Mury sterczą żałośnie

Miasto Wołomin, niedawno jeszcze puste piaski, rozwija się bardzo żywo i rozciąga wzdłuż plantu kolei petersburskiej. Ma ono wraz z okolicami dużą przyszłość przed sobą. Sadowić się tam zaczynają niewielkie fabryki. Od Wołomina już trzy linje tramwajowe prowadzą do całego szeregu letnisk w różnych kierunkach. W odległości wiorsty od stacji kolejowej na prawo w bok, piasczysta droga przez zwykły lasek wiedzie do wsi Lipiny. W kącie rozwartym, utworzonym przez tę drogę, w bardzo pięknem położeniu, duża budowla świeci czerwonemi cegłami. Zbliżamy się z ciekawością, pytając coby to być mogło? Nowa fabryka, śpichrz wielki, czy coś innego. Otóż nie! Są to mury zamierzonego kościoła!

Mury pod dachem… opuszczone i zaniedbane, zaniedbane od dłuższego już czasu. Co to może znaczyć? Któż się tem zajmuje? Ano!, pieniędzy zabrakło… Nikt się nie zajmuje. Przed dwoma laty jeszcze przed kościołami w Warszawie, w pociągach kolejowych zbierano datki „na budowę kościoła w Wołominie”. Teraz wszystko ustało, a mury sterczą żałośnie, osypując się miejscami. Z darza się nieraz, że do takiego przedsięwzięcia, jak wzniesienie domu Bożego, przystępuje się licząc siły na zamiary z tą wielką ufnością, że ofiarność publiczna nie zawiedzie. Ofiarności tej jednak trzeba dopomagać. Nie płynie ona sama, jak potok samorodny, lecz wymaga pewnego trudu, aby jej źródło otworzyć.

Dla kościoła w Wołominie trudu tego jednak nikt nie podejmuje!

Przypuśćmy nawet, że wszystkie wysiłki, gdyby były robione – skutku nie odnoszą, to i wtedy jednak rola inicjatorów nie może się ograniczyć do założenia rąk i oczekiwania w milczeniu… zmiłowania Bożego. Trzeba żal swój wynurzyć i bezczynność swoją usprawiedliwić, a wtedy może znalazłyby się i sposoby pomocy, któreby rozpoczęte dzioło pomyślnie do zakończenia doprowadziły.

Sterczące w polu mury kościoła w Wołominie domagają się dalszej pracy.

Kurjer Warszawski
R.93, nr 227 (18 sierpnia 1913)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.