Doktor Kazimierz Izdebski (1899-1984)

O doktorze medycyny Kazimierzu Izdebskim, pomimo znacznego upływu czasu od jego śmierci, pamięta jeszcze wielu mieszkańców Wołomina i okolic. Złożyło się na to wiele przyczyn. Jedną z nich jest bez wątpienia to, że był lekarzem w okresie, tak dla Wołomina, jak i całej Polski, krańcowo trudnym, kiedy pomoc drugiemu człowiekowi miała wartość najwyższą i nieocenioną. Niósł pomoc potrzebującym, kiedy Wołomin był pod okupacją niemiecką – od 1940 r., podczas działań frontowych 1944/45 i wiele lat po zakończeniu wojny.

Kazimierz Izdebski urodził się 21 stycznia 1899 r. w Lityniu na Podolu (dzisiejsza Ukraina, niedaleko od Winnicy). Miał liczne rodzeństwo – pięć sióstr i dwóch braci. Rodzice, Henryk i Ludwika z Rożyńskich (pochowani na wołomińskim cmentarzu), starali się wychowywać wszystkich w duchu patriotycznym.

Kazimierz gimnazjum ośmioklasowe ukończył w pobliskim Latyczowie, a świadectwo dojrzałości uzyskał w 1919 r. Kiedy na kresach wschodnich wybuchł ogień rewolucji bolszewickiej, jedynym ratunkiem przed śmiercią z rąk oszalałych rewolucjonistów żądnych krwi „polskich panów” była ucieczka. Udało mu się uciec do Lwowa, gdzie zgłosił się na ochotnika do Wojska Polskiego. Uczestniczył w wojnie polsko-radzieckiej 1920 r. pod dowództwem generała Rómla.

Działania wojenne przebiegały na trasie Lwów – Rawa Ruska. Właśnie tutaj w okolicach miasta Kulików oddział został rozproszony, a później wzięty do niewoli radzieckiej. Jeńców wsadzono do wagonów bydlęcych i wywieziono w stronę Winnicy i Koziatynia. Rozpoznając w nocy swoje rodzinne strony, doktor podjął ryzyko ucieczki z jadącego pociągu pilnowanego, oczywiście, przez uzbrojonych strażników. Po udanej ucieczce schronił się w rodzinnym Lityniu, z którego z powrotem przedarł się do Lwowa. Po ustaniu działań wojennych rozpoczął studia medyczne, specjalizując się w chirurgii. Nie były to łatwe czasy dla studentów, szczególnie niezamożnych i gdyby nie determinacja oraz pomoc rodziny i życzliwych ludzi, przetrwanie tego czasu byłoby bardzo trudne.

Studia skończył  w 1925 r. i jako młody lekarz rozpoczął poszukiwanie niezależnej pracy. Znalazł zatrudnienie na początku we Lwowie, a później, na krótko, w Krobi koło Poznania. Poszukiwania okazały się bardzo owocne, bo oprócz pracy znalazł kogoś o wiele cenniejszego – Zofię Podhorską – swoją przyszłą żonę, również uciekinierkę z Kresów, pochodzącą z rodzinnych okolic doktora, która przez kolejne lata szczęśliwego małżeństwa wspierała go lojalnie we wszystkich działaniach i pracy.

Poszukując nowej posady w różnych ogłoszeniach, wybrał Wyrzysk, nieduże miasto położone nad Notecią pomiędzy Piłą a Bydgoszczą, gdzie wakowała posada lekarza Kasy Chorych z możliwością samodzielnego mieszkania i pracy w szpitalu powiatowym. W Wyrzysku zamieszkał w domu doktora Stańczyka i podjął się leczenia robotników rolnych należących do Kasy Chorych w pobliskich majątkach polskich i niemieckich. Przed południem przyjmował pacjentów w domu, nie tylko ubezpieczonych, ale i prywatnych, a po południu załatwiał wizyty domowe. Szybko dał się poznać jako doskonały organizator, nawiązał kontakt z dyrektorem szpitala doktorem Jerzym Rogalskim, z którym bardzo się zaprzyjaźnił i po załatwieniu formalności w starostwie, któremu szpital podlegał, podjął w nim pracę. Przez pierwsze pół roku pracował w charakterze asystenta na wszystkich oddziałach, a po nagłej śmierci doktora Rogalskiego, 24 czerwca 1929 r., został mianowany przez starostę dyrektorem Szpitala Powiatowego. Funkcję tę sprawował do 1 września 1939 r. W tym czasie, według książki operacyjnej, wykonał około 5000 operacji, przeprowadził rozbudowę i moderenizację szpitala wyrzyskiego. Na dobrą opinię w Wyrzysku musiał jednak ciężko zapracować, poniważ nie był rodowitym wielkopolaninem. Miejscowi odnosili się na początku z dużą nieufnością do przybysza. Podziały dzielnicowe były w tym czasie bardzo widoczne, dodatkowym czynnikiem potęgującym nieufność do przybyszów był duży odsetek mniejszości niemieckiej i bliskość granicy z III Rzeszą (15 kilometrów).

