Dzwonek szkolny – niezależnie od kształtu i dźwięku w dalszym ciągu oznacza początek i koniec lekcji. Dawniej – był mały, ręcznie obsługiwany przez szkolnego woźnego. Później – mechaniczny, elektryczny a obecnie elektroniczny, który przywołuje uczniów do klasy, w niektórych szkołach, w krótkim czasie po nim rozlega się następny, który oznacza spóźnienie. W Polsce spotykany w różnych szkołach od powszechnych poprzez podstawowe, gimnazjalne, zawodowe, średnie, policealne i inne. Nie dzwoni w przedszkolach, szkołach wyższych, uniwersytetach i politechnikach. Niezależnie od budowy i dźwięku odzywa się od dawna również dla podkreślenia uroczystej chwili rozpoczęcia działalności szkoły.Czytaj dalej

W r. małą wioskę Wołomin nabył od Nakwaskich świeżo nobilitowany mieszczanin Wawrzyniec Meyer, wzmiankowany w Herbarzu szlachty polskiej hrabiego Seweryna Uruskiego. Pobliskie i znacznie większe wtedy Lipiny pozostały własnością Nakwaskich, którzy po 1750 r. zakupili Wołomin od długoletnich jego właścicieli, Wołumińskich. Zniszczone i splądrowane podczas przemarszu wojsk gen. Aleksandra Suworowa pod Kobyłkę (gdzie Rosjanie 26 października 1794 r. pokonali wojska powstańców) Lipiny otrzymał od ojca na własność Franciszek Nakwaski, późniejszy senator i kasztelan Królestwa Polskiego. Wtedy też (1794) zniszczone zostały przez Rosjan pobliskie Duczki, własność majora wojsk kościuszkowskich Młockiego. Spalenie i splądrowanie obu tych miejscowości było aktem zemsty Rosjan za udział ich właścicieli w Powstaniu Kościuszkowskim. Wołomin ocalał, ponieważ – według Pamiętnika Franciszka Nakwaskiego – jakiś pułkownik kozacki z armii Suworowa pozostawił tu swoją kochankę. Czytaj dalej

seo-automated-link-building-1 (1771-1848) wywodził się ze szlachty mazowieckiej spod Wyszogrodu. Jego ojciec, Klemens, był dziedzicem Lesina, pisarzem, a następnie podkomorzym wyszogrodzkim. On to zapewne sprzedał wieś Wołomin mieszczaninowi Wawrzyńcowi Meyerowi. Pozostawił natomiast w swoich rękach pobliskie Lipiny. Matką Franciszka była Zuzanna z Gembertów. Nakwascy mieli pięciu synów i córki. Franciszek był z nich najmłodszy. Mając 20 lat został szambelanem króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, co świadczy, że jego ojciec był człowiekiem dobrze ustosunkowanym w wyższych sferach.Czytaj dalej

W Rzeczypospolitej Obojga Narodów w XVI w. podstawową jednostką administracyjno-kościelną była parafia, obejmująca z reguły kilka lub kilkanaście miejscowości. Dzięki wydaniu przez Adolfa Pawińskiego wielotomowego dzieła źródła dziejowe Polski XVI w. (t. V, Mazowsze, Warszawa 1892) mamy doć dokładny obraz naszego regionu w tym okresie. Parafia kobyłkowska obejmowała wówczas następujące miejscowości: Kobyłkę, Turów, Mamki (Targowa Wola, dziś część Zielonki), Nadmę, Ossów, Vołumin, Zagościniec i Duczki, Miłosną, Lipiny, Miąse, Ostrówek (Ostrovia), Krępe (dziś część Wołomina w rejonie stadionu i osiedla Lipińska) i Czuchowiec, nie figurujący dziś w spisie miejscowości.Czytaj dalej

Najważniejsze jest, by gdzieś istniało to, czym się żyło…
Antoine de Saint Exupery

13 stycznia 2011r. nad Jej trumną powiewał sztandar Szkoły Podstawowej i Gimnazjum w Duczkach z wizerunkiem patrona Jana Pawła II. To Jego dobrotliwe, mądre oczy oraz tematy z wielu lekcji dawanych Polakom i całemu światu uczą rozumienia i pokory wobec nieuniknionego odejścia człowieka. Jan Paweł nauczał, iż: „Śmierć jest przechodzeniem z życia do Życia” i już „(…) nie jest takim złem, skoro przychodzi po niej zmartwychwstanie”.(…) Tylko czy wobec odejścia siostry, mamy, babci, „Babci”, koleżanki i przyjaciółki jesteśmy aż tak wyrozumiali?Czytaj dalej

Od urodzenia mieszkam w Duczkach, przez długie lata przy ulicy Szosa Jadowska. Zawsze słyszałem, że gdzieś między rzeką a ulicą Willową stał dwór. Często zastanawiałem się, jak ten dwór wyglądał, kto w nim mieszkał? Uważam, że lokalne wspólnoty powinny znać swoją przeszłość. Przed kilku laty nadarzyła się okazja, żeby odkryć skrawek tajemnicy.Czytaj dalej

By nalot na Klembów. Lecą te szatany tak nisko nad torem, że omal nie po czubkach drzew. Najpierw lecą na Warszawę, tam zaczynają strzelać armatami przeciwlotniczymi. Widać obłoczki na niebie, jak pękające granaty gonią samolot. Czasem widać smugę dymu, jakby jeden z samolotów pisał ogonem białą linię na niebie. Pewno to maskowanie, bo w tej smudze lecą inne srebrne w powietrzu. To znów od strony Warszawy leci nasz. Nie wiadomo czy się kryć, czy patrzeć, bo nie można oczu oderwać.Czytaj dalej

Majtek Duczki, o trzy wiorsty za Wołominem położony i doskonale zagospodarowany, spadkobiercy Jana Janiszewskiego, b. sędziego gminnego w Międzylesiu, rozprzedają częściowo za pomocą banku włościańskiego. Jeżeli parcelacya dalej tak pójdzie, jak do tej pory, to niedługo większy folwark zaliczać się będzie w tych stronach do rzadkości. Dziś już posiadłość o kilkunastu włókach uważa się bardzo dobrą.

Nowa Gazeta – poświęcona wszelkim zjawiskom życia społecznego
R.6, nr 395 (30 sierpnia 1911)