Terror okupacyjny dotknął w największej mierze Żydów, spędzonych najpierw do getta. Meldunek komendanta głównego AK gen. Stefana Grota Roweckiego do Centrali z 29 maja 1942 r. stwierdzał m.in.:

„W Markach 26 marca 48 policjantów niemieckich i 24 polskich otoczyło getto liczące ok. 800 mieszkańców. Ok. 100 osób chorych lub niedołężnych zastrzelono, wobec zebranych Żydów prezes gminy wręczył dowodzącemu Niemcowi 5 tys. zł. (Nic to nie pomogło). Rzeczy kazano Żydom złożyć na stos i podpalono. Następnie pognano wszystkich na Grochów, strzelając po drodze do tych, którzy padli z wyczerpania. Tam odebrano Żydom resztę rzeczy, które spalono, a samych wpakowano do tramwaju, który ich odwiózł do getta (warszawskiego – L.P.). Żydzi ujęci poza gettem bez przepustki zabijani są przez policję na miejscu”.Czytaj dalej

Klembów należy do najstarszych miejscowości naszego regionu. Już w czasach pogańskich istniała tu osada, po której archeolodzy znaleźli gliniane urny, szczątki murowanych zabudowań i fragment ukrytej pod ziemią brukowanej ulicy. Wieś Klembowo z całą pewnością istniała już w XIV wieku. Należała wówczas do diecezji gnieźnieńskiej. Zapewne biskup płocki Klemens Pierzchała herbu Roch (zm. 1358) obdarzył odpustami ufundowany przez krewnych drewniany kościół w Klembowie. Przed 1442 r. powstała tu parafia, obejmująca rozległe, rzadko zaludnione tereny pokryte gęstymi lasami. W XV-XVIII wieku Klembów był własnością spokrewnionego z biskupem Klemensem rodu Klembowskich herbu Pierzchała. Według „Herbarza polskiego” Adama Bonieckiego wywodzili się oni z ziemi łukowskiej, a ich druga gałąź rodu – z Klembowa.Czytaj dalej

&#; Ja w ogóle nie przywiązuję wagi do medali i odznaczeń,| może dlatego, że mam ich bardzo dużo. Jako jedna z pierwszych dostałam Medal Edukacji Narodowej. Dla mnie najważniejsza jest ludzka pamięć. Bo tak naprawdę, co teraz młodych ludzi obchodzi nauczyciel, który uczył dwadzieścia lat temu. Odznaczenie jest symbolem wdzięczności. Mam uczniów rozrzuconych po całym Świecie, którzy mówią, że lata, kiedy ich uczyłam, były najpiękniejszymi w ich życiu. Nie pamiętają bomb, okupacji, tylko te komplety w małym drewnianym domku przy ulicy Lipińskiej.Czytaj dalej

Od dawna jest mieszkanką Warszawy. Mówi, że myślą i sercem często powraca do Wołomina. Tu spędziła szczęśliwe dzieciństwo, wśród ukochanych najbliższych. Tu przeżyła następny rozdział życia – czas II wojny światowej, okres okupacji i tragedii rodzinnych – stratę najbliższych. Tu przeżyła lata szkolne i aktywną działalność w harcerstwie.Czytaj dalej

Po ostatnim artykule na temat historii kościoła w Postoliskach za probostwa ks. Aleksandra Bujalskiego (1925-1928) i ks. Romana Adamskiego (1928-1946) skontaktował się z nami pan Edward Kur. Słusznie zwrócił uwagę, że osobą która uratowała neogotycką świątynię od zniszczenia przez Niemców w sierpniu 1944 roku była nie matka ks. Adamskiego lecz Henryka Kurówna, córka ówczesnego organisty Mateusza.Czytaj dalej

Pan Władysław Gawuć (ur. w 1925 r.), emerytowany docent, pracownik Instytutu Elektrotechniki w Międzylesiu, letnie miesiące spędza wraz z rodziną na skraju Jarzębiej Łąki, w starym, przedwojennym drewnianym domu, otoczonym ponad stuletnim lasem. Pan Władysław jest – mówiąc najkrócej – świadkiem historii, istną skarbnicą wiedzy na temat tej okolicy. Kilka tygodni temu wybrałem się do niego razem z sołtysem, panem Włodzimierzem Romańskim. Usłyszeliśmy fascynującą opowieść o wydarzeniach, miejscach i ludziach z minionych już czasów. Okazało się, że wujem matki pana Gawucia był Nikodem Godlewski – dziedzic Fiukałów.Czytaj dalej

