My, ziemianki powiatu radzymińskiego (…) postanawiamy jednomyślnie, w zgodzie i jedności służyć Ojczyźnie w miarę sił i możności, pracować nad podniesieniem oświatowem, społecznem i gospodarczem kraju i okolicy (…)

Janina Skarbek-Kruszewska143

Ta górnolotna, ale zapewne z serc płynąca deklaracja padła w Radzyminie w dniach 17 marca i 17 kwietnia 1921 roku podczas „zgromadzenia wstępnego” Koła Ziemianek powiatu radzymińskiego. Zrzeszanie się ziemian w organizacjach rolniczych miało tradycję jeszcze dziewiętnastowieczną. Stowarzyszenia ziemiańskie powstawały w celu podniesienia poziomu rolnictwa, hodowli i gospodarki leśnej. Zaczęło się jednak od bankowości. Towarzystwa Kredytowe Ziemskie (TKZ), w których chętnie i zarazem z konieczności, ziemianie brali kredyty hipoteczne w drugiej połowie XIX i w XX wieku, pozwalały wprowadzić w działalność rolniczą zdrowe zasady ekonomiczne. Ich podstawą była specyficzna (bo zależna od długiego cyklu produkcyjnego) bankowość rolnicza.Czytaj dalej

Przynieśliśmy plon, z całego pola zbiór. To srebro, to złoto, przynieśliśmy z ochotą. Zżęli, związali, gospodarzom w ręce oddali.

Janina Kujawska z Łochowa120

Na terenie powiatu radzymińskiego, kończąc charakterystykę statystyczną z 1921 roku, w majątkach ziemskich pracowało 731 pracowników (tzw. służby) stałych, a 268 osób jako siła najemna sezonowo, najczęściej do prac żniwnych, wykopów, zbiorów owoców, warzyw itp.121 Tak jak na przełomie wieków, tak i w latach 20. XX wieku płace robotników rolnych (stałych), zatrudnianych w majątkach nie były wysokie. Różnice pokazuje poniższa tabela. Dane mówią o wypłacie pieniężnej, a jeszcze pracownicy ci otrzymywali wynagrodzenie w naturze, w postaci tzw. ordynarii. Dzień pracy w polu wynosił 10 godzin, 20 minut.Czytaj dalej

W czasach nowożytnych

Wołomin

Jeszcze przed inkorporacją Mazowsza do Korony (1526) Wołomin był drobną wsią szlachecką, podobną do wielu innych na Mazowszu. W wieku XVI mieszkało w niej 25-30 osób. Tereny zalesione, bagienne, trudno dostępne. W okolicy powstawały nowe osady, a wołomińska wieś aż do połowy XVIII w. żyła w warunkach prymitywnej gospodarki rolno-leśnej. Wśród właścicieli Wołomina historia odnotowuje rodzinę de Volumin – Woł(u)omińskich, panowali oni jeszcze w XVIII wieku, ale w drugiej jego połowie wioskę sprzedali Nakwaskim. 76 Oni z kolei odstąpili ją (1794) świeżo nobilitowanemu (1793) mieszczaninowi warszawskiemu, Wawrzyńcowi Meyerowi.77

Czytaj dalej

(JM) Przed nami sprawozdanie II i III praskiej brygady robotniczej z parcelacji majątków Jaktory, Rasztów i Wola Rasztowska.

Maj. Jaktory — ogółem 228 ha, z czego ziemi ornej 198 ha. Maj. Rasztów — ogółem 159 ha, z czego ziemi ornej 86 ha i maj. Wola Rasztowska — ziemi ornej 180 ha.  W maj. Jaktory — zabudowania folwarczne nienaruszone, ale inwentarz żywy i martwy (częściowo) rozgrabiony. W maj. Rasztów — to samo. W Woli Rasztowskiej—zabudowania spalone i inwentarze rozgrabione przez okupanta.Czytaj dalej

Niedługo już będzie rok, jak wójtem gminy Tłuszcz w pow. Radzymińskim został niejakiś Keller, dotychczasowy sołtys. Wójtem został z łaski starosty Morawskiego z Radzymina, (którego czytelnicy nasi znają z wyczynów w Jadowie), w ten sposób, że wyborów na wójta nie zarządzano, a w sanacyjny sposób mianowano Kellera, jako jednego z sołtysów, wójtem gminy Tłuszcz. Od tej pory Keller stał się stuprocentowym bebekiem na wzór swego szefa starosty Morawskiego (do niedawna zagorzałego endeka i wroga sanacji — jak twierdzą wtajemniczeni). Czytaj dalej

Zarząd gminy w Jadowie obniżył wreszcie opłaty targowe mniej więcej o połowę. Rolnicy okoliczni zgodnie wstrzymali się od przyjazdu na targi do Jadowa przez 6 tygodni. Za przykładem Jadowa 3 miasteczka w powiecie radzymińskim obniżyły opłaty targowe. Są to: Radzymin, Wołomin i Kołbiel. W mia steczkach powiatu warszawskiego obniżeniem opłat targowych zajął się sejmik powiatowy warszawski. W Warszawie liczba przyjeżdżających na targ wozów bardzo się zmniejszyła. Zdarzało się, że zatrzymywano na drogach i gwałtem zawracano jadące do miasta wozy. Czytaj dalej

Sabotaż targowy włościan (Telefonem od własnego korespondenta.)

