Zawiłości technologiczne

Przez ten czas zmienił się pogląd na stosowanie pieców tunelowych w zakładach ceramiki czerwonej, potem budowlanej, a dzisiaj architektonicznej. Pierwszy piec tunelowy wybudowany w Krubinie nie zdał w ogóle egzaminu, został nieprawidłowo zaprojektowany. Następne próby dawały coraz lepsze efekty, aż zaczęto je budować w każdej większej cegielni, by zastąpić nieekonomiczne, jak na ówczesne wymagania, piece kręgowe. Na dobrze wypaloną cegłę czekało się 2 dni, natomiast z pieca kręgowego Hoffmanna 7 do 14 dni w zależności od wielkości pieca. Przy piecach tunelowych zastosowano odciąg spalin sztuczny, wentylatorowy, mogąc jednocześnie regulować ciąg w piecu. Tymczasem w piecu kręgowym ciąg był zależny od wysokości komina i temperatury spalin w stosunku do otaczającego powietrza. Tak więc szybkość wypalania produktów w piecu kręgowym nie zależała od palacza, ale często od pogody. Czytaj dalej

Losy parafii w okresie PRL

Wdrażanie i utrwalanie władzy ludowej na terenie gminy Klembów.

Pierwsze powojenne lata to przede wszystkim walka ze zniszczeniami i próba powrotu do normalnego życia mieszkańców parafii. Jednocześnie to okres utrwalania Władzy Ludowej i wdrażania jej komórek w życie społeczne. W okresie Polski Ludowej życie mieszkańców przekształciło się w sposób zasadniczy. PRL nie przyniósł w Klembowie masowych prześladowań, zastraszenia, terroru miejscowej ludności czy księży. Nie oznacza to jednak, że system państwowy nie angażował się w sprawy dotyczące chłopów czy parafii. Warto przyjrzeć się problemom polskiej wsi na przykładzie Gminy Klembów w czasach PRL.Czytaj dalej

Rok szk. 1971/72. Pożegnanie wieloletniego kierownika szkoły Jana Olszewskiego.

Wakacje 1960 roku długo pozostaną w pamięci absolwentów naszej szkoły. Dla 25 dziewcząt i chłopców zorganizowano dwutygodniowy obóz wędrowny na pięknym szlaku: Pieniny- Tatry. Ponad sto kilometrów marszu górską trasą umożliwiło znacznej grupie młodzieży zapoznanie się z najbardziej urozmaiconymi regionami naszego kraju. Opiekunami młodzieży byli: K. Kwapiszewska i Franciszek Misiewicz.

W roku szkolnym 1961-62 nasza szkoła rozrosła się do imponujących rozmiarów – w 12 izbach lekcyjnych uczyło się 1116 dzieci. Nauka odbywała się z tego powodu na trzy zmiany, a zarówno dzieci, jak i nauczyciele wzdychali do upragnionej chwili by chociaż część uczniów mogła przejść do nowego budynku, którego budowa znajdowała się tylko w sferze nieosiągalnych marzeń.Czytaj dalej

W okresie letnim, w wolne soboty i niedziele, dużym powodzeniem cieszyły się tereny i urządzenia sportowo-rekreacyjne Klubu.

Klub dysponuje dobrą bazą do uprawiania czynnego wypoczynku, akwenem wodnym, wypożyczalnią sprzętu sportowo-rekreacyjnego. Dlatego też, gdy dopisywała pogoda społeczeństwo naszego miasta, pracownicy naszych zakładów mogli aktywnie wypoczywać, grając w kometkę, tenisa, siatkówkę, pływać na pontonach. Dla dzieci dużą atrakcją była jazda na wrotkach.

Przeciętnie w wolne soboty i niedziele z tych form rekreacji korzystało około tysiąca osób.

Rok 1979 – tekst i zdjęcia z kroniki MZKS “Huragan” Wołomin
ze zbiorów Muzeum Sportu przy OSiR Huragan w Wołominie

Czytaj dalej

Rok możemy zaliczyć jako szczególny pod względem aktywności społecznej członków, pracowników i zawodników Klubu.

