Wie powiatu radzymińskiego była uboga. Małe, karłowate gospodarstwa, mało urodzajna gleba, duże jej przeludnienie – to czynniki sprzyjające radykalizacji mas chłopskich. Mimo, że powiat znajdował się w bezpośrednim sąsiedztwie stolicy i niektórzy z chłopów obciążeni liczną rodziną, której nie byli w stanie wyżywić z nędznych gospodarstw, szukali pracy w Warszawie – to przecież nie zawsze ją tam znaleźli, zważywszy na stale występujące w okresie przedwojennym bezrobocie. Szczególnie trudno wieś powiatu radzymińskiego przeżyła lata kryzysu gospodarczego 1929 – 1933 (strajk w Jadowie). Z tych też względów chłopi byli podatni na wszelką działalność organizacji i partii politycznych, które proklamowały w swoim programie zmianę stosunków społecznych. Działalności tej sprzyjała bliskość Warszawy, skąd docierały w sposób szybki wszelkie inicjatywy zmierzające w tym kierunku.Czytaj dalej

Sprawa zabójstwa wójta gminy Ręczaje z roku 1917 to temat intrygujący, choć znany raczej lokalnie i to wyłącznie dzięki pomnikowi postawionemu w miejscu, w którym zginął urzędnik. Napis na nim głosi: „Tu legł z ręki zbrodniczej 12-X-1917 Ś.P.  Paweł Kurek – wójt gminy Ręczaje. Cześć jego pamięci”. Do dziś sprawcy tego czynu pozostawiali nieznani, ale… jeden z nich w 2010 roku ujawnił się sam, podając przy okazji personalia swoich towarzyszy. Sprawy nie ułatwiał fakt, że czas zatarł w jego pamięci nazwę miejscowości, w której dokonali napadu.Czytaj dalej

Na pytanie: czy pamięta pan/pani wołomińską rodzinę Bohuszów? – najczęściej w odpowiedzi słyszałam: o, tak, pamiętam – lekarza… I to jest prawda, ponieważ Eugenia i Bolesław Bohuszowie mieli dwóch synów: Sławomira i Bohdana. Pierwszy był lekarzem internistą, drugi chirurgiem ortopedą. Dziś obaj, niestety nie żyją. Najmłodszym dzieckiem państwa Bohuszów jest córka Teresa – ekonomistka i rodzinna archiwistka. To dzięki m.in. pani Teresie napisałam biografie jej rodziców i wuja Bolesława Pławskiego – wołomińskich nauczycieli.Czytaj dalej

Aleksander Nowicki jest jednym z dwóch ostatnich żyjących uczestników słynnego strajku w hucie szkła „Vitrum

Aleksander Nowicki ma 86 lat, pełną jasność umysłu i świetną pamięć. Gdy wspomina czas strajku, głos łamie mu się ze wzruszenia.

Urodził się w Wołominie. W wieku czternastu lat, w 1926 r. poszedł pracować do jednej z dwóch wołomińskich hut szkła, huty „Praca”.

– Poszedłem do „Pracy”, bo w „Vitrum” były gorsze warunki pracy i mniej płacili.Czytaj dalej

Bronisław Sławiński, noszący szereg pseudonimów (Facecik, Franek, Sewer, Seweryn, Stefan) urodził się 13 listopada 1862 r. w Kiejdanach na Litwie, uwiecznionych w „Potopie” Henryka Sienkiewicza, w rodzinie drobnoszlacheckiej. Był synem Aleksandra i Józefy z Bogusławskich. Ok. 1870 r. jego rodzina przeniosła się do Łowicza, gdzie ojciec otrzymał pracę w charakterze nauczyciela matematyki w progimnazjum. Bronisław podjął naukę w Łowiczu, a następnie w gimnazjum w Warszawie. Tutaj jego ojciec otrzymał posadę nauczyciela.Czytaj dalej

By dyrektorem Państwowego Technikum Ekonomicznego w Wołominie1 od 1 września 1950 do 21 marca 1966 roku. Można powiedzieć, że urzędował długo – aż szesnaście lat i jednocześnie krótko – tylko szesnaście lat.

