Nasza huta w latach 1960-1970

Okres poprzedniego dziesięciolecia zadecydował o kształcie organizacyjnym i profilu produkcyjnym zakładów wołomińskiej huty szkła. Niestety plany inwestycyjne rozwoju huty wykonywane były na kolanie przez ówczesne jednostki projektowe zajmujące się naszą szklarską branżą. Liczne błędy ujawniające się w trakcie produkcji utrudniały ciągle prace i zmuszały do ich usuwania i nieustającego modernizowania zasadniczych i towarzyszących urządzeń na zakładzie „A” i oddalały osiągnięcie założonej projektowej wydajności ok. 40 mln butelek rocznie. Jeszcze w 1965 r. brakowało prawie 500.000 szt do tej wydajności. Siłami specjalistów z huty przekonstruowano działanie automatów produkujących butelki z przystankowych na bez przystankowe i to zdecydowanie wpłynęło na znaczne przekroczenie projektowanej wydajności. 1 stycznia 1962 r. przyłączono do huty wołomińskiej jeszcze hutę szkła „Przyszłość” w Tłuszczu tworząc niejako filie, zajmującą się produkcją termosów. Znaczną poprawę w produkcji i większym wyeliminowaniu braków a także zmniejszenie nakładu czasu pracy na jednostkę produkcyjną dała nowa metoda formowania dwuściennego szkła wkładu termosowego opracowana przez „huckich” specjalistów ogłoszonych patentem, chociaż są teraz głosy, że pomysł został zaczerpnięty z innego źródła. Być może, że to złośliwe plotki usiłujące oczernić ówczesnych wołomińskich specjalistów, ale przyglądając się pracy przy wdrożonej już produkcji wkładów termosowych biła duma u pracowników huty, że to nasz wołomiński zbiorowy pomysł. A niestety z wielkich odkryć w technice Wołomin wówczas raczej nie słynął, chociaż była w tamtym ustroju moda na wszelkie pomysły racjonalizatorskie ale z uwagi na niski stopień możliwości wdrażania pozostały przeważnie w szufladach i archiwach.

 

Trzeba dodać, że tak duże zwiększenie produkcji wkładów termosowych już wtedy znacznie ograniczyło import tych naczyń z zagranicy a z czasem staliśmy się liczącym się eksporterem. Należy również dodać, że z dn. 31 grudnia 1961 r. zaniechano dalszej produkcji ozdób choinkowych. I tu znowu nowe pociągnięcia rozwiązujące podstawowe problemy organizacyjne. W Warszawie zaprzestano obróbki wkładów termosowych, przenosząc wszystko do Tłuszcza, a w Warszawie pozostało jedynie przetwórstwo szkła laboratoryjnego, na niedługi już czas bowiem miało nastąpić całkowite przeniesienie tegoż do Wołomina, co stało się 25 lipca 1964 r. Tak piękny nowy budynek o kubaturze 17 tys. m2 i należytym zapleczu technicznym był gotów na wydajne przetwórstwo wyrobów dostarczanych z Zakładu „B” i zarazem przyczynił się do likwidacji zakładu w Warszawie i przeniesienie go właśnie do nowo powstałego zakładu „C”. Teren i budynki zakładu w Warszawie został przejęty przez Polska Akademie Nauk.

