Jak nie kochać Bożego Narodzenia

Od dawna pierwsza gwiazdka zaczyna z nami świętowanie, czas wigilijnego czuwania, przełamywania się opłatkiem i składania życzeń.

Któż z nas nie pamięta chwili… zajmowania miejsc przy wigilijnym stole, śpiewania kolęd, a może tylko słuchania ciszy i otarcie łzy, tej perły radosnych i smutnych oczu.

W tym świątecznym czasie – niebo się raduje i cieszy się ziemia, a wszyscy wszystkim ślą życzenia – śpiewamy spoglądając na pachnące, przystrojone drzewko. Wypatrujemy pod nim prezentów zostawionych przez Świętego Mikołaja. Często dość skromnych prezentów, bo lata przecież bywały ubogie, ale jednak prezentów… To zapamiętane, dziecięce uczucie oczekiwania wzbudza w każdym wspomnienie: zapachu kapusty z grzybami, ciepła, radości, miłości domu rodzinnego i dzięki niemu trwa w nas piękno Świąt Bożego Narodzenia.

Z pozostawionych zapisków Jadwigi Markowskiej – kierowniczki Publicznej Szkoły Powszechnej Nr 2 (żeńskiej) w Wołominie dowiadujemy się o świętowaniu tego najpiękniejszego czasu w roku przez wołomińskie dzieci, których rodziców często nie było stać nawet na najskromniejsze prezenty dla swoich pociech. Dla nich organizowano tzw. „Choinkę”, „Gwiazdkę”, a ówcześni sponsorzy dbali, aby każde dziecko otrzymało upominek, także słodki.

23 grudnia 1928 r. w niedzielę, o godzinie 1 po południu, w sali rekwizytorni Straży Ogniowej odbyła się „Choinka” dla 200 ubogich dzieci z Wołomina. W komitecie organizacyjnym byli: Burmistrz Wołomina inż. Mieczysław Czajkowski, ks. proboszcz Jan Golędzinowski, dr Budzylewicz, Jaworska, Eugenia Popielicka, Antoni Bartoszewski, Feliks Koprowicz, Szymon Donde, Jakub Sygałow, Czyżewski, Wojciech Szewc i Stanisław Piątkowski. Na ten cel Rada Miejska przeznaczyła 400 zł, PPS 100zł oraz 25 zł przekazała Fabryka Łóżek Metalowych i Odlewnia Żelaza B-ci Wajnman w Wołominie. Postanowiono zakupić dla każdego dziecka na prezent gwiazdkowy ¼ kg cukierków mieszanych, 1/10 kg orzechów mieszanych i ½ kg słodkiej strucli.

W grudniu 1930 r. zorganizowano „Gwiazdkę” dla dzieci szkolnych. W kinie „Oaza” Święty Mikołaj obdarowywał smutne, zziębnięte maleństwa paczkami słodyczy i sztukami odzieży.

Natomiast rok później „Gwiazdkę” dla biednych dzieci organizował miejscowy Bezpartyjny Blok Wspierania Reform i Związek Pracy Obywatelskiej Kobiet. Uczniowie dodali 116 złotych pochodzące z loterii fantowej oraz słodycze przyniesione przez kolegów z całej szkoły. Około 100 biednych maluchów obdarowano różnymi użytecznymi prezentami: 25 dzieci otrzymało buciki, 40 dziewczynek – sukieneczki i pończoszki. Poza tym rozdano używaną, połataną odzież. Pomimo starań i trudu organizatorów nie udało się obdarować wszystkich potrzebujących pomocy.

W 1934 r. Samorząd Szkolny Szkoły Nr 2 zorganizował loterię fantową z kiermaszem ozdób choinkowych. Dzieci zrobiły ich około 1000. Zgromadziły też 300 fantów. Losy wszystkie wygrywały i kosztowały po 10 groszy, toteż powodzenie było duże. Zebrano 130 zł na „Gwiazdkę” dla biednych dzieci. Przy pomocy Komitetów obu szkół (nr1 i nr 2) i Związku Pracy Obywatelskiej Kobiet ubrano i obuto wszystkie potrzebujące dzieci.

Wzorem lat poprzednich, w 1937 r. zorganizowano kiermasz, na który uczniowie wykonali około 400 ozdób choinkowych, przygotowali fanty. Losy były po 10 gr., każda dziewczynka chciała wylosować piękną lalę-cygankę lub żywego koguta. Za zarobione pieniądze kupiono dzieciom buty, by mogły chodzić do szkoły.

W przedświątecznych dniach 1938 r. rozdano kilkanaście par obuwia. Ponadto na akcję gwiazdkową dla biednych uczniów przekazano 50 zł do Szkoły Nr 1, 35 zł do Szkoły Nr 2 i 65 zł do Szkoły Nr 4. Od 15 grudnia w szkołach rozpoczęła się akcja dożywiania, dzieci otrzymywały zupę. Norma poszczególnych składników na osobę wynosiła: 15 dkg chleba razowego, 15 dkg ziemniaków, 3 dkg kaszy, ½ dkg mąki na zacierki, 5 dkg grochu lub fasoli, 1 dkg tłuszczu (słonina, smalec, łój), 2 dkg jarzyn, przypraw i soli.

