Po rozwiązaniu Brygady Kawalerii, Estkowski odbył długą i niebezpieczną podróż przez tereny zajęte przez sowietów i hitlerowców. Od Matki w okolicach Pułtuska dzieliło go 500 kilometrów. Doświadczenie tej odysei, jak sam nazywał tą drogę we wspomnieniach, kiedyś zaprocentuje w działalności w polskim państwie podziemnym.

Od momentu rozproszenia 3. szwadronu przez artylerię sowiecką Jan Estkowski dzielił swe losy z Władysławem Gabszewiczem. Po rozwiązaniu pułku w lasach Samboru na terenie dzisiejszej Ukrainy postanowili razem wyruszyć pieszo na północ, do Warszawy. Gabszewicz martwił się o pozostawioną tam żonę i trzech synów. Estkowski miał matkę w okolicach Pułtuska. Ułani ze wzruszeniem pożegnali się ze swoimi końmi i odpruli dystynkcje od mundurów, które to razem z bronią i oporządzeniem zakopali w leśnym rowie. O zmroku obaj przyjaciele wyszli z lasu i udali się do najbliższej wsi – Tamanowic.

W gościnnych progach Chorowieckiej

Drogę zastąpił im przechodzień ostrzegając przed częścią wioski, gdzie znajdowali się „Ruscy”. Nieznajomy polecił im szukać schronienia u księdza. Ułani obrali ten punkt. Gdy znaleźli się na głównej ulicy, przed plebanią podbiegła do nich dziesięcioletnia dziewczynka i wskazawszy palcem pobliski dom rzekła, że „Ciocia prosi panów do siebie”. Obaj znaleźli bezpieczną przystań. Głodni żołnierze zostali nakarmieni a nade wszystko zaznali błogiego snu, którego przecież przez ostatnie, wojenne dni tak im brakowało. W domu tym mieszkały trzy kobiety. Starsza pani nazwiskiem Chorowiecka. Jej gospodyni, Polka czeskiego pochodzenia Izabela Sweryda oraz wspomniana dziewczynka. Estkowski spędził tu dwie noce. Rankiem trzeciego dnia po serdecznym pożegnaniu ze swoimi wybawicielkami obaj ułani ruszyli dalej zaopatrzeni przez gospodynię wałówką oraz listem polecającym na ręce księdza z Balic. W Balicach nie zagrzali jednak miejsca zbyt długo. Ostrzeżeni przez gospodynię plebana wymknęli się przez tyły podwórza przez zbliżającym się oddziałem sowieckim. Krasnoarmiejcy byli jednak już wszędzie. Ułani zostali zatrzymani przez nich dwa razy. Za każdym razem Estkowski powtarzał sołdatom historię o tym, że są z kolegą prostymi żołnierzami wracającymi z wojny z Niemcami do domów w okolice Lwowa.

Ucieczka od sowietów

Lwów był oczywiście w przeciwną stronę. Ułani kierowali się do Przemyśla. Dowiedzieli się że na moście przez San, komisja niemiecko–sowiecka przepuszcza ludzi w obu kierunkach. Niestety był pewien szkopuł. Przez rzekę nie przepuszczano Polaków. Estkowski wpadł na pomysł udawania przed komisją Niemca z Poznania. Sprytny fortel wziął jednak w łeb, a Estkowski z Gabszewiczem cofnięci. Co prawda próbowali jeszcze przejścia rzeki na dziko, lecz i to się nie powiodło. Wokoło roiło się od patroli. Dwaj przyjaciele udali się wobec tego do Medyki i dalej na północ w kierunku Radymna. Liczyli, że zostanie tam uruchomione kolejne przejście. Na przedmieściach miasta, w domu Maciągów spędzili kolejne kilka dni. Mając dość daremnego czekania ruszyli dalej na północ. Przechodząc jedną z leśnych dróg natknęli się na wóz taborowy z uzbrojonymi żołnierzami sowieckimi. Na pytania politruka, dokąd idą, opowiedzieli wcześniej umówioną wersję, że wracają w okolice Lwowa. Politruk mając ich za szeregowych żołnierzy pochodzenie chłopskiego, podzielił się z nimi informacją że Armia Czerwona wycofuje się z województwa lubelskiego bowiem przypadnie ono Niemcom. Do jego granicy było około 20 kilometrów. Tej szansy nie można było zmarnować. Estkowski zdawał sobie z tego sprawę. Drogę pokonali szybkim krokiem idąc nocą. Po znalezieniu się w granicach dawnego województwa lubelskiego, we wsi Majdan, ułani zapadli na kilka dni u jednego z gospodarzy. Wkrótce zamiast radzieckich towarzyszy cała okolica zapełniła się okupacyjnymi wojskami niemieckimi.

Wędrówka do Matki

Wędrówka trwała. Po wyjściu z lasów biłgorajskich Estkowski wymienił się ze spotkanym na drodze chłopem ubraniami. Poczuł nieprzyjemne ukucie w sercu, gdy przyszło oddać furażerkę za cyklistówkę. Trasę Kraśnik – Lublin, ułani przebyli pociągiem towarowym. Od polskich kolejarzy dowiedzieli się, że z Lublina do Warszawy kursuje nieregularna komunikacja kolejowa. Panowie ruszyli więc w kierunku dworca. Tu doszło do niezwykłego spotkania. Estkowski z Gabszewiczem natknęli się w lubelskiej poczekalni na towarzyszy pułkowych: podchorążego Niegolewskiego, kaprala Zarębę i starszego ułana Paliwodę. Pogodny nastrój trwał jedynie chwilę. Niemieccy wartownicy co prawda wpuszczali do dworcowej poczekalni bez problemu, ale już nie kwapili się by z niej wypuszczać. Pociągi z kolei przyjeżdżały rzadko i bez rozkładu. Czterech kolegów wpadło na pomysł ucieczki z dworca przez okno w ustępie. Pomógł ułan Paliwoda, który zdecydował pozostać i czekać na pociąg. Wyruszywszy więc znów pieszo z Lublina kierowali się na Warszawę. Dopiero po dojściu do Otwocka przyspieszyli swą podróż wsiadając do kolejki wąskotorowej. Wspólna odyseja dobiegła końca. Przyszedł czas rozstania. Ułani rozdzielili się żegnając serdecznie. Estkowski podróżując już sam, dojechał kolejką do Jabłonnej. Dalej w stronę Pułtuska podwiózł go na furmance handlarz ziemniakami. W Zegrzu przed prowizorycznym mostem na rzece każdego podróżnego sprawdzała niemiecka żandarmeria polowa. Dalej miała być już na zawsze Rzesza Niemiecka. Kolejny napotkany furman wracający z Warszawy podwiózł Estkowskiego do Łubienicy. Tam był już u swoich. Znajomi potwierdzili, że Jego matka nadal przebywa we dworze w Niestępowie. Rano ruszył więc co sił w tamtą stronę. Stefanię Estkowską, swą ukochaną Matkę spotkał na środku podwórza, w momencie gdy szła do piwnicy. Wpadli sobie w objęcia. Wzruszającą scenę obserwowali milcząco żołnierze niemieccy. Od wielu dni kwaterowali bowiem w niestępowskim folwarku.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.