Maria i Józef Rabińscy z dwiema córkami: od lewej stoi Modesta, od prawej Filomena. Zdjęcie ok. 1910-1912 r.

Dom

Nikt nie mówił inaczej jak tylko „na Kwiatowej”. Nikt też nie pytał o numer domu. Nie było potrzeby. Jednopiętrowa kamienica u zbiegu ulic Paplińskiego (wcześniej i dziś Wileńska) i Mickiewicza (wcześniej Łąkowa) tworzyła swoistego rodzaju wysepkę, której dostęp do stałego lądu pozostałych numerów odcięła huta szkła. By do nich trafić, trzeba było obejść hutę od ulicy Żelaznej. Jako dzieci żyliśmy w przekonaniu, że na ulicy Kwiatowej mieszkamy tylko my i ta wiedza pozostała we wspomnieniach o latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych zeszłego stulecia.Czytaj dalej

Ulicą Długą nazywano obecną ulicę Legionów w Wołominie. Później zaczęto tej nazwy używać w stosunku do ulicy, która tę nazwę nosi do dziś. Ulica Długa to była w latach mojego dzieciństwa droga przez wieś Lipiny. Długa zaczynała się przy obecnej ulicy Sikorskiego, która kiedyś nosiła nazwę Ręczajskiej i ciągnęła się aż do obecnej ulicy Niepodległości, która wtedy chyba żadnej nazwy nie nosiła. Przynajmniej nie pamiętam.Czytaj dalej

Wspomnienia związane z zamieszkaniem w Wołominie zacznę od 1950 r. W tym czasie mój ojciec Edward Żelezik – wizytator Centralnego Urzędu Szkolenia Zawodowego zakończył wędrówkę po Polsce (Lublin, Jelenia Góra, Kołuda Mała k/Inowrocławia), gdzie uruchamiał – jako dyrektor – kolejne szkoły o profilu kształcenia zawodowego. To był czas, kiedy zwykłe życie podnosiło się z zapaści po niedawno zakończonej zawierusze wojennej. Po tym szukaniu swojego miejsca – ojciec wraz z rodziną postanowił osiąść na stale w miejscowości położonej w pobliżu Warszawy, aby w przyszłości ułatwić kształcenie swym (w tym czasie czworgu) dzieciom na uczelniach stolicy. Los sprawił, że wybrał Wołomin, by dyrektorować w szkole tzw. „Handlówce” przy ul. Miłej. To był czas, kiedy ja – (dziewięcioletni chłopiec) razem z rodzicami, dziadkami i trojgiem rodzeństwa zamieszkałem w małym mieszkaniu przy ul. Radzymińskiej (dziś Broniewskiego). Mama w czasie wojny prowadziła tajne nauczanie młodych spółdzielców z „Tęczy”, a tuż po zakończeniu wojny, w trzyosobowym nauczycielskim składzie, pracując po kilkanaście godzin dziennie – uruchamiała dla nich naukę w Liceum w podlubelskiej rodzimej Bychowie. Po przyjeździe do Wołomina podjęła pracę w „Handlówce”, gdzie jako – nauczycielka matematyki – przybliżała swoim uczniom tą trudną dziedzinę wiedzy. Ja razem z moją siostrą Marią, jako uczniowie klasy V rozpoczęliśmy naukę w szkole nr 1 przy ul. Wileńskiej. Naszą wychowawczynią była niezapomniana Pani Natalia Kwapiszewska. W tym samym 1950 roku probostwo w jedynej w Wołominie parafii objął ksiądz Mieczysław Grabowski (co będzie miało znaczący wpływ na opisywane zdarzenia).Czytaj dalej

Staję przed nie lada dylematem. Mam napisać coś o prowadzonym przez moją Mamę, Anielę z Jędruchów Kamińską i jej siostrę Janinę, kinie „Adria” istniejącym przed wojną w Wołominie. Łatwe to nie będzie. Wszak od ostatniego seansu w „Adrii” minęło ponad 70 lat. Czy zdołam wskrzesić choć iskierkę atmosfery tamtych lat? Zobaczymy, ale przynajmniej spróbuję… Sięgam więc do skąpych, dziecięcych wspomnień zachowanych w pamięci. Słowo „kino” przewijało się w mojej świadomości jako coś z zaginionego świata, a mnóstwo programów, rozsypanych na strychu naszego domu ze zdjęciami aktorek i aktorów, tylko potęgowało to wrażenie. Mam nadzieję, że uda mi się choć w małej części odtworzyć działanie i klimat kina „Adria”.Czytaj dalej

