Mój ojciec wiceburmistrz

O swoim ojcu i o rodzinie, których życie splotło się z historią miasta, opowiada PIOTR LANGE.

Zwykły-niezwykły dom przy wołomińskiej ul. Legionów. Parterowy, murowany, ukryty niemalże w zieleni. Dokoła wysokie drzewa, piękny ogród. Historia tego stuletniego domu to zarazem historia Wołomina. Jego mieszkańcy od pokoleń są znanymi i szanowanymi wołominiakami, poza tym, bywali tutaj najznamienitsi obywatele miasta, poczynając od dziedzica Woyciechowskiego i jego córki, Wacławy Mossakowskiej.

Obecnie w tym domu mieszka Piotr Lange z żoną Marią i córkami. Żona Maria, wołominianka, była nauczycielką matematyki, córka Katarzyna, absolwentka studiów ekonomicznych już pracuje, natomiast Joanna studiuje dziennikarstwo. Syn Dariusz mieszka w Warszawie, jest oficerem Marynarki Handlowej.

Sto lat temu, w 1905 r. dziadek pana Piotra, Jan Lange, kupił w Wołominie hektarową posiadłość od dziedzica Henryka Woyciechowskiego. Wybudował na niej dom z cegieł pochodzących z cegielni Dyonizy, znajdującej się w miejscu, gdzie obecnie jest Ośrodek Sportu i Rekreacji Huragan. Wówczas ta część miasta, gdzie stanął dom, nazywała się Krępe, nazwa dziś równie zapomniana jak położone w centrum Wiktoryn, czy Henryków.

Jan Lange był stolarzem, pracował w hotelu Bristol, ale z czasem, po tym jak osiadł w Wołominie, związał się z ogrodnictwem i prowadził z żoną Bronisławą gospodarstwo.

Bronisława i Jan Lange mieli jednego syna – Stanisława, urodzonego w 1898 r.

Jaki był jego ojciec? Pan Piotr mówi krótko:

– Dobry, opiekuńczy, działacz społeczny z prawdziwego zdarzenia.

Harcerz z powołania

Stanisław Lange najpierw ukończył szkołę powszechną w Warszawie, a następnie gimnazjum im. Władysława IV. W lipcu 1920 r. wstąpił na ochotnika do wojska, był w Szkole Podoficerów Artylerii w Toruniu, którą ukończył na początku września, uzyskując stopień kaprala. Jednak w walkach zbrojnych Stanisław nie brał udziału, a po wojnie wrócił do szkoły, zdał maturę, zaczął studia na Wydziale Prawa Uniwersytetu Warszawskiego, a następnie w Wyższej Szkole Nauk Politycznych. Po studiach zaczął pracę w Państwowym Urzędzie Wychowania Fizycznego jako specjalista ds. organizacji akcji obozowej.

Jednak znacznie wcześniej, w 1915 r. rozpoczęła się przygoda z harcerstwem, która przemieniła się w pasję na całe życie. Stanisław Lange zdobył wszystkie stopnie harcerskie, do harcmistrza włącznie. Przez wiele lat był komendantem Mazowieckiej Chorągwi oraz członkiem Kwatery Głównej ZHP. Na jubileuszowym Zlocie ZHP w Spale w 1935 r. pełnił obowiązki kwatermistrza. Organizował i prowadził harcerskie obozy instruktorskie nad jeziorem Wigry. Był harcerzem z krwi i kości.

Mimo licznych obowiązków, miał jeszcze czas, by działać w Radzie Parafialnej przy parafii pw. Matki Bożej Częstochowskiej, a nawet przewodniczyć Radzie.

Wiceburmistrz

Zapewne zarówno zdobyte wykształcenie, jak i działalność społeczna oraz to, że rodzina była doskonale znana, spowodowało, że Stanisław Lange został wiceburmistrzem Wołomina (burmistrzem był Mieczysław Czajkowski). Po raz pierwszy pełnił tę funkcję w latach 1929-1932, a następnie, już w czasie okupacji, od połowy 1940 r. do sierpnia 1943 r.

– Nie pamiętam czasów, gdy ojciec był burmistrzem. Nie wiem, w jaki sposób wtedy wybierało się burmistrza, nie wiem, jakie były obowiązki ojca i jakie decyzje podejmował. W ogóle, o swojej pracy w magistracie ojciec mówił niewiele, wolał opowiadać o harcerstwie. Jednak w tych latach Wołomin prężnie się rozwijał, władze działały z myślą o wszystkich mieszkańcach, dobrze układała się współpraca ze społecznością żydowską, wśród której byli właściciele fabryk i sklepów. W okresie międzywojennym ta współpraca doskonale funkcjonowała.

