Lud w Radzymińskim wie, że dzień 8-y maja, dzień św. Stanisława, to dla Polaków wielkie męczeństwa święto — to dzień chwały Jednego z wielu Polskiej ziemi najlepszych synów, i dlatego rok rocznie podnioslemi uroczystościami wspólnie z dobrą Matką narodów, Kościołem Katolickim, ten dzień obchodzi. Zawsze a szczególniej w roku bieżącym radowało się serce ludu Bożego, a nadmiar uczuć pobożnych i podniosłych w pieśni i modlitwie wylewaliśmy w ubożuchnym kościółku w Postoliskach.

W dniu 8-ym wszystkie drogi do centrum Radzymińskiej ziemi, do Postolisk wiodące, zasłały się ludem. Ze słońca wschodem słyszałeś, bracie, pieśń ukochaną, tchnącą miłością Boga i Ojczyzny, wydobywaną z tysiącznych piersi, wyruszających do Postolisk kompanii. Nie sam lud, bo zda się, że ziemia męczenników, krwią polską zbryzgana, wraz z synami i córkami swemi śpiewała chwałę Panu. Pobożnym pielgrzymom wtórował i wiatru powiew lekki i blask słońca i dziesiątki niesionych sztandarów, a świadkiem tego był lud i wszystkie przydrożne figury Bożej Męki, cudnie w kilkomilowym promieniu zielenią i kwieciem zdobne; a świadkiem i uczestnikami tego byli mankietnicy, co uwodzicielsko przez „otców Kiryłów, Isaaków i Wasilych” uwiedzeni, Bogu Najwyższemu dzięki, gorliwą pracą poświątnińskiego pasterza nawróceni, z katolickim orszakiem się sprzęgli, bramy tryumfalne strojąc na przejście kompanii. Uczuli biedni i zrozumieli, że Bóg i Prawda tam, gdzie miłość Kościoła i Ojczyzny.

Radzymińskie dowiodło, że choć ziemie ma ubogie, bogate jest duchem, dowiodło i przekonało, że miłości ziemi rodzinnej nic nie wytępi, a od Boga i Kościoła prawdziwego nic go nie oderwie, a zapowiedziało na wpółmartwym i zgniłym, że jeżeli oni chcą iść z ludem, bo lud gotów z nimi pracować, niechaj pierwej wskrzeszą w sobie ojców cnoty, miłość szczerą i prawdziwą, nadzieję, która dziś bezbożna a więc płonna i wiarę żywą, bo:

„Głód, powietrze, ogień, woda
i wszelaka zła przygoda
Będzie temu, ktoby starą
Ojców swoich wzgardził wiarą”!

Kompanie, przybyłe do Postolisk, wypełniły kościół, cmentarz i zasłały rynek obszerny. Co najmniej 15 tysięcy zgromadziło się ludu. Sztandarów i chorągwi nie mógł pomieścić ani kościół, ani cmentarz, dookoła rynku powiewały wspaniale. Najliczniejsze kompanie przybyły z Sulejowa, Klembowa i Poświętnego. Każda z nich do trzech tysięcy rachowała ludzi. Witał je odpowiedniemi przemówieniami znany ludowy mówca kaznodzieja, ks. Stanisław Zdanowicz. Dzielny ten kapłan Wraz ze swoimi parafianami niestrudzenie czuwał nad utrzymaniem porządku — to też podniosły na strój uroczystości, mimo niebywałego w Postoliskach zgromadzenia ludu, niczem nie był zakłócony. Kilkunastu socyalistów z opuszczonemi chodziło nosami, nie ważąc się ani głosu zabierać, ani szerzyć nieporządku.

O wpół do dwunastej, po kilku uprzednio odprawionych wotywach, summę zacelebrował ex dziekan sochaczewski, proboszcz poświątniński, ks. Franciszek Sadowski, słowo Boże w kościele i na cmentarzu podniośle głosili: ks. Stanisław Kuczyński, proboszcz Klembowa i ks. Józef Zimiński, proboszcz z Sulejowa. Inni kapłani jednali w Sakramencie Pokuty lud z Bogiem.

Nie zapomną w Postoliskach processyi, która dla braku miejsca rozpostarła na rynku 88 sztandarów i chorągwi, zapaliła 1000 z górą świec i liczyła 400 dziewcząt, niosących proporce i inicyaly Jezusa i Maryi! Nieszpory i nabożeństwo majowe odprawił ks. Antoni Dzikowski, proboszcz z Kamionny. W uroczystości udział brała orkiestra straży ogniowej z Wyszkowa, a śpiewy chóralne z udziałem młodzieży parafialnej wykonał pięknie pan Stanisław Keurg, organista miejscowy. Obchód uroczystości zakończyło odejście kompanii i utrwalenie dwóch najświętszych ideałów w sercach czystych ludu polskiego: „Bóg i Ojczyzna”.

Parafianin

Kronika Rodzinna – pismo dwutygodniowe
R.39, nr 20 (17 maja 1906)

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.