W Zielonce rozchodzą się tory kolejowe. Jeden biegnie prosto, zwężając się na horyzoncie w ledwie widoczną linię. Drugi zatacza łuk i ginie wśród piaszczystych wzgórz, porosłych karłowatymi sosnami. Pójdźmy tymi torem, ułożonym na świeżo impregnowanych podkładach. Stal szyn jest matowa. Nie wypolerowały jej jeszcze koła ciężkich wagonów. Za wzgórzami tor urywa się. Wśród krzaków, wśród złocistych wydm, między którymi brudnymi plamami przebłyskuje woda glinianek, wznoszą się smukłe konstrukcje potężnych hal produkcyjnych. Na ich tle, jak mrówki, uwijają się robotnicy w granatowych kombinezonach, Pochylają się ramiona dźwigów. Wre praca. Buduje się największa i najnowocześniejsza w Polsce cegielnia.

„Gabinet” kierownika budowy jest nieokazały: stół, trzy krzesła i szafa. Inżynierowi Zielińskiemu to wystarcza. Najlepiej czuje się wśród gwaru pracy, stuku młotów i pokrzykiwań robotników. Przyzwyczaił się do tego przy budowie baterii koksowniczych w „Kościuszce”, wielkiego pieca w „Bobrku”, gazowni w stolicy, i tu — na piaskach Zielonki — przy wznoszeniu gigantycznej cegielni. Dlatego też nie gościliśmy długo u niego w tym „gabinecie”. — Chodźcie — powiedział, biorąc rulon planów. — Tam na budowie i papiery zaczynają żyć.

Kilkadziesiąt milionów sztuk cegieł rocznie będzie produkowała cegielnia gigant w Zielonce, gdzie budowane są obecnie hale produkcyjne. Na zdjęciu brygada ciesielska Juliana Liwskiego, wykonująca 365 procent normy, montuje świetliki na dachach hal.

To dla nich nie dziwne

Siedzimy oto na żelbetowych belkach, plany ieżą na ziemi, obok mozaika pomocniczych „rysunków”, wykonanych… patykiem na piasku.

— Wybór miejsca pod budowę cegielni nie był łatwy — mówił inżynier. — Glina jest tu wysokowartościowa, ale teren falisty — wzgórza i podmokłe dolinki. Wydawało się, że budowa dużego obiektu przemysłowego będzie tu niemożliwa. Jednak poradziliśmy sobie. Znieśliśmy wierzchołek jednego wzgórza, zasypaliśmy ziemią rozciągającą się obok dolinkę i oto na tym miejscu stoją już na mocnych fundamentach hale.

Powiedział to tak lekko, z takim spokojem, jakby nie było nic łatwiejszego, jak właśnie znosić góry i zasypywać doliny.

Budowana w zadziwiającym tempie Warszawa – rosnące jak na drożdżach MDM, Muranów, Mirów, Mokotów i wiele innych osiedli mieszkaniowych, wołają nieustannie o chleb budownictwa — o cegłę. Cegielnia w Zielonce jest budowana właśnie po to, aby przede wszystkim zaspokoić potrzeby budownictwa nowej Warszawy. Zielonka już w przyszłym roku rozpocznie pracę.

Do budowy dachów hal produkcyjnych cegielni w Zielonce stosowane są luki prefabrykowane. Jedna z dwóch części łuku waży 1800 kg. Na zdjęciu brygada montażowa Stanisław i Ryszard Rytlowie wraz ze Stanisławem Pisarskim, przymocowuje łuk do dźwigu, który za chwilę uniesie go w górę.

Słuchając wyjaśnień inż. Zielińskiego, inż. Pabjanka i sekretarza Podstawowej Organizacji Wardaka, usiłujemy wyobrazić sobie wielkość i doskonałość przyszłych urządzeń cegielni. Nad nami mocarne ramię dźwigu przenosi, jak piórko, część łuku nośnego wagi… bagatela — 1.800 kg. Mały dźwig portalowy podaje gotowe prefabrykaty na wózki, które znikają w głębi hali.

Praca brygad robotniczych, dzięki mechanizacji i stosowaniu prefabrykatów, jest ułatwiona. Najcięższe zadanie wykonują kolejki j dźwigi. Gdy patrzymy na ten zmechanizowany proces budowy fabryki, łatwiej wyobrażany sobie jej przyszłą zmechanizowaną produkcję, kiedy to niewielu robotników będzie wykonywało pracę, do której w starych cegielniach trzeba 3.000 ludzi.

Uważnie śledzi załoga wędrówkę łuku. Powolutku dźwig unosi go, aby następnie postawić ostrożnie na wspornikach hali. Wtedy brygady natychmiast przystępują do zamocowania go specjalnymi jarzmami.
Uważnie śledzi załoga wędrówkę łuku. Powolutku dźwig unosi go, aby następnie postawić ostrożnie na wspornikach hali. Wtedy brygady natychmiast przystępują do zamocowania go specjalnymi jarzmami.

Oddamy wcześniej

Pierwotny plan przewidywał uruchomienie fabryki dopiero w 1953 r. Załoga postanowiła jednak oddać gotową cegielnię już w przyszłym roku, a obecnie wzorem budowniczych Częstochowy, „Kościuszki”, Goizowa — i ten termin pragnie skrócić.

— Zrobimy wszystko, by cegielnię oddać w początkach przyszłego roku — mówi Stanisław Możdżeń z brygady zbrojarzy. Jego koledzy — Julian Guzek, Bolesław Węgliński, Wacław Skiba i brygadzista Józef Kopę milcząco potakują. Zbudowali oni już most Poniatowskiego, Trasę W-Z i most Śląsko-Dąbrowski. Na piersiach Możdżenia, Guzka i Skiby widnieją wstążeczki Krzyżów Zasługi. Tu w Zielonce, spisują się nie gorzej, wykonując 390 procent normy. Pracuje tu i grupa betoniarzy Henryka Jóźwiakowskiego z MDM-u. Bieniek, Stecner, Gańko, Szugiera, Czarnecki, Giermasiński, Szarnowski, Wanach j bracia Burnowie wykonują 383 procent normy.

Niedawno, w związku z zobowiązaniem skrócenia terminu budowy, załoga postanowiła przed nadejściem mrozów wykończyć i przygotować halę do szybszego nakrycia, aby wewnątrz — bez względu na pogodę — prowadzić budowę pieców. Robotnicy schodzili z pracy chyba jedynie dla spożycia posiłków i na 15-minutowe narady wytwórcze. Rezultaty ich rzetelnej roboty — biją w oczy.

Wracając z Zielonki, niedaleko toru kolejowego przechodziliśmy obok ruin małej, starej cegielni. Z gruzów wystawał zardzewiały kocioł, a nad nim wisiały żelazne szczątki poskręcanej transmisji. Cegielnia ta zapewne niczym nie różniła się od setek innych, budowanych kiedyś w Polsce. Dziś — w Zielonce, na ruinach prymitywu i zacofania, wyrasta dzieło twórczej myśli inżynierów j pracy robotników.

Tadeusz Pojmański

Życie Warszawy
R. 8, 1951 nr 248=2466 (18 IX)

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.