Po klęsce wrześniowej 1939 roku obie istniejące w Wołominie huty szkła przeszły pod zarząd niemiecki. Huta Wołomin, należąca wcześniej do właścicieli żydowskich, została skonfiskowana przez dowódcę SS i Policji w Krakowie. Przejął ją następnie urząd powierniczy rządu Generalnego Gubernatorstwa. W kwietniu 1943 roku obie huty szkła, Wołomin i Praca, przekazano w zarząd spółce Ostindustrie GmbH, Berlin („OSTI”).Czytaj dalej

We wspomnieniach Antoniego Marianowicza okupacyjny Wołomin jawi się jako „miasto bezprawia” – a może to tylko literackie ubarwienia? W końcu autor spisał je dopiero w latach 90., był też poetą i satyrykiem, więc…

(…) W drugiej połowie XV wieku była tam drobnoszlachecka osada Wolunino. Potem długo, długo nic. W czasach carskich był podobno kolonią karną, gdzie zsyłano niebezpiecznych przestępców z rodzinami. W czasie okupacji — przerażająca dziura. Nie było dnia, żeby ktoś nie ginął i nie próbowano nawet dochodzić, w jaki sposób do tego doszło. Granatowa policja takimi detalami jak trup pod płotem w ogóle się nie interesowała. Porachunki były na porządku dziennym. Pojęcia mafii w tym sensie jeszcze u nas nie znano, ale działały ze trzy konkurencyjne bandy, w dodatku podszywające się pod działalność niepodległościową.

Czytaj dalej

Aleksander Nowicki jest jednym z dwóch ostatnich żyjących uczestników słynnego strajku w hucie szkła „Vitrum

Aleksander Nowicki ma 86 lat, pełną jasność umysłu i świetną pamięć. Gdy wspomina czas strajku, głos łamie mu się ze wzruszenia.

Urodził się w Wołominie. W wieku czternastu lat, w 1926 r. poszedł pracować do jednej z dwóch wołomińskich hut szkła, huty „Praca”.

– Poszedłem do „Pracy”, bo w „Vitrum” były gorsze warunki pracy i mniej płacili.Czytaj dalej

Pierwsze lata 

Na początku XX w. mała dotąd wieś Wołomin zaczęła szybko przekształcać się w osadę miejską. Głównym czynnikiem miastotwórczym była uruchomiona już w 1862 r. linia kolejowa ze stacją Wołomin oraz powstała w drugiej połowie 1905 r. huta szkła Wołomin, własność kapitału żydowskiego, a konkretnie Szlamy Kona. Zakład ten natychmiast stał się największym przedsiębiorstwem przemysłowym Wołomina. Pozostał takim do feralnego dlań 1999 roku. Otwarcie huty ściągnęło do pracy w Wołominie setki ludzi z okolicy, przybyłych tu wraz z rodzinami. W pobliżu jej powstały domy mieszkalne dla robotników, zachowane do dzisiaj przy ulicach Wileńskiej, Mickiewicza i 6 Września. W tamtych czasach domy murowane były symbolem nowoczesności, dzisiaj te pozbawione elementarnych wygód zabudowania zamieniły się w typowe slamsy miejskie, straszące swoim wyglądem. Czytaj dalej

Starając się zachować chronologię wydarzeń, sięgam do lat trzydziestych naszego stulecia.

W hucie szklanej „Praca”

… której udziałowcami byli zamożniejsi majstrowie, stwierdzono wybitnie szkodliwe działanie, tak zwanego „psucia szkła”. Działanie to, którego sprawcy nie dawało się wykryć, przynosiło udziałowcom i pracownikom poważne szkody, grożące utratą wiarygodności huty u odbiorców wyprodukowanych wyrobów szklanych. Gdy rutynowe działania śledcze dla wykrycia sprawcy niszczenia wyprodukowanych wyrobów, a nawet samej huty i pozbawieniem pracy licznej grupy pracowników, zawiodły, ktoś wpadł na pomysł zastosowania metody niekonwencjonalnej.Czytaj dalej

Koczył się kryzys, huty szkła w całym kraju powoli nabierały rozpędu, wzrastało zatrudnienie. Huta „Praca” w 1936 r. zatrudniała ponad 180, a  w marcu 1939 – ponad 420 pracowników. Końcówka roku 1936 to uruchomienie drugiej wanny. Łączna pojemność obydwu wanien to 140 ton masy. Po remontach skorzystano z możliwości zwiększenia pojemności, która urosła do 190 ton. Huta szkła „Praca” w tamtym czasie to w 75% produkcji – butelki monopolowe, reszta to oranżadówki, opakowania perfumeryjne i apteczne. Należy dodać, że mimo zwiększania produkcji wyposażenie techniczne pozostało nadal bardzo mizerne, w dalszym ciągu wystarczał 1 silnik spalinowy o mocy 10 KM i 1 prądnica o mocy 5 KM. Łączna produkcja np. w 1937 r. to 2.800 ton wyrobów szklanych.Czytaj dalej

