Wakacje w roku 1879, 1880, 1882 spędziłem na wsi, w Wołominie, na prawym brzegu Wisły, o 16 wiorst od Warszawy, tuż przy pierwszej stacji kolei warsz.-petersburskiej. Wołomin był to majątek starych Ehestadtów, dzierżawiony przez ich zięcia a mojego wuja, Gustawa Granzowa, stale przez nas „wujaszkiem Guciem” nazywanego. Czym Mickuny dla Słowackiego, a Szafarnia dla Chopina, tym dla mnie był Wołomin; a jeżeli wieś polska jako najczystszy, najbardziej lechicki wytwór obyczaju polskiego, jako rdzennie polskie środowisko i otoczenie, dające możność ciągłego i bezpośredniego stykania się z ludem, nie może pozostać bez silnego wpływu na serdeczne przywiązanie się do ziemi rodzinnej, do ojczyzny, to w moim życiu odegrał tę rolę Wołomin.

W dniu 2 lipca otwarto też prawdziwie okazałą gospodę chrześćjańską we wsi parafjalnej Postoliskach, w powiecie Radzymińskim, gubernji Warszawskiej. Budynek na nią złożony z czterech izb i sklepu, został umyślnie wybudowany staraniem proboszcza, księdza Batogowskiego. W gospodzie tej każdy może się posilić za małe pieniądze i zabawić uczciwą pogawędką lubCzytaj dalej