Świąteczny czas w szkołach i przedszkolach urozmaicały jasełka bożonarodzeniowe, które dawniej i teraz rozpoczynają się sceną zbudzenia pasterzy przez aniołów. Zawsze jest też w nich scena na dworze okrutnego króla Heroda, jest śmierć krążąca wokół jego tronu, która kosą ścina mu głowę, jest niesforny diabeł namawiający go do zabicia dzieci w Betlejem. Jest oczywiście Święta Rodzina przy żłóbku małego Jezusa, są pasterze i Trzej Królowie przychodzący z darami. Jednak były okresy w naszej historii, gdy wystawianie jasełek było zabronione. Tak było w zaborze pruskim i rosyjskim, w okresie II wojny światowej, okupacji hitlerowskiej i w czasach stalinizmu.

Bywały też inne jasełka, nawiązujące do tradycji narodowych. W grudniu 1932 r. uczniowie Publicznej Szkoły Powszechnej Nr 1 w Wołominie, wraz ze Stanisławem Balonem, zorganizowali jasełka, wielokrotnie powtarzane, zawsze przy pełnej frekwencji. Po latach ówczesny uczeń Zdzisław Michalik wspominał: osobami kreującymi postacie jasełkowe byli (już nieżyjący): Stefan Kamiński – jasełkowy saper, Kazimierz Sobczyk – Kozak jadący z Ukrainy, Zdzisław Michalik – pan Twardowski i Żyd w jednej osobie oraz Tadeusz Sikorski.

„Saper Kamiński przedstawiał się widowni, śpiewając:

Saper większy od Ułana, walczy od nocy do rana,
bo fortece wielkie bierze, wali mosty – stawia wieże.

Kozak Sobczyk śpiewał:

Jedzie Kozak z Ukrainy, podkówkami krzesze,
idzie za nim grzeczna panna, warkoczyk se czesze.

Pan Twardowski – Michalik, przedstawiał się publiczności jasełkowej prozą, recytowaną rozmową z diabłem. A brzmiało to tak:

Jeszcze daleko do zabrania duszy,
pójdź tu wnuczku Lucyfera – obetnę ci uszy,
Skropię cię szablą i wodą święconą –
Najświętsza Panienko bądź moją obroną.

Kreujący postać jasełkowego Żyda, ten sam aktor, w śpiewanej z pasterzem rozmowie, omal nie został przez niego obity za brak ochoty do powitania Mesjasza w stajence betlejemskiej.

Przed kilku laty doszła z Anglii smutna wiadomość, że przebywający tam na emigracji jasełkowy ułan Tadeusz Karaś, inwalida i rentier wojenny, były żołnierz królewskich sił powietrznych RAF zmarł – pozostał w piosence, którą koledzy potrafili zaśpiewać. A oto jej treść:

Być ułanem jakże miło, bodaj się w życiu szczęściło,
Bo ułana wszędzie znają, za ozdobę kraju mają.

Pierwszoplanowa postać jasełkowa, czyli okrutny król Herod, wcielony w osobę Tadeusza Sikorskiego, znanego piłkarza „Huraganu” i „Turowianki”, był tym, który najczęściej korzystał z pomocy suflera i reżysera, gdyż z natury pogodny – nie umiał wejść w sojusz z jasełkowym diabłem”.

W następnych latach

Imprezy towarzyszące „akcji gwiazdkowej” nie zawsze wypadały w dni świąteczne, przeważnie odbywały się w ostatniej dekadzie grudnia i pierwszym tygodniu stycznia. Najczęściej organizowano je dla najmłodszych – atrakcje przygotowywano w świetlicach, domach kultury, szkołach i przedszkolach. Organizowane „choinki” pełniły ważną funkcję socjalną w zrujnowanym kraju, dla wielu dzieci były jedyną szansą otrzymania prezentu. W 1945 r. w Liceum Ogólnokształcącym w Wołominie odbyła się „szkolna choinka”.

W największej sali, klasy II b, zebrali się nauczyciele i uczniowie, aby złożyć sobie świąteczne życzenia. Uroczystość rozpoczęła p. prof. Halina Cichowicz. W kilku ciepłych słowach życzyła uczniom pomyślnych wyników w nauce. Zwróciła przy tym uwagę na to, że na uczniach ciąży wielki obowiązek nauki i zastąpienia w pracy lekarzy, nauczycieli i inżynierów, którzy w bestialski sposób zostali zamordowani w obozach koncentracyjnych. Młodzież została obdarowana „prezentami” w postaci ołówków, kredek, farb i cukierków, które szkoła otrzymała z paczek UNRRA. W ciągu roku napływały również dary w postaci odzieży, butów i innych darowizn. Otrzymywali je uczniowie przeważnie z rodzin biednych i osieroconych.

