Krystyna Kwapiszewska (ur. 1922)

Dysponuje wiedzą, którą chętnie dzieli się z innymi. Mówi: „Wiele można uzyskać w pracy wychowawczej pochwałą, nagrodą. Myślę, że właśnie w tym tkwi klucz do duszy dziecka. Zawsze też z pomocą przychodziły mi bajki, bo przecież i mali i dorośli lubią ich słuchać. A nie były to tylko opowieści o kotku i myszce. Także o wojnie trojańskiej, o mitach greckich i rzymskich.”

Tym zaczarowanym kluczem otwierała serca i umysły dzieci, młodzieży i dorosłych przez wiele lat aktywnej pracy zawodowej i związkowej.

Swoje przyjście na świat 1 kwietnia 1922 r., na warszawskiej Woli, nazywa prima-aprilisowym dowcipem. Ojciec, Józef Kwapiszewski, wówczas urzędnik ministerialny, ukrywał ten fakt przez kilka tygodni, gdyż założył się z kolegami, że pierwszy urodzi mu się syn. Wkrótce urodził się i syn Marceli, któremu imię nadano po profesorze Marcelim Handelsmannie. Czternaście lat później na świat przyszła siostrzyczka Urszula.

Krysia, zodiakalny Baran, była dzieckiem rezolutnym i odważnym. Wchodziła na drzewa, obserwowała stawianie słupów i zakładanie elektryczności na ulicy Warszawskiej w Wołominie. Pomysł rodził pomysł na wspólną zabawę z okoliczną dzieciarnią, często biedną, zaniedbaną i chorą na gruźlicę. Bieda była tak wielka, że pierwsze pantofelki otrzymane przez Krysię były uszyte przez szewca ze skórzanej torebki. Ale z sentymentem wspomina zupę, najlepszą u Kobrzaków (pan Kobrzak był woźnym w szkole) i atmosferę ich biednej, wielodzietnej rodziny. Do dziś pamięta smak babeczek z cukierni, a potem restauracji „Niespodzianka” u pana Wojciecha Szewca przy ulicy Warszawskiej 9 (potem numer 11; syn pana Szewca, Stanisław, ma 88 lat, jest porucznikiem Armii Krajowej i kapitanem Wojska Polskiego). Często prosto z podwórka biegła do cukierni, zamawiała babeczkę z kremem za 20 groszy, a opłatą obarczała nic nie wiedzącą mamę. Za to kupowanie bez pieniędzy dostała pierwsze lanie.

Rodzina państwa Kwapiszewskich mieszkała wówczas na pierwszym piętrze Szkoły Żydowskiej nr 3 przy ulicy Warszawskiej (później mieściła się tu Szkoła Podstawowa nr 2). Na parterze uczyły się dzieci, a pierwsze i drugie piętro zajmowali nauczyciele, np. Wanda Bublewska, Janina Knapikówna, Helena i Alfred Żylińscy, Gucia Dawidkin, Zofia Rotkin.

W Wołominie mieszkała do szóstego roku życia. Ze względu na chorobę matki (gruźlica) zamieszkała w Załubicach, gdzie ukończyła klasy od pierwszej do czwartej, a piątą i szóstą już w Wołominie. W tym okresie jej najlepszą przyjaciółką była Zosia Osowiecka, która nauczyła Krysię jazdy na rowerze.

W Załubicach jej matka, pani Natalia Kwapiszewska, pracowała jako nauczycielka i kierowniczka szkoły.

Po powrocie do Wołomina rodzina zamieszkała przy ulicy Ogrodowej (obecnie na przeciwko Urzędu Miasta).

Przez cztery lata pani Krystyna dojeżdżała do Warszawy, najpierw do gimnazjum Rzeszotarskiej. W tej szkole czuła się bardzo źle, oświadczyła rodzicom, że woli opiekować się młodszą siostrą, a nawet pasać świnie, ale do tej szkoły nigdy nie wróci. Na krótko przerwała swoją edukację, ale we wrześniu 1937 r. rozpoczęła naukę w gimnazjum humanistycznym, żeńskim im. Zofii Łabusiewicz-Majewskiej przy ulicy Kępnej na warszawskiej Pradze. Tu jej bliską koleżanką była Danka Frydman z Wołomina. O wspaniałym klimacie, jaki panował w tej szkole wspomina do dziś, mówiąc „cudowna szkoła”, tu rozwijało się harcerstwo i Solidacja Mariańska. Nauczyciele byli prawdziwymi autorytetami moralnymi, imponowali wiedzą, kulturą osobistą, toteż uczennice starały się być do nich podobne. Na przykład nauczycielka Henryka Ostaszewska – historyczka, nauczyła myśleć i rozumieć zdarzenia, Zofia Nowicka – polonistka, imponowała kulturą języka, taktem i elokwencją. To od niej panna Krystyna przejęła styl mówienia i formułowania zdań. Ale, niezaprzeczalnie, zamiłowanie do historii przejęła od swojego ojca. Postanowiła, że podejmie studia historyczne.

