Wiadomość o tajnym nauczaniu u państwa Kwapiszewskich rozchodziła się „pocztą pantoflową”. Jedni walczyli bronią, inni tacy jak Oni, spełniali swoje powinności przy pomocy książki i pióra. Ukończyli naukę w maju 1945 r. i poszli w świat ze swoimi marzeniami i ideałami.

Nauczycielki Krystyna Kwapiszewska i Maria Łobocka oraz uczniowie I, II, III tajnego kompletu.

Ania i Basia Kowalewskie, bardzo zdolne i pracowite dziewczęta oraz ich mały braciszek Adaś, przyszły inżynier – architekt. Mietek Klimas, miłośnik historii, pożyczał nawet poważne, pozycje historyczne, np. autorstwa Tadeusza Zielińskiego i namiętnie studiował, wręcz je pochłaniał. Marysia Borowska, wspaniała polonistka, po wojnie wybitnie utalentowana dziennikarka radia i telewizji oraz Terenia Zamojska, córka kierowniczki Miejskiego Przedszkola Nr 1 w Wołominie. Obie pięknie grały na pianinie i rywalizowały z duetem Urbanków: Leonardem i Romanem. Ci dwaj chłopcy i ich siostra Aniela zasługują na szczególne wyróżnienie. Mieli w domu bardzo ciężkie warunki materialne. Życie w tamtym czasie zmuszało ich do prób usamodzielnienia się, czego to oni nie próbowali: produkowali pastę do podłóg i butów, kręcili papierosy, robili swetry na drutach, skarpetki i rękawiczki, pomagali w pracach ogrodowych, a na to wszystko znajdowali czas ucząc się wzorowo. Leonard-Leoś był bardzo zdolnym chłopcem, świetnym matematykiem i łacinnikiem. Gdy po wojnie dostał się do gimnazjum na Pomorzu, nauczyciele zdumieni jego wiedzą, poprosili, by pomógł młodszym uczniom nadrobić zaległości, a nawet zatrudnili go jako młodszego „kolegę” po fachu. Romek natomiast to bardzo uzdolniony muzycznie wesołek i zawadiaka. Aniela była w pierwszej grupie uczniów, którzy przez kilka lat uczęszczali na komplety gimnazjalne.

Na kompletach były całe rodzeństwa, np. Ślubowskich. Najstarsza Jadzia – bardzo zdolna i pracowita, w młodszej grupie – Ania „Hania”, która zawsze lubiła posługiwać się wiadomościami starszej siostry, a w najmłodszej – Wiesiek, bardzo inteligentny, dowcipny, skory do żartów i bardzo kulturalny. Gdy na komplety, już w czasie roku szkolnego, przyszedł Jasio Kopeć – ministrant, Wiesio poddał go egzaminowi z łaciny: „Czy wiesz co to jest ablativus Copti? (od nazwiska – Kopeć), zamiast ablativus loci, albo: „Co to jest ablativus „nieumiejetus?” Jasio nie mógł odpowiedzieć na te niedorzeczne pytania, ale cała klasa miała uciechę. Dwaj bracia Ciosłowscy to: Witold i Przemysław, ich rodzice byli nauczycielami wysiedlonymi z poznańskiego, zatrzymali się w domu babki Kordziałkowej w Wołominie. Witek był w pierwszej grupie razem z piękną dziewczyną, Winią Szadkowską, która uzdolniona manualnie, pięknie szydełkowała i robiła na drutach. Potrafiła wyczarować cudeńka ze starej włóczki czy kordonku. Były to: rajtuzy, skarpetki i sweterki, które niejednokrotnie służyły jako rekompensata za lekcje. Mieszkała z matką, w domu na dalekiej „parcelacji”. Przemek Ciosłowski był najwierniejszym uczniem obok Leonarda Urbanka. Chłopiec ten – niezwykle ambitny, pracowity i zdolny w ciągu trzech lat nauki wciąż rywalizował z Basią Dróżdż. W tej klasie była to dziewczynka niezwykle utalentowana, bardzo oczytana, obdarzona wszechstronnymi zdolnościami. Basia ukończyła prawo i dziennikarstwo. Prywatnie poza kompletami na lekcje niemieckiego do panny Krysi przychodził też Janek Dróżdż. Był to śliczny chłopiec, zamiłowany biolog, miłośnik zwierząt, w dorosłym życiu poświęcił się swym pasjom. Jadzia Janowska – Wiatrowska jest już poważnie chora, przyjaźni się z Zosią Mieszanowską, która zapamiętana została jako bardzo zdolna rysowniczka. Marysia Janowska, siostra Jadzi, krótko chodziła na komplety ze względu na podjęcie nauki w szkole handlowej.

