Od rana idą żołnierze, zmordowane chłopaki. Gdzieś pogubili nakrycia głowy, rozdajemy im berety, jakie są w domu. Humory setne i takie miłe chłopaszki. Piją wodę i żartują. Ulęgałka, która rośnie pod parkanem obdziela wszystkich – cywilów i żołnierzy. Jeden ma chory palec, smaruję mu maścią i bandażuję. Ciągle naloty i walki w Warszawie. Pozbierałam co lepsze książki i zakopałam przed pożarem. Chodzę, robię, zbieram, chowam do ziemi, a ciągle myślę, co z nimi? co z nimi? Kiedy ich zobaczę? Kiedy jaka wiadomość będzie? Ludzie wciąż kręcą się z tobołami, ale trudno mi każdego pytać, tym bardziej, że wiadomości całkowicie sprzeczne. Wartowałam z Marysią od 11 do 2-ej w nocy.

11 września 1939

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.