W czasach staropolskich Parafia Postoliska na początku swoich dziejów znajdowała się na terenach peryferyjnych. Był to słabo zaludniony, leśny a nade wszystko biedny obszar pogranicza ziemi warszawskiej i nurskiej. Być może impulsem do powstania i wzrostu znaczenia samych Postolisk, na tyle, że wybudowano tutaj świątynię był fakt, że przechodziła tędyCzytaj dalej

Załuscy wywodzili się ze wsi Załuski w powiecie płońskim. Byli zamożnym rodem szlacheckim, niektórzy z nich brali udział w wojnach z wrogami Polski, jak np. Spytek i Wojciech, uczestnicy bitwy z Tatarami pod Wiśniowcem w 1512 r. (zginął w niej Wojciech). Najwyższą pozycję społeczną z nich osiągnęli bracia Andrzej Stanisław (1695-1758), Józef Andrzej (1702-1774) i Marcin (1700-1768).  Czytaj dalej

Radzymin jest jednym z najstarszych miast na Mazowszu. Pierwsze, nie poparte dokumentami, wieści o Radzyminie pochodzą z I połowy XIII w., i mówią o tym, że książę Konrad Mazowiecki nadał swoją puszczańską posiadłość jednemu z dworaków.[1] Wieś ta nie posiadała wtedy nazwy. Jak głosi legenda nazwa Radzymin powstała od słówCzytaj dalej

Do kolegium warszawskiego należała od 1753 r. misya w Kobyłce, pod nazwą: missio Zalusciana, bo ją fundował biskup sufragan płocki Marcin Załuski, najmłodszy brat biskupów, krakowskiego Jędrzeja Stanisława i kijowskiego Józefa Jędrzeja, którego rozróżnić należy od drugiego Marcina Załuskiego, także biskupa sufragana płockiego, stryja tamtego. Kobyłka, wieś w ziemi warszawskiejCzytaj dalej

Wśród żyznych równin mazowieckich, niedaleko Warszawy, leżało małe miasteczko, niczem niewsławione w dziejach polskich, ale starożytne i dawne, bo początków jego nie dopatrzyli nawet uczeni, w czasach nie wiele od nas oddalonych. Nazywało się to miasteczko Radzymin, a było już za Zygmunta III własnością Leszczyńskich, i liczyło się do dyecezyiCzytaj dalej

Jan Mierzejewski, mieszkaniec Wołomina, urodził się w 1929 r. Gdy wybuchła II wojna światowa miał 10 lat i kończył czwartą klasę Publicznej Szkoły Powszechnej Nr 1, na Wileńskiej. Do klasy piątej, szóstej i siódmej szkoły nr 1, chodził na Warszawską, gdzie wcześniej znajdowała się szkoła żydowska. W latach 1943-1945 pierwsząCzytaj dalej

„Ziarnko do ziarnka, a będzie miarka.“ Idąc za tem przysłowiem zebrałem o parafji Cygowskiej, niegdyś w djecezji Płockiej, obecnie zaś w archidjecezji Warszawskiej położonej, kilka szczegółów, które nie będąc historycznym jej opisem, stanowią jednak materjał do tak pożądanej „Liber beneficiorum“ naszej djecezji; dla tego więc podaję je do pisma, któregoCzytaj dalej

Wacław Nowotny –  23.III.1904 – 23.IV.1985 W 2009 r. minęła 105-ta rocznica urodzin Wacława Nowotnego, technologa szkła, specjalisty w dziedzinie budowy pieców szklarskich, a przede wszystkim prekursora i inicjatora rozwoju przemysłu szklarskiego w powojennej Polsce oraz pedagoga i autora kilkudziesięciu podręczników fachowych z zakresu szklarstwa. W pamięci mieszkańców powiatu wołomińskiegoCzytaj dalej

Do rejestracji stowarzyszeń Wołomiński Klub Sportowy Huragan został wpisany w 1923 roku, a pierwszym prezesem został wybrany ówczesny burmistrz Wołomina inż. Mieczysław Czajkowski. Podkreślało to przychylność władzy samorządowej do kultury fizycznej i sportu, poważnie nobilitowało klub jako organizację, która ma do spełnienia ważne dla społeczeństwa Wołomina zadania. Do pierwszego zarząduCzytaj dalej

Wiadomość o tajnym nauczaniu u państwa Kwapiszewskich rozchodziła się „pocztą pantoflową”. Jedni walczyli bronią, inni tacy jak Oni, spełniali swoje powinności przy pomocy książki i pióra. Ukończyli naukę w maju 1945 r. i poszli w świat ze swoimi marzeniami i ideałami. Anna Wojtkowska

Było lato. Siedziałem w pokoju z kasjerem Eschem, Mazurkiewiczem i jeszcze paroma osobami. Pan Esch dokonywał wypłat przez specjalne okienko wybite na korytarz, ale dwa okna pokoju biurowego wychodziły na chodnik, którym wszyscy robotnicy przechodzili, idąc po pensję. Znałem ich twarze, więc zdziwiłem się, kiedy zobaczyłem naraz kilku obcych ludzi i zarejestrowałem jakiś dziwny ruch dookoła. „Co by się stało, gdyby ktoś na nas napadł?” — spytałem pana Escha. Odpowiedział, że nigdy w życiu nie oddałby kasy, wolałby raczej zginąć na posterunku. W tej samej chwili na parapecie pojawił się but i spluwa. „Ręce do góry!” — zamaskowani ludzie wleźli przez okno, a dzielny Esch, zamiast bohatersko bronić kasy, potulnie zrobił, co rozkazano.