Kto by przypuszczał, że zły los dotknie Danielę Kubasiewicz, przemiłą, cichą uczennicę z tragicznej rodziny. Gdy weszli do Wołomina Rosjanie, rodzice Danieli postanowili wrócić do Rosji, na dawne ziemie rodzinne matki. Ale gdy na dobre spotkali się z tamtą rzeczywistością i wielką nędzą w tym niby wymarzonym kraju, postanowili wrócić do Wołomina. Ojciec jej był krawcem i dzięki temu, że miał przy sobie igłę, którą wypożyczał sąsiadom, utrzymał rodzinę przy życiu.

Małego Stasia Kielaka na komplety przyprowadził jego ojciec chrzestny, ksiądz Stanisław Bott, który wypatrzył go wśród innych chłopców sądząc, że będzie dobrym materiałem – kandydatem do seminarium duchownego. Toteż kazał mu szczególnie przykładać się do łaciny. Ale Stanisław zamiast sutanny wolał kolorowe spódniczki dziewcząt. W życiu dorosłym został zawodowym żołnierzem.

Na zdjęciu stoi śliczna dziewczynka z koroną włosów na głowie – to Hela Repin, bardzo zdolna i ambitna uczennica, w której kochali się po cichu koledzy, nawet ci z młodszej grupy. Ojciec, artysta sztukator, na imieniny nauczycielki swej córki wykonał śliczny intarsjowany obrazek i szkatułkę. Prawdziwe dzieło sztuki!

Dzieci uzdolnionych manualnie i artystycznie było wiele: Terenia Skrodzka – świetna plastyczka, Ryszard Pszczółkowski (brat cioteczny Ali Stańczak, pierwszej uczennicy, która naukę rozpoczęła już w 1939 r., została farmaceutką) był wspaniałym rysownikiem – batalistą. Zawsze w dni targowe opuszczał lekcje, udawał się wtedy ze szkicownikiem na rynek i malował konie. Odważny, stanowczy, niestety tuż po wojnie konsekwencje jego patriotycznych poczynań były dla niego tragiczne.

Bardzo spokojne i pracowite uczennice to siostry Stefańskie: Zdzisława (Dziunia) i Danka. Mieszkały blisko, na „parcelacji”, zawsze punktualne i dobrze przygotowane. Dziewczynki były zdolne, do tego ambitne i pracowite. Ich matka i ciotka były krawcowymi. Niejednokrotnie w formie zapłaty za lekcje szyły pannie Krysi sukienki. Ta wysoka, zgrabna dziewczynka, to Bogusia Haberko, która pięknie grała na fortepianie. Najwyższym i najprzystojniejszym kawalerem „pod wąsem” był Jaś Mierzejewski. Organizował na Lipińskiej spotkania po niedzielnej mszy, w ogrodzie, gdzie w cieniu drzew godzinami czytano, półgłosem, dzieła Sienkiewicza, Prusa i Żeromskiego i tu toczyła się dyskusja równie żarliwa co i owocna.

Basia Niepostyn – szalenie zdolna matematyczka, mieszkała przy ulicy Kościelnej w bardzo ubogim mieszkaniu, wypełnionym kartonami, które służyły jako meble, aż dziw, że w takich warunkach chciała rozwijać swoje zdolności. Ala Kosińska. Krótko chodziła na komplety, zginęła podczas walk. Sławek Bohusz spokojny, bardzo kulturalny uczeń, który na lekcje gry na pianinie chodził też do pani Kitkiewicz, został lekarzem – internistą, pracował w Wołominie i w Tłuszczu. Teresa Kopeć ukończyła Wydział Prawa na UW. Jest sędzią w stanie spoczynku, pracowała w sądzie wołomińskim i w Warszawie, nazywana była „żyletą”, ze względu na stanowczość i dociekliwość w rozwiązywaniu problemów.

Tygodnik Wieści Podwarszawskie nr 20/2011

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.