Gdy strajkowała huta „Vitrum”

Rok 1937 w Polsce był rokiem nabrzmiałym w takie wydarzenia, że nawet ci, którzy rzeczywistość oceniali przez pryzmat salonowego życia i przypochlebnych raportów musieli sobie uświadomić, że nie tylko nie jest „byczo” lecz że jest źle i to bardzo źle. Kryzys gospodarczy pogłębiał się. Terror sanacyjny przybierał wyraźnie faszystowskie formy. Polska klasa robotnicza miała za sobą szereg świeżo stoczonych batalii ekonomicznych i politycznych: o pracę, o chleb, o inne oblicze kraju.

W całej Polsce narastało wrzenie rewolucyjne. W ciągu jednego tylko miesiąca Lwów, Poznań, Częstochowa, Chrzanów były widownią ciężkich zmagań robotników z rosnącym terrorem, zmagań, które pochłonęły 50 trupów i ponad 300 rannych. Wypadki te aż nadto oczywiście świadczyły, że szerzące się wśród zrozpaczonych mas bezrobocie i pogłębiająca się pauperyzacja ludności stwarzają niebezpieczeństwo groźniejsze od faktu zbojkotowania przez 70 proc. wyborców wyborów do sejmu sanacyjnego.

Plaga bezrobocia na które rząd nie znajdował żadnego lekarstwa zataczała coraz szersze kręgi. Wzrastającemu bezrobociu towarzyszyła obniżka głodowych płac. Z groźby istniejącej sytuacji gospodarczej zdawała sobie sprawę cała myśląca opinia społeczna Kraju. Szczególnie po święcie majowym, jasnym było, że niemające nic do stracenia masy ludowe z pogardą śmierci gotowe są walczyć o swój byt, że zobojętniały na kule policyjne.

W 1937 roku do walki o swe prawa stanęły już nie tylko duże ośrodki przemysłowe. Walka przeniosła się na wieś, ogarnęła zespoły mniejszych fabryk i zakładów pracy.

W Wołominie w obskórnym podwarszawskim miasteczku zapachniało wiosną. Maj przyniósł ciepły, łagodny podmuch. Minęła ciężka, głodna zima. Wołomiński proletariat skoncentrowany w Kucie Szkła „Vitrum” przygotowywał się do akcji w obronie nędznych zarobków, wynoszących od 1 zł. 50 gr. dziennie, które od pewnego czasu właściciele huty panowie Ręglewski i Franclajch bezczelnie obcinali płacąc za produkcję I gatunku wg stawek za gatunek II-gi. Ponadto 10% produkcji wogóle nie opłacali, traktując ją jako zbrakowaną. „Braki” te jednak gromadzili w magazynach zw. przez robotników „stodołą” i sprzedawali.

Sytuacje pogarszał jeszcze fakt, że w 11-tu hutach wyrabiających butelki dla Państwowego Monopolu Spirytusowego zredukowano około 3.000 robotników.

W obronie pokrzywdzonych robotników stanął klasowy Związek Zawodowy Przemysłu Chemicznego Szklarzy. Związek domagał się od właściciela huty, króla szkła, pana Ręglewskiego zaspokojenia słusznych żądań robotników. Lecz pan Ręglewski, Prezes Związku Fabrykantów, dyktator polskiego przemysłu szklanego, zignorował przedstawicieli Związku Zawodowego.

W tej sytuacji robotnicy chwycili za taką broń, która choć wielkich wymaga ofiar i wytrwałości, lecz daje nadzieję poprawy sytuacji, za broń, która mogła pohamować zakusy „szklanego króla” – zorganizowali strajk.

Przystąpiła do niego cala załoga. Strajk rozpoczął się 12 maja i trwał długie 7 tygodni. 370 robotników okupowało hutę. I choć niepokój o rodziny doskwierał, chociaż niejedna żona rozpaczała, że nie utrzyma się z dzieciakami, choć było głodno – robotnicy trzymali się i nastrój w hucie był bojowy. Kiedy jest o co walczyć śpiewa się i na głodno. Tym bardziej, że strajkujący nie czuli się osamotnieni.