Nareszcie do opustoszałego z jego mieszkańców, zrujnowanego i okaleczonego miasta, ogołoconego i okradzionego z mienia, zaczynają wracać jego mieszkańcy wierni swojemu grodowi. Z obozów, więzień, zsyłek, miejsc ukrywania, z partyzantki itd. przybywają wycieńczeni okupacją. Już są, chcą szybko odbudowywać swoje miasto i zapewnić ocalałym swoim dzieciom, rodzinom, bliskim w miarę przynależny byt. Starzy hutniczy wyjadacze znani z przedwojennych strajków i przewodzenia nimi z ramienia związków zawodowych czy lewicowych partii nareszcie są uznawani przez nowych wyzwolicieli i nowe władze państwowe czy lokalne przybyłe w większości zza wschodniej granicy. Zaczynają działać legalnie w komórkach przewodniej partii komunistycznej i władzach miasta, co nie wszystkim się podoba – ale tak to było. Najważniejsze to stworzyć podstawy do życia miasta, czyli zapewnienie zaopatrzenia w żywność, opał i odzież oraz uruchomienie zakładów produkcyjnych.Czytaj dalej

lat temu powstała książka Mieczysława Zakrzewskiego „Wołomin – Huta, ludzie i miasto”, która towarzyszyła 80 rocznicy założenia i uruchomienia wołomińskiej Huty Szkła. Jedną z myśli przewodnich napisania tej książki były od dawna głosy żądające napisania historii huty oraz ciężkiej pracy hutników szkła i przywołanie pamięci ich poprzedników. Teraz jest okazja w 105 rocznicę powstania wołomińskiej huty szkła przybliżyć jeszcze raz – tym razem na łamach Dawnego Wołomina – podstawowych historycznych wiadomości. Autor zezwolił na korzystanie z danych informacyjnych zawartych w Jego książce.Czytaj dalej

Gazeta Robotnicza - nr 81, 6 kwietnia 1928

Pace i warunki pracy robotników hut szklanek w Wołominie pod Warszawą są tak katastrofalnie marne, że przeglądając listę płac obu hut wołomińkich. „Vitrum” i „Praca” oczom się wierzyć nie chce. Dość stwierdzić, że ojcowie, jedyni żywiciele licznych rodzin — robotnicy placowi, pomoc i obsługa wanny w hucie „Vitruum” zarabiają dziennie od 1.90 zł. do 5 zł., przyczem najczęściej spotykana płaca nie przekracza 3 zł za dniówkę.Czytaj dalej

Wołomin, stacya kolei petersburskiej, o szesnaście wiorst odległy od Warszawy, posiadał już od dłuższego czasu hutę, będącą własnością przedsiębiorców żydowskich. Od roku właściciele obecni owej huty wykalkulowali sobie, że ze względu na rynek handlowy i posiadane zapasy wyrobów gotowych będzie dla nich rzeczą korzystną zawiesić na czas dłuższy pracę. Tak też postąpili i kilkuset robotników zostało bez zajęcia.

W tym to czasie przymusowego bezrobocia wśród robotników powstała myśl utworzenia własnej huty udziałowej. Myśl tę poparła czynnie inteligencya miejscowa i okoliczna, dzięki czemu szybko od zamiaru doszło do czynu; zakupiono plac odpowiedni, niedaleko plantu kolejowego, w przyległych do Wołomina Lipinach i przystąpiono do budowy huty, która obecnie poszła już w ruch, dając zajęcie 120 robotnikom. Że tak szybko rzecz doprowadzono do skutku, zebrano kapitał i przeprowadzono wszelkie formalności niewątpliwa w tern zasługa — obok dobrej woli i zrozumienia własnego interesu przez robotników-udziałowców —  czynna pomoc ks. dziekana Zagańczyka z Kobyłki, właściciela Wołomina p. Henryka Woyciechowskiego, inż. Włodzimierza Lesińskiego z Warszawy, którego pracy zawdzięczają swój rozwój również udziałowa huta w Wyszkowie, przedw cześnie zmarłego właściciela apteki w Wołominie ś. p. Jana Szyprowskiego i naczelnika poczty Wołomińskiej p. Aleksandra Wojciechowskiego. Nie zamyka się na tych nazwiskach, że wspomnę jeszcze p. Rudzińskiego, właściciela apteki z Warszawy, liczba osób, które dołożyły starań i wskazówek, jak najlepiej i najkorzystniej przeprowadzić organizacyę i fachowe postawienie huty, nie sposób jednak wymieniać wszystkich, więc do tych, którzy najpierwsi do urzeczywistnienia przedsięwzięcia ręce przyłożyli tutaj się ograniczyliśmy.Czytaj dalej

W Wołominie istniejąca tam huta szklana Lejby Szrettera została zamknięta przed 3 miesiącami. Część robotników z liczby 600 porozjeżdżała się, część zaś postanowiła wytrwać. Tym ostatnim pospieszyli z pomocą właściciele domów w Wołominie i przy pomocy inżyniera Lisickiego, który bezinteresownie zajmuje się tą sprawą — zorganizowano spółkę firmowo komandytową z udziałem robotników w celu otworzenia własnej huty. Kontrakt notaryusza sporządzony został u Okołowicza w Warszawie. Przeszło 50 osób nabyło udziały od 100 do 500 rubli, robotnicy zaś mają udziały storublowe. Nabyto już plac od włościanina Wróbla i przystąpiono do budowy huty w pobliżu nowego kościoła na Lipinach. Dojście tej spółki doprowadził do skutku między innymi ks. Zagańczyk, proboszcz z Kobyłki. Inżynier Lisicki jest głównym kierownikiem podobnej huty robotniczej w Wyszkowie.

Robotnik Polski – bezpłatny dodatek do „Polaka” i „Kuryera Śląskiego”
R. 9, nr 30 (5 sierpnia 1913)