Poza uczestnictwem w czynach społecznych na rzecz miasta oraz znacznym udziałem w czynie partyjnym, członkowie klubu wykonali szereg prac społecznych, bezpośrednio na terenie klubu, walnie przyczyniając się do rozbudowy i modernizacji własnych obiektów sportowych.Czytaj dalej

Decyzja

Każdy absolwent wołomińskiej podstawówki z roku szkolnego 1958/59 musiał zmierzyć się z pytaniem „co dalej?”. Było to pytanie skierowane przede wszystkim do rodziców, w mniejszym stopniu do niego samego, ponieważ oprócz stopni na świadectwie, które świadczyły, że „miał do czegoś głowę lub nie”, liczyła się w owym czasie wola starszych. Kalkulacje rodziców poruszały się naówczas w dość wąskim kręgu możliwości. Ze szkół ponadpodstawowych oferował Wołomin jedno liceum ogólnokształcące, dwa technika: ekonomiczne oraz szklarskie i jedną szkołę zawodową (Zasadnicza Szkoła Handlowa). Zawodówki stały nisko w hierarchii rodzicelskich ambicji, gromadziły młodzież mało zdolną lub trudną, mówiło się o nich tonem lekceważącym i z odcieniem wyższości „zawodówki to półgłówki”. Ogólniak był szanowany, miał prestiż, prawdziwe wyzwanie dla środowiska małomiasteczkowego, ale zasiewał w głowach pewien lęk. Po ogólniaku musisz iść dalej! Dalej? Tak, na studia! Dla wielu rodziców było to z jednej strony wielkie marzenie o karierze dziecka, z drugiej – strach, że się nie dostanie i co? Sama matura już nie wystarczy, inaczej niż przed wojną, czeka cię praca najwyżej w biurze, bez perspektyw. Lepiej idź do technikum, będziesz miał maturę i możesz iść na studia, a jak się nie dostaniesz, pójdziesz do wyuczonego zawodu. W tym myśleniu było sporo racji i zapobiegliwości życiowej. Pozostawało więc podjąć decyzję: technikum ekonomiczne czy szklarskie? Gdyby mnie ktoś spytał, dlaczego wolałem zostać „szklarzem”, nie potrafiłbym odpowiedzieć jednoznacznie. W rodzinie nie było ani tradycji handlowych ani szklarskich, nikt z kolegów nie stawał też przed podobnym dylematem, musiałem zdecydować sam. Najprawdopodobniej, o ile mogę sobie przypomnieć, odwiedziłem dla orientacji szkołę i zapachniało mi nieznanym, odległym, słowem ‒ przygodą. Na pewno nie miałem głowy do ekonomii, bałem się przy tym, że czeka mnie praca w biurze lub w sklepie, założyłem natomiast, że jakoś dam radę z technologią szkła,
w zamian za co „jedyne technikum szklarskie w Polsce” obiecywało mi wyjazdy na praktyki do atrakcyjnych miejscowości, w których zwykle lokalizowano huty szkła (Szklarska Poręba, Ustronie, Krosno). Szkoła dysponowała internatem dla młodzieży przyjezdnej z odległych stron, więc i koledzy zapowiadali się ciekawie. A na dodatek klasy były czysto męskie, czyli całkowita odmiana! Wierzyłem też, że jako uczeń „pokażę się” na lekcjach historii i polskiego, w skrytości marzyłem o studiowaniu, ale to już dalsze dzieje.Czytaj dalej

..1981

Na terenie dzisiejszego Technikum Szklarskiego w Wołominie ścieliła się ongiś piękna łąka obsiama rosnącą bujnie jak co roku koniczyną. Pewnego dnia, 33 lat temu, usiadłem na tej łące z jej dzierżawcą podczas gdy geodeci wymierzali na niej usytuowanie przyszlych budynków technikum. Powiedział mi on wówczas te słowa : ” Ta łąka przyniesie wam szczęście! Promienieje ono z tej ziemi!”