Wołomin lat pięćdziesiątych XX wieku – około 19 tysięcy mieszkańców, dwa zakłady przemysłowe: Zakłady Stolarki Budowlanej i Huta Szkła. Dużo starej zabudowy, często drewnianej. Nie było osiedli mieszkaniowych ani sklepów wielkopowierzchniowych. Ulice przeważnie brukowane, marnie oświetlone. W sumie spokojne, choć już wtedy różnie mówiono o Wołominie, miasto podwarszawskie.Czytaj dalej

Czasami w rozmowach z przyjaciółmi i znajomymi z Wołomina wspominałam moją pierwszą szkołę – podstawówkę w Górkach Mironowych. Najczęstszą reakcją było zdziwienie, że w Górkach kiedykolwiek była szkoła. Pojawiały się także pytania, gdzie się znajdowała. Doszłam do wniosku, że przyszedł odpowiedni czas, by przypomnieć tę zapomnianą szkołę. Jej historia wiąże się nierozerwalnie z historią Górek Mironowych – mojej ukochanej „małej ojczyzny”.

Czytaj dalej

Decyzja

Każdy absolwent wołomińskiej podstawówki z roku szkolnego 1958/59 musiał zmierzyć się z pytaniem „co dalej?”. Było to pytanie skierowane przede wszystkim do rodziców, w mniejszym stopniu do niego samego, ponieważ oprócz stopni na świadectwie, które świadczyły, że „miał do czegoś głowę lub nie”, liczyła się w owym czasie wola starszych. Kalkulacje rodziców poruszały się naówczas w dość wąskim kręgu możliwości. Ze szkół ponadpodstawowych oferował Wołomin jedno liceum ogólnokształcące, dwa technika: ekonomiczne oraz szklarskie i jedną szkołę zawodową (Zasadnicza Szkoła Handlowa). Zawodówki stały nisko w hierarchii rodzicelskich ambicji, gromadziły młodzież mało zdolną lub trudną, mówiło się o nich tonem lekceważącym i z odcieniem wyższości „zawodówki to półgłówki”. Ogólniak był szanowany, miał prestiż, prawdziwe wyzwanie dla środowiska małomiasteczkowego, ale zasiewał w głowach pewien lęk. Po ogólniaku musisz iść dalej! Dalej? Tak, na studia! Dla wielu rodziców było to z jednej strony wielkie marzenie o karierze dziecka, z drugiej – strach, że się nie dostanie i co? Sama matura już nie wystarczy, inaczej niż przed wojną, czeka cię praca najwyżej w biurze, bez perspektyw. Lepiej idź do technikum, będziesz miał maturę i możesz iść na studia, a jak się nie dostaniesz, pójdziesz do wyuczonego zawodu. W tym myśleniu było sporo racji i zapobiegliwości życiowej. Pozostawało więc podjąć decyzję: technikum ekonomiczne czy szklarskie? Gdyby mnie ktoś spytał, dlaczego wolałem zostać „szklarzem”, nie potrafiłbym odpowiedzieć jednoznacznie. W rodzinie nie było ani tradycji handlowych ani szklarskich, nikt z kolegów nie stawał też przed podobnym dylematem, musiałem zdecydować sam. Najprawdopodobniej, o ile mogę sobie przypomnieć, odwiedziłem dla orientacji szkołę i zapachniało mi nieznanym, odległym, słowem ‒ przygodą. Na pewno nie miałem głowy do ekonomii, bałem się przy tym, że czeka mnie praca w biurze lub w sklepie, założyłem natomiast, że jakoś dam radę z technologią szkła,
w zamian za co „jedyne technikum szklarskie w Polsce” obiecywało mi wyjazdy na praktyki do atrakcyjnych miejscowości, w których zwykle lokalizowano huty szkła (Szklarska Poręba, Ustronie, Krosno). Szkoła dysponowała internatem dla młodzieży przyjezdnej z odległych stron, więc i koledzy zapowiadali się ciekawie. A na dodatek klasy były czysto męskie, czyli całkowita odmiana! Wierzyłem też, że jako uczeń „pokażę się” na lekcjach historii i polskiego, w skrytości marzyłem o studiowaniu, ale to już dalsze dzieje.Czytaj dalej

Poniższy tekst dedykuję wszystkim moim kolegom z boiska, z którymi przeżyłem niezapomniane chwile w trakcie kilkunastu lat gry w koszykówkę w Huraganie Wołomin. Bardzo przepraszam wszystkich za popełnione nieścisłości i bardzo osobisty przekaz opisanych zdarzeń, ale wspomnień sprzed ponad pół wieku inaczej przekazać nie potrafiłem.

