu gdzie byli i są pochowani znajduje się postawiony w 1992 pomnik z wymienionymi nazwiskami i napisem:”Ku czci żołnierzy Armii Krajowej”. (Z kolei w Sokołowie po wojnie, w miejscu egzekucji został postawiony pomnik, który po pewnym czasie przesunięto nieco dalej z racji budowy szkoły. W 2008 z racji rozbudowy boiska szkolnego pomnik zbudowano na nowo i przesunięto znowu około 30-40 m).

Wraz z egzekucją gehenna mieszkańców Sokołowa nie skończyła się. W grudniu 1943 r. okupant zarządził wysiedlenie kilkunastu rodzin osób rozstrzelanych i poszukiwanych. Wypędzeni – musieli opuścić rodzinne domy i udać się na tułaczkę do miejsc im wyznaczonych. Sawiccy trafili do wsi Majdan, a Musiejkiewiczowie do wsi Józefy w ówczesnym powiecie sokołowsko – węgrowskim, obecnie węgrowskim. Po przejściu linii frontu w 1944 r., wrócili do swojego miasta. Wówczas ich najważniejszym zadaniem i najszczerszym pragnieniem było sprowadzenie ciał swoich dzieci do rodzinnego miasta, na sokołowski cmentarz. Dziś Antoni Musiejkiewicz (bo takiego imienia w rodzinie używano) spoczywa blisko Eugeniusza Sawickiego na cmentarzu przy ul. Chopina. Są blisko siebie, tak jak w ostatnich chwilach życia ponad 65 lat temu.

I tu pojawia się problem

Było dziesięciu skazanych, w tym dwóch z Sokołowa Podlaskiego, pozostali, przynajmniej ich część – z Łochowa i okolic, czyli z powiatu Węgrów. W czasie okupacji niemieckiej oba powiaty zostały administracyjnie połączone, stąd obecność łochowian w Sokołowie. Zatrzymani, zostali przywiezieni do więzienia w mieście powiatowym. Gdzie dziś spoczywają ciała zamordowanych? Jak już wspomniałem – Sawickiego i Musiejkiewicza w Sokołowie. Gdy rozmawiałem z kilkoma rodzinami zamordowanych te stwierdziły, że nie zabierały ich z cmentarza w Rozbitym Kamieniu. Prawdopodobnie tam spoczywa także ciało Zawadzkiego (do jego rodziny niestety nie dotarłem).

Teraz sprawa zasadnicza

Zarówno na pomniku w Sokołowie jak i w Rozbitym Kamieniu nie pojawia się nazwisko – Bronisław Zawadzki. Zamiast niego figuruje Witkowski Władysław (zresztą, niektóre nazwiska pozostałych osób są zniekształcone). Władysław Witkowski nie mógł zgiąć w październiku 1943 r., ponieważ jego nazwisko jest wymienione w okupacyjnym obwieszczeniu jako rozstrzelany w egzekucji z 17 listopada 1943 r. W innych źródłach zamiast Witkowskiego wymieniony jest Bronisław lub Bolesław Zawadzki, np.:

  1. Wacław Piekarski, Obwód Armii Krajowej Sokołów Podlaski Sęp, Proso 1939 -1944, Warszawa 1997, s. 45 ( pisownia: Bolesław Zawadzki)
  2. Stanisław Kielak, Dzieje Obwodu „Rajski Ptak” – „Burak”, Gdańsk – Tłuszcz 2008, s. 135-136; napisał: ppor. rez. Bronisław Zawadzki „Kot” ukrywał się w okolicy Łochowa. Płatnik obwodu. Aresztowany we IX 1943 wraz z kpt. Józefem Foremskim – „Mirskim” komendantem ośrodka Wyszków, i dalej: „wkrótce obaj rozstrzelani w Sokołowie”. (osobiście w sokołowskich egzekucjach nie natknąłem się na nazwisko „Foremski”.

Jak wynika z powyższej informacji – Bronisław Zawadzki – wołomiński nauczyciel, działacz społeczny i polityczny, rozstrzelany 27 października 1943 r. nie ma swojego nazwiska w miejscu pochówku. 12

  1. I. Haberman, Oświadczenie świadka, Wołomin 8.01.1976, (Irena Haberman, nauczycielka, działająca w czasie okupacji w ZWZ AK, ps. Myszka). Ze zbiorów Wandy Szymczak i Stefana Zawadzkiego.
  2. M. Kubacz, Działalność Towarzystwa Przyjaciół Wołominka, Sławka i Okolic w świetle zachowanych dokumentów, www.dawny.pl
  3. Ministerstwo Sprawiedliwości, Główna Komisja Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce, dot. faktu egzekucji dn.27.10.1943 w Sokołowie Podlaskim, L. dz. Zh. IV/4631/360/75, Warszawa 28.12.1975. Ze zbiorów Stefana Zawadzkiego
  4. Informację przysłała p. Agnieszka Kowalczyk, nauczycielka Zespołu Oświatowego w Rozbitym Kamieniu.
  5. P. Rostkowski, W. Nosińska, Do Kuratorium Okręgu Szkolnego Warszawskiego w Warszawie, Al. Sikorskiego Nr 30, dot. umieszczenia Stefana Zawadzkiego w domu dziecka, Wołomin 4.08.1950
  6. P. Rostkowski, W. Nosińska, Do Zarządu Okręgu ZNP w Warszawie, dot. przyjęcia Wandy Zawadzkiej na wyższą uczelnię, Wołomin 5.08.1950
  7. P. Rostkowski, J. Sałyga, Zaświadczenie dot. przyjęcia Sabiny Zawadzkiej na Wydział Mechaniczny Politechniki Warszawskiej, Wołomin 29.05.1952
  8. „Ku czci żołnierzy Armii Krajowej rozstrzelanych 27.10.1943 r. w Sokołowie Podlaskim” pod tym napisem na pomniku w Rozbitym Kamieniu znajduje się dziesięć nazwisk, wśród nich nie ma nazwiska Bronisława Zawadzkiego(dalej – wyjaśnienie J. Odziemczyka).
  9. Symboliczna tablica została umieszczona na grobie rodziców Aleksandry staraniem jej syna – Stefana Zawadzkiego
  10. ks. J. Sikora, Parafia Matki Bożej Częstochowskiej, Wołomin 2000
  11. Jacek Odziemczyk ur.1975 r. jest nauczycielem, historykiem, a nade wszystko pasjonatem historii, walk narodowo-wyzwoleńczych i drogi do niepodległości do 1989 roku ludności Podlasia i Ziemi Sokołowskiej. Bezinteresownie inicjuje i osobiście prowadzi prace badawcze dla odkrywania faktów historycznych oraz dokumentuje nieznane dotychczas wydarzenia z czasów okupacji hitlerowskiej i komunistycznej.
  12. Bronisław Zawadzki został rozstrzelany 27.10.1943 r. w Sokołowie Podlaskim (dane Okręgowej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich, Okręg Warszawa). Fakt egzekucji odnotowany jest w rejestrze miejsc i faktów zbrodni hitlerowskich; I. Haberman, Bronisław Zawadzki, Wołomin 17.05.1985; P. Rostkowski, Bronisław Zawadzki, Wołomin 8. 05. 1984; Walka i martyrologia nauczycielstwa na Mazowszu, Kurpiach i Podlasiu w latach okupacji hitlerowskiej, Warszawa 1987.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.