Trzy lata potem w 1951 roku , rozpoczęło tam działać pierwsze w Polsce Technikum Przemysłu Szklarskiego obecny Zespół Szkół Zawodowych Szklarskich. Wprawdzie już przed tym od 1945 roku prowadzono usilne starania kształcenia fachowców tak bardzo potrzebnych dla dynamicznie rozwijającego się przemysłu szklarskiego wzbogaconego nagle o kilkanaście hut na Ziemiach Odzyskanych. Uczono więc szklarzy gdzie się dało, przeważnie przy Zjednoczeniu Przemysłu Szklarskiego w Piotrkowie Trybunalskim. Organizowano kursy hutmistrzów. Rozpoczęto pracę nad utworzeniem stałej szkoły technicznej szklarskiej. Zabiegała o to gorliwie grupa kierowniczych sił technicznych przemysłu, entuzjastów unowocześnienia technologii w opuszczonych przez cudzoziemców hutach szkła. Byli to ci którzy wierzyli że „szkło ma serce”.

Lecz dopiero wybudowanie i zorganizowanie w Wołominie Technikum Przemysłu Szklarskiego zapoczątkowało skuteczną naukę fachowców szklarskich i przyczyniło się następnie do powstania kilku podobnych szkół w kraju. Spowodowało to też nacisk na potrzebę organizacji odpowiedniego wydziału w wyższych szkołach technicznych, co skonkretyzowało się wreszcie na Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie – Wydział Ceramiczno-Szklarski.

Należy zaznaczyć, że wielce skuteczny od samego początku rozwój naszego Technikum uwarunkowany był silnie faktem iż powstało ono tam, gdzie działało powstałe także w Wołominie Biuro Studiow i Projektów Przemyslu Szklarskiego, w którym zgromadzeni wówczas najlepsi inżynierowie-fachowcy zasilili kadrę pedagogiczną technikum. A w ogóle do nauczania pospieszyli też ofiarnie najlepsi fachowcy pracujący w Warszawie, w kierownictwie przemysłu. Dobra od samego początku organizacja pracy w szkole zapewnila tej kadrze fachowców wielce skuteczna działalność. Niezmiernie ważną była także dla naszej imprezy duża życzliwość i skuteczna pomoc ówczesnych władz naszego przemysłu, zwłaszcza Centralnego Zarządu Przemysłu Mineralnego z jego dyrektorami: Stanisławem Bartoszewiczem, Anną Skalicką, Zygmuntem Domańskim, Januszem Jabłkowskim a także kilku wówczas działających Zjednoczeń Przemysłu Szklarskiego, a szczególnie dyrektorów Feliksa Papierniaka i Stanislawa Sykusa.

Należy jednak wyrożnić szczególnie wielką zasługę dyrektora Piotra Rostkowskiego, który gdy budynek szkolny okazał się już zbyt mały dla nowoczesnej racjonalnej pracy dydaktycznej, dokonał wielkim wkładem swych zdolności dyplomatycznych i usilnych zręcznych zabiegow dla zdobycia odpowiednich decyzji władz i odpowiednich funduszy rozbudowy szkoly tak,że stało się możliwe zorganizowanie nauki w gabinetach przedmiotowych oraz co najważniejsze właściwej pracowni technologicznej.  Można było także przeksztalcić Technikum w Zespół Szkół Zawodowych Szklarskich i Ceramicznych. Jeśli chodzi o pracownie, to należy podkreślić, że szkoła nasza miała duże szczęście także do organizatorów i kierowników pracowni. Początkowo – Pracownia Chemiczna. Zorganizowali ją i prowadzili wzorowo małżonkowie mgrowie inż. Witkowscy. Poziom tej pracowni był niewątpliwie równy pracowniom wyższych szkół technicznych. Po rozbudowie szkoły zorganizowana została pracownia technologiczna dzięki niestrudzonej pracy i entuzjastycznym wysiłkom mgr inż Ryszarda Włodarczyka wraz z odpowiednim zespołem pracowników – pedagogów. Niektórymi widocznymi czynnościami tej pracowni można się zachwycać oglądając nie tylko jej pomiesczenia i wyposażenie (wraz z piecem szklarskim), lecz także wykonano w niej liczne prace które zapewne staną się obiektami wspaniałej wystawy.

