We wsi Turzu (p. Radzymiński) mieszka pewien gospodarz. Nazwiska tu jego nie wymieniam, choć by mu się to słusznie należało. Po siada on dwadzieścia kilka morgów ziemi hypotecznej, a ma takie przekonanie, że rozum na bywa się wraz z paltem od żyda — i dlatego też nie tylko, że sam nie wierzy tym, którzy się starają rozkrzewiać oświatę, ale jeszcze, o ile może, ludzi od tego odciąga. Mówi naprzykład, że kto się zapisze na członka Macierzy Szkolnej, przynęcony z początku niedużą składką, musi później nietylko płacić zamiast jednego rubla piętnaście, ale jeszcze odrazu musi zapłacić ze 300 rub. za szlachectwo, do którego będzie przyniewolony! Nie jeden może pomyśli, że aż takie głupstwa, to już nie będą miały żadnego posłuchu; otóż i takie bzdury znajdują, niestety, u nas jeszcze wiarę. Ludzie ciemni, przyniewoleni i przyzwyczajeni do ciemnoty, niechętnie spoglądają nawet na te ustępstwa, które rząd daje. Wielu mówi: „Co to będzie? Ha! coś będzie… jednak niczego dobrego się nie spodziewać”… To też łatwiej wierzą bajkom, jak prawdzie. Dowodem tej ciemnoty jest to, że z sześciutysięcznej parafii zapisało się na członków Macierzy Szkolnej zaledwo stu ludzi. Biedna ta okolica, w której niema prawdziwych przyjaciół oświaty; lecz o wiele biedniejszą ta, która ma podobnych wrogów.

Siewba – organ ludu polskiego
R.1, nr 3, 2 grudnia 1906

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.