Lata trzydzieste

Starając się zachować chronologię wydarzeń, sięgam do lat trzydziestych naszego stulecia.

W hucie szklanej „Praca”

… której udziałowcami byli zamożniejsi majstrowie, stwierdzono wybitnie szkodliwe działanie, tak zwanego „psucia szkła”. Działanie to, którego sprawcy nie dawało się wykryć, przynosiło udziałowcom i pracownikom poważne szkody, grożące utratą wiarygodności huty u odbiorców wyprodukowanych wyrobów szklanych. Gdy rutynowe działania śledcze dla wykrycia sprawcy niszczenia wyprodukowanych wyrobów, a nawet samej huty i pozbawieniem pracy licznej grupy pracowników, zawiodły, ktoś wpadł na pomysł zastosowania metody niekonwencjonalnej.

Zaproszono wtedy znanego w tamtym czasie inżyniera Ossowieckiego, którego nadprzyrodzone zmysły pozwalały widzieć rzeczy dla innych osób niewidzialne. Tak więc, w głębokiej tajemnicy, pewnego dnia inżynier-jasnowidz usiadł w portierni huty i przyglądał się wszystkim osobom przechodzącym przez portiernię. W pewnym momencie, jasnowidz wskazał mężczyznę wchodzącego do huty, będącego pracownikiem zatrudnionym przy wytopie szkła. Od tego momentu huta „Praca” zaczęła odzyskiwać  u swych kontrahentów, zachwianą „psuciem szkła”, wiarygodność.

Uważam za cenne przypomnienie, że hutnicy pracujący w warsztatach produkcyjnych każdy wschód słońca, późny wieczór witali i żegnali gromkim „Kiedy ranne wstają zorze” i „Wszystkie nasze dzienne sprawy”.

Jestem też przekonany, że należy wspomnieć co najmniej o dwu osobach związanych z hutą „Praca” i naszym miastem. Pierwszą z tych osób jest pan Piotr Chaberko, wybitny acz samorodny talent w dziedzinie budowy pieców hutniczych, drugą zaś pan Jugo, szef zakładowej Straży Pożarnej, ojciec zamordowanego w końcu roku 1944 przez szalejące wtedy w Wołominie NKWD, Zbyszka.

Obaj panowie, będąc mistrzami w swojej dziedzinie pracy, wielokrotnie ratowali rodziny hutnicze od zagłady spowodowanej utratą miejsca pracy, na skutek awarii lub pożaru w hucie.

Godzi się też wspomnieć…

o patriotycznym wychowaniu młodzieży szkolnej, która pod kierownictwem swych zacnych nauczycieli, brała chyba 100% udział w uroczystościach kształtujących młode charaktery – co tak wspaniale zaowocowało w okresie wojny i okupacji.

78 rocznica odparcia nawały bolszewickiej od wrót Wołomina pozwala przypomnieć, że polowe umocnienia, budowane przez ludność miasta, wykonane zostały dzięki ofiarowaniu potrzebnych do wykonania pracy narzędzi przez firmę pana Feliksa Koprowicza, kupca, gorącego patrioty.

Pan Feliks Koprowicz wraz z młodszym synem Stanisławem został zamordowany w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu. Pozostawiając historykom opisanie szczegółów dotyczących okresu wojny i okupacji (aż dziw, że tego dotychczas nie zrobili), chciałbym jednak przypomnieć niektóre osoby i wydarzenia.

Otóż syn wspomnianego wyżej pana Piotra Chaberko, Zdzisław, jako mocno zaangażowany w pracy konspiracyjnej, został rozstrzelany w egzekucji 100 Polaków w dniu 3 grudnia 1943 roku, na ulicy Puławskiej, pod bramą nieistniejącej już zajezdni tramwajowej. Wraz z nim zginęło tam 18 Wołominiaków, a wśród nich – drużynowy harcerz Henryk Rudziński.

Szmuglerzy

Godna wspomnienia, jest też ofiarna pomoc głodującej ludności Warszawy, udzielana przez tak zwanych „szmuglerów”, mieszkańców Wołomina. Ponieważ kartkowe przydziały mięsa i pieczywa władze okupacyjne ustaliły na poziomie niższym od niezbędnego człowiekowi minimum kaloryczności, sprawą o ogromnym znaczeniu były nielegalne i tępione z niezwykłą surowością, dostawy żywności do Warszawy, właśnie przez wspomnianych wyżej „szmuglerów”. Ci ostatni, a wcześniej od nich wołomińscy rzeźnicy, piekarze i młynarze, podejmowali niemal szaleńcze ryzyko w zdobywaniu i przetwarzaniu środków żywności, wyrywanych wojennej gospodarce okupanta i kierowanych dla mieszkańców Warszawy. Ta działalność karana była wysyłką do obozów koncentracyjnych.

Na warszawskich dworcach kolejowych policja i żandarmeria niemiecka niemal codziennie i w różnych porach dnia organizowała blokady, podczas których odbierano podróżnym większe bagaże. Również na stacji kolejowej w Zielonce żandarmi z Legionowa urządzali polowania na bagaże przewożone pociągiem.

W samym Wołominie rejon stacji kolejowej był nadzorowany przez wyjątkowej krwiożerczości indywiduum noszące ludzkie imię Erik. Człowiek ten,  wspomagany przez wytresowaną psią bestię, patologicznie gnębił i strzelał do mieszkańców Wołomina. Niech mi wybaczy pani Irena R., która być może będzie czytała wspomnienie: będąc w owym czasie kilkunastoletnią dziewczynką, szła do stacji kolejowej w Wołominie z workiem pieczywa, które chciała zawieźć do Warszawy i miała nieszczęście natknąć się na oprawcę Erika, który kopniakami zrzucił ją i niesione przez nią pieczywo na ziemię.

Jestem przekonany, że działalność wołomińskich i nie tylko ich – „szmuglerów” żywności w okresie okupacji zasługuje na wdzięczną pamięć potomnych.

Również należałoby upamiętnić rolę matek polskich wykonujących zadanie zgoła niewykonalne w okresie okupacji – a mianowicie wykarmienie rodzin.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.