W gimnazjum chodziła w biało-granatowym mundurku z niebieską tarczą, a w liceum – z czerwoną, z numerem 123. Była niewysoką panną i słysząc, że dobrego jest zawsze mało, rezolutnie mówiła, że była tam, gdzie ludzie mądrzeją, a nie rosną. Dużo czytała, robiła dekoracje na różne uroczystości szkolne. Jej zdolności manualne i zmysł artystyczny zachwycają do dziś.

Wybuch II wojny światowej przerwał naukę na jeden rok i dopiero w roku 1942 zdała tzw. dużą maturę na Tajnych Kompletach Gimnazjalnych w Warszawie. W 1939 r. miała 17 lat, małą maturę, niewiele doświadczenia, ale zamiłowanie do przekazywania wiedzy. Miała też swoje marzenia i plany na dalsze życie. Ale w tym wyjątkowym czasie skupiała wokół siebie niewiele młodszą młodzież i uczyła ich języka polskiego, historii, geografii na tajnych, zarejestrowanych kompletach. Było to w okresie od 1 lutego 1940 r. do 30 czerwca 1944 r.

Już na jesieni 1939 r. zgłosiły się do mnie, siedemnastoletniej wówczas absolwentki, dwie dziewczynki, które w czerwcu ukończyły szkołę powszechną […] oraz troje rodzeństwa Urbanków. Za nimi przyszli inni. W latach 1942-1944 małe, prywatne mieszkanko na pierwszym piętrze drewnianego domku przy ulicy Lipińskiej 46 przekształciło się prawie w prawdziwą szkołę. Nauka trwała od godziny 8 rano do 8-9 wieczorem. Oprócz mnie, kierowniczki kompletów, pracowali: Stanisława Balonowa (uczyła biologii i geografii), Maria Łobocka (języka rosyjskiego i niemieckiego), ksiądz Bronisław Piusiński (religii i łaciny). Młodzież uczyła się z ogromnym zapałem. Była koleżeńska, solidarna i patriotyczna. Najodważniejsi okazali się Urbankowie, którzy i mnie podtrzymywali na duchu. To były wspaniałe dzieci. 1

Zachował się dokument wydany przez prowadzącą komplety Krystynę Kwapiszewską z 28 maja 1945 r., następującej treści: Rejestrowane komplety gimnazjalne w Wołominie.

Niniejszym zaświadczam, że Urbanek Leonard ur. 01.11.1928 r. uczęszczał od 20 VIII 1944 r. do III kl. na zarejestrowane komplety gimnazjalne typu humanistycznego. Rejestracja kompletów została dokonana przez referenta szkolnictwa średniego, ogólnokształcącego i zawodowego Polskiej Komisji Oświeceniowej na powiat radzymiński. 2

Takich zaświadczeń wydała wiele, upoważniały one do kontynuowania dalszej nauki w szkołach.

Na niewielkiej, zrobionej ręcznie i ozdobionej wycinankami tabliczce, czytam:

Młodzież po ukończeniu siódmej klasy grupowała się w kilkunastoosobowe zespoły i uczęszczała na Tajnych Kompletach do pierwszej, drugiej i trzeciej klasy gimnazjalnej. Pod koniec każdego roku szkolnego uczniowie zdawali egzamin do klasy następnej wobec komisji nauczycieli z Gimnazjum im. Zofii Łabusiewicz -Majewskiej w Warszawie. W latach 1940-1944 na tajne komplety zorganizowane przez Krystynę Kwapiszewską uczęszczało 48 uczniów. Dziś dorośli ludzie znajdują się na różnych stanowiskach, sześciu byłych uczniów to lekarze, siedmiu – inżynierowie, dwaj – wyżsi wojskowi, jeden – muzyk, dwie uczennice – obecnie nauczycielki. Nie brak dyplomaty, farmaceutów, techników. Zdobywali naukę w huku dział i podczas nalotów bombowych, w schronie ogrodowym i na strychu. 3

Wizytatorem z Tajnej Organizacji Nauczycielskiej był Józef Czerniakowski, a wiernym sprzymierzeńcem tajnego nauczania wilczur „Wierny”, który na dzieci nie szczekał. Natomiast obszczekiwał Niemców przechodzących ulicami Lipińską i Kościuszki, bacznie pilnował furtki. Drewniany domek – miejsce strachu i radości, nauki i kamuflażu, wesołego śmiechu młodzieży i trwogi, stoi do dziś przy ulicy Lipińskiej 46, tylko czasy i mieszkańcy już są inni.