Wiele, bardzo wiele pracy wytężonej i wielce skutecznej włożone zostało w sukcesy naszej szkoły przez wszystkich nauczycieli – pedagogów i wychowawców. Pracy codziennej, mrówczej, niewidocznej – ale wyniki tej pracy i starań są wyraźnie widoczne i doceniane głęboko przez wszystkich w przemyśle szklarskim. Przecież wielu absolwentów naszej szkoły kończyło dość gładko różne szkoły wyższe. Wielu zajmuje dziś czołowe stanowiska nie tylko w przemyśle, lecz także w różnych instytutach naukowych i badawczych, w biurach projektów i innych placówkach naukowych. Jest z nich kilku profesorów, docentów, doktorów. Zaś w przemyśle obejmują przeważnie dyrektorskie i kierownicze stanowiska. Dzięki nim przecież poziom naszych hut szkła dźwignął się do średniego poziomu krajów zachodnich.

Polski przemysł szklarski zyskał w świecie na wartości i zajmuje poważną pozycję. Wprawdzie przysparza on krajowi tylko 1% dochodów, ale daje 3,5% eksportu, czyli ok. 1 mld dolarów za 5 lat. Na świecie wytwarza się obecnie ogółem 76 mln ton szkła, z czego Polska 1,5 mln czyli 2%, ale przy zatrudnieniu wynoszącym tylko 0,8%. To jest dorobek ludzi o odpowiednim – wreszcie – wykształceniu ogólnym i technicznym. A więc dorobek trzydziestoletniego działania naszego technikum jest jednocześnie wyraźny i duży. Chwała ludziom którzy to uczynili!

A jak przedstawia się dzialalność naszej szkoly dziś – po 30 latach istnienia? Odpowiadamy na to zarówno na podstawie domniemań własnych jak i opinii dawnych pracowników oraz licznych absolwentów szkoły z którymi jesteśmy nieustannie w kontakcie. Jak jest dziś – w szczególnie trudnych warunkach naszego ogólnego bytowania? Ocena jest znakomita, pomijając rzecz jasna liczne trudności i zakręty zwykłej codzienności. Obecna Dyrekcja Szkoly (Zespół Szkół) jest nadal na wysokim poziomie. Koledzy dyrektorzy: Ryszard Ludwiniak i Witold Żołędziowski nadal powiększają krąg poprzednich naszych dyrektorów. I nadal w szkole naszej pracuje wspaniały zespół pedagogiczny pełniący ofiarnie swoją rolę. Wnikliwie i z rozwagą wczuwają się w sens wielkich przemian społecznych i politycznych. Więc w dniu święta 30-lecia szkoły kierujemy naszą wielką wdzięczność i wielkie uznanie dla pięknych wysiłków i dobrych wyników pracy całego zespołu naszych drogich kolegów. A tak na marginesie – więc dobrze przepowiedzial mi wówczas ten dzierżawca ówczesny łąki z kwitnącą obficie koniczyną, na której stoją obecnie budynki naszego technikum. Mamy szczęście: z ziemi tej promieniuje faktycznie energia wspierająca pracę i starania ludzi. Na niej stoją dziś okazałe drzewa – zasadzone przez ludzi, którzy zaczynali tu pracę dla dobra nas wszystkich. Wierzymy, że tak będzie dalej. Szkło ma serce!

Wacław Nowonty
przemówienie  okazji trydziestolecia szkoły

Po latach tłustych przyszły lata chude. Siatkarze Huraganu Wołomin znaleŸli się na równi pochyłej. Coraz trudniej przychodziło im walczyć o sukcesy. Złożyło się na to wiele czynników, a najważniejszym z nich był brak pieniędzy, o czym będzie mowa w tym odcinku.

W marcu zakończyły się rozgrywki w lidze międzywojewódzkiej i jeszcze raz Huragan otrzymał szansę walki o II ligę. Po przebrnięciu przez sito eliminacji, w dniach od 5 do 7 kwietnia 1968r odbyły się w Wołominie mecze półfinałowe o awans do finału i wejście do II ligi. W turnieju wzięły udział trzy zespoły: Huragan Wołomin, AZS Poznań i Stal Grudziądz.Czytaj dalej

Plany zagospodarowania Białych Błot w 2 poł. lat 70. XX w. (na podstawie artykułów zamieszczonych w „Expressie”)

