Był sierpień 1921 roku. Polska jako niepodległe państwo istniała dopiero od paru lat. A od wojny z bolszewikami minął rok. Z gazet można było siędowiedzieć o nieustabilizowanej sytuacji na Śląsku. Naturalnie te sprawy wówczas do mnie nie docierały. Wiem o nich m.in. z późniejszych przekazów rodzinnych. Ojciec nie znalazł od razu stałego mieszkania w Warszawie. To był okres głodu mieszkaniowego w odrodzonej po tylu latach stolicy i naporu na nią nie tylko rzesz urzędniczych z całego kraju, ale również owej fali repatriantów z Rosji bolszewickiej. Wynajęto dom w Wołominku, takiej jeszcze z dziewiętnastego wieku małej kolonijce letniskowej. Wołomin był żydowski, miasteczko z małym przemysłem znajdowało się po prawej stronie kolei. Natomiast Wołominek bliżej Warszawy, koło Kobyłki. Chodziło się do kościoła parafialnego w Kobyłce. Szło się przez pola, gdzie harcowały skowronki. Mieszkaliśmy w tym Wołominku mniej więcej naprzeciwko „Domu nad Łąkami” Zofii Nałkowskiej. A sąsiadowali z dworem niemieckiego przemysłowca, wielkiego producenta cegły. Ten drewniany dwór, niegdyś zadbany, interesujący, popadł po wyjeździe właścicieli w ruinę. Ale stanowił jednak część najbliższego pejzażu. Myśmy byli sąsiadami tego dworu. […] Rodzice byli z tego pierwszego miejsca zamieszkania zadowoleni, głównie z mego powodu, bo miałem gdzie hasać. Ojciec dojeżdżał stamtąd pociągiem do Warszawy do pracy w banku. […]

Czytaj dalej

Pewnego dnia zadzwoniła do mnie Genia. Każdy kto ma cokolwiek wspólnego z naszą literaturą wie o kim mówię. W roku 1945 do Zofii Nałkowskiej przyszła dziewczyna ze wsi, szukała pracy domowej. Nie umiała ani czytać ani pisać. Pisarka posłała ją do szkół, dzisiaj każdy kto usiłuje dotrzeć do Nałkowskiej natrafia na Genię, bez niej, jak mówią wtajemniczeni, „mucha nie siądzie”. Umieszczona za fotelem pisarki całuje ją raz po raz w głowę, słucha i ocenia nowe teksty autorki „Medaljonów”. Gdy słucha czegoś ładnego, od razu płacze. Gdy w pierwszych lalach po wojnie peeselowska „Gazeta Ludowa” piórkiem maczanym w jadzie opryskiwała pisarkę, Genia na własną rękę konfiskowała pismo by ono nie dostało się do rąk atakowanej. „Tylko niech pan i aby nic nie mówi – zaklinała nas wszystkich po kolei, może się nie dowie”. Razem z autorką dwudziestu kilku książek napisanych na przestrzeni pięćdziesięciu lat Genia na pewno wejdzie do literatury, skąd po wsze czasy przyciągać będzie oczy wszystkich tych, którzy cenią piękny przymiot natury ludzkiej – wierność. My dzisiaj uczcijmy to dziecko ludu dobrym słowem za to wszystko, co robi dla naszej pisarki.

Czytaj dalej

Był nalot na Klembów. Lecą te szatany tak nisko nad torem, że omal nie po czubkach drzew. Najpierw lecą na Warszawę, tam zaczynają strzelać armatami przeciwlotniczymi. Widać obłoczki na niebie, jak pękające granaty gonią samolot. Czasem widać smugę dymu, jakby jeden z samolotów pisał ogonem białą linię na niebie. Pewno to maskowanie, bo w tej smudze lecą inne srebrne w powietrzu. To znów od strony Warszawy leci nasz. Nie wiadomo czy się kryć, czy patrzeć, bo nie można oczu oderwać.Czytaj dalej

Byłam w Warszawie, miałam jechać do Basi gimnazjum, ale nic z tego nie wyszło, bo nieczynne. Stoją tam podobno uciekinierzy z Niemiec, ci co uciekli przed poborem.

Po Warszawie widać już, że wojna. Porobione rowy na placach, klomb przed kościołem Zbawiciela też pocięty rowami, ale tak, że kwiaty nie zniszczone. Ludzie chodzą z maskami gazowymi, z czerwonymi opaskami na ręku. Ruch ogromny, jadą wozy wojskowe, auta. W sklepach też urwanie głowy, ale moc żywności jeszcze wszędzie. Tylko piekarnie zamknięte, już wykupiono. I wędliniarnie.Czytaj dalej

Walki krwawe o Radzymin pod Warszawą 1920 r.

Dzień 13-ty sierpnia. Z tą chwilą rozpoczyna się główna faza walk o Warszawę. Oddziały nasze po długim odwrocie z pod Kojowa koncentrują się pod Warszawą, by tutaj nareszcie położyć kres tej żmudnej wędrówce i silnem przeciwnatarciem odrzucić wroga z pod murów zagrożonej stolicy. Wileński pułk koncentruje się w Pustelnikach i zajmuje pozycje obronne w lesie i na skraju lasu
z lewej i prawej strony szosy z Marek w kierunku na Radzymin.Czytaj dalej

Dnia 3-ego września dalekobieżny pociąg warszawski wyrzucił mnie o godzinie 7:40 w Wołominie…  Wołomin ! Nowa placówka życiowa, nowe pole pracy. Nie znałam go przedtem zupełnie. Na chybił – trafił wniosłam podanie na pierwsza, mniej więcej odpowiadająca, posadę, zdając się na los. Było to bardzo interesujące zresztą – przybyć do nieznanego środowiska, zupełnie innego niż to, w którym dotychczas pracowałam niż to, w którym się wychowałam. Snuły mi się w umyśle tysięczne obrazy stosunków, otoczenia, rodzaju pracy, wszystko przecie w marzeniach możliwe.Czytaj dalej

Pod wsią Jacków, położonej na samym brzegu Buga, przeprawiliśmy się na drugą stronę rzeki, a idąc ponad jej brzegiem, doszliśmy do wsi Ślęzany leżącej w powiecie stanisławowskim. Majętność pana Komierowskiego Ślęzany, składa się głównie z dwóch wsi: Ślęzan i Jackowa, w powiecie pułtuskim położonej. Gościnność i szczerość przepełniające serca państwa K., zjednały naszę dla nich wdzięczność; bo cóż się ceni w ludziach najwięcej, jeżeli nie otwartość i przychylność. Znajdziesz to przechodniu wszystko w dworku Ślęzan, bo tam zgoda i prawość, tam gościnność z cnotą zamieszkują.Czytaj dalej