Ostatni szkolny dzwonek usłyszał 21 marca 1966 roku. Zachłanna na ludzkie istnienie śmierć przyszła po niego do szkoły podczas pełnienia obowiązków służbowych. Miał 57 lat…Czytaj dalej

Wród żydowskich uchodźców, którzy osiedlili się w Wołominie, był Grinberg, który za rządów Kiereńskiego był przywódcą gminy żydowskiej w Kijowie. Kiedy myślę o nim, uważam go za człowieka zasłużonego dla historii żydowskiej tradycji i działalności społecznej. On czerpał wiele z żydowskiego folkloru żydowskiej mądrości. Był faktycznym przywódcą żydowskiego komitetu uchodźczego zorganizowanego w Wołominie. Ale nie mając polskiego obywatelstwa nie mógł formalnie stać na czele żadnej organizacji. Zdecydował zatem, że to ja powinienem figurować oficjalnie jako przewodniczący komitetu. Faktycznie to on był całą duszą tego przedsięwzięcia. Jego brat i żona byli krewnymi bankiera Szereszewskiego i całe życie spędzili w Wołominie. Jego córką była sławna pieśniarka Wiera Gran.Czytaj dalej

Urodzony w 1902 r. w Feliksowie pow. Radzymińskiego, od młodzeńczego wieku bierze udział w ruchu ludowym. W 1918 roku należy do Kola Chłopskiej Młodzieży Gimnazjalnej w Warszawie i do Kółek Rolniczych swego powiatu. W tymże roku bierze udział w rozbrajaniu Niemców i oczyszczaniu Polski z okupantów. W 1920 r. walczy na froncie jako kanonier – zwiadowca artylerii. Od 1922 r. jest działaczem Polskiej Akademickiej Młodzieży Ludowej oraz Centralnego Związku Młodzieży Wiejskiej. W 1928 r. zostaje redaktorem „Wici” i prezesem Mazowieckiego Związku Młodzieży Wiejskiej „Wici” a potem kierownikiem Ogólnokrajowego Związku „Wici”.Czytaj dalej

Robotnik: organ Polskiej Partyi Socyalistycznej. R.43, nr 380 (23 grudnia 1937)

Dlaczegóż więc akurat w Wołominie akademia, poświęcona pamięci Pierwszego Prezydenta, mogła zagrozić „bezpieczeństwu publicznemu”? Nie wątpię, że Min. Spraw Wewnętrznych zechce zbadać i wyjaśnić, skąd powstały obawy p. starosty Strusińskiego. Bo jednak, jak Panowie sobie chcą, koncepcja że akademia ku czci Gabriela Narutowicza zagraża… bezpieczeństwu publicznemu – to jest – powiem delikatnie – koncepcja…- bardzo dziwna, trochę paradoksalna.

Czytaj dalej

Zdenerwowanie w „sanacji”

Dziś, po upływie tygodnia, od pamiętnych dni wielkich uroczystości narodowych w 16-tą rocznicę zwycięstwa nad Wisłą, w pełni już można ocenić potężny wstrząs, jaki wywołały w opinji publicznej całego kraju. Zgórą 400 tysięcy zorganizowanych narodowców pod jednolitem sprawnem kierownictwem, maszerujących w karnych szeregach do jednego celu: Wielkiej Polski Narodowej — było dla wielu niespodziewanym objawem potęgi obozu narodowego w Polsce. To też choć w różny sposób wszyscy jednak dali wyraz swemu przekonaniu o doniosłości uroczystości sierpniowych: prasa niezależna przez podawanie mniej lub więcej szczegółowych relacyj, prasa sanacyjna przez wiele mówiące złośliwości i rozpisywanie się w tasiemcowych artykułach na temat „niepowodzeń” Stronnictwa Narodowego.Czytaj dalej