Na łamach prasy lewicowej raz po raz pojawiały się apele o pomoc dla strajkujących. Apele te znajdowały żywy oddźwięk w społeczeństwie. Pomoc nieśli hutnicy z innych hut, poszczególne oddziały klasy robotniczej z całej Polski, marynarze z Gdańska, chłopi, inteligencja, rzemeślnicy i drobni kupcy z Wołomina. „Robotnik Piotrowski” z 23 maja pisał:

Już 11-ty dzień trwa strajk okupacyjny w hucie szklanej „Vitrum” w Wołominie pod Warszawą. Kilkakrotne konferencje inspekcji pracy z dyrekcją huty nie dały żadnych rezultatów… Centr. Związek Robotników Przemysłu Chemicznego zwraca się do ogółu robotników o poparcie materialne strajkujących.

Strajk trwał nadal. I mimo prób złamania strajkujących mimo propagandy prowadzonej przez „kowalskich” (tak nazywano od nazwiska rodziny Kowalskich, zajmującej w hucie najlepsze stanowiska – całą arystokrację robotniczą huty zaprzedaną fabrykantowi), że fabrykant i tak nie ustąpi, a robotnicy na strajku mogą tylko stracić, mimo, że słabsi duchem pod wpływem agitacji pachołków pana Ręglewskiego i trudów prowadzonej walki powoli od strajku odpadali – większość robotników nie ustępowała. Fabrykanckiej propagandzie przeciwstawiano swoją, robotniczą. Kolportowano prasę lewicową, śpiewano pieśni rewolucyjne. Z ostrą krytyką publiczną spotykali się ci, którzy znajdując pretekst wydostania się poza mury „oblężonej” huty nie wracali więcej na teren walki.

Wzajemna pomoc, wspólna kuchnia, gazety i ulotki informujące o solidarności społeczeństwa ze strajkującymi a szczególnie pomoc materialna tak bardzo potrzebna zarówno dla zaspokojenia doskwierającego głodu jak i dla samopoczucia moralnego – podtrzymywały na duchu walczących i dodawały im sił.

1 czerwca, w 21 dniu walki, kiedy strajkującym było już bardzo ciężko, półtora tysiąca robotników Wołomina zorganizowało samorzutnie manifestację solidarności i udało się pochodem pod hutę. Przyśli nie tylko z poparciem moralnym, przynieśli ze sobą jedzenie i papierosy. Toteż na masówce, która zaraz po manifestacji ludności odbyła się w hucie strajkujący postanowili kontynuować walkę, mimo, że byli już bardzo wyczerpani, a pan Ręglewski nie raczył ani razu wyjść do ich delegacji tylko za pośrednictwem inspektora pracy oświadczył, że na żadne ustępstwa nie pójdzie.

I znowu popłynęły ciężkie dni. Każdy przynosił nowe trudnoci. Słabsi coraz liczniej odpadali. I chociaż ci, którzy przetrwali do końca stanowili mniejszość (137 ludzi w stosunku do 370 osobowej załogi), która strajk rozpoczęła – siła moralna ich oddziaływania była tak wielka, że nie udało się strajku załamać.

W 7-mym tygodniu walki na podstawie porozumienia komitetu strajkowego i Centr. Zarządu Robotników Przemysłu Chemicznego z Inspektoratem pracy – hutnicy walkę przerwali.

Formalnie strajk został wygrany. „Stodoła” została zlikwidowana, drobna pomoc otrzymała podwyżkę płacy, hutnikom zaczęto płacić w zależności od gatunku produkcji i zasada ta została wprowadzona do nowej umowy zbiorowej. Wielu jednak żądań robotników fabrykant nie uwzględnił. Członkowie Komitetu Strajkowego i ci, którzy w strajku wytrwali do końca jak np. Franciszek Sokołowski. Stefan Łapkowski, Józef Sasin, Apołoniusz Skowroński, Franciszek Bałdyga, przez wiele miesięcy pozostawali bez pracy.