Podczas wyjazdów doszkalających do Wiednia w 1936 i 1937 r., gdzie brał udział w kursach prowadzonych przez prof. Bohlera, czołowego chirurga ortopedę oraz szczególnie podczas ostatniego wyjazdu do Berlina w 1938 r., upewnił się, że nastroje w Niemczech są krańcowo napięte i wybuch wojny jest nieunikniony. Przewidywał, że najbardziej zagrożona po agresji Niemiec będzie ludność polska w strefie nadgranicznej, a stosunkowo najbezpieczniej będzie w Polsce centralnej (potwierdził to późniejszy podział Polski na Rzeszę i Generalną Gubernię). Kierując się tym rozumowaniem, postanowił kupić dom gdzieś w okolicach Warszawy. Po intensywnych poszukiwaniach, które prowadziła żona Zofia, wybór padł na Wołomin. W 1938 r. kupiony został dom od Rocha Wierzbickiego przy ulicy Łąkowej 17 (obecnie ulica Mickiewicza) Pierwsze wrażenie, jakie sprawił Wołomin w porównaniu ze schludnym wielkopolskim Wyrzyskiem, nie było korzystne. Wołomin nie miał tak rozwiniętej infrastruktury miejskiej, widać było na każdym kroku negatywne wpływy zaboru rosyjskiego. Jednak doktorostwo Izdebscy ze swoimi synami Henrykiem i Ryszardem, oraz urodzonym już w Wołominie Markiem, szybko zadomowili się w Wołominie i pokochali to miejsce. To tutaj przez resztę życia doktor Izdebski leczył ludzi w potrzebie i zawiązywał liczne przyjaźnie.

Po ogłoszeniu mobilizacji 25 sierpnia 1939 r. Kazimierz Izdebski w stopniu kapitana bierze udział w kampanii wrześniowej. Po bitwie nad Bzurą organizuje szpital polowy i niesie pomoc setkom żołnierzy rozbitych armii „Zachód” i „Pomorze”. Według zachowanego z tego okresu zaświadczenia ze szpitala „Koszary” w Kutnie, pracował w nim od 19 września do 20 grudnia 1939 r., przeprowadzając w tym czasie z bardzo dobrym wynikiem ogółem 588 operacji. Zajmuje się leczeniem żołnierzy do ostatniego potrzebującego, po czym 23 grudnia w cywilnym przebraniu ucieka z „Koszar” i w styczniu 1940 r. dociera szczęśliwie do Wołomina.

W tym czasie nie funkcjonował w Wołominie jeszcze szpital, najbliższą placówką leczniczą był szpital w Radzyminie. W lipcu 1940 r. powstaje za przyzwoleniem władz niemieckich w domu przy ulicy Łąkowej prywatna klinika chirurgiczno-położnicza, która istnieć będzie do sierpnia 1945 r., czyli do czasu organizacji szpitala miejskiego. Zatrudnienie w klinice znajduje jedna pielęgniarka i jedna położna. Podczas całej okupacji niemieckiej jest to często jedyne miejsce, gdzie można szukać pomocy medycznej. Wykonuje się tutaj tysiące tak prostych zabiegów, jak i skomplikowanych operacji, wiele razy w skrajnie trudnych warunkach, podczas ostrzału i przy świetle świec. Do szpitala trafiają wszyscy potrzebujący, niezależnie od narodowości i zasobności kieszeni. Po walkach w lasach łochowskich do kliniki trafiają ranni AK-owcy, przywożeni tajnie pod osłoną nocy. Najcięższe chwile nadeszły pod koniec okupacji, gdy Wołomin znalazł się pod ostrzałem samolotów i artylerii wycofujących się wojsk niemieckich, najpierw z Zielonki, a później z lewobrzeżnej Warszawy. Klinika w tamtych dniach przepełniona była rannymi od odłamków kul lub wydobytymi spod walących się domów. Doktor wraz z personelem nie opuszczali praktycznie sali operacyjnej, a tych, których nie udało się uratować chowano w prowizorycznych mogiłach na sąsiedniej działce. Podczas frontowych walk leczonych i operowanych zostało 680 rannych.

