Kierowniczka szkoły

Jadwiga Markowska (1892 – 1945)

Pamięć „o swojej Pani” kultywowały jej uczennice z lat 1928-1945, dziś osoby w sędziwym wieku. To one przez lata odwiedzały jej mogiłę na wołomińskim cmentarzu, modliły się za nią, składały kwiaty i zapalały znicze. Ale płyta nagrobna z 1945 r. zaczęła się kruszyć, a napis:

ŚP. JADWIGA MARKOWSKA
UR. 1892 r. ZM. 22. I. 1945 r.
ZASŁUŻONEJ I NIEODŻAŁOWANEJ KIEROWNICZCE SZKOŁY nr 2
I DROGIEJ KOLEŻANCE W DOWÓD PAMIĘCI
NAUCZYCIELSTWO, WYCHOWANKOWIE I PRZYJACIELE

po wielu latach stał się już prawie niewidoczny.

W 1998 r. minęło 53 lata od jej śmierci i gdyby nie troska uczennic z tamtych lat… A tak – rok 1998 w Wołominie, w środowisku oświatowym, związkowym i administracji samorządowej stał się „Rokiem Jadwigi Markowskiej”. „Nie umiera ten, kto trwa w pamięci i sercach żywych” – to motto poświęcone pamięci Jadwigi Markowskiej, towarzyszyło zgromadzonym podczas wieczoru wspomnień zorganizowanego przez ZNP oraz dyrektorki Szkół Podstawowych nr 1 i nr 2: Halinę Nowicką i Jolantę Gągałę, na drugim piętrze budynku przy ulicy Wileńskiej róg Długiej (obecnie Legionów) w Wołominie, w którym uczyła kierowniczka.

W spotkaniu wzięli udział ci, dla których historia miasta i ludzi, którzy tu żyli i pracowali jest ciągle interesująca. Uroczystość uświetnił śpiew i muzyka w wykonaniu uczniów Społecznej Szkoły Muzycznej w Wołominie pod dyrekcją Pawła Rozbickiego.

Dla swoich uczennic była nauczycielką języka polskiego i historii, ale nie tylko: „Wymagająca i sprawiedliwa. Miała dobre serce dla wszystkich uczniów. Nauczyła nas kochać Boga i Ojczyznę, odwagi i męstwa, co ułatwiało nam znalezienie właściwej drogi w życiu. Była wyróżniającą się patriotką, walczącą o wolność, zginęła jako żołnierz Armii Krajowej mając zaledwie 53 lata. Jest dla nas i będzie zawsze wzorem do naśladowania”. Tak 18 czerwca 1998 r. mówiła Alicja Szelążek z domu Pawłowska-Pławska. A Helena Lewandowska z domu Ufnal i Leokadia Dąbrowska z domu Barszczówna dodały: „Mimo zagrożeń jakie niosła ze sobą okupacja niemiecka dokładała starań byśmy wyrosły na dobrych ludzi”. Inna uczennica Jadwigi Markowskiej, Krystyna Kwapiszewska, wspomniała:

Była to osoba bardzo postawna, wysoka, energiczna, z głosem budzącym grozę. Gdy klasa zachowywała się ?niegodnie? stosowała niezmiennie tę samą metodę. Kazała przepisywać na kartkach całe czytanki z języka polskiego, na drugi dzień zbierała. Wątpię, czy je w ogóle oglądała, bo w klasie szóstej wpadłyśmy na sposób, że sklejałyśmy lekko kartki, a zapisywałyśmy tylko pierwszą i ostatnią stronę. Była patriotką, wciąż organizowała apele, wkuwałyśmy bez przerwy jakieś wiersze, deklamowałyśmy, urządzałyśmy przedstawienia.

