Kronika szkoły nr 2 (żeńskiej) w Wołominie – rok 1930

Zacznę od przeglądu stosunków politycznych naszego państwa. Rośnie jego znaczenie w rodzinie państw europejskich i w całym świecie. Sławę Polski niosą za granicą sporty, muzyka, nauka, wychodzimy z odmętów lekceważenia  nas. Coraz częściej ciekawe oczy obraca ku nam Europa, a u nas dzieją się ważne rzeczy. Nasze życie państwowe chore było na… brak większości rządowej w Sejmie i Senacie. Zaradzono temu utworzywszy Bezpartyjny Blok Współpracy z Rządem, który w tegorocznych wyborach uzyskał przemożną większość posłów. Rząd, byle rozumny i zacny, ma możność dźwigać państwo i naród, zmieniać to co jest wadliwe, nie tracić czasu na zwady i kłótnie, lecz pracować, bo czasy są niezmiernie  ciężkie. Wciąż żyjemy pod groźbą odwetu ze strony Niemiec i Bolszewicji, a najgroźniejszy wróg –  to bezrobocie, któremu trudno zapobiec, a które i u nas i w całym świecie  stale się powiększa.

Przyroda zachowywała się normalnie tak jak zwykle, wtedy kiedy byśmy chcieli żeby było chłodno, było gorąco  (czerwiec), gdy chcielibyśmy używać kąpieli słonecznych (lipiec) lało. Trudno. Zresztą rok był urodzajny, tak, że w dziennikach czytało się o „klęsce urodzaju” jeden z najdziwniejszych paradoksów na tle stosunków społecznych wyrosły… Istotnie; podobno za wiele zboża, za tanie  i dlatego jest źle. Jest źle tym bardziej, że i taniego wiele, wiele i coraz więcej ludzi nie ma za co kupować. Na terenie naszego miasta  zaszły też pewne zmiany, mianowicie komisarz rządowy, sprawujący obowiązki burmistrza – podobno skompromitowany odszedł, a burmistrzem został znowu p. Czajkowski. Dużo hałasu w miasteczku ta sprawa robiła.

Z tutejszego społeczeństwa wyłoniła się nowa organizacja, mająca widoki na poważniejszą pracę, mianowicie B.B.W.R. Na ogół  poszerzyła się praca społeczna na terenie naszym. Objawiło się o przedewszystkim szeregiem uroczystości urządzanych przez różne organizacje.

Jedną ze średnio udanych były imieniny Marszałka Piłsudskiego. Sądzę, że byłby rozweselony, gdyby zobaczył dekorację swego portretu na akademii miejskiej, na którą złożyły się 2 butelki z „czystej” z zatkniętymi weń świeczkami. Natomiast wcale udaną była uroczystość 3-ego Maja i 11-ego listopada. Zawsze wewnątrz było jeszcze trochę „bezhołowia”, ale w rezultacie  zewnętrznie te uroczystości wypadły poważnie. Zachęcone powodzeniem tych uroczystości różne miejscowe organizacje, jak LOP, Przysp. Wojsk., Strzelec itp. też pospieszyły, aby nie pozostać w tyle. I pochody szły za pochodami, aż zbyt często.

Niewątpliwie najokazalszą jednak uroczystością miejską było poświęcenie pomnika, ku czci poległych bohaterów r. 1920-go (w dziesiąta rocznicę Cudu n. Wisłą). Tak, mamy pomnik. Jeszcze p. Majerski zamienił puste zaśmiecone place po obu stronach dworca na planty. Za inicjatywą kop. Cymera zawiązano Komitet  Budowy Pomnika, do którego weszło kilkanaście osób, między innymi p. pułk. Szemiot, p. Nasfeter, Boliński, Rzechowski, Modziewski i szereg innych osób, nie licząc grupy nauczycieli z p. Lumbe na czele. Komitet pracował w ciekawy sposób. Zaczął od roboty wysyłając prośby o zezwolenie  na budowę, o zatwierdzenie planów itp. Było z tego kłopotu co niemiara, jednak budowa szła amerykańskim tempem – „rosła w oczach” i, jak tam było to było, dość, że dnia 15-ego sierpnia 1930-ego roku odbyło się odsłonięcie pomnika, i pomnik jest, i otoczenie jego i on sam stanowi może miejsce jedno z niewielu przypominające kulturalne miasta.

