Kronika szkoły nr 2 (żeńskiej) w Wołominie – rok 1932

Kryzys się ustala i jak niektórzy twierdzą, pogłębia się. Objawy kryzysu z pewnością. Więcej nędzy wśród bezrobotnych – rozpaczy. Mimo to, w szkole musi być coraz lepiej. Może umożliwia to fakt, że dzieci, w beztrosce nie rozumieją tego, że im jest źle, co całe społeczeństwo stara się wmówić im wszystkimi siłami. Naszym głębokim życzeniem jest, by  odporność natury dziecięcej zwyciężyła nastrój przygnębiający i pracowała z zapałem. W naszym życiu szkolnym formują się zasadnicze zmiany. Dużo się mówi o nowych programach szkolnych,  których pierwszym ptakiem był program oddziału I-szego. Spadł na nas – średnio przygotowanych. Wielu z nas pomieszało pojęcia nauczania łącznego z pojęciem metody wyrazowej (wariant II-gi).

Dobrze jednak, że rozpoczęto tę robotę. W oczekiwaniu na nowe programy zaczynaliśmy być skłonni do zaniedbywania starych. Nowy ustrój szkolnictwa też jest na warsztacie pracy, a raczej już przygotowany do życia. Nowe czasy dla szkoły polskiej, czekamy jej realizacji, chcąc gorąco sprostać zmianom i ich znaczeniu. Czy potrafimy?

Zdarzenia w szkole. Jednym z najmilszych to poświęcenie sztandaru szkolnego wyhaftowanego rękami dzieci. Uroczystość odbyła się w dniu 3-ego Maja br. Uroczystość odbyła się skromnie, bez szumu i reklamy. Niemniej serca nam zabiły radośnie, gdy załopotał po wyjściu z kościoła na pięknym, amarantowym tle – biały orzeł i złotem szyty napis Szkoła Nr 2. Z dumą spoglądała dziatwa na swoje naprawdę piękne dzieło. Obyśmy nauczyli dzieci szanować ten sztandar, o którego możliwość powiewania płynęło tyle krwi.

W maju też przygotowywałyśmy przedstawienie na dochód „Obozu letniego” młodzieży szkół powszechnych naszego powiatu. Przedstawienie jednak zostało odłożone. W międzyczasie w drugiej połowie maja odwiedził nasza, szkołę p. wizytator Fleszyński. Wizytacja z pewnością przyczyni się do tego, abyśmy na przyszłość wystrzegali błędów, może trochę źle dostrzeganych.

Wielką atrakcją bezsprzecznie był w tym roku Obóz Szkolny urządzany staraniem Władz Szkolnych i Zw. Pracy  Ob. Kobiet, Oddział
Radzymin. (…)

O 7-me j 30 wieczerza. „Wiara” zmęczona bieganiem. Apetyty z każdym dniem się zwiększają. Tymczasem dyżurni ułożyli stos gałęzi. Słońce zaszło za rzekę trochę czerwone, bardzo złote smugi żarzą się w ślad za nim, odchodzą w głąb nieba. Niebo zasnuwa się cieniem, szary zmierzch sączy się między drzewa, zasnuwa powoli świat, ucisza spracowany dzień, kładzie na odpoczynek. Dzieciom za mało światła i dnia. Przedłużają sobie  – ognisko – czerwone blaski w śmieszny sposób oświetlają twarzyczki siedzących dookoła dzieci. Pieśni też śmieszne, junackie, żołnierskie po pewnym czasie dziewczęta zawodzą jakąś dumkę, dzieci smutnieją, a może chce się spać… Nie, znowu rozdzwoniła się pieśń o matce, co miała trzech synów, o Kasi itd.

W końcu ognisko przygasa, cichnie pieśń, chłodno… Zbiórka, komenda i prześliczna pieśń „Pod Twą Obronę”, dzięki składa Panu nad Pany za taki, inny niż dotychczasowe, a tak cudny dzień.

Czasem bywało inaczej. Ktoś coś zbroił. Ktoś popsuł porządek, ktoś… objadł się. Ale to zniknęło we mgle niepamięci. Zostały rozwinięte siły, ochota do życia, opalone na „murzyna” ciała i pamięć tego, że można dobrze żyć, gdy się umie żyć.

Obóz został utworzony staraniem Tadeusza Płońskiego, Jadwigi Markowskiej (piszącej te słowa), Stefanii Modrzewskiej, pp. Rebandlowej H. Czajkowskiego St. i Aucha  R. przy pomocy p. Starościny Morawskiej i Opieki Szkolnej w Wołominie i Radzyminie, tudzież P. U. W. F.

Po wakacjach, w pierwszych dniach września przeżyła Polska wielkie emocje: Polska wzięła udział w Chalege’u 1932 r. Rozeszła się radosna wieść, że Żwirko i Wigura na R. W. D. 6 odnieśli zwycięstwo. W ciężkim kryzysowym roku, kiedy tylu kruków swoich  i obcych krakało, że Polska nie długo już, już zginie, nie wytrzyma naporów zewnętrznych i wewnętrznych trosk – takie zwycięstwo! Zwycięstwo polskiej maszyny, polskiej siły woli i hartu, polskiej wytrzymałości, polskiej wiary w zwycięstwo.

Najkwaśniejsze twarze przybrały wyraz jak do fotografii, a poczciwe serce polskie zadrgało podzięka, tych dwu orłów, co  światu całemu ponieśli wieść o nas, dobrą wieść o dobrym dzielnym ludzie. Aż tu za dni parę rozniosły fale radiowe straszną, nie do wiary wieść, Żwirko i Wigura nie żyją.  Lecieli na jakąś uroczystość lotnicza do Czechosłowacji i koło Cieszyna po czechosłowackiej stronie runęli, ponosząc śmierć.

11-ego września 1932-ego r. tysięczne tłumy godzinami wyczekiwały na kolejkę, by rzucić ostatnie pełne życzliwości, wdzięczności i żalu spojrzenie na trumny tych, co serca nasze napełnili wiarą w naszą siłę i przyszłość. Przewspaniała manifestacja pogrzebowa Warszawy była dyktowana nie żalem, ale wdzięcznością za pociechę dla przeżywającej ciężki kryzys Ojczyzny.

Rok dobiegł do końca, bez ważniejszych wydarzeń. 11-ego listopada obchodziliśmy święto narodowe. Msza święta, pochód, akademie.  Zaznaczyć tylko należy, że szkoła nasza złożyła u stóp pomnika bohaterów 20-ego roku wieniec skromny, lecz niemniej całym sercem darowany. I znowu, jak co roku, gromady głodnych, bezrobotnych rodziców i dzieci trzeba było nakarmić, ubrać, obuć, dać książkę i zeszyt.

Staje się to rzeczą, powszedniego dnia, co jest słuszne i opisu specjalnego nie potrzebuje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.