Po klęsce wrześniowej 1939 roku obie istniejące w Wołominie huty szkła przeszły pod zarząd niemiecki. Huta Wołomin, należąca wcześniej do właścicieli żydowskich, została skonfiskowana przez dowódcę SS i Policji w Krakowie. Przejął ją następnie urząd powierniczy rządu Generalnego Gubernatorstwa. W kwietniu 1943 roku obie huty szkła, Wołomin i Praca, przekazano w zarząd spółce Ostindustrie GmbH, Berlin („OSTI”).Czytaj dalej

U progu Wojny Światowej

Wstęp

Jak zaznaczono we wcześniejszej części opracowania, u progu wojny światowej interesujące nas osady stacyjne były już ośrodkami wyróżniającymi się na lokalnej mapie. Wołomin, Tłuszcz, Łochów, Małkinia, a dalej także Czyżew, Szepietowo i Łapy stały się osiedlami, ku którym ciążyć poczęły wszystkie wcześniejsze lokalne metropolie. Wołomin zyskiwał na znaczeniu w stosunku do powiatowego Radzymina jako podwarszawskie letnisko przy ważnej drodze żelaznej petersbursko-warszawskiej. Tłuszcz wyrugował znaczenie „kościelnych” i „targowych” Postolisk a także gminnego Klembowa. Łochów znaczył już więcej niż stare mazowieckie miasteczko Jadów. Podobnie rosła ranga Małkini, ujmując znaczeniu niedalekiego Broku. Nadto jeszcze w Wołominie i Tłuszczu powstały w 1905 r. huty szkła.Czytaj dalej

Wród wspomnień Antoniego Marianowicza znaleźć można również fragmenty mocno szokujące… Czy był to tylko ponury żart, który przeraził ukrywającą się Żydówkę? Tego się już raczej nie dowiemy.

(…) Pamiętam, że kiedyś — mieszkałem już dość długo z Helenką – przybiegła do nas roztrzęsiona pani Płoszczańska i powiedziała, że ma do nas stuprocentowe zaufanie i musi poradzić się w ważnej życiowej sprawie. Wyznała, że jest Żydówką, wdową po administratorze dóbr Rotszylda w Austrii, który był Francuzem i nazywał się Bonhomme. Młodzi ludzie z miejscowej organizacji podziemnej typu NSZ-owskiego zaczęli ją szantażować. Przywódca był synem znanego budowniczego. Ów młody H. zażądał, żeby pani Płoszczańska wykonywała jego rozkazy. Pierwszym poleceniem było przetłumaczenie na polski Mein Kampf, żeby po wojnie wcielać w życie zawarte w tym dziele zasady. Alternatywą była denuncjacja. Miała do wyboru dwie drogi — zostać i w przyspieszonym tempie tłumaczyć pisma Hitlera albo uciekać gdzie pieprz rośnie. Poradziliśmy jej to drugie wyjście. Zrobiła tak i – o ile wiem – przeżyła wojnę. (…) Na jej miejsce przyszła Fräulein Zarembska. Nieładna, o nieporównanie niższych kwalifikacjach, bezczelna. W bliskiej komitywie z esesmanami – bo poza Jacobim jeszcze paru ich było, wziętych z Volkssturmu dekowników. Jeden był pederastą – wpatrywał się we mnie w sposób zawstydzający, prawił komplementy na temat moich szczególnie zgrabnych nóg i traktował mnie jak panienkę. Wdawałem się z nim w rozmowy na temat bieżącej sytuacji — był dość inteligentny.

Czytaj dalej

Interesujący fragment wspomnień Antoniego Marianowicza dotyczący pierwszych dni pracy w wołomińskiej hucie szkła podczas okupacji i dziwnego napadu, którego stał się celem.