Wówczas sytuacja materialna Kwapiszewskich była bardzo trudna. Pani Natalia została zwolniona przez Niemców z pracy, ojciec pracował w Warszawie, ale w domu było młodsze rodzeństwo. Dziadków, Wacława i Stefanię Kwapiszewskich usiłowano „wykupić” z obozu koncentracyjnego w Potulicach. Niestety, tylko dziadek doczekał się oswobodzenia, babka wraz z wnuczkiem umarli z głodu.

W roku 1945 Krystyna Kwapiszewska, jako jedna z pierwszych kandydatek, rozpoczęła studia historyczne na Uniwersytecie Warszawskim. Tu przyjmował ją ?taki całkiem młody? Aleksander Gieysztor.4 Pracę pt. „Dyrekcja białych w Powstaniu Styczniowym” pisała pod kierunkiem Stefana Kieniewicza.5 Na zajęcia chodziła do serdecznego kolegi ojca, „specjalisty od 1920 r.”, Tadeusza Manteuffela.6 W 1949 r. otrzymała stopień magistra filozofii w zakresie historii. I tym samym powtórzyła kolejny etap edukacji swojego ojca.

Jednocześnie, od 23 października 1944 r., pracowała jako nauczycielka historii i łaciny w Gimnazjum i Liceum Ogólnokształcącym w Wołominie przy ulicy Granicznej (obecnie gen. Emila Fieldorfa). W 1951 r. wstąpiła do Związku Nauczycielstwa Polskiego w Wołominie. Szykanowana w okresie stalinowskim, w 1952 r. została zwolniona z pracy. Wyjechała z Wołomina i podjęła pracę jako nauczycielka i wychowawczyni w Prewentorium Polskich Kolei Państwowych w Sułowie Milickim. Był to zakład zdrowotny dla dzieci po przebytej gruźlicy. Tam poznała Marię Eliasz, która jest jej przyjaciółką i członkiem rodziny do dnia dzisiejszego. Pani Maria w Prewentorium była księgową i magazynierką, a 1 września 1957 r. została sekretarką w Szkole Podstawowej nr 1 w Wołominie.

W 1954 r. Krystyna Kwapiszewska została przeniesiona do Domu Zdrowia Dziecka we Wleniu, gdzie pracowała jako kierownik pedagogiczny i kierownik szkoły. W 1956 r. została przeniesiona na podobne stanowisko do Państwowego Zakładu Wychowawczego w Sobótce Górce u podnóża Ślęży, w powiecie wrocławskim. Tu przebywali chłopcy z wyrokami i deficytami rozwojowymi, do których trafiała opowieściami i szczerością, a oni odwzajemniali się prawdomównością i dobrym zachowaniem, ale zdarzało się, że byli niepokorni. Oparcia szukała w ich rodzicach. W każdym z uczniów znajdowała dobre cechy, które podkreślała w rozmowie z nimi, wtedy łatwiej przyjmowali informacje o niewłaściwym zachowaniu, czy braku postępów w nauce.

12 kwietnia 1957 r. Komisja Rehabilitacyjna dla Nauczycieli przy Wydziale Oświaty Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Warszawie przeprowadziła rewizję orzeczenia zwalniającego Krystynę Kwapiszewską z pracy w 1952 r. W jej wyniku, od 1 września 1957 r. przywrócona została do pracy w Szkole Podstawowej nr 1 w Wołominie, gdzie uczyła historii, języka polskiego i rysunków.

