Doktor Zachariasz Frank (1890-1957)

Pisarka Z. Nałkowska wspominając w „Dziennikach” swój pobyt w Wołominie na uroczystości zakończenia roku szkolnego w Szkole Szklarskiej, 28 czerwca 1952 r. zanotowała: „[Była] dama szwajcarska z córkami Graziellą i Agnieszką, i jej mąż później, dr Frank, tu zamieszkały, pamiętający mamę jako pacjentkę, przebywający w Domu nad łąkami (w pokoju ojca) jako Żyd w getto!?1
„Pamiętający mamę jako pacjentkę”2 Zachariasz Frank urodził się 15 września 1890 r. w Warszawie. Był synem Izaaka, buchaltera, i Sary z domu Fajnglas.3 Ukończył Gimnazjum im. Króla Władysława IV na Pradze. Od 1912 r. studiował medycynę na uniwersytecie w Genewie, w Szwajcarii. Tytuł doktora medycyny uzyskał w 1918 r. Po powrocie do kraju, 24 lipca 1919 r., złożył egzamin przed komisją Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Warszawskiego i nostryfikował swój dyplom w Polsce.4

Podjął pracę (najpierw jako lekarz wolontariusz) w Oddziale I Wewnętrznym Szpitala Przemienienia Pańskiego w Warszawie.W latach 1919-1922 służył w wojsku, brał udział w wojnie polsko-bolszewickiej. (6) Służbę wojskową zakończył w stopniu porucznika lekarza. Jeszcze podczas pobytu w Szwajcarii poznał przyszłą żonę Carlotę Oltramare.7 Zamożna rodzina Franków pozostała nieprzychylna temu małżeństwu i młody lekarz wyjechał z Warszawy. Osiedlił się w Wołominie w maju 1922 r. Zamieszkał w drewnianym domu przy ulicy Sienkiewicza 24, gdzie rozpoczął prywatną praktykę lekarską. Wkrótce stał się znanym i szanowanym w mieście internistą. Leczył z oddaniem kilka pokoleń Wołominian, a wdzięczni pacjenci darzyli go zaufaniem i szacunkiem. 27 maja 1934 r. został wybrany do Rady Miejskiej.
W 1939 r. wziął udział w kampanii wrześniowej, był ordynatorem w Szpitalu Ewakuacyjnym nr 902 w Brześciu.8 W okresie okupacji niemieckiej, zamknięty w wołomińskim getcie, wychodził stamtąd w nocy, narażając własne życie, aby nieść pomoc chorym.9 Po ucieczce z getta ukrywał się pod przybranym nazwiskiem (prawdopodobnie Karol Wielowiejski) w klasztorze pod Warszawą.10 Przeżył dzięki pomocy ówczesnego burmistrza Wołomina Józefa Cicheckiego  i przede wszystkim dzięki ofiarnej pomocy Marii Nachtman.11 Przez krótki czas, od grudnia 1944 r. do 25 marca 1946 r. ukrywał się także w okolicach Krakowa.
Po wojnie Zachariasz Frank wrócił do Wołomina i do pracy w Szpitalu Przemienienia Pańskiego w Warszawie, gdzie był ordynatorem oddziału internistycznego. Pracował także jako lekarz rejonowy (w PKP) w Zielonce. Zmarł 1 listopada 1957 r., w wieku 67 lat. Został pochowany na cmentarzu parafialnym w Kobyłce, w kwaterze B 5.12Dwadzieścia lat później w tym grobie spoczęła także Carlota.
Pozostawił dwie córki: Graziellę (1920 – 2005 w Izraelu) i Agnieszkę (27.07.1937 – 03.01.2001 w Wołominie). Graziella wyjechała do Izraela, do Tell Awiwu, gdzie mieszkał już brat Zachariasza, Stanisław Frank, lekarz gastrolog. Agnieszka, podobnie jak ojciec, była doktorem medycyny, do końca życia pracowała w Wołominie. Przez 37 lat przyjmowała swoich pacjentów, ostatnim czasie w przychodni na ulicy Prądzyńskiego. Pozostała w pamięci mieszkańców Wołomina jako nadzwyczaj życzliwy człowiek i lekarz pochylający  się, z rzadko spotykaną troską,  nad wszystkimi  chorymi i  z uwagą zajmujący się ich problemami.

