Kronika szkoły nr 2 (żeńskiej) w Wołominie – rok 1931

Rok ten upamiętnił się w historii świata. To rok kryzysu. „Kryzys” – wyraz ten wymawia się na wszystkie sposoby  z rozpaczą, z rezygnacją z humorem. Niemniej jest to zjawisko niezmiernie ciekawe. Potentaci świata bankrutują. Ogromne firmy bankierskie starego i nowego świata chylą się ku upadkowi, potężna Anglia  nie może utrzymać żelaznej dotychczas wytrzymałości waluty. Chwieje się dolar, to bożyszcze pieniężne. A u dołu, wśród szerokich mas ludu – bezrobocie. Tysiące, ba – miliony ludzi bez pracy, olbrzymie sumy pochłonie zaopatrywanie tych nieszczęśników. Jest to stanowczo niemoralne. Żywi się – za takie dziś krwawe grosze falangi ludzi, których demoralizuje próżniactwo, tworząc nowy zawód: bezrobotny. Są tacy, którzy cztery lata uprawiają bezrobocie… i żyją. Jakaż jednak rada? Nędza się szerzy zatacza coraz szersze koła… Ciężko. Pocieszamy się tym, że tak być musi, że jest wszędzie, że u nas, w Polsce jest może nawet nieco lepiej, a choćby nawet było tak samo, to nikt się by nie dziwił.

Dziesięć lat istnienia państwa po takim długim okresie, tak bardzo dusze nasze deprawującej, niewoli. Jakoś się dzięki Bogu trzymamy. Nasz „złoty” jest naprawdę złoty, jest jeden z najpewniejszych pieniędzy. W naszych stosunkach zagranicznych jest i musi być odpowiednio ocenione i odwrotnie. Ten stan naszego majątku każe się liczyć z nami, którzy tym majątkiem gospodarzą.

A okupujemy ten stan dwiema ofiarami. Urzędnicy i robotnicy zarabiają coraz mniej, obroty handlowe oczywiście mniejsze – rolnictwo też przeżywa bardzo bolesny kryzys – ale trzeba – ten wyraz uspokaja wybuchy niezadowolenia, łagodzi skargi, uśmierza narzekania… „Trzeba”! Pamiętamy to dobrze i możemy być dumni, że pamiętamy wszyscy. Oczywiście, że ten stan rzeczy odbił się też doskonale na życiu naszego miasta. Magistrat „robi bokami”. Zadłużony jest niezmiernie. Czujemy to dobrze w szkole. Oszczędzamy. Nawet fundusze Opieki Szkolnej poszły na dożywianie dzieci. My nie mamy, nawet na „gwóźdź” jeżeli chodzi o pomoce szkolne.

A w szkolnictwie przygotowuje się duże zmiany. Oczekujemy projektu rządowego w sprawie zmiany a raczej zupełnej rozbudowy dzisiejszego  ustroju szkoły. Zrealizowania od dawna zaprojektowanej i szeroko przez społeczeństwo i wszystkie nauczycielskie zrzeszenia omawianej sprawy: jednolitej szkoły. Na tle tego wszystkiego – życie szkolne w coraz cięższych warunkach. Dzieci coraz więcej, a miejsca oczywiście coraz mniej. Nie będzie gdzie niedługo uczyć. W przyszłym roku, o ile nie zmieni się stan posiadania naszej szkoły, nie będzie można przyjąć wszystkich dzieci. Tego roku uczą, się na trzy zmiany i ta nasza 3-cia zmiana odbywa naukę po dwu w szkole męskiej.