Lubiła pracę w świetlicy szkolnej, wiedziała, że jest potrzebna dzieciom trudnym i zaniedbanym wychowawczo. Wspólnie z nimi wykonywała różne prace: sprzątanie i malowanie świetlicy, rysowanie i wycinanie dekoracji szkolnych. Pracę pani Krystyny najlepiej odda zapis z kroniki szkolnej:

Wakacje 1960 r. długo pozostaną w pamięci absolwentów naszej szkoły. Dla 25. dziewcząt i chłopców zorganizowano dwutygodniowy obóz wędrowny na pięknym szlaku: Pieniny-Tatry. Ponad sto kilometrów marszu górską trasą umożliwiło młodzieży zapoznanie się z najbardziej urozmaiconymi regionami naszego kraju. Opiekunami byli: K. Kwapiszewska i Franciszek Misiewicz. […] W tym czasie działało prężnie „Koło dramatyczne”, które organizowało dwa przedstawienia w ciągu roku. Wystawiono niemal wszystkie baśnie Andersena i bajkę ludową „Czarodziejskie ziele”. Ekipa teatralna odwiedziła kilkakrotnie szkoły w Zielonce, Tłuszczu, a przedszkolaki z Wołomina z utęsknieniem czekały na specjalnie dla nich organizowane spektakle. W dniu „Święta Dziecka” 1961 r. mali artyści wystawili sztukę pt. „Gdzie szukać szczęścia” i odwiedzili przedszkolaków spędzających wiosenne miesiące w Urlach. Za zarobione pieniądze „Koło dramatyczne” wyjechało na piękną wycieczkę do Lublina. W 1962 r. uczniowie po raz kolejny wyjechali na obóz wędrowny na trasie: Lublin, Zamość, Rzeszów, Przemyśl. Za zdjęcia wykonane w czasie obozu aparatem „Druh” Marysia Machalska otrzymała nagrodę z Kuratorium Oświaty – album „Ochrona Przyrody w Polsce”. Opiekunami młodzieży byli: Krystyna Kwapiszewska i Stanisław Kułak.7

Koło Turystyczno-Krajoznawcze przy szkole prowadzone przez panią Kwapiszewską miało też znaczne osiągnięcia na terenie miasta i Mazowsza. Pamiętam sztuki wystawiane w małej salce gimnastycznej, reżyserem i scenografem była pani Krystyna Kwapiszewska, a kostiumy szyli rodzice. Grałam rolę królewny w czerwonych rękawiczkach, o których raz zapomniałam, a widownia była bardzo spostrzegawcza…

Od 1959 r. pełniła obowiązki kierownika Szkolnego Powiatowego Ośrodka Krajoznawczo-Turystycznego w Wołominie. W 1966 r. kierowała Poradnią Wychowawczo-Zawodową w Wołominie. Przez wiele lat była członkiem Komisji Egzaminów Kwalifikacyjnych dla nauczycieli przy Wydziale Oświaty i Kultury w Wołominie.

W latach 1960-1974 była członkiem Wojewódzkiej Komisji Krajoznawczo-Turystycznej przy Kuratorium Okręgu Szkolnego w Warszawie oraz Rady Konsultantów do Spraw Krajoznawczych przy Ministerstwie Oświaty i Szkolnictwa Wyższego w Warszawie. Od 1973 r. zasiadała w Zarządzie Powiatowym Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Krajoznawczego w Wołominie i w Zarządzie Polskiego Towarzystwa Schronisk Młodzieżowych – Oddział Warszawsko-Mazowiecki. Od 1969 r., aż do przejścia na emeryturę, czynnie działała w Towarzystwie Przyjaciół Warszawy .

W dniach od 1 września 1974 r. do 31 sierpnia 1977 r. podjęła pracę nauczycielki w Liceum Ogólnokształcącym w Wołominie. Przeszła na emeryturę w wieku 55 lat.

Wybitna nauczycielka. Wspaniała organizatorka turystyki szkolnej. Opracowała wiele szlaków turystycznych dla wycieczek szkolnych po Warszawie i Mazowszu. Przygotowała wiele patriotycznych programów artystycznych dla młodzieży. Jej uczniowie wygrywali konkursy i turnieje telewizyjne. Posiada niezwykłe zdolności manualne. Wykonała wiele pomocy naukowych do nauki języka polskiego i historii. Na zlecenie Państwowej Akademii Nauk opracowała mapki do „Słownika etnograficznego słowiańszczyzny”. Wiele podróżowała po Polsce i świecie. Zwiedziła ponad czterdzieści państw.

Przez lata pracy otrzymała wiele medali i odznaczeń. W 1973 r. była jedną z trzydziestu nauczycieli z całej Polski, którym w Belwederze wręczono Medal Komisji Edukacji Narodowej. Została odznaczona tytułem „Zasłużony dla Wołomina”.