Przypisy

  1. W tym dniu córka doktora Franka, Agnieszka, otrzymała od Z. Nałkowskiej egzemplarz powieści „Granica” z następującą dedykacją: „Pannie Agnieszce Frankównie – podczas odwiedzin Wołomina – ZNałkowska – 28 VI 52”. Książka znajduje się w zbiorach Muzeum im. Nałkowskich w Wołominie. Z. Nałkowska, Dzienniki 1945-1954, cz. 2, oprac., wstęp i komentarz H. Kirchner, Warszawa 2000, s. 569-570.
  2. Anna Nałkowska (1862-1942), matka Zofii, była pacjentką doktora Franka w latach 30. XX w., kiedy rodzina Nałkowskich mieszkała jeszcze na wołomińskich Górkach.
  3. Rodzina doktora Franka: jego rodzice – Izaak i Sara (córka Mordki Fajnglasa) oraz dziadkowie ze strony ojca – Mojżesz i Riwa z domu Briańska, zginęli w czasie II wojny światowej, prawdopodobnie w Treblince.
  4. Na podstawie dokumentów znajdujących się w archiwum Centralnej Biblioteki Lekarskiej.
  5. Szpital prowadził działalność naukowo-wydawniczą. Zachariasz Frank, wspólnie ze starszym asystentem Edwardem Wajsem i wolontariuszem Henrykiem Wasermanem napisali m.in. artykuł zatytułowany „Przyczynek do stosowania insuliny jako środka tuczącego w gruźlicy”, „Medycyna”, 1928 nr 6; Szpital Przemienienia Pańskiego 1828-1868-1928, oprac. dr med. K. Zieliński (lek. naczelny) i dr E. Wajs (st. asystent), Warszawa 1928, s. 55, 106.
  6. Służył jako lekarz kolejno w: 21. pułku piechoty (28.07.1919 – 15.04.1920), 144. pułku piechoty (16.04.1920 – 01.09.1920), Szpitalu Ewakuacyjnym nr 11 (02.09.1920 – 14.03.1921), 18 pac. (15.03.1921 – 07.08.1921), 2. Pułku Ułanów (08.08.1921 – 05.10.1921), 41. pułku piechoty (06.10.1921 – 01.11.1921), 86. pułku piechoty w Wilnie (02.11.1921 – 06.02.1922). 6 lutego 1922 r. został przeniesiony do rezerwy w stopniu porucznika. Na podstawie dokumentów w Centralnym Archiwum Wojskowym.
  7. Carlota Frank (21 maja 1890 w Paryżu – 31 maja 1977) była córką Alphonsa i Charlotty Henrietty z domu Wielle. W 1954 r. ta „dama szwajcarska”, jak określiła ją Z. Nałkowska w „Dziennikach”, kilkakrotnie odwiedziła pisarkę w jej mieszkaniu na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. Doktorowa Frankowa, ówczesna radna miejska, czyniła starania o przyznanie przez Wojewódzki Urząd Zdrowia środków finansowych na otwarcie żłobka w Wołominie. Namówiła Zofię Nałkowską do napisania artykułu „Z miasta mojego dzieciństwa”, który był interwencją w tej sprawie. Tekst ukazał się w „Trybunie Ludu”, 1954 nr 181. Z. Nałkowska, Dzienniki 1945-1954, cz. 3, oprac., wstęp i komentarz H. Kirchner, Warszawa 2001, s. 304, 305, 348, 349, 351, 352, 373, 383, 436.
  8. 10 września 1939 r., po zbombardowaniu Wołomina, utworzono w mieście Szpital Obywatelski Czasu Wojennego. W zorganizowanej w pośpiechu lecznicy, brakowało narzędzi chirurgicznych, bandaży i gipsu. Na polecenie doktora J. Sikorskiego Carlota Frank przekradła się do Warszawy, skąd przywiozła (ze Szpitala Przemieniania Pańskiego i z punktu medycznego na Dworcu Wileńskim) potrzebne instrumenty i środki opatrunkowe, zastępując w ten sposób męża, który był na froncie. „Upoważniam p. Doktorową Frankową Carlotę – pisał 13 września 1939 r. kierownik tego szpitala, doktor Jochelson – do pobrania dla potrzeb szpitala w miarę możności instrumentów chirurgicznych do operacji kostnych, gipsowych bandaży – 20 cm szerokości do sztuk 50, oraz zaopatrzenia według własnego uznania świeżo powstałej placówki sanitarnej – lecznicy po zbombardowaniu m. Wołomina w d. 10.9.39. Nadmieniam, że w chwili obecnej w szpitalu na leczeniu znajduje się 36 osób (trzydzieści sześć).” 