Ju sama zapowiedź zjazdu Stronnictwa Narodowego w Radzyminie wywołała wśród ludności żydowskiej na terenie całego okręgu warszawskiego nastroje, bliskie paniki. W samym Radzyminie zapanował wśród Żydów popłoch. Postanowiono zmobilizować na dzień 15 sierpnia jaknajsilniejszą ochronę policyjną i w tym celu chwycono się charakterystycznego środka. Kilku Żydów mianowicie napisało i wysłało do siebie przez pocztę „anonimy”, zapowiadające w dniu 15 sierpnia demolowanie sklepów i bicie Żydów. Z temi „anonimami”, jako argumentami, interwenjowano następnie u władz, które jednak przyzwyczajone do sztuczek żydowskich, sprawę „anonimów” zbadały nieco bliżej i, jako jedyny rezultat, pociągnęły do odpowiedzialności kilku Żydów za świadomie fałszywe alarmy.Czytaj dalej

Kij ma dwa końce…

Ostatnio odbyła się w Sądzie Okręgowym w Warszawie rozprawa 5-ciu członków Zarządu Związku Robotników Przemysłu Spożywczego w Polsce — Oddział w Wołominie, ttow. Zycha, Szymaniaka, Kiełczykowskiego, Bambuta, Głowackiego — oskarżonym o „nieprawdziwe opisywanie warunków pracy robotników w piekarni Jana Żmudzkiego w Wołominie„. Mianowicie w lipcu 1935 roku wymieniony Zarząd wydał odezwę, w której wskazał na nieludzkie traktowanie robotników przez Żmudzkiego; na zmuszanie do pracy po 16, a nawet więcej godzin na dobę; na wyzysk, polegający na zapłacie wynoszącej połowę normalnego wynagrodzenia za dwukrotnie większą ilość godzin pracy; na terror panujący w piekarni i wyrzucanie z niej należących do Związku robotników; wreszcie na fatalne warunki higieniczne, polegające na tern, iż piekarnia mieści się tuż obok dwu ustępów nieskanalizowanych oraz śmietnika, a wydzieliny zatruwają pracujących robotników i mąkę używaną do wypieku. Związek wzywał ogół ludności do bojkotu piekarni i właściciela, który na wyzysku dorobił się trzech domów (przybył do Wołomina niemal bez grosza) — i istotnie, drogą ulotek osiągnął w znacznej mierze swój cel — uświadomienie opinji publicznej Wołomina i okolic.Czytaj dalej

W dniu 28 kwietnia b.r. o godz. 20.30 uległ śmiertelnemu wypadkowi przejechania przez pociąg na stacji Zagościniec pod Wołominem sekretarz kołą praskiego Stronnictwa Narodowego ś.p. Gracjan Hamerski.
Był on tego dnia we wsi Lipinkach, gm. Ręczaje na zebraniu organizacyjnem miejscowego koła Stronnictwa Narodowego, a po zebraniu wrócił na stację Zagościniec, skąd miał odjechać pociągiem do Warszawy. Nieuprzedzony przez nikogo, że nadchodzący właśnie pociąg nie zatrzymuje sięna stacji i że dopiero następny pociąg zabierze pasażerów do Warszawy ś. p. Hamerski zbliżył się do nadchodzącego pociągu, jadącego z szybkością 70-ciu klm. na godzinę na tyle, że został porwany prądem powietrza i wciągnięty pod koła nie parowozu, lecz wagonów, skutek był okropny: ciało ś. p. Hamerskiego zostało dosłownie poszarpane (…)
Do wypadku przyczyniły się z jednej strony zaprowadzone na kolejach „oszczędności”, (całą stację oświetla się za pomocą małej lampki naftowej, niewystarczającej do oświetlenia nawet jednej izby), a z drugiej strony karygodne niedbalstwo służby kolejowej, nieuprzedzającej oczekującej na pociąg publiczności, że nadchodzący pociąg nie zatrzymuje się na stacji i że pojadą następnym dopiero pociągiem.
Dwudziestoletnia praca i wkłady, włożone przez rodziców Gracjana Hamerskiego w wychowanie i wykształcenie syna zostały zmarnowane, a rodzice zostali pozbawieni naturalnej pomocy w starości, na którą mieli prawo liczyć.
Prowadzenia sprawy przeciwko kolejom państwowym o odszkodowanie podjął się w imieniu ojca zabitego adwokat Jan Optat Sokołowski.
Warszawski Dziennik Narodowy. R. 1, 1935, nr 52B