Plan gigantycznej jak na Wołomin rozbudowy zaczął się już w 1958 r. założeniami projektowymi, w 1959 r. wstępny projekt, a początkiem 1961 r. rozpoczęła się budowa, której generalnym wykonawcą został warszawski „Beton-Stal”. Powstała w ciągu ponad 5 lat nowa kompletna huta szkła technicznego – od magazynu surowców do magazynu wyrobów gotowych. Nowy główny blok produkcyjny to powstanie 4 pieców wannowych z kompletnymi liniami technologicznymi. Dwa pieca na produkcje wyrobów ze szkła „Termisil” , jedna „Silvit” i jedna termosowa. Niestety nie podniosło to na razie wydajności z uwagi na niedobór hutników. Zastrzyk hutników powstał po likwidacji huty szkła „Targówek” w Warszawie w czerwcu 1966 r., kiedy zarazem do Wołomina przeniesiono produkcje szkła sanitarnego i medycznego. Zakład „B” był również producentem elementów składowych szklanych rurociągów i aparatury przemysłowej do produkcji np. art. spożywczych, których montaże wykonywali pracownicy huty w wielu zakładach w miejsce drogich metali kwasoodpornych czy kolorowych. Mimo przeniesienia produkcji termosów do Tłuszcza, tamta huta jak piszą we wspomnieniach nie nadawała się do większej rozbudowy a jedynie do modernizacji. Jednakże przeprowadzone badania wstępne w postaci ekspertyzy Biura Projektów Przemysłu Szklarskiego wykazały nieopłacalność dalszej produkcji tam i wniosek o likwidacje zakładu z uwagi na bardzo zły stan techniczny budynków, brak uzbrojenia terenu, budynki bez fundamentów co uniemożliwiało ich remont, zgrzybienie, fundamentalne naruszenie przepisów bhp i p.poż przy podstawowych stanowiskach pracy i brak możliwości poszerzenia terenu celem przeprowadzenia ewentualnej przebudowy. Dzisiaj to brzmi śmiesznie ale uzasadnienie było trafnie napisane by zakład zlikwidować w szybkim czasie. Bo w porównaniu do Wołomina gdy rozbudowano zakład „B”, po prostu za prawie bezcen zagarnięto tereny rolnicze okolicznych mieszkańców i wybudowano hutę, a do prawie dzisiaj jeszcze trwały sądy i zwracanie zaległych należności. Taki to był ustrój, najpierw brano teren a potem ewentualnie rozliczenie się.

Co by nie powiedzieć, pracownikom huty w Tłuszczu z uwagi na brak na miejscu pracy pozostało, dojeżdżać do Wołomina. Ostatecznie 30 maja 1970 r. nastąpiło wygaszenie pieca szklarskiego.

Połowa lat sześćdziesiątych to w Wołominie jeszcze jedno ważne wydarzenie w życiu miasta. W pobliżu tj ok. 12 km od Wołomina przebiegała magistrala gazowa zasilająca Warszawę. W ten sposób powstała szansa by używany dotąd węgiel kamienny zastąpić o wiele doskonalszym gazem ziemnym.

Równocześnie nastąpiła również potrzeba przebudowy niektórych urządzeń towarzyszących procesowi obróbki szkła.  Zmiana medium z gazu  z gazogeneratorów (zgazyfikowany węgiel kamienny) na gaz ziemny  z uwagi na zwiększoną kaloryczność,  spowodowała ponowną potrzebę  przebudowy palników wanien i  kratownicy ceramicznej regeneratorów odzyskiwania ciepła, ale efekt był imponujący – podwojenie wydajności topienia masy szklanej. Równocześnie nastąpiła również potrzeba przebudowy  niektórych urządzeń towarzyszących procesowi obróbki szkła.

Zmniejszenie tych smrodliwych emisji na miasto i jego mieszkańców to jedno, ale stworzyła się możliwość podniesienia standardu życia mieszkańców poprzez wykorzystywanie gazu do celów komunalnych. Gazyfikacja objęła prawie całe miasto. Ciągłe rowy na ulicach przy układaniu gazociągów to niekończący się od dziesięcioleci widok wołomińskich ulic ale i niezwykła korzyść na którą tak długo czekano w porównaniu do innych krajów.

Ponieważ w tamtym czasie w latach 60-tych pracownicy należeli do Związku Zawodowego Chemików, corocznie uczestniczyli jako grupa z wołomińskiej huty szkła w turystycznych rajdach pieszych w bardzo atrakcyjne miejsca naszego kraju.

Zakładowy Dom Kultury – dzisiaj MDK

Należy jeszcze wspomnieć, że przed powstaniem Zakładowego Domu Kultury w biurowcu po pracy w godzinach popołudniowych na Sali konferencyjnej, miał próby bardzo wówczas znany na Mazowszu zespół big-beatowy „Jupitery”. Ten sekstet o składzie: trzy gitary, saksofon, perkusja, organy i kilku wykonawców, miał mnóstwo sympatyków i fanów.  Członkowie zespołu to pracownicy huty, członkowie rodzin pracowników huty i młodzi mieszkańcy Wołomina. Wszystkie najważniejsze uroczystości na szczeblu lokalnym czy nawet centralnym odbywały się przez kilka lat z jego udziałem.

Równolegle ze wznoszeniem domu kultury prowadzone były prace przy urządzaniu ośrodka rekreacyjno-wypoczynkowego w miejscowości Barcice nad Bugiem. Ośrodek ten składający się z domków kempingowych budowany był w czynie społecznym przez pracowników huty.