Pisząc nie miałem żadnych ambicji historycznych. Skoncentrowałem się na opisie kilku subiektywnie zapamiętanych epizodów związanych z początkami koszykówki w Wołominie. Byłem ich świadkiem lub brałem w nich udział, więc nagrały się trwale w mojej pamięci. Starałem się wyeksponować kilka najważniejszych postaci, uczestników tych wydarzeń. Bo właśnie „chłopaki z tamtych lat” są najważniejsi.Czytaj dalej

..1981

Na terenie dzisiejszego Technikum Szklarskiego w Wołominie ścieliła się ongiś piękna łąka obsiama rosnącą bujnie jak co roku koniczyną. Pewnego dnia, 33 lat temu, usiadłem na tej łące z jej dzierżawcą podczas gdy geodeci wymierzali na niej usytuowanie przyszlych budynków technikum. Powiedział mi on wówczas te słowa : ” Ta łąka przyniesie wam szczęście! Promienieje ono z tej ziemi!”


Trzy lata potem w 1951 roku , rozpoczęło tam działać pierwsze w Polsce Technikum Przemysłu Szklarskiego obecny Zespół Szkół Zawodowych Szklarskich. Wprawdzie już przed tym od 1945 roku prowadzono usilne starania kształcenia fachowców tak bardzo potrzebnych dla dynamicznie rozwijającego się przemysłu szklarskiego wzbogaconego nagle o kilkanaście hut na Ziemiach Odzyskanych. Uczono więc szklarzy gdzie się dało, przeważnie przy Zjednoczeniu Przemysłu Szklarskiego w Piotrkowie Trybunalskim. Organizowano kursy hutmistrzów. Rozpoczęto pracę nad utworzeniem stałej szkoły technicznej szklarskiej. Zabiegała o to gorliwie grupa kierowniczych sił technicznych przemysłu, entuzjastów unowocześnienia technologii w opuszczonych przez cudzoziemców hutach szkła. Byli to ci którzy wierzyli że „szkło ma serce”.

Lecz dopiero wybudowanie i zorganizowanie w Wołominie Technikum Przemysłu Szklarskiego zapoczątkowało skuteczną naukę fachowców szklarskich i przyczyniło się następnie do powstania kilku podobnych szkół w kraju. Spowodowało to też nacisk na potrzebę organizacji odpowiedniego wydziału w wyższych szkołach technicznych, co skonkretyzowało się wreszcie na Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie – Wydział Ceramiczno-Szklarski.

Należy zaznaczyć, że wielce skuteczny od samego początku rozwój naszego Technikum uwarunkowany był silnie faktem iż powstało ono tam, gdzie działało powstałe także w Wołominie Biuro Studiow i Projektów Przemyslu Szklarskiego, w którym zgromadzeni wówczas najlepsi inżynierowie-fachowcy zasilili kadrę pedagogiczną technikum. A w ogóle do nauczania pospieszyli też ofiarnie najlepsi fachowcy pracujący w Warszawie, w kierownictwie przemysłu. Dobra od samego początku organizacja pracy w szkole zapewnila tej kadrze fachowców wielce skuteczna działalność. Niezmiernie ważną była także dla naszej imprezy duża życzliwość i skuteczna pomoc ówczesnych władz naszego przemysłu, zwłaszcza Centralnego Zarządu Przemysłu Mineralnego z jego dyrektorami: Stanisławem Bartoszewiczem, Anną Skalicką, Zygmuntem Domańskim, Januszem Jabłkowskim a także kilku wówczas działających Zjednoczeń Przemysłu Szklarskiego, a szczególnie dyrektorów Feliksa Papierniaka i Stanislawa Sykusa.