Druga bolączka to bieda, zataczająca coraz szersze kręgi. Radzimy, jak możemy. Dożywia się dzieci ok. 120 (drugie śniadanie). Bezpośrednio zostało to spowodowane smutnym wypadkiem. Jedno z dzieci – mała dziewczynka – zemdlała tak mocno, że już sądziliśmy, że nie żyje. Dowiedzieliśmy się, że to z głodu. Wtedy zajęto się gromadzeniem funduszy na dożywianie dzieci i na to samo obecnie używa się pieniędzy Opieki Szkolnej, tych pieniędzy, które były jedynym funduszem na zakup pomocy szkolnych. Lecz cóż robić? Musimy obchodzić się tym, co mamy. Nasz sklepik szkolny dostarcza z dochodów dzieciom pomocy szkolnych tak, że wszystkie mają zeszyty ołówki itp.

Nasza wypożyczalnia ma ok. 300 książek szkolnych (podręczników). Jako tako dzieci są w książki zaopatrywane. Na dziatwę samą wpływamy też w tym kierunku, aby pomagały sobie wzajemnie. Robią to chętnie. Ale atmosfera smutku wkrada się i tu do tego przybytku radości i ochoty życia oczywiście z figlami. Może dzieciom w tej szkole jest swobodniej i weselej, bo coraz chętniej do niej zaglądają w godzinach pozalekcyjnych. Ale to tak późno jest. O 4-tej! Zimą to ciemno już. Jakże  nam mocno daje się odczuć  brak świetlicy. Coraz głębiej w życie szkolne wnika przez nas wszczepiona idea współżycia. Ile to korzyści  mógłby dać taki niewielki kącik z prostym stołem i ławami, gdzie by mogły przyjść i pogawędzić, poczytać. Same się o to upominają.

Robimy i tu co możemy. W jednej z klas urządziliśmy tak  zwaną „świetlicę”. Lekcje tam kończą się o 2-giej 40 więc o 3-ciej już mogą dzieci przyjść. Przychodzi sporo, zwłaszcza maleństw. W domu zimno i ciemno. A tu wesoło. Pomagają im w odrabianiu lekcji i potem w zabawie dziewczynki z VII-ego oddziału (oczywiście pod naszym dozorem). Oddziały VI-te urządziły tak zwaną „Radosną godzinę”. W niedziele zbierają po Mszy św. dziatwę najmłodszą i w szkole bawią się z nią, czytają lub opowiadają powiastki. Okazują dużo zmysłu organizacyjnego i ochoty. Wypłynęło to z ich własnych umysłów, po przeczytaniu powiastki w Płomyku i pracują. Oby nie był to słomiany ogień i aby nam co nie przeszkodziło.

3-ci Maja wypadł w tym roku okazalej niż innych lat. Inicjatywę wziął „Komitet Budowy Szkoły” i pod tym hasłem hojniej sypały się datki. Ładnie w tym roku udało nam się udekorować balkony szkolne, frontowe.

Staraniem Związku Obywatelskiego Pracy Kobiet urządzono półkolonię wakacyjną, dla dzieci. Dzieci utrzymywano tam około 70-ciu dziewczynek i chłopaków. Zabieramy się do haftowania sztandaru szkolnego. Spotykamy się z powątpiewaniem czy to dzieci zrobią? Pewnie tak. Czyż to święci garnki lepią? Gwiazdkę w tym roku dzieciaki miały wcale pokaźną. Oczywiście mówię o gwiazdce dla biednych dzieci. Kilka miejscowych towarzystw jak ZOPK, Klub BBWR, zebrały swój e fundusze i urządziły wspólnymi siłami tę darmową, a miłą uroczystość. Dziatwa naszej szkoły stanęła też do spółki z wcale pokaźnym udziałem. Ofiarowały 116 złotych uzyskanych z urządzonej w szkole loterii fantowej i sporą ilość smakołyków znoszonych przez dzieci z całej szkoły. Obdarowano ok. 100 dzieci. Dostało około 25 dzieci buciki, około 40 sukieneczki, bieliznę, a reszta przynajmniej rękawiczki lub pończoszki. Dużo rozdaliśmy też poza Gwiazdką odzieży starej, którą dzieci pozwoziły, połatały. A mimo to,, dużo jeszcze jest potrzebujących, a przed wiosną będzie ich więcej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.