Gościnny dom

W 1935 r. Stanisław Lange ożenił się z Antonią Łukasiak, wołominianką, której ojciec był hutnikiem w hucie Vitrum. Doczekali się dwóch synów: Dobrosława i Piotra.

Dom państwa Lange był niezwykle gościnny. Bywał tutaj przyjaciel rodziny, dziedzic Woyciechowski wraz z córką Wacławą Mossakowską, w odwiedziny przychodził pierwszy wołomiński proboszcz ks. Jan Golędzinowski, wpadał doktor Izdebski. Najbardziej znane przedwojenne osobistości wymieniane są w rodzinnych opowieściach.

– Profesor Mossakowski herbatę pił wyłącznie w szklance, inaczej nie chciał. A przecież mama miała specjalną porcelanę – wspomina pan Piotr.

Przed wojną, koło domu prowadziła droga na stadion sportowy. Zresztą, domów było tu niewiele, w najbliższej okolicy niewiele ponad dwadzieścia. Jak z ogrodu Langów wyszło się na ulicę Topolową, to aż do Kobyłki była wolna przestrzeń, tylko pola i łąki.

– Na stadion nie chodziłem, nigdy nie pasjonowałem się sportem – opowiada pan Piotr. – Ale w niedzielę, jak był mecz, to pół Wołomina całymi rodzinami, z koszykami pełnymi jedzenia, szło na stadion. Mój dziadek, który prawie wszystkich znał, siadał na kamieniu przed domem i do każdego zagadywał, rozmawiał. Ludzie bardzo dziadka szanowali, gdy umarł w 1955 roku nieśli trumnę z domu aż do kościoła Matki Bożej Częstochowskiej. To o czymś świadczyło, dziadek cieszył się wyjątkowym mirem.

Wykupiony z Pawiaka

W sierpniu 1943 r. po Stanisława Lange przyszło gestapo.

W czasie okupacji Lange ponownie był zastępcą burmistrza, działał w Narodowych Siłach Zbrojnych i Radzie Głównej Opiekuńczej (podobno to właśnie pomoc Żydom w ramach RGO była pretekstem do aresztowania), wspomagał działalność konspiracyjną harcerzy, pisał do prasy podziemnej.

– Tata się ukrywał, dlatego gestapo wzięło mamę, wywiozło ją do Radzymina i zapowiedziało, że jeśli tata sam się u nich nie stawi, to przyjdą po nas, po dzieci.

Stanisław Lange został osadzony na Pawiaku, skąd wyszedł w listopadzie 1943 r. – został wykupiony przez rodzinę przy wydatnej pomocy Stefana Nasfetera.

– Pamiętam jak przez mgłę, miałem wtedy trzy lata – bawię się w przedpokoju, otwierają się drzwi i wchodzi tata. Wychudzony, osłabiony, ale wrócił…

Wśród rodzinnych pamiątek zachował się list, napisany z Pawiaka:

Moi kochani! Jestem zdrów i czuję się dobrze. Do tej pory otrzymałem trzy paczki odzieżowe i pięć żywnościowych. Ostatnią otrzymałem 10 października. Jestem bardzo wdzięczny za modlitewnik, który jest dla mnie wielką duchową radością. Kiełbasa z ostatniej paczki bardzo mi smakuje. Do tej pory otrzymałem przed trzema tygodniami Twoją kartę z 17 września, za którą bardzo dziękuję. Cieszy mnie zdrowie Wasze i dzieci. Jestem zadowolony, że Dobek chodzi do szkoły. Czy otrzymujesz pomoc z mojego biura? Kto Wam pomaga? Twoje paczki żywnościowe są bardzo dobre, ale zdaje mi się, że bardzo kosztowne. Nie przysyłaj mi zup, ponieważ nie mogę ich gotować. W następnej paczce przyślij mi kawałek pieczonego mięsa. Piotruś śni mi się wciąż. Czy robisz Dobkowi palto zimowe? Całuję Was wszystkich, szczególnie Dobka i Piotrusia. Pisz często i po polsku. Wasz Stach.

Działacz społeczny do samego końca

Rodzina doczekała końca wojny, choć ostatnie miesiące były szczególnie trudne. W domu Langów urzędowali najpierw Węgrzy, następnie Niemcy, a na koniec Rosjanie, którzy zresztą najbardziej dali się we znaki. W sierpniu 1944 r. mieszkańcy tej części miasta zostali wysiedleni za tory, Langowie schronili się u zaprzyjaźnionej rodziny Dzwonkowskich. Ale dziadek Jan z żoną najszybciej jak mogli wrócili na ul. Legionów, by bronić domostwa przed doszczętnym splądrowaniem.

