Pan Władysław Gawuć (ur. w 1925 r.), emerytowany docent, pracownik Instytutu Elektrotechniki w Międzylesiu, letnie miesiące spędza wraz z rodziną na skraju Jarzębiej Łąki, w starym, przedwojennym drewnianym domu, otoczonym ponad stuletnim lasem. Pan Władysław jest – mówiąc najkrócej – świadkiem historii, istną skarbnicą wiedzy na temat tej okolicy. Kilka tygodni temu wybrałem się do niego razem z sołtysem, panem Włodzimierzem Romańskim. Usłyszeliśmy fascynującą opowieść o wydarzeniach, miejscach i ludziach z minionych już czasów. Okazało się, że wujem matki pana Gawucia był Nikodem Godlewski – dziedzic Fiukałów.

Znakomite letnisko

– Dwór w Fiukałach to był duży drewniany budynek kryty gontem, położony nad większym stawem. Przed dworem rósł szeroki, sędziwy klomb. Do budynku przylegała kuchnia, dalej stała obora, w niej kilkadziesiąt krów i stajnia z kilkunastoma końmi w tym dwoma cugowymi. Tymi reprezentacyjnymi opiekował się Zastępski, resztą Aleksander Kryśkiewicz i Teodorowicz. Istniała też ładna pasieka, kilkadziesiąt uli, którymi zawiadywał Restel. Do szosy jadowskiej rozciągał się natomiast duży sad dzierżawiony przez Żydów Starozakonnych. Co noc gospodarstwo obchodził z sękatym kijem nocny stróż, Franciszek Buta – wspomina wygląd majątku wuja pan Gawuć. Nikodem Godlewski na początku lat 30. XX wieku, z wchodzącej w skład jego dóbr kolonii Budziszewo (między Fiukałami a Jarzębią Łąką), zrobił miejsce letniskowe. Rozparcelował ową część majątku i na kilku działkach postawił domy, sprzedając je potem osobom z Warszawy. Godlewski wykopał nawet dla gości staw – aby letnicy mieli gdzie się kąpać.

Powstaniec sejneński w Jarzębiej Łące

Około 2,5 hektara ziemi dziedzic Fiukał podarował dzieciom swojej siostry Władysławy: Lucynie, Franciszkowi, Stanisławie, Leontynie i Stefanowi Rostkowskim. Lucyna to matka pana Władysława. Wyszła za mąż za poznanego w Suwalszczyźnie Henryka Gawucia. Henryk urodził się w Wiejsiejach na terenie dzisiejszej Litwy. Po I wojnie światowej był członkiem Polskiej Organizacji Wojskowej i brał udział w powstaniu sejneńskim, czyli udanych walkach z Litwinami o utrzymanie tych okolic w granicach Polski. Już w wolnej Polsce był pierwszym kierownikiem szkoły w Kaletniku. Po przeprowadzce do Warszawy pracował w fabryce win, „Rektyfikacji Warszawskiej”. W latach 1931-37 stawiał w Budziszewie (obecna Jarzębia Łąka) istniejący do dziś drewniany domek letniskowy. – Podczas wojny ojciec stale pracował w fabryce win w Warszawie, przyjeżdżał co tydzień do Jarzębiej Łąki i tutaj zastał go wybuch powstania warszawskiego. Miał powrócić do pracy wrześniu 1945 roku, niestety na początku tego miesiąca, nagle zmarł – wspomina pan Władysław.

Tajne komplety podczas okupacji

Pani Lucyna Gawuciowa, żona Henryka była nauczycielką. – W czasie okupacji niemieckiej mieszkaliśmy w Jarzębiej Łące. Mama prowadziła tu tajne nauczanie. Uczyła chemii, fizyki, matematyki i astronomii, natomiast lekcje geografii, łaciny, historii i polskiego prowadziła Henryka Kurówna, córka organisty z Postolisk – Mateusza. Uczniów było trzech, wszyscy zostali doprowadzeni do matury, która była potem zweryfikowana przez Ministerstwo Oświaty i stała się podstawą do przyjęcia na wyższe uczelnie. Pierwszy uczestnik tajnych kompletów, Stanisław Ołdak z Dzięciołów skończył później medycynę i pracował w Białymstoku. Drugi, Tadeusz Kur, syn organisty, skończył SGGW. Trzecim uczestnikiem byłem ja, skończyłem w następnych latach Politechnikę Warszawską, zrobiłem doktorat – wspomina to, co działo się jego domu podczas okupacji pan Gawuć.

Kilkadziesiąt lat wstecz

Na pytanie, jak wyglądała Jarzębia Łąka w czasie i przed wojną pan Władysław opowiada – Było mniej domów. Pamiętam sklep pani Skwarskiej obok stacji PKP. Idąc dalej ulicą obecną Długą, po prawej stronie stał dom Władysława Wysockiego, dalej mieszkał rzeźnik Kuligiewicz, który robił wyśmienite kiełbasy. Po lewej stronie był stojący do dziś na wzniesieniu okazały, murowany dom zbudowany przez Ciecierskiego, przedwojennego policjanta. Dalej mieszkali Kubacki, Madej, Jawoszek, wszyscy również policjanci. Stał także dom Malinowskiego, kolejarza, który do budowy użył starych podkładów. Pamiętam jeszcze, że na lewo od stacji istniał mały biały domek, należący wiele lat przed wojną do muzyka Adamusa… – kończy swoją opowieść.

Tak wygląda nieznany dotąd wycinek historii Jarzębiej Łąki i Fiukał. Jak się okazuje się – dawniej miejscowości letniskowych o fascynujących i bogatych dziejach.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.