Inteligencja naszych czasów wogóle znajduje się w opłakanym stanie materialnym. Inteligencja zamieszkała w Wołominie znajduje się nadto w podwójnie przykrej sytuacji moralnej, w braku wszelkich miejscowych ognisk życia intelektualnego, bądź współżycia towarzyskiego. Właśnie i antagonizmy prowincjonalnych ugrupowań politycznych przeszkadzają najbardziej…

Te trzy przesłanki przemawiają za i przeciw klubowi, którego celowość podnosi niniejszem na swych łamach „Kultura Wołomina”. A jednak, mimo wszystko klub dla inteligencji ziścić się powinien.

Wołomin jest miastem; liczy bodaj parę tysięcy inteligentów, rozsianych tu i tam w Wołominku, w Sosnowce, w Kobyłce; Wołomin może się stać miasteczkiem europejskiem, a jednak każdy woli (o ile może!) uciekać do Warszawy, a niżeli przyłożyć cegiełkę do rozrostu miasta.  Dlaczego tak jest? Czy to objaw naturalny? Czy to może tylko objaw powojenny, braku poczuć lokalno-obywatelskich?

Bo przecież Wołomin – to my! Czy z musu, czy z dobrej woli, ale mieszkamy tutaj i będziemy jeszcze mieszkać dobrych lat kilka. Wyprowadzamy się wprawdzie wciąż, żyjemy chęcią wyjazdu choćby zagranicę, ale z tem wszystkem, żyjemy tutaj, a nie gdzie indziej, mieszkamy w Wołominie i tutaj musimy odcisnąć każdy na swój sposób, ślad, żeśmy byli. Róbmy więc coś nareszcie, róbmy z Wołomina Europę, bo tam wszędzie, gdzie my Jesteśmy, musi promieniować europejska kultura.

Względy natury antagonizmów politycznych nie powinny być przeszkodą. Inteligencja to ród tak swoisty, że w najpośledniejszych warunkach potrafią współżyć, byleby z taktem wrodzonym nie zatrącali kwestji związanych z polityką. Sądzimy, że najwłaściwszą rzeczą byłoby, gdyby statut tego klubu opiewał między innymi:

„Klub jest instytucją bezwzględnie apolityczną. Żadne sprawy związane z polityką, pod żadnym pozorem tolerowane nie będą. Członkiem klubu może być więc każdy przedstawiciel każdego kierunku, byleby swego „credo” w klubie nie poruszał. Klub jest instytucją, w której spotykają się inteligenci w celu rozrywki, tudzież spędzenia czasu, bez potrzeby uciekania się do Warszawy”.

Pozostaje wzgląd techniczny i materialny.

Daleko mogłoby być niektórym zamieszkałym na letniskach, ale zawsze bliżej niż do Warszawy…

— A co do gotówki? l tu można znaleźć wyjście. Wynajęcie lokalu chyba nie jest już tak zgoła nieprawdopodobne. A zresztą, choćby istniejący Dom Ludowy!? Uczynny Zarząd Domu Ludowego na pewno przyjdzie z pomocą i ułatwi odnajęcie własnej sali. A może Straż Ogniowa uprzystępniłaby lokal? Mój Boże – chcieć to móc, wszystko się zrobi, o ile weźmiemy się energicznie, z wiarą i z pośpiechem.

My ze swej strony ujmujemy tak sprawę: O ile istotnie powstanie Komitet organizacyjny klubu, o ile komitet ów niezwłoczne przystąpi do dzieła, to szereg osób pozostanie codzień w Wołominie, a ta obecność żywych ludzi będzie napewno z korzyścią dla rozwoju miasta. O ile miasto szybciej rozwijać się będzie, skorzystają na tem wszystkie instytucje społeczne, wszystkie towarzystwa, związki i zespoły. A oto nam idzie.

Otwierajmy więc co prędzej listę składek na rzecz klubu i wpłacajmy co kto może. do magistratu a jesteśmy pewni, iż p. burmistrz potrafi przedwstępnymi krokami w tej mierze pokierować. Kosmateus.

Od Redakcji:

Mieś. „Kultura Wołomina” ze swej strony zaofiarowywa na rzecz „Klubu” 1 proc. czystego zysku, otrzymanego z wydania Nr 2-ego miesięcznika, a obliczonego zaraz po wyjściu numeru.

 

„Kultura Wołomina”
luty 1925

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.