Za przykładem Komitetu Budowy Pomnika powstał może zachęcony rozmachem tamtej roboty – „Komitet Budowy Szkoły”. Weszli tu ludzie dotychczas mi niewiele znani: p. Stanisław Lange, p. Bartoszewski, p. Donde, p. Kapłan, p. Bobkowski. Komitet jest ożywiony wielką energią, i zabiera się do pracy z zapałem i wiarą w to, że szkołę wybuduje… Nasze życie szkolne na tle ruchliwego życia miasteczka też nabrało ruchu  i życia. W kwietniu daliśmy miastu naszą 1-szą rewię szkolną. Ładne to było, barwne i urozmaicone. Czterdzieści kilka dziewczynek przewinęło się przez scenę wcale udanie wykonując tańce, grające udanie komedyjki itp. Oprócz korzyści moralnych zdobyliśmy pokaźną sumę, która zasiliła 100 książkami naszą ubogą biblioteczkę dziecięcą.

Drugą imprezą szkolną była wystawa szkolna, dająca przegląd postępów dzieci. Co do tych ostatnich, nie ulegają bynajmniej wątpliwości. Dzieci zaczynają poważniej traktować pracę. Zaczynają się starać o „5”, o tego dotychczas białego kruka szkolnego. Zachowanie dziewczynek też ulega poważnej zmianie.

Usunięcie jednostek psujących usiłowania wychowawczyń, jednak ma swoje dodatnie skutki. Groźba nie skończenia szkoły powstrzymuje jednak wybryki i skierowuje dziatwę do pracy; bo nie „żarty”. VII oddział w tym roku, na ogół zdolny, jednakże niekarny i zuchwały w pewnych swoich „widzimisię” odszedł w tym roku tylko oficjalnie pożegnany przez kierowniczkę. Może taka moralna kara powstrzyma następne oddziały od urządzania swego „państwa w państwie” i da odczuć niewłaściwość postępowania zmierzającego do zrywania serdecznych stosunków między ludźmi. Obawiam się jednak, przyglądając się  7-mce obecnej, że na „moralne kary”, na oddziaływanie, na uczucie było za wcześnie.

Obecnie nasze najstarsze są gorsze, chyba. Jest wśród nich parę prowodyrek, które wieczory spędzają na spacerach, lekcje leżą odłogiem. Liczą na to, że tylko pogniewamy się  na nie, a to nic nie kosztuje… Zdaje mi się, że na nich trzeba będzie  spróbować ostatniego środka, nie liczyć się z tym, że idą „w świat” lecz, dać to, co się im należy. Niech nie otrzymają promocji, skoro o nią nie dbają.

Wolałabym, żeby pomogło to, że cofnęłam dziewczynkom swoją przyjaźń. Czuję się niemocno ze swoją sentymentalna, wiarą w subtelność duszy dziewczęcej. Sądzę jednak że rosną mi młodsze, które mi powetują przykrości obecne może spełnią przyrzeczenie, które mi dały małe z III-ciego oddziału dziewczynki: gdy my będziemy w 7-mym, to Pani już tak się nie będzie męczyć, bo my Pani pomożemy.

Właśnie mam te dziewczynki pod moim wychowawstwem. Są bardzo inteligentne, ale leniwe i bardzo niekarne. Materiał na mocnych ludzi. Gdy będą w 7-mym, nie będę się już tak męczyć? Po zeszłorocznych burzach, życie nauczycielskie układa się do równej pracy. Pan Inspektor okazał się istotnie człowiekiem mocnym i wielkim przyjacielem nauczyciela. Zrozumiano go i coraz bardziej przekonywujemy do jego poczynań. W gronie naszym zaszły nowe zmiany. P. Bublewska wyszła za mąż, a na jej  miejsce zaangażowano z kontraktem młodą siłę p. Burakównę. Ostatnią imprezą na poły szkolną na poły społeczną była gwiazdka dla biednych dzieci. Obdarowanych było 120 dzieci. W sali kina „Oaza” św. Mikołaj obdarowywał smutne zziębnięte maleństwa paczkami słodyczy i sztukami odzieży.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.