I dziś, w 1957 roku stoi i pracuje w Wołominie huta „Vitrum”, obecnie im. Feliksa Paplińskłego. W najcięższym okresie okupacji hitlerowskiej, właśnie tam koncentrował się ruch podziemny Wołomina. Z pośród byłych uczestników strajku, którzy wytrwali w walce do końca – w hucie nadal pracuje 26 osób. Wielu spośród nich to przodujący ludzie fabryki.

Załoga huty im. Paplińskiego starannie przygotowywała się do obchodu 20-lecia pamiętnego strajku. Podczas wielu rozmów i dyskusji robotnicy oceniali dawną sytuacje w hucie i obecną. Dzień pracy hutnika dmuchającego płucami został skrócony o 2 godziny i trwa obecnie 6 godzin. Zgodnie z kartą hutnika wszyscy nabyli prawo do emerytur. Bezpowrotnie minął czas, kiedy wisiała nad nimi zmora bezrobocia.

Hutnicy widzą zasadniczą zmianę jaka w hucie zaszła, że stała się ona własnością ludowego państwa, że jest ich hutą. Wiedzą także, że w ciągu minionych 12 lat w hucie nie zawsze działo się tak jak powinno było się dziać przy władzy robotniczej. Nie zawsze gospodarka była właściwa, nie zawsze troska o pracującą w niej załogę należyta. Niejednokrotnie robotnicy myśleli o tym, że nie tak wyobrażali sobie życie huty gdy nie będzie już fabrykantów, gdy huta stanie się własnością narodu, gdy stanie się ich hutą.

Błędy i wypaczenia w naszym życiu gospodarczym i politycznym ujawnione w okresie między III i VIII Plenum KC PZPR znalazły swe odbicie w praktyce wołomińskiej huty. Najbardziej jaskrawym ich przejawem jest los wielkiej inwestycji zaplanowanej i uruchomionej w 1954 roku. Budowa ta miała zdecydowanie poprawić warunki pracy w hucie, umożliwić wprowadzenie zautomatyzowanej produkcji butelek. Niestety roboty w których zamrożono 8 milionów złotych zostały wstrzymane i w obecnej chwili wg oświadczeń Centr. Zarządu Przemysłu Szklarskiego i Ministerstwa Budownictwa i Materiałów Budowlanych nie ma możliwości uruchomienia ich w najbliższym czasie.

W ostatnich miesiącach, kiedy zdobycze polskiego października przyniosły robotnikom wiele nowych możliwości rozwoju, hutnicy wołomińscy liczą na to, że nowowybrana Rada Robotnicza potrafi zlikwidować narosłe bolączki i pomóc w podniesieniu gospodarki w hucie oraz w poprawie warunków socjalnych załogi.

Plany są bardzo ambitne. Huta nastawia się na zwiększenie produkcji na eksport, na wprowadzenie produkcji lamp kineskopowych do telewizorów, co pozwoli państwu zaoszczędzić wiele dewiz oraz podniesie kwalifikacje i zarobki robotników.

W XX rocznicę strajku, który był jedną z potyczek prowadzonych przez polską klasę robotniczą – hutnicy wspominają czasy kiedy w nędzy i o głodzie opierali się twardo wyzyskiwaczom. Dziś, kiedy bieda potrafi nieraz jeszcze dać się we znaki a warunki i stosunki społeczne pozostawiają jeszcze wiele do życzenia, robotnicy potrafią dostrzec tę zasadniczą różnicę jaka zaszła w ich położeniu. Wiedzą, że są u siebie, że mają prawo do godności pierwszych obywateli Kraju, że od nich samych wiele zależy jak będzie w ich hucie się działo.

fragment broszury
„Gdy strajkowała huta Vitrum”
1957

1 Komentarz

  1. Łukasz Zgred RygałoŁukasz Zgred Rygało

    Szukam takich wydawnictw… Ktoś ma? Nawet pożyczyć do zeskanowania. Ale mogę też odkupić!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.