Zdenerwowanie w „sanacji”

Dziś, po upływie tygodnia, od pamiętnych dni wielkich uroczystości narodowych w 16-tą rocznicę zwycięstwa nad Wisłą, w pełni już można ocenić potężny wstrząs, jaki wywołały w opinji publicznej całego kraju. Zgórą 400 tysięcy zorganizowanych narodowców pod jednolitem sprawnem kierownictwem, maszerujących w karnych szeregach do jednego celu: Wielkiej Polski Narodowej — było dla wielu niespodziewanym objawem potęgi obozu narodowego w Polsce. To też choć w różny sposób wszyscy jednak dali wyraz swemu przekonaniu o doniosłości uroczystości sierpniowych: prasa niezależna przez podawanie mniej lub więcej szczegółowych relacyj, prasa sanacyjna przez wiele mówiące złośliwości i rozpisywanie się w tasiemcowych artykułach na temat „niepowodzeń” Stronnictwa Narodowego.

Szczególnie dużo zdenerwowania okazał „Kurjer Poranny” p. Stpiczyńskiego. Zajmował się on samym tylko zjazdem w Radzyminie dwukrotnie, przyczem, rzecz charakterystyczna, w obu wypadkach podał wiadomości wręcz z sobą sprzeczne. W artykule z 16 sierpnia anonimowy autor pisał np., że „zebrało się 2000 ludzi” oraz że „żaden z czołowych przywódców Stronnictwa nie zjawił się (w związku z takiem niepowodzeniem, przyp. nasz), w Radzyminie”. W trzy dni później znajdujemy w ,Kur. Por.” obszerniejszy opis zjazdu radzymińskiego. Autor okazuje się tym razem „liczył” czwórki podczas defilady narodowców w Radzyminie i doliczył się 695 czwórek, 2780 ludzi, co, doliczając poczty sztandarowe i tych, którzy szli poza czwórkami daje liczbę około 3.000 ludzi. A więc jest już pewien postęp. W ciągu trzech dni przy było narodowcom 1000 ludzi. Idąc w tem tempie po upływie miesiąca dojdzie, być może, „Kurjer Por.” do liczby bliskiej rzeczywistości.

Autor drugiego sprawozdania słyszał także w Radzyminie przemówienie „fuhrera endeckiego”. Odzyskaliśmy więc również przywódcę, którego w poprzedniem sprawozdaniu nie było. Nie wynika stąd by drugie sprawozdanie „Kurj. Por.” z Radzymina było objektywniejsze. Przeciwnie. Roi się od najfantastyczniejszych bredni. Między innemi znajdujemy tam informację, ze uczestników zjazdu zjednywano drogą kupowania im rowerów. Tego rodzaju kłamstwo wytłumaczyć można chyba tylko w związku z osobistą sytuacją autora: jest to zapewne ukryty wyrzut (t. zw. „przymówka” pod adresem wydawnictwa, że dotychczas nie kupiło mu roweru. Niestety, musimy w tym wypadku poprzeć chlebodawcę: dziennikarz, który tak niesumiennie informuje czytelników nie zasługuje na rower. Ot, choćby kilka wierszy dalej pisze, że wieś Zaubice nie przyszła do Radzymina. Trafił kulą w płot, bo właśnie narodowcy z Zaubic przybyli w komplecie.

Skoro mowa o uroczystościach 15 i 16 sierpnia warto wspomnieć, jak w perspektywie tygodnia przedstawia się udział „sanacji” i ludowców. Powiemy krótko: ludowcy tu i ówdzie potrafili skupić dość znaczne zastępy swoich zwolenników, „sanacja” zaś nigdzie nie zyskała bodaj grupki kilkudziesięciu osób, poza tymi, którzy przyjść musieli. A i tych było tak mało, że i ten sam „Kurjer Poranny” tak szeroko omawiający nasz zjazd w Radzyminie nie uważał za stosowne poświęcić więcej uwagi uroczystościom „sanacyjnym”. Nie dziwimy się zupełnie. Rzeczywiście nie było o czem pisać.

Warszawski Dziennik Narodowy
R. 2, 1936, nr 230B

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.