Doktor Izdebski miał wspaniały dar oddzielania naturalnej reakcji prześladowanego Polaka od obowiązku niesienia pomocy człowiekowi, niezależnie od jego narodowości i wyznania. Ideę tę, wywodzącą się wprost z przysięgi Hipokratesa, realizował z narażeniem życia, odwiedzając Żydów w getcie, lecząc rannych AK-owców, a także udzielając pomocy rannym żołnierzom niemieckim i sowieckim. Angażował się także w ratowanie ludzi zagrożonych wywózką w głąb Rosji, ze względu na pochodzenie lub działalność jaką wykonywali przed wojną. Jedną z takich osób, szczególnie zasłużonych dla Wołomina jest wiceburmistrz Wołomina Stanisław Lange, którego doktor przetrzymuje w klinice, uniemożliwiając tym samym jego deportację.

Zakończenie wojny i rok 1945 przynosi nowe wyzwania. Jak przedtem, tak i teraz doktor rzuca się w wir organizacji służby zdrowia na terenie Wołomina. Uczestniczy w organizacji małego szpitala przy ulicy Powstańców 3, którym kieruje przez kilka lat, aż do utworzenia nowego szpitala przy obecnej ulicy Legionów (tzw. „stary szpital”). Równocześnie nie przerywa przyjmowania pacjentów we własnym domu. Jest do dyspozycji pacjentów całą dobę, co jest szczególnie ważne, bo w tym czasie nie funkcjonuje jeszcze pogotowie ratunkowe. Dopiero z czasem rozdział nocnych dyżurów organizują między sobą trzej wołomińscy lekarze: doktor Frank, doktor Reznik i doktor Izdebski, wystawiając w oknach swoich domów informacje, który z nich aktualnie przyjmuje.

W 1948 r. organizuje od podstaw ambulatorium kolejowe (dzisiejszy budynek PUP przy torach kolejowych), pracując tam do 1964 r. Równoczesnie od 1947 r. uczestniczy w organizacji ambulatorium milicyjnego, w którym pracuje z kolei do 1970 r. razem z siostrą swojej żony, wspaniałą pielęgniarką Marią Kowerską. Do końca lat 70. przyjmuje pacjentów prywatnie w domu przy ulicy Mickiewicza. Zachowały się zapiski z przyjęć doktora z tamtych lat. Z bardzo niewyraźnego już pisma odczytać można skąd pochodzili pacjenci ? nie byli to tylko mieszkańcy Wołomina, ale także Tłuszcza, Okuniewa, Poświętnego, Ręczaj, Klembowa i okolic. To właśnie w tych okolicach doktor Izdebski nazywany był „naszym doktorem” i słynął ze stawiania trafnych diagnoz lekarskich.

Wśród wołomińskich lekarzy przyjaźni się szczególnie z zasłużonymi dla Wołomina profesorem Janem Mossakowskim i doktorem Jeremiaszem Olszewskim, z którym przez wiele lat, rokrocznie, spędza wakacje na Mazurach, w ulubionym miejscu nad jeziorem Tałty.

Doktor Izdebski żył nie tylko pracą zawodową, był także zapalonym myśliwym i wędkarzem, uwielbiał pracę w ogrodzie i przy pszczołach. Był współzałożycielem wołomińskiego koła łowieckiego „Pudło”, jego wieloletnim prezesem oraz Łowczym Powiatowym. Będąc autorytetem w sprawach łowieckich, swoją postawą dawał przykład podejścia do łowiectwa rozwojowego, na pierwszym planie stawiając powiększanie i harmonijny rozwój stanu zwierzyny. Był pomysłodawcą i organizatorem hodowli bażanta, którego gatunek podczas wojny został prawie doszczętnie wytrzebiony. Przez parę lat hodowla bażantów prowadzona przez „Pudło” w ogrodzie przy ulicy Legionów prosperowała z powodzeniem, przyczyniając się tym samym do wzrostu liczebności tego gatunku w całym kraju. Wśród przyjaciół z koła łowieckiego, z którym doktor wybierał się często na polowania, między innymi w okolice Ręczaj i Poświętnego, byli Tadeusz Zachaj i Mieczysław Grodzki. Z czasów łowieckich pamiętają doktora starsi mieszkańcy Ręczaj Polskich, Ręczaj Nowych (rodziny Redów i Gorczyńskich) i okolic Poświętnego, tzw. „Feliksowa”, gościnnego dworu samotnie zmarłych w latach 70. sióstr Lutykówien, których grób znajduje się na cmentarzu w Poświętnem (niestety, po drewnianym dworze w Feliksowie nie zostały nawet fundamenty, jedynie po układzie drzew można domyślać się, gdzie stał budynek).

Doktor Izdebski wspominany jest jako człowiek ciepły, towarzyski, bezpośredni w kontaktach z ludźmi, potrafiący swoją postawą zjednywać ludzi i rozstrzygać spory.

Kazimierz Izdebski zmarł w marcu 1984 r. i pochowany jest na cmentarzu w Wołominie, razem ze swoją żoną Zofią, która zmarła w styczniu 1992 r.

Siemisław Izdebski
Wspólny Wołomin, 2006 nr 3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.