Kronika szkoły nr 2 (żeńskiej) w Wołominie – rok 1936

Sądzę, że rok 1936 będzie miał prawo zapisać się na łamach historii tak ogólnoświatowej, jak i poszczególnych narodów. Dzieją się rzeczy, które znamionują nową erę ludzkości. Jednakże, gdy zastanowić się głębiej nad istotą tego, co spostrzegam przykładając do tego moją miarę rozumienia życia i historii, trochę obawiam się, że ta zapowiedziana era, to tylko powracająca fala czegoś dawnego, znanego i właściwie dla istoty życia ludzkiego mało ważnego. Wielkie – nie wiem, czy tak – ale głośne i… nowe słowo „totalizm” jest znamieniem idących czasów.

Nowe słowo, ale istota jego zdaje się niedaleko odbiega od tego, co nazywaliśmy już światłym absolutyzmem. Hitler, Mussolini, Stalin, Metternich, Bismarck, Katarzyna II. „Wszystko dla nich – bez nich”. Wola jednego mocnego człowieka ukazująca zmęczonym, głodnym ludziom rajskie perspektywy, jako skutki doktryn przez siebie stworzonych. Entuzjazm ludzi głodnych, którym jutro obiecano najeść się do syta, za cenę niewoli narodu, który nie zdążył się zorientować, że miarą sprawiedliwości i równości państw jest ilość armat i zapas gazów trujących. Pokonał Mussolini Haile-Selasie, króla królów Abisynii, teraz wniesie do tego kraju kulturę. Więcej Włochom potrzebne bogactwa Abisynii niż Abisyńczykom kultura obca. Wielu z nas, Polaków, zapomniało, że i nam za wolność płacono kulturą. Są tacy, co podziwiają Włochów. Może to najskuteczniejsze, ta siła, ta przemoc. Nie wiem. Kocham wolność.

Obok nas, na zachód i wschód od Polski rosną w siłę i zawziętość dwie potęgi: faszyzm i bolszewizm. Trudno zrozumieć na czym polega ich przeciwieństwo. Wolność bolszewicka i narodowo socjalistyczna w stosunku do jednostki nie różni się niczym. Tu i tam zgubienie indywidualności, stopienie w „systemie”. Tu bezbożnictwo, tam jakieś neopogaństwo. Mogliby się chyba porozumieć, gdyby nie wzajemne apetyty. Polska między nimi ma trudne zadanie. Wybrać nie możemy.

Ideały jednych i drugich trudno zaszczepić w duszę Polaka. Jesteśmy od jednych i drugich inni psychicznie. Pewnie rozumieją to ci, co objęli dziedzictwo Wielkiego Marszałka i dla naszego narodu znajdą drogę nam odpowiednią.

Tymczasem powiadają, że kryzys mija i zrównoważył się przychód z rozchodem państwowym, ożywia się ruch przemysłowy, bezrobocie zmniejsza się, a dla tych, którzy mimo tego pracy nie mogą znaleźć organizuje wielkie imprezy i zbiórki na pomoc zimową dla bezrobotnych. Na czele komitetu stanęła Pani Aleksandara Piłsudska (przew. kom. rew.) i pan Minister Kościałkowski. Wszyscy płacą podatki na ten cel. Płacimy chętnie, ale aby przyszedł ten czas, kiedy ludzie nie zechcą żyć z jałmużny i nie będą potrzebowali. Bo są tacy, którzy potrzebują, ale i takich jest sporo, którzy chcą …

Miasteczko nasze weszło w stadium inwestycji. Bardzo ruchliwy i dobry gospodarz pan burmistrz Cichecki, bardzo gorliwie zajął się upiększaniem miasta. Reguluje ulice, obsadza je drzewkami, otoczył opieką nowe budownictwo. Jest nadzieja, że za parę lat Wołomin – który dotychczas nie jest pięknym miastem – przy takim tempie inwestycji przybierze barwy przedmieścia Warszawy. Ponieważ ma się zmienić, niech w tej księdze zostanie parę obrazków z dotychczasowych widoków miasta.