Należy jednak wyrożnić szczególnie wielką zasługę dyrektora Piotra Rostkowskiego, który gdy budynek szkolny okazał się już zbyt mały dla nowoczesnej racjonalnej pracy dydaktycznej, dokonał wielkim wkładem swych zdolności dyplomatycznych i usilnych zręcznych zabiegow dla zdobycia odpowiednich decyzji władz i odpowiednich funduszy rozbudowy szkoly tak,że stało się możliwe zorganizowanie nauki w gabinetach przedmiotowych oraz co najważniejsze właściwej pracowni technologicznej.  Można było także przeksztalcić Technikum w Zespół Szkół Zawodowych Szklarskich i Ceramicznych. Jeśli chodzi o pracownie, to należy podkreślić, że szkoła nasza miała duże szczęście także do organizatorów i kierowników pracowni. Początkowo – Pracownia Chemiczna. Zorganizowali ją i prowadzili wzorowo małżonkowie mgrowie inż. Witkowscy. Poziom tej pracowni był niewątpliwie równy pracowniom wyższych szkół technicznych. Po rozbudowie szkoły zorganizowana została pracownia technologiczna dzięki niestrudzonej pracy i entuzjastycznym wysiłkom mgr inż Ryszarda Włodarczyka wraz z odpowiednim zespołem pracowników – pedagogów. Niektórymi widocznymi czynnościami tej pracowni można się zachwycać oglądając nie tylko jej pomiesczenia i wyposażenie (wraz z piecem szklarskim), lecz także wykonano w niej liczne prace które zapewne staną się obiektami wspaniałej wystawy.

Wiele, bardzo wiele pracy wytężonej i wielce skutecznej włożone zostało w sukcesy naszej szkoły przez wszystkich nauczycieli – pedagogów i wychowawców. Pracy codziennej, mrówczej, niewidocznej – ale wyniki tej pracy i starań są wyraźnie widoczne i doceniane głęboko przez wszystkich w przemyśle szklarskim. Przecież wielu absolwentów naszej szkoły kończyło dość gładko różne szkoły wyższe. Wielu zajmuje dziś czołowe stanowiska nie tylko w przemyśle, lecz także w różnych instytutach naukowych i badawczych, w biurach projektów i innych placówkach naukowych. Jest z nich kilku profesorów, docentów, doktorów. Zaś w przemyśle obejmują przeważnie dyrektorskie i kierownicze stanowiska. Dzięki nim przecież poziom naszych hut szkła dźwignął się do średniego poziomu krajów zachodnich.

Polski przemysł szklarski zyskał w świecie na wartości i zajmuje poważną pozycję. Wprawdzie przysparza on krajowi tylko 1% dochodów, ale daje 3,5% eksportu, czyli ok. 1 mld dolarów za 5 lat. Na świecie wytwarza się obecnie ogółem 76 mln ton szkła, z czego Polska 1,5 mln czyli 2%, ale przy zatrudnieniu wynoszącym tylko 0,8%. To jest dorobek ludzi o odpowiednim – wreszcie – wykształceniu ogólnym i technicznym. A więc dorobek trzydziestoletniego działania naszego technikum jest jednocześnie wyraźny i duży. Chwała ludziom którzy to uczynili!

A jak przedstawia się dzialalność naszej szkoly dziś – po 30 latach istnienia? Odpowiadamy na to zarówno na podstawie domniemań własnych jak i opinii dawnych pracowników oraz licznych absolwentów szkoły z którymi jesteśmy nieustannie w kontakcie. Jak jest dziś – w szczególnie trudnych warunkach naszego ogólnego bytowania? Ocena jest znakomita, pomijając rzecz jasna liczne trudności i zakręty zwykłej codzienności. Obecna Dyrekcja Szkoly (Zespół Szkół) jest nadal na wysokim poziomie. Koledzy dyrektorzy: Ryszard Ludwiniak i Witold Żołędziowski nadal powiększają krąg poprzednich naszych dyrektorów. I nadal w szkole naszej pracuje wspaniały zespół pedagogiczny pełniący ofiarnie swoją rolę. Wnikliwie i z rozwagą wczuwają się w sens wielkich przemian społecznych i politycznych. Więc w dniu święta 30-lecia szkoły kierujemy naszą wielką wdzięczność i wielkie uznanie dla pięknych wysiłków i dobrych wyników pracy całego zespołu naszych drogich kolegów. A tak na marginesie – więc dobrze przepowiedzial mi wówczas ten dzierżawca ówczesny łąki z kwitnącą obficie koniczyną, na której stoją obecnie budynki naszego technikum. Mamy szczęście: z ziemi tej promieniuje faktycznie energia wspierająca pracę i starania ludzi. Na niej stoją dziś okazałe drzewa – zasadzone przez ludzi, którzy zaczynali tu pracę dla dobra nas wszystkich. Wierzymy, że tak będzie dalej. Szkło ma serce!