16 września 1939 r. pani Frankowa otrzymała pisemne podziękowanie od burmistrza Wołomina Józefa Cicheckiego: „Wielce Szanowna Pani! W imieniu rannych, przebywających na leczeniu w Szpitalu Obywatelskim Czasu Wojennego m. Wołomina, PP. Lekarzy i całego personelu, pracujących dla dobra ogółu społeczeństwa – składamy niniejszym na ręce Szanownej Pani gorące podziękowanie za dostarczenie z Warszawy niezbędnych narzędzi chirurgicznych i materjałów opatrunkowych, które Pani z podziwu godnym męstwem ofiarnie nam zechciała dostarczyć.” U dołu listu widnieje skromny dopisek: „Dołączam się w imieniu m. Wołomina – kierownik szpitala dr Aleksander Jochelson, ppłk w stanie spoczynku.” Na podstawie dokumentów z archiwum rodzinnego.
  9. K. Konowrocki, M. Balicka, Cmentarz parafii Świętej Trójcy w Kobyłce, Paprotnia 2003, s. 90.
  10. Odwiedzał go tam m.in. Jerzy Lipman, późniejszy wybitny operator filmowy. J. Szczerba, Migawki z życia Jerzego Lipmana, „Magazyn Gazety Wyborczej”, 1999 nr 6 (310).
  11. Maria Krystyna Nachtmanówna ps. „Agata” (09.01.1924-08.11.1992), lekarz pediatra, w czasie wojny sierżant NSZ, łączniczka Oddziału Bojowego KG NSZ, następnie Narodowego Zjednoczenia Wojskowego (NZW). Wykształcenie medyczne zdobywała uczęszczając na konspiracyjne kursy dr Jana Zaorskiego (gdzie wykładowcą był m.in. prof. Jan Mossakowski). Była aresztowana wiosną 1946 r. Po tajnym procesie, który odbywał się w więzieniu na warszawskim Mokotowie, 3 listopada 1947 r. została skazana wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego na sześć lat więzienia. Wyszła na wolność 8 kwietnia 1949 r. Wyrok skrócono do trzech lat, prawdopodobnie na skutek listu, jaki napisała Carlota Frank do prezydenta Bolesława Bieruta. Jest to jednocześnie przejmujące świadectwo ocalenia Zachariasza Franka: „Ja, niżej podpisana, Carlota Frank-Oltramare znając osobiście ob. Marię Nachtman od kilkunastu lat i zawdzięczając jej życie mego męża pragnę oświadczyć co następuje: Nie wchodząc w ocenę jej obecnej działalności mogę z całą odpowiedzialnością stwierdzić, że postępowaniem swym w okresie okupacji dała dowód wielkiego wyrobienia obywatelskiego i prawości charakteru. Mąż mój, dr Zacharjasz Frank, długoletni lekarz Szpitala Przemienienia Pańskiego (16 lat) jest pochodzenia żydowskiego. Zmuszony prześladowaniami hitlerowskimi do ukrywania się po ucieczce z ghetta w roku 1942, zawdzięcza życie właśnie pomocy ob. Marji Nachtman. Ja, będąc prześladowana i stale pod obserwacją gestapo, nie mogłam spotykać się z mężem, aby nie zdradzić jego kryjówki. Jedynym łącznikiem między nami była Marja Nachtman, która przenosiła mężowi żywność, ubrania oraz opiekowała się nim jak córka. W okresie jego ciężkiej choroby – tyfus plamisty, później dur brzuszny – również dostarczała mu prasę podziemną, mapy oraz wiadomości radiowe i była jedynym łącznikiem męża ze światem, podtrzymując go duchowo i fizycznie. Biorąc pod uwagę, że robiła to wszystko bezinteresownie, narażając się na wielkie niebezpieczeństwo trzeba uznać, że dała dowód wielkiego wyrobienia obywatelskiego, odwagi i dobroci […]”. J. Nachtman, Maria Krystyna Nachtmanówna, (w:) Sylwetki kobiet żołnierzy, pod red. K. Kabzińskiej, Toruń 2003, s. 237-240.
  12. Przyjął wyznanie żony ? ewangelicko-reformowane.