WARSZAWA. Jak wiadomo, w Jadowie pow. Radzymińskiego doszło 11 b. m. do krwawych rozruchów na tle opłat nałożonych na furmanki chłopskie wjeżdżające do miasta oraz za postój na targu. Związek zawodowy rolników na pow. Radzymiński zwrócił się do starosty domagając się obniżenia opłat targowych. Starosta żądaniu temu odmówił. Wówczas włościanie powiatów Radzymińskiego, Mińsko Mazowieckiego i Węgrowskiego postanowili solidarnie na targ nie przyjeżdżać. Dn. 20 b. m. nie zjawiła się w mieście ani jedna furmanka chłopska. Na rynku kręciło się kilku handlarzy żydowskich ze strapionemi minami, że niema żadnego ruchu w handlu. Ponadto widniały na rynku silne patrole policyjne. Straty poniesione przez miasto są bardzo znaczne, bo normalne wpływy z opłat wynoszą jednorazowo 1200 zł. Dn. 20 b. m. wpłynęło zaledwie 20 zł. Jak słychać włościanie postanowili wytrwać aż do chwili spełnienia ich żądań.

Dziennik Wileński
R.16, nr 173 (22 lipca 1932)

Trzy osoby zabite, wiele osób rannych

Nieraz w życiu tak bywa, że mała błahostka staje się powodem wielkiego nieszczęścia! Tak zdarzyło się pod Warszawą w miejscowości Jadowie, dokąd na targi okoliczni wieśniacy wozili swoje różne produkty. Od dłuższego czasu zaprowadzono tam opłatę rogatkową w wysokości 2 zł 50 gr za każdy wóz. Łatwo zrozumieć, że ten nakaz wywołał wśród wieśniaków ogólne niezadowolenie. Ale i ostatni targ byłby się odbył tak samo spokojnie, jak poprzednie, gdyby nie ja kiś krzykacz, który wskoczywszy na wóz, zaczął w sposób podburzający wzywać tłum do czynnego wystąpienia przeciwko opłatom targowym.Czytaj dalej

Trzej policjanci ranni — Trzej chłopi zabici, wielu rannych

Miasteczko Jadów pod Radzyminem, niedaleko Warszawy, było wczoraj w godzinach popołudniowych terenem krwawych zajść. Według informacyj, jakie otrzymaliśmy ze strony władz, sprawa przedstawia się następująco: Od pewnego czasu zarząd miasteczka Jadów podwyższył opłaty rogatkowe za wjeżdżające na targ wozy do 2 zł. 50 gr., co się spotkało z powszechnem niezadowoleniem okolicznych kmiotków. Ponieważ chłopi nie chcieli opłacać rogatkowego, policja otrzymała polecenie niewpuszczania ich do miasta. Czytaj dalej

Z powiatu Radzymińskiego piszą do nas: Obszarnicy z roku na rok dążą wytrwale do przywrócenia posyłek. W tym roku w naszym powiecie powydalali wszystkich robotników, którzy nie posiadają w domu kogoś do pracy. Zwolnieni robotnicy przy szukaniu pracy wszędzie spotykają się z żądaniem, aby ordynarjusz godził sobie posyłkę. Obszarnik z folwarku Fiukały, gm. Tłuszcz, niejaki Godlewski, jak się zgłosi do niego jaki robotnik o pracę, to wymaga od niego nietylko posyłki, ale żąda nawet przysięgi, że nie będzie należał do Związku; aby zaś wypróbować, czy przyszły jego ordynarjusz jest dostatecznie potulny i pokorny, każe mu całować stół… Ordynarji fornalowi wraz z dniówką pan Godlewski daje tylko 12 cetnarów.Czytaj dalej