Wacław Nowonty
przemówienie  okazji trydziestolecia szkoły

1950

września proboszczem parafii został mianowany ksiądz Mieczysław Grabowski.

Stanisław Leon Marzyński rozpoczął projektowanie nowego kościoła w Wołominie.

Profesor Stanisław Marzyński, pseudonim „Leon” (1904–1992) – architekt, konserwator zabytków. Absolwent Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej (1930). Żołnierz Armii Krajowej, podporucznik. Uczestnik Powstania Warszawskiego. Po wojnie wykładowca akademicki Politechniki Warszawskiej. Członek założyciel w 1947 roku Rady Prymasowskiej Odbudowy Kościołów Warszawy. Architekt wielu obiektów sakralnych, w tym wielu świątyń w stolicy, zburzonych podczas II wojny światowej (m.in. projektował w pierwszych latach powojennych odbudowę kościoła pw. św. Piotra i Pawła, kościoła pw. św. Aleksandra, kościoła pw. Wszystkich Świętych, a także kościoła i klasztoru Sióstr Sakramentek na Nowym Mieście). Pochowany na cmentarzu Powązkowskim w Warszawie.Czytaj dalej

internallinksmanager6a99c575-1, potomek wielkiej rodziny szklarzy, zasłużył się głównie jako współorganizator i długoletni pedagog Technikum Przemysłu Szklarskiego w Wołominie. Oprócz zasług związanych z umiejętnością budowy pieców szklarskich, opracowywania technologii do poszczególnych rodzajów szkła zwłaszcza w szkłach kolorowych był autorem ponad 150 artykułów w fachowych czasopismach (między in. „Szkło i Ceramika”) oraz wielokrotnym recenzentem, opiniodawcą prac innych autorów i autorem kilkudziesięciu podręczników szkolnych z zakresu pieców szklarskich, zdobienia, szkieł barwnych czy technologii szkła oraz wielu fachowych książek w tej dziedzinie czasem też jako współautor większych opracowań z dziedziny szklarstwa. Czytaj dalej

Jak zwykle jak się okaże, władze PRL co jakiś czas przeprowadzały reorganizacje, zmiany nazewnictwa jednostek zarządzających a nawet podporządkowania pod inne gałęzie przemysłu czy ministerstw. Tak więc zmieniono podległość hut szkła z Ministerstwa Przemysłu i Handlu na Ministerstwo Przemysłu Materiałów Budowlanych z nadrzędna bezpośrednią jednostką Centralny Zarząd Przemysłu Szklarskiego z siedzibą w Sosnowcu, a same wołomińskie huty szkła zaczęły się nazywać Wołomińskie Zakłady Szklarskie. Niby niewielka różnica ale jakie wymowne brzmienie w nazwie. Rok 1951 r. to już piąty rok po wojnie pracy wanien dość wyeksploatowanych, a stanowiących przecież podstawę dalszej produkcji. Wówczas były tu po trzy na obydwu zakładach wanny podlegające non stop niekończącym się remontom bieżącym.Czytaj dalej

Po uroczystym rozpoczęciu roku szkolnego praca dydaktyczno-wychowawcza rozwinęła się w dobrej atmosferze z całym personelem szkoły i z organizacja młodzieżową ZMP, która po kilku tygodniach współdziałania z dyrekcja szkoły bardziej jeszcze włączyła się do oddziaływania wychowawczego na młodziez na terenie internatu, w szkole i poza szkołą. Baza lokalowa szkoły jest wystarczająca dla tej liczby młodzieży, ale z zapewnieniem uczniom w internacie sa kłopoty, ponieważ spora liczba lokatorów, niezwiązanych zupełnie ze szkołą, zajmuje pomieszczenie internatu. Młodzież miejscowa stanowi nikły procent w stosunku do całości uczniów.Czytaj dalej