Ponad sto lat temu doszło w okolicach Tłuszcza do wydarzeń, które dziś spokojnie mogłyby się stać kanwą dla kinowego wyciskacza łez. Władysław Feliks Symonowicz był synem polskiego emigranta i Francuzki urodzonym w połowie XIX stulecia. Po powrocie do Polski, ożenił się z młodszą o osiemnaście lat Marią z Młodzianowskich. Razem, na początku wieku XX zakupili majątek w Miąsem (koło Tłuszcza) i zamieszkali w tutejszym dworze.

Miąse jak Kraków i Zakopane

Małżeństwo zaadoptowało maleńką Zofię. Wkrótce dwór w Miąsem stał się miejscem niezwykłych wydarzeń i inicjatyw. Bratem Marii był Kazimierz Młodzianowski, artysta, późniejszy żołnierz Legionów Piłsudskiego i międzywojenny polityk. Młodzianowski studiował w krakowskiej ASP i to być może za jego sprawą do Miąsego przybywać zaczęli wybitni artyści z Galicji. Bywał tutaj dyrektor Teatru Miejskiego w Krakowie Józef Kotarbiński, świetny grafik i późniejszy rektor krakowskiej ASP Wojciech Jastrzębowski, pisarz Tadeusz Miciński. Bywał tutaj także jeden z najwybitniejszych mistrzów pióra w tamtym czasie, Stefan Żeromski. Ta niezwykła, galicyjska atmosfera domu Symonowiczów skutkowała tym, że miejsce zostało centrum rodzącego się ruchu chłopskiego. W Miąsem spotykali się liderzy ludowi, zjednoczeni wokół pisma „Siewba”. Sami Symonowiczowie natomiast dbali o mieszkańców Miąsego m.in. założyli szkołę dla chłopskich dzieci i warsztaty tkackie.

Fiołkowe oczy właścicielki dworu

Tak Marię Symonowiczowa opisywała w swym pamiętniku przybrana córka, Zofia, późniejsza Solarzowa:

„Maria skupiała i opromieniała to środowisko swoją inteligencją, urodą i czarem bogatej, twórczej osobowości. Wszyscy ją uwielbiali. Rodzina, goście, poważni działacze, intelektualiści i artyści, lidzie z czworaków i ze wsi. Była piękna, Miała fiołkowe oczy w ciemnej oprawie, jakieś znamię myśli na czole, ogromne warkocze sięgające podłogi, kiedy usiadła na fotelu albo oplatające jasną koroną jej piękną głowę”.

Małżeństwo Marii i pozostającego trochę w jej cieniu Władysława było szczęśliwe… do czasu. Oto pewnego lata do Miąsego przybył Stefan Stasiak, młody dwudziestokilkuletni naukowiec – znawca orientu. Tak wspominała go Solarzowa:

”Nigdy w późniejszym życiu nie spotkałam człowieka, który byłby do niego podobny. Każde jego słowo miało znaczenie jakiegoś zaklęcia, pobudzało do myślenia i wywoływało wzruszenie.”

Tragiczny koniec zakazanej miłości

Wkrótce tych dwoje, zamężną właścicielkę Miąsego i młodszego od niej naukowca połączyło uczucie. Razem postanowili wyjechać do Paryża. Maria nie wahała się porzucić męża i przybranej córki. Nowe uczucie było silniejsze Wkrótce Symonowiczowa urodziła dziecko którego ojcem był Stasiak. Niestety w krótki czas po porodzie zmarła zarówno matka jak i dziecko.

A jakie były dalsze losy innych bohaterów tej historii? Stefan Stasiak kontynuował swoją karierę naukową. Zdobył sławę świetnego indologa i iranisty, w czasie swoich podróży do Indii zaprzyjaźnił się z przywódcą hinduskim, Gandhim. W latach międzywojennych pracował w Uniwersytecie we Lwowie, zmarł w 1962 roku. Władysław Symonowicz po wyjeździe żony rozparcelował Miąse i przeprowadził się w okolice Sandomierza, gdzie dzierżawił folwark Zalesie. Jako zwolennik Piłsudskiego należał do Polskiej Organizacji Wojskowej, Po odzyskaniu niepodległości pracował jako urzędnik m.in. w Sandomierzu. Zmarł w 1926 roku, został pochowany w Białym Kościele.

W tekście wykorzystano cycaty pochodzące z pamiętnika Zofii Solarzowej.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.