Oddział warszawsko-radzymiński Zw. zaw. rob. rolnych komunikuje nam: Obszarnik Wacław Dzierzbicki, brat inspektora pracy 14-go obwodu, dotychczas nie zna jeszcze praw obowiązujących obszarników, pomimo, że brat jego jest inspektorem na pow. radzymiński, gdzie Dzierzbicki posiada własność ziemską. W miesiącu maju r. b. obszarnik wydalił robotnicę z pracy, dniówkową, poczem wezwał jej brata Jana Jaworskiego, ordynarjusza i oświadczył, że już nie ma pracy, ponieważ siostra została wydalona. Kiedy Jaworski oświadczył, że jest niezależny od rob. dniówkowego i nie może ponosić odpowiedzialności za wykonywanie roboty przez siostrę, rządca rzucił się na pracownika i wyrzucił go za drzwi. Robotnik zwrócił się natychmiast do komisji rozjemczej, lecz p. Dzierzbicki udał się do sądu pokoju w Jadowie, gdzie jest sędzią ziemianin; p. inspektor Dzierzbicki nie przyjął sprawy na komisję rozjemczą i w dn. 28 czerwca r. b, sprawa znalazła się na wokandzie sądu pokoju w Jadowie, W rezultacie robotnik został zasądzony na 1 tydzień aresztu, rozwiązanie umowy i eksmisję, a sędziwy ojciec robotnika na 2 tygodnie aresztu za to, że poszedł bronić syna. i w sprawie tej Jaworski założy apelację. Nadmienić również musimy, że p. Dzierzbicki nie stosuje się do umów zbiorowych.

Robotnik
centralny organ P.P.S.
R.29, nr 178, 3 lipca 1923

We wsi Cygowie pod Wołominem, w gubernji warszawskiej, zachorowała dnia 4-go marca krowa wdowie Marjannie Ludwiniakowej. Gospodyni poprosiła kilku sąsiadów na radę, jak krowę leczyć. Ale jakoś nie była zadowolona z ich porady, bo posłała do sąsiedniej wioski po znachora. Ten przybył, popatrzył na krowę i mówi, że ją „wąsiel złapał”. Kazał wziąć krowę na liny, podnieść w górę i uwiązać u pułapu tak, żeby cała wisiała w powietrzu. Potem pomiędzy biodrami na plecach zrobił jej ranę dwa cale głęboką i półtora długą, i wokoło niej położył mokrą szmatę. Następnie oblał ranę spirytusem i zapalił. Potem palący się ogień wciąż spirytusem podlewał. Był by tak długo jeszcze przypiekał biedną krowę, gdybym wreszcie ja, piszący te słowa, zjęty litością nad męczonem tak okrutnie bydlęciem, nie odebrał mu spirytusu i nie kazał krowy odwiązać. Ale znachor jeszcze miał trochę spirytusu w innem naczyniu i tę resztę wylał na palący się ogień. Buchnął większy płomień i ogarnął cały grzbiet krowy. Szczęście, że była pomoc, bo inaczej całe zabudowanie poszłoby z dymem. Zamiast uleczyć, zadał jeszcze większy ból biednemu zwierzęciu, bo opalone miejsce nie chce się teraz gojić. Tak to leczą znachorzy.

Cygowiak

Gazeta Świąteczna
R.34, nr 1730 (29 marca 1914)

Majtek Duczki, o trzy wiorsty za Wołominem położony i doskonale zagospodarowany, spadkobiercy Jana Janiszewskiego, b. sędziego gminnego w Międzylesiu, rozprzedają częściowo za pomocą banku włościańskiego. Jeżeli parcelacya dalej tak pójdzie, jak do tej pory, to niedługo większy folwark zaliczać się będzie w tych stronach do rzadkości. Dziś już posiadłość o kilkunastu włókach uważa się bardzo dobrą.

Nowa Gazeta – poświęcona wszelkim zjawiskom życia społecznego
R.6, nr 395 (30 sierpnia 1911)

Uboga była wystawa powiatowa, urządzona w przeszłym tygodniu w mieście Radzyminie pod Warszawą; była ona najuboższą ze wszystkich wystaw, które w ciągu ostatniego lat dziesiątka odbyły się w kilku naszych miastach powiatowych. Ale dziwić się niema czemu. Wszystkie tamte wystawy urządzane były przez większych rolników, którzy mają więcej doświadczenia i nauki, więc hodują ulepszone bydło, konie i inną żywinę, lepiej uprawiają rolę, lepszem ją ziarnem obsiewają, i mają też co pokazać na wystawie, mają się czem popisać przed ludźmi. Wystawa powiatu radzyminskiego tem właśnie najbardziej różniła się od wystaw powiatowych dawniejszych, że dwory i folwarki nie miały ani w jej urządzaniu, ani w wystawionych okazach prawie żadnego udziału, a w z tej przyczyny, że w powiecie razymińskim jest ich bardzo niewiele. Dawniej było tam dworów i folwarków tyleż, co w innych okolicach kraju, ale prawie wszystkie one w ciągu ostatniego półwiecza zostały rozprzedane na działy włościanom, i dziś w całym powiecie radzymińskim są prawie same tylko mniejsze gospodarstwa, mające po kilka lub kilkanaście morgów, albo co najwyżej po parę włók obszaru.Czytaj dalej