Jasio idzie do Warszawy. Jest podobno odezwa i nawołuje przez radio prezydent Starzyński, żeby pracownicy miejscy byli na swoich stanowiskach. Przychodzą dwaj inni pracownicy, Kukla i Berezin, mają iść razem – zameldować się i wrócić, jeśli roboty nie będzie. Szykuję walizkę Jasiowi, nie wiadomo co kłaść? Bo mogą pobyć kilka dni, a może będą odcięci, a może to, a owo. W głowie się mąci od myśli.

Jasio odszedł. Szyjemy z piernata poduszki cztery i trzy jaśki do szpitala. Iść nie można, bo ciągle samoloty. Strzelanina w Warszawie. Istne piekło, co się tam dzieje! O pójściu do szpitala nie ma mowy, wyszykowałam paczki z poduszkami, jakieś serwetki, piwki i kieliszki do lekarstw, porobiłyśmy bandaże. Zawinęłam i niech czeka.

W domu ogromnie pusto. Basia przeniosła się do Jasi. Na tej stronie domu jestem sama i mam moc czasu do rozmyślań. Łuny na Warszawie, strzały ciągle.

13 września 1939

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.