(…) Hutę szkła uważałem za dobre miejsce pracy, bo dopiero organizowano tam nowy zarząd z ramienia Ostindustrie, choć produkcja cały czas trwała. Była to sytuacja wygodna i bezpieczniejsza niż wejście w starą strukturę, gdzie zwracałbym na siebie uwagę. I chyba z powodu chaosu organizacyjnego zostałem, ledwo po kilku dniach pracy, obarczony misją przywiezienia pieniędzy z banku bez żadnej asysty. Wypłata miała wynosić 300 tysięcy złotych. Pojechałem wcześnie rano. W Banku Emisyjnym na Pradze dyrektor powiedział mi, że na koncie huty nie ma pieniędzy — jest nędzna resztka, 30 tysięcy. Więcej nie chcieli wypłacić. Wziąłem te pieniądze i poszedłem na Dworzec Wileński, gdzie na peronie spotkałem maszynistkę z huty, pannę Bilecką, która też wracała do Wołomina.Czytaj dalej

(…) Po pewnym czasie awansowałem. Poznałem szefa huty, Oberscharführera Florenza Muesa, którego ranga odpowiadała stopniowi starszego sierżanta, faktycznie zaś był potężnym biznesmenem. Już przy pierwszym spotkaniu zapytał, skąd tak dobrze znam niemiecki. Powiedziałem, że od dziecka mam szczególną zdolność i upodobanie do języków obcych i że znam równie biegle angielski i francuski. To zrobiło wrażenie. Powiedziałem tak, bo zawsze wychodziłem z założenia, że udawanie miernoty nie jest najlepszą metodą i dobrze się od czasu do czasu czymś pochwalić. Musiało to wpłynąć na mój bardzo szybki awans na placowego. Z popychadła, które musiało co pięć minut otwierać ciężką bramę, stałem się paniskiem, przy którym nędzny portier był niczym. Odpowiadałem za porządek i organizację wszystkiego, co działo się na placu huty.

Czytaj dalej

We wspomnieniach Antoniego Marianowicza okupacyjny Wołomin jawi się jako „miasto bezprawia” – a może to tylko literackie ubarwienia? W końcu autor spisał je dopiero w latach 90., był też poetą i satyrykiem, więc…

(…) W drugiej połowie XV wieku była tam drobnoszlachecka osada Wolunino. Potem długo, długo nic. W czasach carskich był podobno kolonią karną, gdzie zsyłano niebezpiecznych przestępców z rodzinami. W czasie okupacji — przerażająca dziura. Nie było dnia, żeby ktoś nie ginął i nie próbowano nawet dochodzić, w jaki sposób do tego doszło. Granatowa policja takimi detalami jak trup pod płotem w ogóle się nie interesowała. Porachunki były na porządku dziennym. Pojęcia mafii w tym sensie jeszcze u nas nie znano, ale działały ze trzy konkurencyjne bandy, w dodatku podszywające się pod działalność niepodległościową.

Czytaj dalej

seo-automated-link-building-3 urodził się 23 grudnia 1923 r. w Warszawie jako Kazimierz Jerzy Berman, w zasymilowanej rodzinie żydowskiej wyznania ewangelicko-reformowanego. Ukończył Gimnazjum im. M. Reja w Warszawie,  dużą maturę zdał na tajnych kompletach w 1941 r. w warszawskim getcie, gdzie rozpoczął też studia prawnicze na kursach adwokata Mieczysława Ettingera. W lipcu 1942 r. wraz z matką wydostał się z getta i używając dokumentów na nazwisko Mieczysław Chmielewski, a potem Antoni Marianowicz pracował dłuższy czas w hucie szkła w Wołominie. Swoje wojenne losy opisał w wydanej w Spółdzielni Wydawniczej „Czytelnik” książce Życie surowo wzbronione. Kilkadziesiąt stron swojej opowieści poświęcił właśnie pobytowi w Wołominie i pracy w hucie Vitrum. Jednym z najciekawszych fragmentów tych wspomnień jest relacja z napadu na kasę huty, którego autor był uczestnikiem. Czytaj dalej

Warszawska Dyrekcja Przemysłu Miejscowego administruje obecnie 13-ma zakładami przemysłowymi, a mianowicie: w branży metalowej — 4 zakłady, w branży mineralnej — 3 zakłady, w branży chemicznej — 2 zakłady, w branży drzewnej — 2 zakłady, w branży włókienniczej — 1 zakład, w branży budowlanej — 1 zakład. Do największych naszych zakładów należy Huta Szklana „VITRUM” w Wołominie, przejęta przez Warsz. Dyrekcję Przemysłu Miejscowego od Zjednoczenia Materiałów Budowlanych Okr. Warszawskiego, które zrezygnowało z jej prowadzenia. Istotnie, huta była mocna zniszczona, dach nad wannami zawalony, brak najprostszych urządzeń technicznych i magazynów.Czytaj dalej