– Wkrótce potem, jak do Wołomina weszli Rosjanie, tatę zaczęło szukać NKWD. Zawsze chował się w szpitalu u doktora Izdebskiego. A przecież wywieźli stąd niemało ludzi, np. mecenasa Kowalskiego, właściciela willi ?Patria?.

Na początku 1945 r. Stanisław Lange zaangażował się w odbudowę kościoła Matki Bożej Częstochowskiej, stanął na czele fundacji, której głównym celem było ufundowanie kościelnych organów. W tym samym czasie zaczął pracować jako urzędnik w Straży Ochrony Kolei na dworcu Wschodnim. Po kilku miesiącach został dyrektorem ds. administracyjnych i handlowych w Państwowych Zakładach Wydawnictw Szkolnych w Warszawie. Pracował tam pięć lat, po czym został zwolniony – UB nie mógł darować przedwojennej harcerskiej działalności.

Choć zdrowie zaczynało już szwankować, były wiceburmistrz pełnił jeszcze funkcję prezesa wołomińskiego oddziału PCK, poza tym zbierał fundusze na zakup karetki pogotowia.

Stanisław Lange zmarł 21 kwietnia 1960 r., miał 62 lata. Był dwukrotnie odznaczony Krzyżem Zasługi – Srebrnym w 1938 r. i Złotym w 1948 r.

Mam swój ogród, pszczoły, króliki…

Kilka lat wcześniej, w 1956 r. Stanisław Lange, przy znaczącej pomocy syna Piotra, założył w Wołominie Koło Pszczelarskie. Ule zawsze były w ogrodzie Langów, pierwsze postawił dziadek Jan niedługo po osiedleniu w Wołominie.

– Pszczelarze zawsze lubili się spotykać, dlatego chętnie przystępowali do koła. Ale nigdy bym nie pomyślał, że koło tak się rozrośnie, że kiedyś będzie obchodzić półwiecze istnienia.

Piotr Lange odziedziczył rodzinną, pszczelarską pasję.

– Można grzebać w znaczkach, można polować, a można też hodować pszczoły. To owad bardzo ciekawy, wciąż niezbadany. Niby udomowiony, a dziki, żyje własnym życiem, w zgodzie z rytmem przyrody. Potrafi być nieprzyjemny ze względu na użądlenia, ale do tego można się przyzwyczaić. Tego lata pszczoły dostały mi się pod kapelusz, żona z córką wyjęły mi trzydzieści żądeł z głowy, nie mówiąc już o plecach i rękach.

Piotr Lange zbiera miód: akacjowy, lipowy i wielokwiatowy.

– Jeszcze w latach 50. można było mieć na terenie Wołomina miód wrzosowy. W lasach Nasfetera były piękne wrzosowiska. To wyjątkowo smaczny miód, lekko gorzkawy, brązowy, o galaretowatej konsystencji. Choć osobiście preferuję miód spadziowy, wyrabiany tylko na Podkarpaciu, gdzie są jodłowe lasy. Z obecnych na naszym terenie lubię miód akacjowy, jasny, bardzo delikatny, niekrystalizujący się.

Przez 48 lat Piotr Lange był sekretarzem Koła Polskiego Związku Pszczelarskiego w Wołominie; przez 8 lat sekretarzem wojewódzkim; przez 4 lata przewodniczył komisji rewizyjnej.

Za swoją działalność w Związku Pszczelarskim został odznaczony najwyższym odznaczeniem – Złotą Odznaką PZP.

Swoje życie zawodowe Piotr Lange związał z przyrodą i pszczołami. Po studiach na Wydziale Ogrodniczym SGGW pracował przez wiele lat w Centrali Spółdzielni Ogrodniczej w Warszawie, w dziale pszczelarstwa, a od 1989 r. do emerytury w wołomińskim Urzędzie Miasta, w wydziale rolnictwa i ochrony środowiska.

Pan Piotr zapewnia, że nie nudzi się na emeryturze. Ma swój ogród, pszczoły, króliki, jest również ławnikiem w sądzie. W wolnym czasie lubi czytać, głównie książki historyczne i pszczelarskie. A wśród tych książek historycznych, które przeczytał, brakuje mu jednej – obiektywnej historii Wołomina. Warto taką historię spisać i to jak najszybciej, dopóki żyją świadkowie tamtych zdarzeń. Dopóki w takich stuletnich domach są pamiątki, zdjęcia i dokumenty. Dzięki temu ocaleje pamięć o ludziach, którzy tak wiele zrobili dla tego miasta, o takich ludziach, jak Stanisław Lange.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.