Z „Dzienników” Zofii Nałkowskiej

Warszawa, 16 III 1954, wtorek: Doktorowa Frankowa (Francuzka) z Wołomina, z wielką sprawą, że nie ma żłobka w Wołominie, że kobiety nie mogą pracować. Teksty, listy. Mam o tym napisać do „Życia Warszawy”. Ma zadzwonić i przyjść w piątek 19 III.

Warszawa, 20 III 1954, sobota: Frankowa, że załatwiła sama sprawę żłobka w Wołominie. Dużo biografii, autocharakterystyka. Ciekawa, sympatyczna, płomienna, aktywna.

Warszawa, 12 V 1954, środa: Przyjazd Frankowej. Sprawa żłobka w Wołominie. Wojewódzki Urząd Zdrowia w Warszawie zawiódł, pieniądze przeznaczył na żłobek w Pruszkowie, nie w Wołominie. Pisze mi (po francusku) notatki do artykułu, żebym go umieściła w „Życiu Warszawy”.

Warszawa, 13 V 1954, czwartek: Od świtu piszę tę rzecz o żłobku. Genia z własnej chęci przepisuje. Ale jest zła, krzyczy. Co robić? Rzecz nie wypada dobrze. Te roboty uniemożliwiają mi już na zawsze twórczość.

Warszawa, 17 V 1954: Jeszcze raz przepisywanie „Z miasta mojego dzieciństwa”, rzecz o Wołominie, by wykazać, że nie może obejść się bez żłobka – za poduszczeniem tej bardzo dziwnej doktorowej, za dużym naciskiem.

Nieborów, 20 V 1954: Telefon Geni, że oddała „Miasto” do „Życia Warszawy”. Ale kłopot, telefon Frankowej, że trzeba coś zmienić, bo okazuje się, że właśnie Wojewódzki Urząd Zdrowia ten żłobek Wołominowi przyznał. Jednak na żadną zmianę (z tej odległości!) nie przystałam, uważam, że trzeba jedynie – po moim tekście – dosłać tę wiadomość do redakcji jako radosną.

Nieborów, 24 V 1954: Rano przyjeżdża Genia z biszkoptem, czułościami i wiadomościami. Więc wobec mych warunków „Życie Warszawy” zwróciło mi tekst, nie chcąc mi nim „zaszkodzić”. Oto mię urządziła ta Genewianka tak egzotyczna i raczej miła w swym entuzjazmie dla Wołomina. Tyle pracy na nic. No – i chyba pierwszy taki despekt od dziesięcioleci.

Warszawa, 14 VI 1954: Telefon od Frankowej, że już można dać do druku  to o żłobku.

Warszawa, 1 VII 1954: W „Trybunie Ludu” wydrukowano wreszcie „Miasto mojego dzieciństwa” z dość dużym błędem.

Warszawa, 22 IX 1954: Niemal o świcie Frankowa z Wołomina. Dostaje egzemplarz „Z miasta mojego dzieciństwa”, którego nie czytała. Opowiada ciekawe rzeczy biograficzne. Czyta „Pisma wybrane”. Tylko nie chce 100 zł jako części honorarium za to „Miasto” mimo mych nalegań i perswazji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.