Aleksander Nowicki jest jednym z dwóch ostatnich żyjących uczestników słynnego strajku w hucie szkła „Vitrum

Aleksander Nowicki ma 86 lat, pełną jasność umysłu i świetną pamięć. Gdy wspomina czas strajku, głos łamie mu się ze wzruszenia.

Urodził się w Wołominie. W wieku czternastu lat, w 1926 r. poszedł pracować do jednej z dwóch wołomińskich hut szkła, huty „Praca”.

– Poszedłem do „Pracy”, bo w „Vitrum” były gorsze warunki pracy i mniej płacili.Czytaj dalej

Pierwsze lata 

Na początku XX w. mała dotąd wieś Wołomin zaczęła szybko przekształcać się w osadę miejską. Głównym czynnikiem miastotwórczym była uruchomiona już w 1862 r. linia kolejowa ze stacją Wołomin oraz powstała w drugiej połowie 1905 r. huta szkła Wołomin, własność kapitału żydowskiego, a konkretnie Szlamy Kona. Zakład ten natychmiast stał się największym przedsiębiorstwem przemysłowym Wołomina. Pozostał takim do feralnego dlań 1999 roku. Otwarcie huty ściągnęło do pracy w Wołominie setki ludzi z okolicy, przybyłych tu wraz z rodzinami. W pobliżu jej powstały domy mieszkalne dla robotników, zachowane do dzisiaj przy ulicach Wileńskiej, Mickiewicza i 6 Września. W tamtych czasach domy murowane były symbolem nowoczesności, dzisiaj te pozbawione elementarnych wygód zabudowania zamieniły się w typowe slamsy miejskie, straszące swoim wyglądem. Czytaj dalej

Mj Wołomin zaczynał się i kończył na stacji kolejowej, na jej peronie.To tu po raz pierwszy, po wyjściu z pociągu, powędrowałem ulicami w kierunku leżącego gdzieś na peryferiach przeznaczenia -Technikum Przemysłu Szklarskiegoi stąd też, zostawiając chłopięce marzenia, zdawałoby się nierozerwalne przyjaźniei dozgonne miłości, ruszyłem w drogę ku dorosłości.

Czytaj dalej
Maria i Józef Rabińscy z dwiema córkami: od lewej stoi Modesta, od prawej Filomena. Zdjęcie ok. 1910-1912 r.

Dom

Nikt nie mówił inaczej jak tylko „na Kwiatowej”. Nikt też nie pytał o numer domu. Nie było potrzeby. Jednopiętrowa kamienica u zbiegu ulic Paplińskiego (wcześniej i dziś Wileńska) i Mickiewicza (wcześniej Łąkowa) tworzyła swoistego rodzaju wysepkę, której dostęp do stałego lądu pozostałych numerów odcięła huta szkła. By do nich trafić, trzeba było obejść hutę od ulicy Żelaznej. Jako dzieci żyliśmy w przekonaniu, że na ulicy Kwiatowej mieszkamy tylko my i ta wiedza pozostała we wspomnieniach o latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych zeszłego stulecia.Czytaj dalej

Byo więc tak: w dniu 10 sierpnia 1914 roku powołany został Komitet Obywatelski wraz ze Strażą Obywatelską. Rozpoczęła się budowa osady fabrycznej-miejskiej, według wcześniejszego projektu inż. Henryka Wojciechowskiego. W roku 1916 okupacyjne władze niemieckie zgodziły się na wydzielenie osady miejskiej Wołomin z gminy Ręczaje. Jednakże prawną datą powstania miasta jest dekret o samorządzie miejskim z dnia 4 lutego 1919 r., podpisany przez Naczelnika Państwa Józefa Piłsudskiego, prezydenta ministrów Ignacego Paderewskiego i ministra spraw wewnętrznych, Stanisława Wojciechowskiego.Czytaj dalej