Natomiast Kazimiera Ziółek z domu Kwiatkowska tak mówiła: „Dzień, który wspominam był dla mnie bardzo radosny. Była sobota, słoneczny letni poranek zwabił ludzi na glinki (obecnie stawy obok Klubu Sportowego „Huragan”. Niosłam w koszyku węgiel ze składu opałowego. Zatrzymałam się, by odpocząć i popatrzeć na wypoczywających. Wśród nich była pani Markowska w towarzystwie jakiejś pani. Gdy mnie zobaczyła, zapytała gdzie mieszkam, dlaczego dźwigam taki ciężar? Zdecydowała się mi pomóc. Wszystkie dzieci mi zazdrościły, gdy pani kierowniczka niosła ze mną węgiel. Muszę powiedzieć, że dzieci w każdej rodzinie było pięcioro, sześcioro, a nawet dziewięcioro (u państwa Pawłowskich). Lata 30. to bezrobocie, bieda, głód. W towarzystwie pstrokato ubranej dzieciarni Jadwiga Markowska wyglądała jak królowa. Chód miała lekki, nosiła pantofle na wysokim obcasie. Kochałyśmy naszą panią kierowniczkę, była bardzo sprawiedliwa, nie dzieliła dzieci na biedne i bogate”.

We wspomnieniach Heleny Piróg z domu Błeszyńskiej, Jadwiga Markowska była nie tylko nauczycielką przedmiotów, ale także wychowawczynią dobrego zachowania, kultury osobistej, umiejętności bycia w różnych okolicznościach i sytuacjach: „Uczyła też tańca i związanych z nim zachowań, od wieczorków towarzyskich po wytworne bale kostiumowe. To były piękne dni. Ponieważ taniec był moją pasją, to właśnie te chwile wspominam szczególnie ciepło i czule. Miałam wielkie szczęście być ulubienicą pani Markowskiej, ale też stawiała mi wysokie wymagania, za co jestem jej bardzo wdzięczna. Przez ostatnie trzy lata nauki w szkole uparcie powtarzała: ‚Będziesz drugą Orzeszkową lub Konopnicką, a może obiema naraz. Pamiętaj! To Twoje powołanie i przeznaczenie! Nie przetańczyłam życia tak jak zamierzałam. Nie zostałam też pisarką tak jak tego oczekiwała pani Jadwiga. Może to, że pisałam do szuflady i, że zdecydowałam się opublikować tomik wierszy ‚Wizerunek’ ma jakiś związek z jej sugestywnymi przekazami?”.

Pani Jadwiga Markowska, jako koleżanka, tak zapisała się w pamięci Stanisławy Balonowej z domu Metelskiej, dziś osoby 96-letniej, wówczas młodej nauczycielki: „Mieszkałam wtedy w Wołominie, więc otrzymałam skierowanie do Szkoły nr 1, ale kilka godzin uzupełniających miałam też w Szkole nr 2, której kierowniczką była pani Jadwiga Markowska. Osoba bardzo wymagająca, ale w stosunku do początkującej nauczycielki wyrozumiała i chętna do pomocy. Każdego dnia musiałam pisać konspekt, który był zawsze przed lekcją ze mną omawiany. Było to pomocne, gdyż wiedziałam jakie popełniłam błędy i jakie pozytywne cechy mają moje pomysły. Kierowniczka wielką uwagę przywiązywała do punktualności i opieki nad młodzieżą. Przyczyniło się to do solidnego wypełniania dyżurów. Mimo nawet często surowych zarządzeń zawsze miała, na pierwszym planie stawiała dobro powierzonej młodzieży. Wielki nacisk kładła na wychowanie. Zawsze mówiła: ‚uczeń musi czuć, że nauczyciel jest jego przyjacielem nawet w trudnych sprawach’. Po tej praktyce czułam się dużo pewniejsza w swoim postępowaniu z młodzieżą, w jej wychowywaniu i nauczaniu. Ona nauczyła mnie obowiązkowości, sumienności i przyjacielskiego stosunku do moich uczniów i wychowanków.”