I jeszcze jedno co powstało w ramach działań wołomińskiej huty szkła, to oczywiście Zakładowy Dom Kultury, co nastąpiło w Dniu Chemika 4 czerwca 1970 r. Inne było przeznaczenie niektórych pomieszczeń niż to jest dzisiaj, bo oprócz sali widowiskowej i nieśmiertelnej przez lata klubo-kawiarni były również biblioteka, pomieszczenie gier i pracowni a także gabinet zabiegowy czy zakładowa przychodnia zdrowia. Prężne koła zainteresowań żywiołowo rozwijały się co wpływało na działalność kulturalną w całym mieście. Sekcje: muzyczna, teatralna, plastyczna i sportowa później Klub sportowy „Silvit” (piłka nożna, szachy i brydż sportowy) były wszystkim znane. Różne były losy poszczególnych sekcji ale a ich tle wyróżnia się działalnością zakładowa orkiestra dęta.

6 Komentarzy

  1. Pingback: Nasza huta w latach 1960-1970 | WWL Media

  2. KLUCHA

    To moje czasy. Z racji pełnionej funkcji ( kier. zestawiarni) byłem odpowiedzialny za powieszenie hasła na uskoku dachu zestawiarni. Hasło jest widoczne na zdjęciu: WIĘCEJ WYTWORZYMY- WIĘCEJ PODZIELIMY.Propozycje haseł wychodziły z Komitetu Zakładowego PZPR. W tych propozycjach było hasło: PRACUJĄC DLA KRAJU- PRACUJEMY DLA SIEBIE. Zaproponowałem odwrócenie treści: PRACUJĄC DLA SIEBIE-PRACUJEMY DLA KRAJU. komitet nie zgodził się.

    1. Łukasz RygałoŁukasz Rygało

      ciekawa historyjka…

  3. KLUCHA

    Ryszard, jedno muszę sprostować,zdjęcie nie może pochodzić z lat 60- 70, bo widać na nim budowle, które powstały w czasie modernizacji zakładu A która rozpoczęła się 1970r. Zresztą tak idiotyczne hasła trzeba było wieszać za GIERKA, za GOMUŁKI było to nie do pomyślenia. Pamiętam jeszcze dwie śmieszne historie związane z dekorowaniem huty, między innymi na 80-cio lecie. Huta wtedy wydała ogromne pieniądze na dekoracje. Mój kolega zawodowy plastyk przez miesiąc zarobił na malucha, ale nie chce mi się tego opisywać.

  4. KLUCHA

    Piszesz w swoim artykule o błędach projektowych, nie wiem skąd czerpałeś tą wiedzę, wiem natomiast, że jest ona nie prawdziwa. Ja tam byłem przez 30 lat. Uważam,że wszystkie trudności jakie wynikały przy produkcji automatycznej butelek, były wynikiem prymitywnej działalności służb mechanicznych huty, którą zarządzał dz. gł. mechanika. moim zdaniem było to zarządzanie na poziomie wiejskiej kużni. NIECH MI KTOŚ POWIE DLACZEGO PRZEZ CAŁE SWOJE ISTNIENIE NIGDY HUTA W WOŁOMINIE NIE ZATRUDNIŁA INŻYNIERA MECHANIKA PO POLITECHNICE WARSZAWSKIEJ< MIMO ŻE WA-WA BYŁA TAKBLISKO WOŁOMINA Ja to wiem, ale chciałbym, żeby mnie ktoś na koniec mojego życia w tym utwierdził.

  5. KLUCHA

    Piszesz w swoim artykule o błędach projektowych, nie wiem skąd czerpałeś tą wiedzę, wiem natomiast, że jest ona nie prawdziwa. Ja tam byłem przez 30 lat. Uważam,że wszystkie trudności jakie wynikały przy produkcji automatycznej butelek, były wynikiem prymitywnej działalności służb mechanicznych huty, którą zarządzał dz. gł. mechanika. moim zdaniem było to zarządzanie na poziomie wiejskiej kużni. NIECH MI KTOŚ POWIE DLACZEGO PRZEZ CAŁE SWOJE ISTNIENIE NIGDY HUTA W WOŁOMINIE NIE ZATRUDNIŁA INŻYNIERA MECHANIKA PO POLITECHNICE WARSZAWSKIEJ< MIMO ŻE WA-WA BYŁA TAK BLISKO WOŁOMINA Ja to wiem, ale chciałbym, żeby mnie ktoś na koniec mojego życia w tym utwierdził.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.