Roznosicielem świątecznych podarków w 1949 r. został Dziadek Mróz – postać będąca wierną kopią wzorów radzieckich, choć dziedzicząca wiele cech swojego „wrogiego ideologicznie” poprzednika: obaj nosili okulary, mieli długie, siwe brody, brali dzieci na kolana i mówili: „ho, ho, ho”. Dziadek Mróz symbolizował ludowe korzenie święta. Podczas zabaw choinkowych występował najczęściej w białym lub złotym kaftanie, czasami w stroju rosyjskiego chłopa i spiczastej czapie. Bywało, że przybywał w długim, kożuchu i futrzanej czapie. Za nim kroczyły w orszaku pani Zima i Śnieżynki, rozdając prezenty w postaci książek i słodyczy. Dziadek Mróz czytał bajki, przeważnie dopasowane do potrzeb propagandy. „Zwierzęta zakładały w lesie spółdzielnię produkcyjną, biedacy walczyli z bogaczami, szewczyk – zamiast zabijać smoka – wypędzał z królestwa czarodzieja – oszusta, niepozwalającego mieszkańcom korzystać ze zdobyczy nauki”. Żelazną pozycją w repertuarze Dziadka Mroza było opowiadanie „Lenin wśród dzieci”, w którym opisywano, jak wódz rewolucji wspólnie z najmłodszymi świętował przy choince nadejście Nowego Roku. Nie sposób nie zacytować fragmentów tego niezwykłego tekstu:

Wokół przystrojonego drzewka powstało taneczne koło. Lenin sam wśród dzieci bawi się zachwycony, zagradza drogę kotkowi, ułatwia ucieczkę myszce. Dzieci zrozumiały, że Lenin, którego widziały po raz pierwszy, jest ich największym przyjacielem i towarzyszem. Dzieci odłączyły się od dorosłych i poszły wraz z Leninem na herbatkę; nakładały mu konfitury, każde chciało sprawić mu przyjemność. A on częstował je orzechami, nalewał im herbatę, opiekował się nimi, jak gdyby to były jego własne dzieci. Lenin gorąco i szczerze kochał dzieci, a one czuły to i odwzajemniały się głęboką miłością.

W 1950 r. Dziadek Mróz trafił także do wołomińskiego przedszkola, w którym czekała ubrana w kolorowe, papierowo-słomkowe łańcuchy choinka. Gość bawił się z dziećmi, każdemu dał w prezencie paczkę, w której były cukierki, ciastka, pierniczki i jedna pomarańcza. Po dniu pełnym wrażeń Ela wróciła do domu i gdy powiedziała swojej babci, że prezenty wręczał Dziadek Mróz, usłyszała – ten Dziadek to radzieckie wypaczenie Świętego Mikołaja, dalej posypały się niecenzuralne słowa. Wówczas tę niezrozumiałą dla dziecka sytuację załagodziła mama. Po latach Ela dowiedziała się o przymusowym pobycie babci na Syberii, jej katordze, biedzie, upodleniu godności Polaka, człowieka i długiej wędrówce do Polski.

W szkołach organizacją „Choinki” dla uczniów młodszych i starszych zajmowali się rodzice zrzeszeni w Komitetach Rodzicielskich.

Dnia 4 stycznia 1953 r.w Technikum Szklarskim urządzono „Choinkę Noworoczną” dla dzieci pracowników w wieku od 3-14 lat. Rozdano podarunki w postaci książeczek i słodyczy. Dnia 10 stycznia podczas choinki noworocznej dla młodzieży szkolnej były: przemówienia, recytacje, śpiew, rozdanie nagród i zabawa taneczna.

Na przykład w 1958 r., ze względu na brak miejsca, dużo kłopotu było ze zorganizowaniem imprezy w Szkole Podstawowej Nr 1, toteż nauczyciele zaproponowali zabawę w Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie. 8 stycznia 1966r. uczniowie klas V-VII Szkoły Podstawowej Nr 1 bawili się na „Choince Noworocznej” zorganizowanej przez Komitet Rodzicielski w hali sportowej W.O.S.S. Organizacją zajął się ówczesny przewodniczący Tadeusz Polak wraz z Jerzym Cudnym. Z funduszy Komitetu wypożyczono szklanki, zakupiono ciastka, herbatę i cukier. Natomiast „Choinkę” dla uczniów klas I-IV zorganizowały Zakłady Stolarki Budowlanej – jako zakład opiekuńczy szkoły. Uczniowie płacili po 2 zł, a resztę pokrywano z funduszu zakładowego.

Do dzieci przychodził Mikołaj, a od 1989 r. Święty Mikołaj, który odwiedza nas 6 grudnia lub w wieczór wigilijny. Ubrany jest w czerwony płaszcz, a na plecach dźwiga ogromny wór z prezentami. Jeszcze nie tak dawno do polskich dzieci przychodził w asyście anioła i diabła. Anioł rozdawał grzecznym maluchom słodycze, a niegrzecznym diabeł wręczał rózgi.

Świętego Mikołaja uwielbiają wszyscy – dorośli i dzieci, bogaci i biedni, mieszkańcy dużych miast i małych miasteczek… Wszyscy bez wyjątku!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.