W życiu naszej szkoły nie zaszły żadne poważniejsze wypadki. Zasadniczo pracujemy w tym samym składzie, tylko pani Bohuszowa i Bobkowska chorują, obie – podobno na gruźlicę i leczą się w Zakopanem. Za jedną mamy zastępstwo. Jest nią p. Nowakowska. Za drugą zastępstwa nie ma, znowu klasy, właściwie te same, które przed dwoma laty tyle ucierpiały w skutek urlopów nauczycieli – parę miesięcy będą miały obniżony wymiar lekcji. Kiedy się skończy ta łatanina. Aby zapełnić luki urlopów, pracują ludzie nad miarę, potem chorują i tak w kółko. Gruźlica coraz więcej ofiar zabiera z naszych szeregów, coraz bardziej ludzie obojętnieją, tępieją, w ciężkiej nad wyraz, walce o byt. Aby uciągnąć swoje jarzmo o resztę przestaje się dbać.

Rok ten w życiu szkolnym nie zaznaczył się niczym jaśniejszym. Szara praca, borykanie się z ciasnotą klas, z przepełnieniem. Smutny ten rok. Kończy się żałoba po Marszałku Piłsudskim, ale i w naszym światku mieliśmy niezwyczajne powody do żałoby. Umarła Pani Młoszówna Janina, nauczycielka szk. nr 4. Kiedyś, przed reorganizacją szkół, uczyła w szkole naszej. Ofiara zawodu. Kształciła się. Ukończyła za zwrotem kosztów zastępstwa W. K. N w Wilnie i głodowała rok podczas studiów, potem drugi – płacąc długi. Potem, w 27-mym roku życia, zwężenie tętnicy i śmierć. Miała nieszczęście umrzeć przed tym, nim zaczęła myśleć, że to musi się stać. Nikt jej o tym nie miał sumienia powiedzieć. Nie zdążyła w oczach ludzi pojednać się z Bogiem – odmówiono jej pogrzebu. Takiego pogrzebu nie widział Wołomin, nie widziało może żadne miasto. Matki, mimo zakazu Proboszcza, same na ramionach niosły trumnę do kościoła, a potem niosły przez całe miasto w triumfie ostatniej dla cichej pracownicy szkolnej.

…Jeszcze drugi smutny wypadek z życia szkolnego trzeba zanotować. Dnia 8-ego maja w swoje własne i ojca imieniny umarła nagle w szkole, przed godzina 8-mą rano Stasia Balkiewiczówna, uczennica klasy IV-tej. Dobre, miłe dziecko. Podobno na serce. Wypadek ten wstrząsnął naszą szkołą.

Mimo tych przeciwności i smutków praca nasza daje nam dobre rezultaty. Mieliśmy tylko 4% drugorocznych. Nie świadczy to bynajmniej o poziomie ogólnym szkoły, jest to rezultat organizacji celowej, aby zahamować powtarzanie klas, a przede wszystkiem, aby jak największa ilość dzieci biednych ukończyło VII-klasową szkołę. W tym celu, wiele pieniędzy z opieki szkolnej wydajemy na zaopatrzenie biednej dziatwy w pomoce naukowe i książki. Mamy wypożyczalnię książek, dzieci otrzymują ze sklepiku zeszyty, kupuje się im roboty. Dzieci otoczone staraniem widocznie lubią się uczyć, skoro odpadła nam tak zwana lista powtarzających. Rekrutują się one przede wszystkiem z biedoty i to jest naszym triumfem, sądzę, że zasłużonym, żeśmy potrafili dotrzeć do biedoty i dopomóc jej najistotniej. Życie towarzyskie i uroczystości szkolne były skromniejsze niż lat poprzednich. Żałoba narodowa, potem różne przykre wypadki zahamowały ekspresję. Jak zwykle, już teraz będzie uroczysty dzień śmierci Wielkiego Marszałka, 11-ego listopada, gwiazdka, obdarowanie dzieci. Wszystko nie wiele odbiegało od tego, jak było w roku ubiegłym. Załączona jednodniówka niech będzie poświęcona wspomnieniem bardzo miłej i kulturalnej klasy VII, którą z prawdziwym żalem w 1936 roku żegnaliśmy.

Jadwiga Markowska
kierowniczka szkoły nr 2
Wołomin, dnia 7 stycznia 1937 r.

1 Komentarz

  1. Pingback: Kronika szkoły nr 2 (żeńskiej) w Wołominie – rok 1936 | WWL Media

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.