Dla społeczeństwa wołomińskiego Jadwiga Markowska została odkryta na nowo przez rękopis, który pozostawiła: „KRONIKĘ Z LAT 1928 – 1938 7-mio klasowej PUBLICZNEJ SZKOŁY POWSZECHNEJ NR 2 (żeńskiej) w Wołominie”. Dziś, po przeszło osiemdziesięciu latach, na pożółkłych kartkach czytamy zapisane równym, kaligraficznym pismem informacje o ważnych wydarzeniach politycznych w świecie, o sytuacji politycznej, społecznej i gospodarczej w Polsce, o wyglądzie Wołomina, z jego zabudową, ulicami, zielenią, o radościach i kłopotach pracy w szkole i panujących w niej stosunkach, o postrzeganiu pracy nauczyciela przez władze oświatowe, miejskie i społeczeństwo, o działalności społecznej na rzecz dzieci i środowiska. Fakty te napisane są językiem ówczesnej epoki, a fotografie wzbogacają podane informacje, łączą ludzi z ich latami. Dzisiejsze pokolenie ma szansę spojrzeć na ludzi i wydarzenia, które kształtowały życie początku XX wieku.

Jadwiga Markowska rozpoczęła „kronikę” słowami: „Dnia 3-ego września (1928 r.) dalekobieżny pociąg warszawski wyrzucił mnie o godzinie 7.40 w Wołominie…Wołomin! Nowa placówka życiowa, nowe pole pracy. Nie znałam go przedtem zupełnie. Na chybił – trafił wniosłam podanie na pierwszą, mniej więcej odpowiadającą posadę, zdając się na los.”

Skąd przyjechała? Gdzie dotychczas pracowała? W jakiej miejscowości mieszkała? Nie znamy odpowiedzi na te pytania. Jedno jest pewne, przyjechała z Pomorza. To tam usłyszała, że Wołomin jest miejscowością klimatyczną, z willami i zielenią oraz domkami z ganeczkami. Ale po pierwszym spacerze ulicami Wołomina, dostrzegła wiele mankamentów miasteczka. Pisała: „Nie ma co mówić. Jest brzydkie. Nie braknie tu ładnych i czyściutkich domków i ogrodów (…), ale są walące się krzywe parkany, tu i ówdzie rudera brudna, obszarpana, z oknami bez szyb, zaklejonymi papierami lub zapchanymi gazetami.”

Mimo to wybrała myślenie pozytywne, przybyła tu do pracy w wieku 36 lat i skutecznie zaczęła zmagać się z negatywami. Jej optymistyczne nastawienie do życia i pracy nie było żadnym luksusem, lecz koniecznością. To podejście określało jej samopoczucie, sposób postępowania i jakość stosunków z innymi ludźmi. Najbardziej charakterystyczne było jej nastawienie do dzieci i młodzieży. To w nich wpajała zasady dobrego zachowania, szacunku do siebie samych i innych, mówiła, że nauczyciel jest przyjacielem ucznia, także w trudnych sytuacjach. A tych nie brakowało. 15 maja 1931 r., jako sekretarz Dozoru Szkolnego w Wołominie, pisała do Wydziału Pracy i Opieki Społecznej województwa warszawskiego wspólnie z przewodniczącym Stanisławem Lange: „Na terenie m. Wołomina, w chwili obecnej, znajduje się około 800 rodzin bezrobotnych, potrzebujących pomocy ze strony społeczeństwa. Kryzys gospodarczy i wielkie bezrobocie odbija się w szczególności na dzieciach, które wskutek b. kiepskiego odżywiania dość często zapadają na zdrowiu. Stwierdziliśmy wspólnie z Kierownictwem Szkół, iż na terenie szkół naszych jest około 300 dzieci głodujących, że w czasie trwania nauki, dzieci rodzin bezrobotnych z głodu i wycieńczenia mdlały. Dozór Szkolny świadom wielkiej odpowiedzialności za stan zdrowia dziatwy szkolnej, mimo braku odpowiednich funduszów, przystąpił z dniem 1 maja r.b. do dożywiania tej biednej dziatwy. Na 1800 dzieci uczęszczających do szkól powszechnych w Wołominie, wybrano 200 najbardziej potrzebujących i tym wydaje się codziennie 1/2 litra czystego, przegotowanego mleka, oraz bułeczkę o wadze 100 gr (…) Przy sposobności pozwalamy sobie nadmienić, że Dozór Szkolny wraz z Kierownictwem Szkół zdołał umieścić wśród społeczeństwa 30 dzieci, które otrzymują bezpłatne obiady i kolacje.”