W pobliżu Warszawy, w Wołominie powstać ma na obszarze 72 ha wielki ośrodek sportowo-turystyczno-wypoczynkowy „BIAŁE BŁOTA”. Jest to projekt zakrojony na dużą skalę, a powstanie z inicjatywy społecznej i realizowany ma być w dużej mierze siłami społecznymi. […] Wykorzysta się dla tych celów wołomińskie jezioro, rozpościerające się na 30 ha i przyległy do niego od strony szosy (ul. 15 Grudnia) park. Ciągnący się od północnego wybrzeża jeziora las komunalny przyłączony będzie również do terenów ośrodka, podobnie jak i okoliczne bezleśne działki. Wokół [jeziora] ciągnąć się ma aleja spacerowa z licznymi ławeczkami. Powstanie piaszczysta plaża, duży basen, natryski i brodzik dla najmłodszych. Opodal będą tereny do uprawiania sportu, a więc boiska piłki nożnej, siatkówki, koszykówki i korty tenisowe. […]Czytaj dalej

W miarę upływu czasu pogłębiały się dysproporcje pomiędzy zapotrzebowaniem społeczno-gospodarczym na kształcenie a możliwościami natury materialnej szkoły. Z roku na rok zwiększała się liczba uczniów i personelu, a nie nadążały za tym warunki. Murowany, stary budynek czynszowy – mieszkalny, adaptowany na szkołę miał 7 izb lekcyjnych i trzeba było w nim zmieścić 17-19 oddziałów: 600-700 uczniów. W tej sytuacji radzono doraźnie przybudowując i adaptując do nauczania pomieszczenia gospodarcze – komórki. Jedynym właściwym rozwiązaniem tego problemu było podjęcie starań, za wszelką cenę, na rzecz budowy nowej szkoły. Toteż z tą myślą, w ramach Zasadniczej Szkoły Zawodowej, już w 1973/74 r. zorganizowano jeden oddział o kierunku budowlanym. W następnych latach liczba oddziałów powiększała się do 2 i 3 oddziałów. Przyjmowano chłopców na kierunki: murarz, tynkarz, instalator instalacji budowlanych a dziewczęta – malarz budowlany. Praktyczną naukę organizowała szkoła w przedsiębiorstwach budowlanych mających siedziby w Radzyminie, Tłuszczu i Mińsku Mazowieckim. Program określał 2 lata nauki.Czytaj dalej

&#; Spotykaliśmy się u Giertugi w pokoju. Ja, Ela Szymaniak, Kazio Mazurek, Edzio Urbanowski i Krzysiek Urbanowski, Krysia Sokół, Ania Szklarska. To był pomysł Giertugi, żebyśmy zrobili porządek w kaplicy w Ossowie. Chyba była to wiosna 1973 roku. Wziąłem konia od mojego dziadka Nowaka i z kolegami, nie pamiętam dokładnie ile osób wtedy pojechało, ale na pewno Edek, Krzysiek i Kazio, pojechaliśmy na Zalasek, na pole mojego pradziadka. Wycięliśmy brzózki, z których zrobiliśmy krzyże – wspomina Sławek Dorociak.Czytaj dalej

Linie produkcyjne butelek bazujące na automatach AS-1 pracujące od 1960 r. uległy całkowitemu zużyciu i wymagały wymiany. Wydajności produkcyjne w tamtym czasie na nowszych typach automatów były znacznie korzystniejsze. Dokonano więc wyboru oraz rozpoczęto w 1971 r. prace modernizacyjne, a w zasadzie przystosowawcze, do wybranego typu automatu jakim został czechosłowacki sześciosekcyjny AL-106, pracujący na podwójnych porcjach szkła. Zaistniała potrzeba przebudowy pieca wannowego, adaptacji hali i wielu urządzeń i pomieszczeń związanych z wdrożeniem tych automatów i w ramach gazyfikacji. Niestety – prace te wykonano z opóźnieniem, ale zakończono zgodnie z projektowanym czasem zakończenia robót. Widać jak beznadziejne były to projektowane założenia. Krótki okres rozruchu i osiągniecie projektowej zdolności produkcyjnej ucieszyło wszystkich. Mamy właśnie koniec roku 1972 i oczywiście natychmiastowa nowa decyzja, jak to w planowanej gospodarce PRL-u – następuje przebudowa jednej nowiutkiej linii.Czytaj dalej