W roku dwudziestotrzyletnia panna „Helena Zofia Tabaszewska rodem z Trzebini po zakończeniu studjów z zakresu pedagogicznego (dział rachunkowości handlowej) i złożeniu dyplomowego egzaminu klauzurowego oraz ustnego otrzymała dyplom (…) na podstawie rozprawy naukowej pt. „Instytucje popierające eksport Polski”. Cztery lata nauki w krakowskiej Wyższej Szkole Handlowej dały jej solidne przygotowanie teoretyczne do przyszłej pracy. Na praktykę przyjechała do Warszawy i rozpoczęła pracę… w Centrali PKO w Wydziale Oszczędnościowym.Czytaj dalej

Arciechów, Borki, Cegielnia, Ciemne, Dybów, Emilianów, Łąki, Łosie, Nadma, Załubice, Ruda, Rżyska, Sieraków, Słupno, Wiktorów, Zawady, Zwierzyniec – to m.in. wsie gminy Radzymin. W niektórych z nich, wiele lat temu działalność rozpoczynały szkoły tzw. jednoklasówki. Szkoły te nie posiadały odpowiednich budynków, brakowało w nich nauczycieli, z których tyko nieliczni ukończyli seminaria nauczycielskie. Realizowały program w zakresie czterech klas, nie spełniający głównego celu – likwidacji analfabetyzmu, który górował na wsi. Pieniędzy tak samo jak i dziś brakowało, nawet pomimo wsparcia ze strony Towarzystwa Budowy Publicznych Szkół Powszechnych.Czytaj dalej

Był nauczycielem 7-klasowej Publicznej Szkoły Powszechnej nr 2 w Wołominie. Urodził się 13 lutego 1891 roku w Jadowie, tu mieszkał do 1913 roku. Ukończył Seminarium Nauczycielskie. Jego marzeniem była praca z dziećmi i młodzieżą. I tak też się stało – był nauczycielem z zamiłowania.

Pierwszą organizacją, do której wstąpił w 1917 roku był Związek Nauczycielstwa Polskiego. Pierwszą pracę powierzył Panu Bolesławowi wójt Gminy Lipie powiatu grójeckiego, ziemi warszawskiej. Było to pełnienie obowiązków nauczycielskich do 1 stycznia 1921 roku w szkole w Lipiu.Czytaj dalej

Krótka znajomość…

W roku Stanisława Bobkowska poznała na kuracji w Krynicy Zofię Nałkowską. 11 sierpnia 1952 roku Nałkowska zanotowała w „Dzienniku”: „Wczoraj była pani Bobkowska z Wołomina. Po wypiciu «Zubera z Janem» długie spacerowanie po zakątkach tutejszych, wypełnione ogromną jej biografią (zaczętą już przy pierwszym spotkaniu). Urodzona na Kaukazie (?), ojciec i dziad powstańcy, babka Szwedka, Syberia. Sprawa męża – zasługi, miłość, praca, śmierć. Jest to ta sama pani, która kończyła szkołę im. Nałkowskiego, którą prowadził Władysław Spasowski. Ostatnio przeszła operację odjęcia piersi, ale nic o tym nie mówi. Są to jakieś niewątpliwe wartości. I zarazem mówiona gotowa literatura”.Czytaj dalej

Janina Żelezik (1911 – 2001)

Próżnując, chleba nie jadłam” – mówiła często. Dziś jest wspomnienie. Jest nowe miejsce za bramą wiecznego spokoju, przez które wprost do nieba idą smutek, ból i łzy najbliższych; miejsce, gdzie zatrzymuje się każdy, kto znał osobiście lub tylko ze słyszenia śp. Janinę Żelezikową – wieloletnią nauczycielkę matematyki, człowieka światłego, prawego, kochającego harmonię, uczciwość, rodzinę i Boga.Czytaj dalej

Jego osoba jest rozpoznawana na każdym pożółkłym zdjęciu z lat trzydziestych, od początku pracy w wołomińskiej oświacie. „Wzrost średni, oczy niebieskie, usta i nos mierne, włosy ciemnoblond, twarz okrągła, narodowość polska. Znający w słowie i piśmie język polski oraz język niemiecki i rosyjski”.

Zdzisław Michalik, uczeń „Jedynki” wspominał:

Nauczyciel, pan Jan Malik, wspaniały matematyk, fizyk i oficer Wojska Polskiego, chcąc dowiedzieć się, którzy uczniowie „ściągają” klasówkę od kolegów, po podaniu tekstu zadania na tablicy, zasłaniał się gazetą i studiował jej treść. Po wielu latach, na neutralnym gruncie, w rozmowie towarzyskiej z panem Malikiem, przyznałem ze skruchą, że kiedyś w uczniowskich czasach, korzystając z zaczytania pana nauczyciela podczas ważnej klasówki, wyłudziłem wysoką ocenę mojej pracy, ściągniętej od siedzącego przede mną Stefana Kamińskiego. Odpowiedź pana nauczyciela ubawiła nas obydwu. W gazecie był maleńki otwór, przez który mój dobroczyńca widział moją samoobronę przed grożącą mi katastrofą.

Czytaj dalej