O moim pryncypale

Dawno, dawno temu, bo jeszcze przed pierwszą wojną światową, w Wołominie, w restauracji zwanej „Pod Strzechą”, odbywał się bankiet, fundowany przez właściciela garbarni – pana Bajera. Uczestnicy bankietu fetowali szefa grupy mechaników, którzy po mistrzowsku wykonali modernizację miejscowej garbarni. Jednym z uczestników imprezy suto zakrapianej alkoholem był pan Feliks Koprowicz, szef tej grupy właśnie. Po kilku toastach wzniesionych na cześć mistrza, jeden z uczestników bankietu zgłosił propozycję, aby pan Koprowicz związał się na stałe z Wołominem. Właśnie nadarza się okazja wprost wyśmienita, jest bowiem do sprzedania duży lokal sklepowy przy ulicy Kościelnej, w którym energiczny pan Feliks może osiągnąć handlowy sukces. Spożyty alkohol ułatwił podjęcie decyzji kupna lokalu i w ten sposób pan Koprowicz stał się właścicielem firmy „Sklep Polski Feliksa Koprowicza” w Wołominie.

Wkrótce okazało się, że właściciel firmy jest utalentowanym kupcem. Nastąpił gwałtowny rozwój wielobranżowego sklepu, w którym znalazło zatrudnienie kilka osób. Po zakończeniu I wojny światowej firma „F. Koprowicz” stała się największą placówką handlową w mieście, a jej szef został uhonorowany stanowiskiem prezesa Stowarzyszenia Kupców Polskich w Wołominie. Znaczenie firmy rosło równolegle z rozwojem miasta. Pan Koprowicz był osobą wyróżniającą się prawością charakteru, uczciwością i ofiarnością społeczną. Te cechy spowodowały, że został honorowym skarbnikiem Rady Parafialnej powołanej przez księdza proboszcza Jana Golędzinowskiego, który w osobie pana skarbnika miał chyba wyróżniającego się sponsora, tak cennego w okresie budowy wołomińskiej świątyni. Pan Koprowicz był także prezesem Związku Właścicieli Nieruchomości w Wołominie i wiceprezesem Ochotniczej Straży Ogniowej. Warto wspomnieć, że będąc pracodawcą, przygotował w swojej firmie do wykonywania zawodu kupieckiego kilku pracowników.

W okresie okupacji niemieckiej pan Feliks Koprowicz wraz z młodszym swym synem, prezesem Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży Męskiej w Wołominie, zostali aresztowani przez Gestapo i po krótkim pobycie w Auschwitz zmarli na tyfus, którego epidemia panowała wtedy w obozie. Cześć ich pamięci!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.