Dbała także o wychowanie duchowe młodzieży. Do kościoła pw. Matki Boskiej Częstochowskiej w Wołominie często prowadziła parami swoje uczennice. W tym kościele 1932 r. został poświęcony sztandar Publicznej Szkoły Powszechnej nr 2. Jadwiga Markowska tak zapisała ten moment: „Uroczystość odbyła się 3 Maja. Serca nam zabiły radośnie, gdy załopotał – po wyjściu z kościoła, na pięknym, amarantowym tle – biały orzeł i złotem szyty napis – Szkoła Powszechna nr 2 w Wołominie. – Z dumą spoglądała dziatwa na swoje naprawdę piękne dzieło. Obyśmy nauczyli dzieci szanować ten sztandar, o którego możliwość powiewania płynęło tyle krwi.” Dziś po wielu latach jej życzenie jest nadal aktualne – obyśmy nauczyli ludzi szanować sztandary, okupione walką, męką i poświęceniem o lepszą Polskę.

Jadwiga Markowska w okresie międzywojennym prowadziła Wydział Pedagogiczny w Oddziale Powiatowym Związku Nauczycielstwa Polskiego w Wołominie. Była przewodniczącą Związku Obywatelskiego Pomocy Kobiet Oddział Wołomin, wielką zwolenniczką Konferencji Rejonowych. Interesowała się m.in. działalnością Bezpartyjnego Bloku Współpracy z Rządem, budową pomnika ?Obrońcom Ojczyzny 1920 r.? (była członkiem Komitetu Budowy Pomnika), budową nowej szkoły i wyborami do Rady Miejskiej.

Pełną poświęcenia i zaangażowania pracę przerwała II wojna światowa.

Nowe Jej zadanie to działalność w Tajnej Organizacji Nauczycielskiej, była m.in. członkiem Wojewódzkiej Komisji TON w Wołominie, wspólnie z Józefem Czerniakowskim, Sabiną Drop – Kopcewiczową i studentem Józefem Pirógiem.

Działała także w Komendzie Obrońców Polski (KOP) m.in. z nauczycielami: Bolesławem Bohuszem, Jerzym Zwinogrodzkim, Bolesławem Pławskim .

Pan Miron Cichecki w czerwcu 1998 r. relacjonował: „W obozie tym [więzieniu na ulicy Piaskowej w Wołominie] widziałem Jadwigę Markowską. Po jakimś czasie pewna grupa aresztowanych przewieziona została do obozu NKWD w Ostrówku koło Klembowa. (…) Przelotnie widziałem w obozie w Ostrówku panią Jadwigę Markowską, która wkrótce została przeniesiona do obozu w Tłuszczu.”

