Wśród wspomnień Antoniego Marianowicza znaleźć można również fragmenty mocno szokujące… Czy był to tylko ponury żart, który przeraził ukrywającą się Żydówkę? Tego się już raczej nie dowiemy.

(…) Pamiętam, że kiedyś — mieszkałem już dość długo z Helenką – przybiegła do nas roztrzęsiona pani Płoszczańska i powiedziała, że ma do nas stuprocentowe zaufanie i musi poradzić się w ważnej życiowej sprawie. Wyznała, że jest Żydówką, wdową po administratorze dóbr Rotszylda w Austrii, który był Francuzem i nazywał się Bonhomme. Młodzi ludzie z miejscowej organizacji podziemnej typu NSZ-owskiego zaczęli ją szantażować. Przywódca był synem znanego budowniczego. Ów młody H. zażądał, żeby pani Płoszczańska wykonywała jego rozkazy. Pierwszym poleceniem było przetłumaczenie na polski Mein Kampf, żeby po wojnie wcielać w życie zawarte w tym dziele zasady. Alternatywą była denuncjacja. Miała do wyboru dwie drogi — zostać i w przyspieszonym tempie tłumaczyć pisma Hitlera albo uciekać gdzie pieprz rośnie. Poradziliśmy jej to drugie wyjście. Zrobiła tak i – o ile wiem – przeżyła wojnę. (…) Na jej miejsce przyszła Fräulein Zarembska. Nieładna, o nieporównanie niższych kwalifikacjach, bezczelna. W bliskiej komitywie z esesmanami – bo poza Jacobim jeszcze paru ich było, wziętych z Volkssturmu dekowników. Jeden był pederastą – wpatrywał się we mnie w sposób zawstydzający, prawił komplementy na temat moich szczególnie zgrabnych nóg i traktował mnie jak panienkę. Wdawałem się z nim w rozmowy na temat bieżącej sytuacji — był dość inteligentny.

Tożsamość “młodego H.” zapewne pozostałaby w sferze domysłów, gdyby nie dalsza część wspomnień…

Antoni Marianowicz urodził się 23 grudnia 1923 r. w Warszawie jako Kazimierz Jerzy Berman, w zasymilowanej rodzinie żydowskiej wyznania ewangelicko-reformowanego. Ukończył Gimnazjum im. M. Reja w Warszawie, dużą maturę zdał na tajnych kompletach w 1941 r. w warszawskim getcie, gdzie rozpoczął też studia prawnicze na kursach adwokata Mieczysława Ettingera. W lipcu 1942 r. wraz z matką wydostał się z getta i używając dokumentów na nazwisko Mieczysław Chmielewski, a potem Antoni Marianowicz pracował dłuższy czas w hucie szkła w Wołominie. Swoje wojenne losy opisał w wydanej w Spółdzielni Wydawniczej “Czytelnik” książce Życie surowo wzbronione.
(H.) wskutek ironii losu poniósł męczeńską śmierć z rąk Niemców. Mówiłem ci, że w Wołominie zabójstwa były na porządku dziennym. Pewnego dnia zamordowano jednego z ważnych niemieckich funkcjonariuszy, przezywanego Ogórkiem. I wtedy Niemcy urządzili największą w historii tego miasta metodycznie zorganizowaną obławę. Od świtu cały Wołomin był otoczony, a posterunki miały połączenia telefoniczne. Przeszukiwano wszystkie domy, od strychów do piwnic. Mieszkańcy stali na podwórkach przez wiele godzin, zgrupowani w zależności od stopnia podejrzeń. Kilkadziesiąt osób, w tym młody H., zostało zabranych w kajdankach. Byli to ludzie, u których znaleziono broń. (…) nie umiałem odmówić prośbie jego ojca, który chciał, żebym poszedł z nim do szefa huty i tłumaczył rozmowę. Stary H. przyniósł ze sobą kilkunastokilogramowe etui ze wspaniałym srebrem wartości muzealnej. Bez ogródek zaproponował Muesowi te i inne cuda jako łapówkę za interwencję na rzecz syna. Niemiec słuchał, patrzył łakomie na srebro, ale kazał staremu zabrać pudło i powiedział, że nic nie obiecuje. Puścił też farbę, że sprawa wyszła z gestii władz lokalnych i że trzeba szukać dojścia w samej Warszawie. H. nic nie wskórał. Nazwisko jego syna znalazło się potem na liście rozstrzelanych.

Powiązanie egzekucji “Ogórka” z obławą wydaje się być nieco naciągane – akcję przeprowadzono 3 kwietnia 1943 roku, zaś obława miała miejsce w pierwszych dniach listopada. Czy “młody H.” to Zdzisław Haberko?

(…) Wpadłem wtedy na pomysł, który pozwolił wyciągnąć z łapanki około stu mężczyzn. Poszedłem do Muesa i powiedziałem, że ta obława to znakomita okazja dla huty, stale cierpiącej na niedobór siły roboczej. Skoro nie udaje się werbować pracowników normalnym trybem, to można wyciągnąć trochę mężczyzn z łapanki i zatrudnić ich u nas. Szef huty uznał to za znakomitą myśl, przydzielił mi bryczkę z Jacobim w charakterze eskorty i kazał objechać punkty łapania, dając nam wolną rękę w kwestii zdobycia stu robotników. Jeździliśmy od punktu do punktu i wyciągaliśmy ludzi. Pilnujący ich żandarmi nie zgłaszali zastrzeżeń, jeśli chodziło o mniej podejrzanych. Część ludzi z tego naboru istotnie rozpoczęła pracę, a część zwiała jeszcze przed rejestracją w hucie. Potem na ulicach, ku mojemu zażenowaniu, błogosławiły mnie matki i żony tych ludzi.

Pozostaje nam wierzyć Marianowiczowo na słowo lub… poszukać w archiwach lub wspomnieniach takich “cudownych ocaleń”. A może poniższa historia znajdzie jakieś potwierdzenie?

Pamiętam też kilka innych interwencji – udanych i nieudanych. Kiedyś na przykład przybiegł do mnie stary robotnik z huty, błagając o ratowanie dwóch synów, których patrol złapał z aparaturą do pędzenia bimbru. Dowiedziałem się, że jednego na miejscu zastrzelono, drugiego zatrzymano w więzieniu. Trzeci syn już dawno siedział w Dachau. Proszony o pomoc Mues najpierw rozłożył bezradnie ręce. A potem powiedział, że nazajutrz przyjeżdża po szkło Haupsturmführer SS i kapitan policji Lange, więc mogę spróbować z nim pogadać. Bałem się, bo Lange budził grozę. Miał dwa metry wzrostu, twarz buldoga – nogi się uginały na jego widok. Ale przezwyciężyłem strach i podszedłem do tego rozkraczonego atlety, który obserwował załadunek towaru na ciężarówkę. Zwróciłem się do niego w imieniu wszystkich pracowników huty i opowiedziałem całą historię. Coś tam burknął i wskazał mi Niemca, który zanotował nazwisko zatrzymanego i okoliczności sprawy, łącznie z danymi o więźniu obozu w Dachau. To już był wielki sukces. (…) to wygląda na cud, ale po dwóch tygodniach wrócił ten syn, który siedział w obozie. Musiało to mieć związek z interwencją Langego. Po wojnie słyszałem plotki, że był Austriakiem, sympatykiem socjaldemokracji, zasłużonym dla polskiego ruchu oporu. Niewyobrażalne, że ktoś o takiej aparycji mógł okazać się przyzwoitym człowiekiem.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.