Polski aparat represji

Polski aparat represji powstał wkrótce po ujawnieniu się PKWN (22 lipca 1944). Trzonem jego byli komuniści przybyli z ZSRR, szczególnie liczną grupę stanowili wychowankowie szkoły NKWD w Kujbyszewie. Wzmocnili ją oficerowie i podoficerowie Polskiego Sztabu Partyzanckiego I Armii WP gen. Berlinga, mający za sobą doświadczenie w działalności wywiadowczej i w grupach desantowych na zapleczu frontu. Na stanowisko kierownika resortu bezpieczeństwa PKWN powołany został przybyły z Moskwy przedwojenny komunista Stanisław Radkiewicz. W Polsce ukończył zaledwie trzy klasy szkoły podstawowej, studiował natomiast przez dwa lata w Uniwersytecie Komunistycznym w Moskwie. W czasie wojny został oficerem Armii Czerwonej, od 1943 r. – oficerem politycznym I Armii WP. W 1944 r. pracował jako zastępca sekretarza w Biurze Komunistów Polskich w ZSRR i członek Związku Patriotów Polskich, powołanego do życia przez Wandę Wasilewską. Człowiek ten jest najbardziej odpowiedzialny za terror stalinowski w Polsce.Czytaj dalej

Bataliony Chłopskie

Już w 1940 roku w kierownictwie ruchu ludowego w Polsce zapadła decyzja o stworzeniu w ramach ruchu ludowego, własnej, bojowej organizacji zbrojnej. Wynikało to z odmienności celów politycznych jakie miał ten ruch w porównaniu ze Związkiem Walki Zbrojnej – grupującej przecież elementy sanacyjne, obce ruchowi ludowemu. Dlatego też po decyzji Centralnego Kierownictwa Ruchu Ludowego powołującej do życia własną, zbrojną organizację pod nazwą Straż Chłopska „Chłostra”, przemianowaną później na Bataliony Chłopskie – postanowienie to w kierownictwie ruchu ludowego pow. radzymińskiego przyjęto z zadowoleniem.Czytaj dalej

Wie powiatu radzymińskiego była uboga. Małe, karłowate gospodarstwa, mało urodzajna gleba, duże jej przeludnienie – to czynniki sprzyjające radykalizacji mas chłopskich. Mimo, że powiat znajdował się w bezpośrednim sąsiedztwie stolicy i niektórzy z chłopów obciążeni liczną rodziną, której nie byli w stanie wyżywić z nędznych gospodarstw, szukali pracy w Warszawie – to przecież nie zawsze ją tam znaleźli, zważywszy na stale występujące w okresie przedwojennym bezrobocie. Szczególnie trudno wieś powiatu radzymińskiego przeżyła lata kryzysu gospodarczego 1929 – 1933 (strajk w Jadowie). Z tych też względów chłopi byli podatni na wszelką działalność organizacji i partii politycznych, które proklamowały w swoim programie zmianę stosunków społecznych. Działalności tej sprzyjała bliskość Warszawy, skąd docierały w sposób szybki wszelkie inicjatywy zmierzające w tym kierunku.Czytaj dalej

Na terenie obecnej gminy Dąbrówka w dawnych wiekach znajdowało się kilka gniazd rodów szlacheckich – a zatem potomków rycerstwa osadzonego tu jeszcze w czasach Księstwa Mazowieckiego (1138 – 1526). Wskazać tu możemy sześć konkretnych nazwisk, które narodziły się właśnie tu – Laskowscy, Karpińscy, Chajęccy, Dąbrowscy, Czarnowscy i Zaścieńscy. Nazwiska narodziły się właśnie tu? Tak, ponieważ ich „właściciele”, wcześniej piszący się np. „Stanisław z Laskowa” czy „Jan z Chajęt” z czasem przyjęli nazwiska od swoich rodowych siedzib. Ta kolejność wydarzeń wyjaśnia też, dlaczego aż trzy rody – Laskowcy, Karpińscy i Chajęccy – pieczętowały się tym samym herbem. Wychodziły one z tego samego pnia, od tych samych przodków, których ślady znajdujemy na kartach historii w I poł. XV wieku. Nie ma też dzisiaj wątpliwości, że choć w późnym średniowieczu Dąbrówka, jako siedziba parafii, stanowiła centrum duchowe i kulturowe dla najbliższej okolicy, to najważniejsi uczestnicy zapisanej wówczas historii wywodzili się z wyżej wskazanych rodów.Czytaj dalej

Wielka misja księdza Koskowskiego

W roku 1907 proboszczem parafii został ksiądz Wacław Koskowski. Ten młody, trzydziestopięcioletni warszawski kapłan, prefekt szkół i wikariusz kościoła św. Floriana na Pradze na własną prośbę został przeniesiony do Postolisk. Tu znalazł swoje życiowe powołanie – budowę nowej świątyni.Czytaj dalej

Przed kilku tygodniami spotkałem się ze znajomym z gm. Strachówka, więc pytam: „Co tam u was słychać”? „Roboty huk tak że człek niema drugi raz czasu i łyżki strawy poczciwie zjeść”. Podobno mieliście wybory na sędziego gminnego? „A tak” powiada znajomy, „były wybory, i to może pierwsze, z których jestem zupełnie zadowolony”. — „Czy może aby nie z panem sędzią przyszłym rozmawiam?” żartuję sobie ze znajomego. „Możecie sobie żartować ze mnie, nie jestem ci ja taki uczony, żeby aż sędzią być, lecz swoją drogą rad jestem z wyborów”. — „Więc powiedzcie czego u licha tak się cieszycie? Sędzią was nie wybrali — ławnikiem także”. „Bo wybory przeszły jednogłośnie, czego u nas nie bywało”.Czytaj dalej