Również w czerwcu 1998 r. uzyskałam informację od pana Witolda Kuryłłowicza – więźnia obozu w Ostrówku koło Klembowa, obozu w Tłuszczu i zesłanego do łagru sowieckiego na Syberię, który mówił: „W październiku 1944 r. NKWD dokonało również przesłuchań w domu Józefa Świerczyńskiego na ulicy Polnej w Wołominie. Tu także przesłuchiwana była Jadwiga Markowska, następnie więziona w Ostrówku i w Tłuszczu. Więzienie w Tłuszczu znajdowało się w Hucie Szkła. Było to pomieszczenie wąskie, ok. 50 m długie, z zakratowanymi oknami i piętrowymi pryczami po dwóch stronach. Kobiety miały wydzielone prycze w pobliżu drzwi, mężczyźni dalej. W końcu listopada 1944 r. wybuchł tu pożar, w wyniku którego wiele osób zginęło, inni zostali ciężko poparzeni, wśród nich była Jadwiga Markowska. Ja z ciężkimi obrażeniami zostałem powtórnie przewieziony do Ostrówka. Tu pani Jadwigi Markowskiej już nie widziałem, słyszałem, że zaopiekowali się nią przyjaciele i przewieźli do Wołomina.”

Potwierdzeniem tych wspomnień jest moja rozmowa z Panią Izabelą Pudełko, córką Katarzyny Przeździeckiej, która była kucharką w Szkole Powszechnej nr 1 i nr 2. Pani Katarzyna często odwiedzała Jadwigę Markowską, pomagała w pracach domowych, sprawowała opiekę podczas choroby aż do jej śmierci .To m.in. jej pani Markowska opowiadała o przesłuchaniach w budynku przy ulicy Piaskowej w Wołominie .Tu była więziona, bita i ciągnięta za włosy.

Janusz Bublewski, wówczas 9-letni chłopiec, ostatnie spotkanie z Jadwigą Markowską tak wspomina: „Odbyło się w grudniu 1944 r., przed Świętami Bożego Narodzenia. Pani Markowska była chora, nie mogła już przychodzić do szkoły. Przebywała w swoim mieszkaniu przy ulicy Sienkiewicza 6 w Wołominie. W związku z tym przybyła delegacja nauczycieli i uczniów (w której uczestniczyłem), aby złożyć życzenia świąteczne chorej kierowniczce szkoły. Przyjęła nas leżąc w łóżku. Pamiętam, że miała żółtą, wychudzoną twarz. Wypytywała o szkołę i uczniów . Było to ostatnie spotkanie, gdyż pani Jadwiga Markowska zmarła 22 stycznia 1945 r.”

Jestem wdzięczna uczennicom Jadwigi Markowskiej, że przypomniały postać, o której zapomnieć nie można. Jak wspomniałam na wstępie rok 1998 był poświęcony jej pamięci. Do działania potrzebny pomysł i życzliwi ludzie wokół. Ja wówczas spotkałam w swojej pracy wiele przyjaznych i bezinteresownych osób. Możliwe było gromadzenie środków finansowych na nowy pomnik cmentarny przez byłe uczennice i przyjaciół, Związek Nauczycielstwa Polskiego w Wołominie, pracowników wołomińskich szkół i przedszkoli , władz miasta i powiatu. Dyrektor Szkoły Podstawowej nr 2 w Wołominie przy ulicy Armii Krajowej, pani Jolanta Gągała, udostępniła materiały źródłowe. Powstał zespół redakcyjny, który bezinteresownie przyczynił się do wydania ?Kroniki? drukiem.

18 czerwca 1998 r. o godzinie 16.00 w Kościele pw. Matki Boskiej Częstochowskiej przy ulicy Kościelnej w Wołominie, księża Władysław Trojanowski, Emil Owczarek i Krzysztof Kozyra, koncelebrowali Mszę św. w intencji nauczycieli, pracowników oświaty ze szczególnym wspomnieniem śp. Jadwigi Markowskiej. Kościół był pełen dzieci, młodzieży dorosłych. Na uroczystość zostały zaproszone poczty sztandarowe ze sztandarami: Szkoły Podstawowej nr 2 w Wołominie im. Ignacego Łukasiewicza, Szkoły Podstawowej nr 3 w Wołominie im.Marszałka Józefa Piłsudskiego, Szkoły Podstawowej nr 4 w Wołominie im. Marynarki Wojennej RP, Szkoły Podstawowej nr 5 w Wołominie im. Kamila Cypriana Norwida, Szkoły Podstawowej Nr 7 w Wołominie im. Królowej Jadwigi, Szkoły Podstawowej w Ossowie im. Księdza Ignacego Skorupki, Zespół Szkół Ekonomicznych w Wołominie im. Stanisława Staszica, Zespół Szkół w Wołominie ul. Legionów, Sztandar Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej Obwodu „Rajski Ptak”, Sztandar Związku Nauczycielstwa Polskiego w Wołominie