Lubiła uczyć historii, geografii, języka polskiego i plastyki. Wydarzenia historyczne przedstawiała w formie bajek, ilustrując je legendami, malarstwem, literaturą, obyczajami. Uczniowie, a także koleżanki emerytki, słuchały jej zawsze „z otwartą buzią”. Od szesnastu lat mieszka w Warszawie. Gustownie urządzone mieszkanie, przyozdobione m.in. haftowanymi obrazkami, zachwyca każdego. Jej sprawne ręce (jak dawniej przy stoliku z uczniami) do dnia dzisiejszego wycinają misterne, kolorowe elementy, haftują przepiękne lniane obrusy w małych i dużych rozmiarach, na różne okazje: dziecięce komunie, imieniny, święta bożonarodzeniowe i wielkanocne, którymi obdarowuje najbliższych. W żadnym hafcie nie powtarza się ten sam wzór czy zestaw kolorów. Okazjonalnymi kartkami, przyozdobionymi kolorowymi wycinankami, obdarowuje znajomych i przyjaciół. Dawniej osobiście uczestniczyła w spotkaniach Sekcji Emerytów i Rencistów Związku Nauczycielstwa Polskiego w Wołominie, dziś przysyła życzenia wzbogacone długimi wierszami o różnorodnej tematyce, np.

Mym najdroższym Koleżankom z Sekcji Emerytów ZNP:

Przeszło osiemdziesiąt latek,
Tyle samo wiosen, zimy,
Była bieda, był dostatek,
A my wciąż o coś walczymy.
To o pracę, to zdrowie,
To o szczęście naszych dzieci,
I ani się obejrzymy,
Jak nam życie szybko zleci.

(Czerwiec 2002 r.)

Chciałabym jak najdłużej słyszeć w słuchawce: „Halo…. słucham….?.”, po wybraniu warszawskiego numeru telefonicznego pani Krystyny Kwapiszewskiej.

Przypisy:

  1. J.Gabryl, Tajne nauczanie i ruch oporu na terenie powiatu radzymińskiego w latach 1939-1944, s.64, Archiwum ZNP Oddział Wołomin1975.
  2. K. Kwapiszewska, Rejestrowane komplety gimnazjalne w Wołominie, Archiwum ZNP Oddział Wołomin 1945.
  3. Tajne szkolnictwo w Wołominie w latach 1939-1944, Archiwum ZNP Oddział Wołomin.
  4. Aleksander Gieysztor (1916-1999) – historyk, miediewista, uważany za jednego z najwybitniejszych polskich naukowców. We wrześniu 1945 r. był adiunktem na Uniwersytecie Warszawskim
  5. Stefan Kieniewicz (1907-1920) – historyk, od 1949 r. profesor Uniwersytetu Warszawskiego
  6. Tadeusz Manteuffel (1902-1970) – historyk, mediewista, żołnierz AK, twórca m.in. Instytutu Historii PAN.
  7. H. Nowicka, Rys Szkoły Podstawowej nr 1 w Wołominie, cz. 2, lata 60. i 70., Wieści Podwarszawskie, 2001 nr 11.

Bibliografia:

A. Bochenek, Dobrego jest zawsze mało, Wieści Podwarszawskie, 1998 nr 16; I. Kujawska, Bywałam linoskoczkiem, Głos Nauczycielski 1997nr 26; K. Kwapiszewska, Tajne nauczanie na terenie miasta Wołomina w okresie okupacji (komplety gimnazjalne prowadzone przez „Natalię”), Archiwum ZNP Oddział Wołomin; K. Kwapiszewska, Życiorys, Archiwum ZNP Oddział Wołomin 1974; Wniosek o nadanie Złotej Odznaki ZNP, Archiwum ZNP Oddział Wołomin 1970.

1 Komentarz

  1. Gerwazy

    dziękuje Pani Profesor za wspomnienia o Wołominie moim rodzinnym mieście
    dziękuje za bezstresowe wychowanie za naukę uważnego słuchania nie tylko mitów greckich,za to że chciała się dać lubić jako pedagog z wyższej półki w szkole podstawowej.Interesujące sĄ także wspomnienia Panów Wiśniewskiego i Bublewskiego.Stary Wołomin przeplatał się z Wołominem powojennym ,nie mówiło się idę do sklepu PSS ale „po Gębickim”,ze słuchu pamiętam nazwiska handlowców Mereczynskiej,Dzieciakowej,Ciuka i Socika,a smaku lodów Gilskiej się nie zapomina.Z mojej młodości pamiętam wiele nazwisk dobrych wyrobów piekarniczych;Kakitka,Domurata,Kiełczykowskiego,Turkiewicza,,Podpory,,Szymaniaka,Zycha,Zmudzkiego.
    Może ktoś opowie o historii tych Panów.Pozdrawiam ąutorów wspomnień
    Ger Kru

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.