Sztandary powiewały nad jej mogiłą. Uroczystości towarzyszyła minuta ciszy i „Cisza” grana na trąbce przez Przemka Kostrzewę. Przy dźwiękach werbli polskie kwiaty: maki, rumianki i chabry zostały złożone na grobie Jadwigi Markowskiej przez jej byłe uczennice, uczniów, nauczycieli, pracowników placówek oświatowych, członków Tajnej Organizacji Nauczycielskiej, Sekcji Emerytów i Rencistów ZNP w Wołominie, kierownika Urzędu Rejonowego pana Konrada Rytla, przewodniczącego Rady Miasta pana Czesława Sitarza, Burmistrza Wołomina pana Jerzego Mikulskiego, naczelnika Wydziału Oświaty panią Elżbietę Solis, Towarzystwo Przyjaciół Wołomina, Towarzystwo Przyjaciół Dzieci z panią prezes Anną Jaworską , Stowarzyszenie Młodzieży Patriotycznej z przewodniczącą panią Katarzyną Romejko. Kończył się kolejny rok szkolny. Był piękny, słoneczny, czerwcowy dzień 1998 r. W tym dniu zamknęliśmy uroczyście lata pracy i działalności Jadwigi Markowskiej na naszym terenie. Rok 1945 nie był dobrym czasem takich pożegnań. Tę chwilę byliśmy dłużni „podróżniczce z daleka”, która ziemię wołomińską uznała za swoją i w niej spoczęła. Przechodniu, wśród wielu mogił nauczycielskich, odszukaj:

ŚP. JADWIGA MARKOWSKA
UR. 1892 ? ZM. ŚM. MĘCZEŃSKĄ
KIEROWNICZKA SZKOŁY POWSZECHNEJ NR 2
ŻOŁNIERZ ARMII KRAJOWEJ
DZIAŁACZ TAJNEJ ORGANIZACJI NAUCZYCIELSKIEJ
W HOŁDZIE
NAUCZYCIELE, WYCHOWANKOWIE, ZNP, PRZYJACIELE
(1998 ROK)

Bibliografia:

A. Bochenek, Stąd do wieczności, „Wieści Podwarszawskie”, 1998 nr 39; J. Gabryl, Tajne nauczanie i ruch oporu na terenie powiatu radzymińskiego w latach 1939-1944, Archiwum ZNP Oddział Wołomin 1975 s. 60-61, 81; J. Markowska, Kronika z lat 1928-1938 7-mio klasowej Publicznej Szkoły Powszechnej nr 2 (żeńskiej) w Wołominie, pod red. A. Wojtkowskiej, Wołomin 1998; D. Mościcka, K. Romejko, Nie umiera ten, kto trwa w pamięci i sercach żywych, „Wieści Podwarszawskie”, 1998 nr 40; Pismo Nr 81/31 Nadzoru Szkolnego w Wołominie z dnia 15 maja 1931 r., Archiwum ZNP Oddział Wołomin 1931; L. Podhorodecki, Wołomin lat 1928-1945 we wspomnieniach Jadwigi Markowskiej, „Wieści Podwarszawskie”, 1999 nr 10; A. Wojtkowska, Uchronić od zapomnienia, „Wieści Podwarszawskie”, 1998 nr 26.

1 Komentarz

  1. Pingback: Kierowniczka szkoły | WWL Media

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.